czwartek, 26 grudnia 2019

Kącik dobrej poezji

Święta, Święta... a okazuje się, że trafiają mi się niespodziewane chwile wolnego czasu. W tle już kolejny dzień „lecą” kolędy, wokół cisza i spokój. Mam do wyboru kilka rzeczy - zalec przed telewizorem, zanurzyć się w lekturze książki (prezentu od Mikołaja :-), uciąć sobie drzemkę. Wybrałam czwartą opcję - nadrobić zaległości na blogu. Najwięcej uzbierało mi się książek do opisania. Inne tematy rodzą się i umykają w nadmiarze obowiązków. Liczę jednak na jakąś, chociaż chwilową, odmianę.
Ze stosika przeczytanych książek wybrałam kilka tomików poezji.

Jestem tu tylko przelotem , Halina Sitarska-Ruzik, Wydawca: autorka, Poniatowa 1999 r.

Już nie pamiętam, w jakich okolicznościach trafił w moje ręce ten niewielki, a jakże głęboki duchowo tomik poezji (na pierwszej stronie widnieje jej odręczny podpis).
Wiersze, jak modlitwy, rozsypane są na białych kartach tomiku. Całość dopełniają czarno-białe zdjęcia leśnych traktów z okolic Poniatowej. Skromność tego prywatnego wydania powoduje, że naprawdę najważniejsza staje się jego treść.
Recenzent poezji Haliny Sitarskiej-Ruzik, Mariusz Choina, ujmuje to tak: Jest to skowyt zagubionego człowieka żyjącego u schyłku XX wieku. Zagubionego, bo przyszło mu żyć w czasach, w których coraz trudniej jednoznacznie stwierdzić co jest dobre, a co złe. Sama często czuję się takim zagubionym człowiekiem, ale w przeciwieństwie do pana Mariusza, nie odbieram autorki jako osoby zagubionej. Wprost przeciwnie, jej wiara w Boga, wyrażona w poezji, świadczy o tym, że jej osądu w rozróżnianiu dobra od zła nic nie zaburzy. Ta wiara jest również moim fundamentem dziś. Od powstania tomiku upłynęło 20 lat i rozróżnienie dobra od zła, dla ludzi nie znających lub nie uznających Bożych praw, jest jeszcze bardziej rozmyte.  
Znamienne jest to, Komu autorka dedykuje swoje wiersze: Chwała Ci Boże! Jezu, dziękuję Ci, że stanąłeś na mojej drodze i idziemy teraz razem. Dziękuję Ci, że mnie zbawiłeś i jesteś moim Panem. Te wiersze przynoszę Tobie Boże z moim dziękczynieniem!   


Myśli w biegu, Sławomir Sikora, Wydawnictwo Warto, Dzięgielów 2014 r.

Sławomir Sikora jest duchownym Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jak ujął to trafnie ks. Ryszard Bogusz: To radość, gdy dobry duszpasterz jest również ciekawym twórcą.
Życie rodzinne, życie zawodowe oraz zainteresowania sportowe składają się na treść wierszy Sławomira Sikory. Zmuszony pogarszającą się kondycją zdrowotną, na zalecenie lekarza, zaczął biegać. Jego pasją stały się maratony. Zaś wiersze powstają podczas samotnego biegania.
Jak stwierdza autor: Samotne bieganie późnym wieczorem stało się dla mnie poszukiwaniem samego siebie. Dodaje też: Lubię biegać z Bogiem. Może właśnie to sprawia, że odbieram te wiersze jako głęboko wrażliwe, subtelne, refleksyjne, pełne zaufania i wiary w Boga. Jeden z wierszy (Biegnąc nocą) oddaje to w szczególny sposób:


(...) Moje myśli jak gałęzie
chaotycznie leżące
nie na swoim miejscu.
W głowie niespokojny szum
po nawałnicy, którą przyniósł dzień.
Szukam wyciszenia w modlitwie
jak jeleń wód żywo płynących.
Przychodzisz jak do Eliasza
w lekkim powiewie wiatru.
Wtulam się w Ciebie, jak dziecko w matkę.
Chwytasz mnie mocno swoją Ojcowską dłonią. (...)

Dodatkowym atutem tomiku są piękne grafiki Grażyny Czernik.


Sercem i piórem, Agnieszka Szczepanik, Wydawca Agnieszka Szczepanik, 2016 r.

To bardzo ciekawe doświadczenie czytać wiersze osoby, którą się zna od lat. A może, tylko się wydaje, że się ją zna...
Agnieszka, koleżanka mojego męża, dosłownie z piaskownicy. Mi dane było poznać ją, kiedy była nastoletnią, piękną dziewczyną. Poznałam też jej rodziców i brata. Później męża. Ze sporej gromadki jej dzieci (dziesięcioro) kojarzyłam tylko tych, którzy byli zbliżeni wiekowo do wieku mojego syna.
To, jak postrzegałam Agnieszkę i jak zaskakujące było dla mnie, że pisze wiersze, pięknie wyraziła Beata Winnik: Szczerze wyznaję, że zdumiewa mnie fakt, iż będąc mamą niemałej gromadki dzieci, obciążona niezliczonymi obowiązkami rodzinnymi, w trudnych warunkach życia miałaś jeszcze dość energii, czasu i woli do pisania wierszy.

Jak pisze o swoich wierszach Agnieszka - są one owocem licznych prób uchwycenia ulotnych myśli. Nie piszę wierszy, ale doskonale rozumiem, co Agnieszka przez to rozumie. Ileż to już ważnych myśli mi uleciało, tylko dlatego, że nie uchwyciłam ich w porę i nie zapisałam w notesie. Przepadły...
Agnieszka dodaje, że inspirację czerpie ze Słowa Bożego, które jest dla niej światłem na drodze życia i codziennym chlebem. Ja dodałabym jeszcze, że Agnieszka jest wnikliwym obserwatorem przyrody. Stąd tak wiele odniesień w jej wierszach do drzew, roślin, ptaków, zjawisk przyrody, pór roku. Nie dziwię się, znając miejsce - zalesione tereny podwarszawskiej Wesołej, gdzie dorastała i długie lata mieszkała. Posługując się bogactwem obrazów, dzieląc swoją wiedzą o Bogu i wiarą  w Niego oraz opisując blaski i cienie, radości i smutki dnia codziennego, Agnieszka porusza i poucza serce wrażliwego czytelnika.  

Autorka pisze:
Pisanie wierszy niekiedy boli:
z duszy tęsknota za rajem się zrywa,
Na bieli kart zostawiam ślad,
coś z tęczy barw na papier spływa.

Wiersze Agnieszki nie są czarno-białe. Są kolorowe, pełne gry światła i cieni.


Zatrzymał się pogodny wiatr, Barbara Lewandowska, Wydawca Barbara Lewandowska, Warszawa 2016 r.

Basię poznałam w 2009 roku. Była troszkę starsza ode mnie, ale szybko poczułyśmy ze sobą siostrzaną więź. Kiedyś Basia przyniosła mi teczkę z luźnymi kartkami pełnymi jej wierszy, pisanymi tradycyjnie - do szuflady. Bardzo spodobała mi się jej poezja i zachęcałam ją do dalszego pisania, chociaż Basia wcale nie potrzebowała takiej zachęty. Te wiersze po prostu rodziły się w niej sposób naturalny, w każdych okolicznościach i miejscu. Bywało, że nie było dnia, aby nie ‘spłynął’ do mnie SMS od Basi z kolejnym napisanym przez nią wierszem. Bardzo często stawały się one balsamem na moją duszę i wychodziły na przeciw moim potrzebom.

Z całego serca życzyłam Basi, aby jej wiersze mogły ujrzeć kiedyś światło dzienne. Jaka wielka była moja radość, kiedy mogłam wziąć do ręki pięknie wydany, obfity tom z poezją Basi. Pisze ona: Do tej pory kryły się w szufladzie. Oto wypuszczam z niej kilka na chwałę Pana - mojego Zbawiciela. Wyjaśnia też: Moje wiersze powstają we mnie, w środku, wewnątrz nowego serca i są, bardzo często, wielce głębokim doznaniem Boga, doświadczeniem Jego obecności. Niektóre narodziły się poprzez ból, inne z tęsknoty do Boga i wdzięczności, a jeszcze inne falują radością, wspomnieniem, ulotnością tego, co mija i co odchodzi.

Na zakończenie wiersz adekwatny do szaty graficznej tomu:

Jesień, jesień, proszę pani
Chodzimy w szron przyodziani
Jesień, jesień, proszę pana
zimny wieczór, zimno z rana
Jesień, jesień, proszę was
Byliśmy i ... nie ma nas


W perspektywie wieczności, Angelika Adamczyk, Wydawnictwo DK Team, Piasek 2016 r.

Ta młoda poetka (wiersze powstały w okresie jej studiów) w bardzo dojrzały i głęboki sposób wyraża swoją wiarę w Boga. Największą inspiracją do jej twórczości stało się odkrycie Pisma Świętego. To Bóg i lektura Jego Słowa pozwoliły odkryć jej sens swojego życia. Jak wyznaje, jej życie wcześniej było smutne i pozbawione celu.
Wiersze podzieliła na trzy kategorie, które stanowią pewną logiczną ciągłość. Po pierwsze Łaska, po drugie Krzyż (te wiersze poruszają do głębi), po trzecie Uwielbienie i po czwarte Opis rzeczywistości.
Autorka głęboko wierzy, że wiersze, które często pisała łzami, pozwolą czytelnikowi odczuć to, co ona czuła i zobaczyć rzeczywistości i otaczający nas świat, tak jak ona go widzi.
Oto jeden z jej wierzy, z rozdziału o rzeczywistości.


ROZDARTA
doświadczam rzeczywistość
czuję
soczystość każdej z chwil
jednocześnie wierzę
w inność
tęsknie za pełnią
za wiecznością


Zielono - niebiesko, Alina Dybała, Warszawa 2016 r.

Pozwólcie, że posłużę się tu fragmentem listu, który napisałam do autorki, po przeczytaniu i wysłuchaniu tego tomiku. (Wiersze Aliny Dybały czyta Mira Jankowska.)

Pani Alino,
tomik Pani poezji został mi podarowany w prezencie urodzinowym przez moją przyjaciółkę. Ona wie, że lubię dobrą książkę i poezję. Dobrą, ale z wymaganiem, że osoby piszące są ludźmi wierzącymi. To zawęża mocno moją lekturę, jednak, z czego się cieszę, książek do czytania wcale mi nie brakuje.
Pani poezję przeczytałam wczoraj, w ciszy spokojnego wieczoru. Potem, przesłuchałam płytę, śledząc uważnie tekst, aby nie stracić ani słowa z treści... Pani Alino, jestem poruszona i zachwycona Pani sposobem opisywania rzeczywistości - tej pogodnej, przyjemnej i tej trudnej, bolesnej. Cenię Pani subtelność w prezentowaniu swojej wiary - bez narzucania i afiszowania się.
Po intensywnym weekendzie i ogromnym zmęczeniu w Pani poezji znalazłam ukojenie. Dziękuję.

Z tego, co do mnie dotarło, Pani Alina wydała już kolejny tomik poezji - Lawendowe. Jest to wyraz ogromnej determinacji z jej strony, w obliczu choroby, z którą się zmaga.
Więcej o autorce na stronie: https://alinadybala.pl/

I jeden z jej wierszy:

kiedy życie boli
a żal jak kamyk uwiera
trudno jest i samotnie
dusza jak kot
o wspomnienia się ociera
i tęskni
do lepszej przeszłości
błądzę myślą
po wspomnień mapie
płaczę
nie, to dusza mi kapie
na papier


Furtka, Aleksandra Błahut-Kowalczyk, Wydawnictwo Księży Saracenów, Kraków 2018 r.

Jest to już drugi tomik poezji mojej drogiej przyjaciółki, Aleksandry. Poniżej podam linki omawiające szerzej jej bogaty dorobek twórczy.

Furtka, kojarzy mi się z możliwością wejścia do miejsca, które chcemy zobaczyć lub wyjścia z miejsca, które śpiesznie chcemy opuścić. Dobrze wyczuwam intencje autorki. We wprowadzeniu  posłużyła się ona słowami Karin Seethaler. Skupiam się na fragmencie, w którym radzi ona, aby zwrócić się z problemami ku teraźniejszości. Nawet jeśli ta furtka wydaje się niewielka, to właśnie przez nią może spłynąć na nas obecność Boga.

Aleksandra jest mistrzynią w wypatrywaniu otwartych furtek. Jej wiersze, często pełne bólu zranienia z namiastką goryczy; troski, zawodu, poniesionej straty, przypominają mi Psalmy lamentacyjne. Wylany zostaje ból po to, aby za chwilę ujrzeć otwartą furtkę, a w niej czekające ojcowskie serce Boga.

W poezji Aleksandry cenię jej szczerość i otwartość. Podziwiam też jej umiejętność dostrzegania szczegółów, we wszystkim, co ją otacza. Obojętne, czy to jest przyroda, jakieś miejsce, dzieło sztuki, drugi człowiek - jej analiza jest zawsze uważna. Potrafi, jak dobry fotograf obiektywem aparatu, tak ona słowem, utrwalić i opisać tak wiele obrazów, wrażeń, emocji i nastrojów chwili.
Czuję się uprzywilejowana, że często jestem pierwszą czytelniczką jej tekstów (poezji, rozważań, treści wystąpień). Prawie każdy mail od niej zaopatrzony jest w załącznik z nowym wierszem.

Oto jeden z jej wierszy:

Życie nieskończone
Bolesne
Dziś piękne
Bajkowe
Pod grubą warstwą śniegu
Wyzwala nieoczekiwanie
Radość
Wdzięczność
Za wszystko
Co słodkie
Cenne
Co gorzkie i
Nierozwiązywalne
Nieskazitelna biel śniegu
Przenosi mnie pod krzyż na Łabajce
Stamtąd już widać Tatry

Ten wiersz, to jedna z otwartych furtek podczas prozy życia - pracy w kuchni.

Więcej o twórczości Aleksandry Błahut-Kowalczyk: KLIKNIJ i KLIKNIJ.

***

14.11.2022 r.

Przyszła pora - albo raczej znalazła się chwila - na uzupełnienie togo postu. 


Lawendowe, Alina Dybała, Warszawa 2019 r.

Prezentując swój drugi tomik poezji - pierwszy został wspomniany wyżej - autorka pisze: Pierwszy tomik moich wierszy nosił tytuł "Zielono-niebiesko" i było w nim "troszeczkę ziemi, troszeczkę nieba". Zawierał dużo wierszy "dziewczyńskich" - niedojrzałych, zielonych, łzawo-miłosnych
Hm... jako czytelniczka tak jego nie odebrałam. Po prostu podobał mi się i już. Oczywiście, rozumiem, poetka najlepiej może ocenić w jaki sposób  ewoluuje jej twórczość. 

O swoim nowym tomiku pisze: ...moje wiersze nabrały kontekstu czasowego i stały się bardziej dojrzałe, mądrzejsze; a ponieważ w starożytnym Rzymie kolor fioletowy/ametystowy kojarzono z mądrością i dojrzałością, postanowiłam nadać nowemu tomikowi tytuł: "Lawendowe"
Wiersze Aliny Dybały ponownie zachwyciły mnie swoją treścią, dojrzałością, otwartością, powagą i lekkością. Wzruszyły, zainspirowały, rozbawiły (limeryki). I tym razem wpierw je przeczytałam, a potem przesłuchałam załączoną płytę (czyta Mira Jankowska), śledząc przy tym tekst i ciesząc wzrok subtelnymi ilustracjami (Michał Wójcik). Do pełni szczęścia zabrakło tylko świeżego zapachu lawendy... Ale ten brak nadrobiłam wizytą w "Ogrodzie pełnym lawendy" (Ostrów koło Krakowa). 

Fragment wiersza "To, co rozjaśnia duszę":

Pytacie, po co w tych czasach poeta i jego wiersze?
Otóż odpowiadam: bo to niedobre czasy
bezprecedensowej destrukcji globu,
złej dystrybucji dóbr, światowej epidemii głodu,
nieuleczalnych chorób, wojen i niezawinionych śmierci.
Wyczerpują się naturalne zasoby języka,
słowa niewiele znaczą, albo służą marnym celom.
Otóż wiedzcie, że jeszcze nieskończona dziejów praca,
jeszcze nieprzepalone sumienie globu. (...)

Srebrzyste, Alina Dybała, Warszawa 2021 r.

Przypominam kolejność tomików słowami autorki: Każdy tytuł (kolor) dotyczył kolejnego etapu życia. Pierwszy tomik pt. "Zielono-niebiesko" mówił o młodości i jej sprawach. Tomik pt. "Lawendowe" dotyczył wieku dojrzałego, a "Srebrzyste" są o starości i mądrości życiowej (określenie 'starość' nie odnosi się do autorki :-). (...) Niektóre wiersze dotyczą obecnego czasu pandemii i śmierci... (...)

Ten tomik również zawiera piękne ilustracje -  Izabeli Kowalczuk i Michałą Wójcika. Na płytce CD poezję Aliny Dybały swoim głosem utrwaliła Mira Jankowska. Jest też dodatek ekstra - zdjęcia z archiwum rodzinnego autorki, które pozwalają czytelnikowi poznać z jak fantastyczną osobą ma do czynienia. Słowa Aliny w obliczu tych zdjęć wybrzmiewają jeszcze silniej: Skoro ja, będąc osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, jak orzekli lekarze, mogłam napisać trzy tomiki wierszy, odbyć wiele spotkań autorskich, to uwierzcie, że możecie zrobić o wiele więcej, mając zdrowe kończyny i pełny oddech oraz głos

Nie wiedziałam, że tak pięknie można pisać o starzeniu się, przemijaniu, chorobie i śmierci. O rozstaniach, żałobie i tęsknocie. Wyrazić zgodę na to, co nieuniknione. Alina to potrafi. 

Wiersz "Wracam do domu" czy "Wiersz Ostateczny" - brakuje mi słów, jak nazwać uczucie, jakie we mnie wzbudza. Może... tęsknota? 
Przytoczę fragment pierwszego, a wy zróbcie wszystko, aby poznać jego całość:

A kiedy uzna, że już pora
Ten, co ma w ręku wiejadło i czas
i powie, że już starczy, 
to pójdę tam piechotą -
nie zabiorę dokumentów, torebki, ani walizki,
bo po co? - Tam mają wszystko. 
(...)

Pozwolę sobie na jeszcze jeden komentarz. Moja przyjaciółka Aleksandra Błahut-Kowalczyk (której podarowałam poezję Aliny) pisze w 'zamiast wstępu': (...) Uśmiech wywołują podobieństwa pomiędzy Autorką i mną we wrażliwości na określone miejsca, rośliny, klimaty... Jestem pod wrażeniem jej wierszy. I tak rzeczywiście jest - sama odkryłam te podobieństwa. Niesamowite pokrewieństwo dusz, które dzieli kilkaset kilometrów, i które nigdy się nie spotkały. Jeszcze...

Zachęcam do obejrzenia zdjęć ze spotkania promującego tomik "Srebrzyste".  
Autorka była gościem naszej fundacji:  KLIKNIJ.






środa, 25 grudnia 2019

Kącik dobrej książki

Do bieżącego numeru biuletynu wybrałam książki traktujące o misji, które nie są książkami biograficznymi, koncentrującymi się na życiu pojedynczego misjonarza, ani książkami skupionymi na rozwoju misji w jakimś określonym regionie świata. Każda z tych prezentowanych książek zawiera krótkie świadectwa misyjne, pochodzące z różnych zakątków naszego globu. Jak to sugeruje jeden z tytułów „Świadectwa z czterech stron świata”. Trzy z nich, wydane przez Fundację Źródła Życia z powodzeniem trafią do serca i wyobraźni młodego czytelnika, chociaż ja sama czytałam je z przejęciem i ze wzruszeniem. Szczególnie dwie z nich, które dotyczą tego, jak dzielnymi misjonarzami i ewangelistami potrafią być dzieci.

Historie zebrała Lori Peckham, Czy naprawdę misjonarze się nie boją, Fundacja Źródła Życia, Mszczonów 2013
Klaas gorączkowo rozgarniał wody błotnistej rzeki. Przed chwilą zanurzył w niej młodą kobietę, aby ją ochrzcić. A teraz nie może jej znaleźć! „Nie powinienem dopuścić do tego chrztu”, myślał, przeczesując po omacku wodę rękoma. „W ogóle nie powinienem przyjeżdżać do Nowej Gwinei! Powinienem był, jak mi tylko to zaproponowano, odejść na emeryturę!”
Tak zaczyna się jedna z wielu prawdziwych historii, które możemy przeczytać w proponowanej książce. Wszystkie historie dzieją się w pięknych lecz niebezpiecznych regionach świata, geograficznie usytuowanych poniżej równika. Tam zagrożeniem dla misjonarza mogą być dzikie zwierzęta, dzika przyroda, niebezpieczne zjawiska pogody, trudne warunki życia, tropikalne choroby i wrogo nastawiony człowiek.
Opisane w książce niesamowite opowieści, dramatyczne okoliczności i szczęśliwe zakończenia wskazują na jedną ważną prawdę, gdziekolwiek udaje się dziecko Boże, tam Bóg podąża razem z nim. Ale Bóg nie tylko ochrania tych, których posyła; On także wypełnia ich serca miłością. Bohaterowie tych opowieści, bojąc się lub nie, wiernie i w posłuszeństwie Jezusowi wypełniali zadanie głoszenia ewangelii światu.


Charlotte Ishkanian, Mali misjonarze - Jak dzieci na całym świecie opowiadają o Jezusie, Fundacja Źródła Życia, Mszczonów 2011
Sung Yeon Yang mieszka razem ze swoją mamą, tatą i młodszą siostrą na wyspie Tajwan, znajdującej się u wschodniego wybrzeża Chin. Kiedy Sung była małym dzieckiem, jej rodzina czciła Buddę. Lecz później Pan Bóg pokierował Sung w taki sposób, że pomogła swojej rodzinie poznać Jezusa.
Jak tego dokonała? O tym dowiecie się z książki.
Każda z podobnych historii rozgrywa się w innym zakątku świata i każda opisuje jakiś inny pomysł, w jaki sposób można swoich bliskich przyprowadzić do Chrystusa. Nie są to historie o nadzwyczajnych czynach, a jednak nawet proste rzeczy wymagają nieraz odwagi lub wyrzeczenia. Jezus wielokrotnie za przykład podawał dzieci. Historie opowiedziane w tej książce mogą nas wiele nauczyć, jak ważna jest determinacja, prostolinijność, szczerość, ogromne pragnienie serca i miłość do bliźnich. Skoro dzieci mogą dokonać tak wiele, czy i my, dorośli, nie powinniśmy spróbować? Bądźmy czasem jak dzieci.


Charlotte Ishkanian, Mali misjonarze 2 - Jak dzieci na całym świecie doświadczają miłości Jezusa, Fundacja Źródła Życia, Mszczonów 2013
Francesca stała się misjonarką Jezusa. Każdego dnia poświęca czas, aby pomóc swojej przyjaciółce i modlić się o nią. Opowiada Ernestine (dorosłej kobiecie chorej na SM) o tym, kim jest dla niej Jezus, i dotrzymuje obietnicy, że będzie odwiedzać ją codziennie, jeśli tylko to możliwe. Mimo że Francesca ma tylko dziewięć lat, jest dla swojej sąsiadki przykładem Jezusa.
To właśnie są mali misjonarze! Niezależnie od koloru skóry, miejsca zamieszkania i okoliczności życia. Dzieci w cudowny, prostolinijny, pewien wiary i miłości sposób potrafią przekazywać swoją wiarę i miłość do Jezusa innym.  
Chcecie się o tym przekonać? Przeczytajcie tę książeczkę. Zachęcam też - rozejrzyjcie się wokół i zobaczcie, że mali misjonarze są wśród was.


Praca zbiorowa, Świadectwa z czterech stron świata, Wydawnictwo Słowo Prawdy, Warszawa 2015
Książka jest zbiorem 16 wywiadów przeprowadzonych z pastorami z różnych części naszego globu. Wcześniej publikowane one były w miesięczniku Słowo Prawdy.
Siedemnastu pastorów opowiada o tym, jak wygląda życie ich wspólnot: w jaki sposób się rozwijają, z czym mają problemy, jakie odnoszą sukcesy i w jakich sprawach można się za nimi wstawiać w modlitwie. Lektura tej książki, taką mają nadzieję wydawcy, pomoże polskiemu czytelnikowi wyjść poza mury swojego kościoła i zobaczyć siebie i swój kościół w perspektywie czegoś wspaniałego i dużego. W perspektywie rozwijającego się Królestwa Bożego, które rozwija się dynamicznie, choć nie bezproblemowo, i które dociera do każdego plemienia i języka.
Opisane wyzwania i zmagania kościoła, w zaprezentowanych krajach, dają czytelnikowi zachętę i zbudowanie, ale też uświadamiają ogromną potrzebę modlitewnego wstawiennictwa za wierzącymi braćmi i siostrami, żyjącymi w regionach dotkniętych religijnymi prześladowaniami. Z tego właśnie powodu, niektóre imiona pastorów zostały zmienione.

Serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po kolejną porcję inspirującej lektury. A ja z kolei myślę już, co dalej. Jak napisał Salomon „Pisaniu wielu ksiąg nie ma końca...”. I dlatego bardzo się cieszę, że wciąż  mogę kupować nowe książki o misji. Do miłego...

***

Napisane dla Biuletynu "Idźcie". 




sobota, 19 października 2019

Kącik dobrej książki

Bardzo lubię czytać książki i oglądać filmy opowiadające prawdziwe historie. Na swoim koncie mam przeczytanych kilka książek o bohaterskich kobietach, bohaterskich matkach. Ich bohaterstwo życiowe objawia się walką z własną chorobą lub chorobą dziecka. Smutne, że w większości tych trudnych historii ojcowie są przeważnie wielkimi nieobecnymi. Jednak, w niektórych historiach, zdarzają się też bohaterscy mężowie.
Książki, które przedstawiam teraz, są podobnego kalibru, co opisane wcześniej (linki podam poniżej). Te prawdziwe historie chwytają za serce, budzą podziw i zwyczajnie wyciskają z oczu łzy.


Matki mężne czy szalone, Marta Dzbeńska-Karpińska, Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2012 r.

Już sam tytuł mówi, że nie będzie to książka o tuzinkowych kobietach. Matki mają wiele szlachetnych cech i zadań. Już szanujemy je za to, że są, jakie są i co robią. Jednak nie każdą matkę można nazwać mężną (choć każda kobieta może być dzielna, jak to sugeruje Salomon w swoich Przypowieściach w 31 r.) i szaloną. Na takie określenie trzeba sobie zasłużyć.
Czym zasłużyły sobie, na określenie ich mężnymi i szalonymi, kobiety przedstawione przez autorkę? W tym wydaniu przedstawione są 22 kobiety (kiedy to piszę wiem już o drugim wydaniu książki poszerzonym o kolejne historie). Jedna grupa kobiet to kobiety, które urodziły dziecko z narażeniem zdrowia lub życia, bo zachorowały w trakcie istniejącej ciąży lub zaszły w nieplanowaną ciążę już będąc ciężko chorymi. Druga grupa kobiet to kobiety, które świadomie podjęły ryzyko zajścia w ciążę i urodzenia dziecka, pomimo istniejącej choroby.
Męstwo tych kobiet objawiało się w podjęciu przez nie ryzyka utraty własnego życia. Szaleństwem autorka określa miłość, która wbrew wszystkiemu gotowa była dać nowe życie. Spełnić się w macierzyństwie. Niektóre bohaterki podjęły takie ryzyko kilkakrotnie.
Dodatkowym atutem tej poruszającej opowieści o odwadze, miłości, nadziei i zwycięstwie życia są zdjęcia bohaterek i ich rodzin. Zdjęcia wykonała autorka książki.

Żeby umarło przede mną, Jacek Hołub, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018 r.

Są to opowieści piątki matek niepełnosprawnych dzieci.
Kiedy dowiedziałam się o istnieniu tej książki, natychmiast postanowiłam ją kupić. Czytam takie książki, ponieważ dramatyczne losy ich bohaterów uczą mnie pokory (po takiej lekturze długo nie ośmielam się narzekać na swój los) i wdzięczności (za wszelkie dobro jakie mnie w życiu spotyka).
Jest to pięć przejmujących, bolesnych historii matek skazanych na swoisty rodzaj dożywocia - opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, wtedy, kiedy podejmuje się decyzję, że nigdy się takiego dziecka nie odda do specjalistycznego zakładu; albo po prostu nie ma ku temu możliwości.  
Są to historie o samotności matek, pozostawionych na polu walki przez mężów; o beznadziei, o znieczulicy, o samotności, o braku właściwej opieki medycznej, o braku finansów, o utracie zdrowia i sił fizycznych. I wreszcie o wyznawanym lub skrywanym pragnieniu, aby jej ukochane dziecko zmarło przed nią.
Ta książka to przekaz przeżyć, myśli, uczuć i bólu jakie towarzyszą rodzicom niepełnosprawnych dzieci każdego dnia. Wierzę, że uczyniła mnie bardziej współczującą i wrażliwą na rzeczywiste problemy ludzi żyjących wokół mnie.

Zachęcam też do zapoznania się z innymi podobnymi pozycjami:

Boskie matki - KLIKNIJ
Refleksje matek dzieci z zespołem Downa - Egzamin z miłości - KLIKNIJ
Anna Maruszeczko - Kobieta na zakręcie - KLIKNIJ
Beata Jaskuła-Tuchanowska - Księżycowe dziecko i  Rodzina rodzinie -niepełnosprawność jednego z nas KLIKNIJ