sobota, 8 stycznia 2011

Opowieść Wigilijna

Inspiracją do wstawienia tego tekstu była przeprowadzona w dniu dzisiejszym akcja Gwiazdkowa Niespodzianka - ze mną w roli koordynatora. Zapraszam do odkrycia pewnej tajemnicy.

TAJEMNICA „JANA 3:16”

Na rogu ruchliwej ulicy mały chłopiec sprzedawał gazety. Stał w chłodzie, a tłumy ludzi przechodziły tuż obok niego, w te i we w te. Chłopcu było tak zimno, że nawet nie próbował sprzedać zbyt wielu gazet. W pewnym momencie podszedł do przechodzącego policjanta i nieśmiało zapytał: Przepraszam, czy nie wie pan przypadkiem, gdzie taki biedny chłopiec jak ja, mógłby znaleźć jakieś ciepłe miejsce na dzisiejszą noc? Bo wie pan, ja śpię w tym kartonie tu na rogu, ale dzisiaj jest tak strasznie zimno. Jakże byłoby miło znaleźć sobie jakieś ciepłe miejsce. Policjant spojrzał z góry na małego chłopca i powiedział: Pójdź tą drogą w dół, aż dojdziesz do wielkiego białego domu i zapukaj do drzwi. Osobie, która ci otworzy powiedz tylko - „Jana 3:16”  - i wtedy cię wpuści.

Chłopiec dokładnie tak zrobił. Wszedł na schody domu i nieśmiało zapukał w drzwi, w których zaraz pojawiła się pewna kobieta. Chłopiec spojrzał na nią i powiedział: Jana 3:16. Na co w odpowiedzi usłyszał: Wejdź, synu. Kobieta wzięła go za rękę, posadziła w miękkim fotelu - tuż przy wielkim, bijącym ciepłem kominku i odeszła. Chłopiec siedząc sobie wygodnie w fotelu rozmyślał: Jana 3:16... Nie rozumiem, co to oznacza, ale na pewno sprawia to, że zmarzniętemu chłopcu jest teraz ciepło.

Po jakimś czasie kobieta wróciła i zapytała: Czy jesteś głodny? W odpowiedzi chłopiec rzekł: No, troszeczkę... Nie jadłem nic od kilku dni i myślę, że chętnie zjadłbym co nieco. Kobieta zaprowadziła go do kuchni i posadziła przy stole suto zastawionym jedzeniem. Chłopiec zjadł tyle, aż poczuł, że już więcej nie przełknie. I wtedy pomyślał: Jana 3:16... Zupełnie tego nie rozumiem, ale wiem jedno, to czyni głodnego chłopca najedzonym.

Po posiłku kobieta zaprowadziła chłopca do łazienki, gdzie stała olbrzymia wanna, wypełniona po brzegi ciepłą wodą. Chłopiec zanurzył się w niej z rozkoszą  i dalej rozmyślał: Jana 3:16... Naprawdę nie wiem o co chodzi, ale z pewnością czyni to ubrudzonego chłopca czystym. Nigdy, w całym swoim życiu, nie kąpałem się w prawdziwej wannie. Jedyna kąpiel jaką brałem, to prysznic zimnej wody z hydrantu gaśniczego.

Po kąpieli, kobieta zabrała chłopca do przytulnego pokoju i ułożyła w wygodnym łóżku. Nakryła go ciepłą kołderką aż po samą szyję, ucałowała na dobranoc i wyszła gasząc światło. Tej zimnej nocy, patrząc na padający za oknem śnieg, chłopiec dalej rozmyślał: Jana 3:16... I wciąż nic nie rozumiem, ale wiem, że to sprawia, że zmęczony chłopiec może odpocząć.

Następnego poranka kobieta przyszła po chłopca i znowu zaprowadziła go do stołu pełnego pysznego jedzenia. Kiedy się najadł, poprosiła go, aby usiadł przy kominku, na znajomym mu już starym i miękkim fotelu. Kiedy usiadł, sięgnęła po wielką Biblię. Usiadła naprzeciw niego, spojrzała na jego dziecięcą buźkę i zapytała cichutko: Czy wiesz, co to znaczy Jana 3:16?  Chłopiec szybko odpowiedział: Nie, proszę pani. Po raz pierwszy usłyszałem o tym wczoraj wieczorem, od pana policjanta. Kobieta otworzyła Biblię na Ewangelii Jana 3 rozdziale i 16 wersecie, i zaczęła mówić chłopcu o Jezusie. I właśnie tam, ogrzewany ciepłem rozpalonego kominka, chłopiec oddał swoje życie Jezusowi. A potem jeszcze pomyślał: Jana 3:16... Tak do końca, to  tego nie rozumiem, ale wiem na pewno, to daje zgubionemu chłopcu ratunek.

***
Wiecie co? Muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja też tego w pełni nie rozumiem. Jak Bóg mógł zesłać Swojego jedynego Syna po to, aby On zmarł za mnie? I jak Jezus mógł się na to zgodzić? Nigdy nie zrozumiem tej agonii, jakiej doświadczał Ojciec w niebie a wraz z Nim Jego aniołowie, patrząc jak Jezus cierpi i umiera. Nie rozumiem, jak silna musiała być miłość Jezusa do mnie, skoro zatrzymała Go na krzyżu aż do samego końca? Ale chociaż tego nie rozumiem, to wiem jedno, to czyni me życie wartym przeżycia.

Albowiem tak Bóg umiłował świat,  że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Ew. Jana 3:16

***
Pomyślałam sobie, że to opowiadanie (tłumaczone przeze mnie z ang. - autora nie znam) może być wspaniałym podsumowaniem naszej dzisiejszej akcji „Gwiazdkowa Niespodzianka”. Bóg pozwolił nam dotrzeć z przesłaniem Jana 3:16 do ponad setki dzieci i drugie tyle rodziców. Może nie do końca zrozumieli zwiastowany tam przez nas werset Jana 3:16, ale nasza krótka ingerencja w ich życie sprawiła, że poczuli się zauważeni, że ktoś wyszedł naprzeciw ich potrzebom, a nawet marzeniom. Może potem, wracając do domu z paczką pod pachą, jakieś dziecko myślało sobie: Jana 3:16... Niewiele zrozumiałem, ale wiem jedno, to czyni, takie dziecko jak ja, szczęśliwym.         

    

piątek, 7 stycznia 2011

Kącik dobrej książki

Tytułem wstępu.
Apostoł Paweł w liście do Tymoteusza (II:4,13) napisał takie słowa: Płaszcz, który zostawiłem w Triadzie u Karposa, przynieś, gdy przyjdziesz, i księgi, zwłaszcza pergaminy.
Charles Spurgeon, tak skomentował tę prośbę: Jest on natchniony, a jednak potrzebuje książek! Głosił już Słowo przynajmniej trzydzieści lat, a jednak potrzebuje książek! Widział Pana, a jednak potrzebuje książek!  Miał większe doświadczenie niż większość ludzi, a jednak potrzebuje książek! Był uniesiony w zachwyceniu aż do trzeciego nieba i słyszał niewypowiedziane słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać, a jednak potrzebuje książek! Napisał większą część Nowego Testamentu, a jednak potrzebuje książek!
Do apostoła Pawła mi we wszystkim daleko, ale jedno mamy wspólne – ja też potrzebuję książek!

"Sposób na niewidzialnego Boga",  Philip Yancey, Credo, Katowice, 2010r.

Książka ta jest, według mnie, dopełnieniem pewnego tryptyku stworzonego przez autora. Pierwsza z książek nosi tytuł „Rozczarowany Bogiem”, druga „Modlitwa, czy to działa?”.
Książka „Sposób na niewidzialnego Boga” dotyczy naszej relacji z Bogiem, którego rzeczywiście nie widzimy, którego głosu nie słyszymy i którego działań (w naszym życiu i nie tylko naszym) do końca nie rozumiemy.
Autor pomaga czytelnikowi odpowiedzieć na nurtujące chyba każdego chrześcijanina pytania: Jaki naprawdę jest Bóg? Jak mogę się z Nim porozumiewać? Czym życie chrześcijanina różni się od życia człowieka niewierzącego? Jeżeli Bóg uzdrawia, dlaczego moi bliscy chorują i odchodzą? Skoro Bóg zmienia ludzi, dlaczego wciąż jestem taki sam?

Kiedy czytałam tę książkę, najbardziej żałowałam, że nie jest moją własnością. (Uwielbiam książki, ale znam też ograniczoność mojego portfela.) Nie mogłam niczego sobie w niej podkreślić, a tyle cennych i pięknych myśli w niej znalazłam. Kilka z nich, które szczególnie do mnie przemówiły, coś mi wyjaśniły, wypisałam sobie na karteczce. Niektórymi chcę się tutaj podzielić.

W przedmowie czytamy takie słowa: W pewnym sensie zacząłem pisać tę książkę już od pierwszego dnia, kiedy poczułem głód poznania Boga. Choć taki zwykły głód może wydawać się prozaicznym powodem, to faktem jest, że wiele przepisów kulinarnych, jakich próbowałem, by go zaspokoić, pozostawiało tylko niedosyt. Chrześcijanie trzymają się obietnicy osobistej relacji z Bogiem, tak jakby chcieli powiedzieć, że poznanie Boga opiera się na tych samych zasadach, co budowanie relacji z ludźmi. Co prawda, nadchodzi dzień, kiedy kurtyna opadnie; kurtyna oddzielająca niewidzialne od widzialnego. Jak jednak dziś mogę mieć osobistą relację z kimś, co do kogo nie mogę mieć pewności, czy naprawdę istnieje? A może jest jakiś sposób, by zdobyć taką pewność? Książka przedstawia podróż od zwątpienia do wiary i jest odzwierciedleniem mojej własnej życiowej wędrówki.

Dalej autor powiedział o sobie: Jestem pielgrzymem, wątpiącym sceptykiem. Dlatego też to, co mogę zaoferować, to tylko spojrzenie z perspektywy pojedynczego pielgrzyma, który, jak to opisał Frederick Buchner, „jest w drodze, choć niekoniecznie zaszedł daleko, ale ma przynajmniej mgliste i nie do końca wyrobione pojęcie, komu podziękować”.

Jego droga do Boga: Co skłoniło mnie do przyjścia do Boga? Nie była to Biblia, literatura chrześcijańska czy kazania. Zwróciłem się do Boga głównie z powodu odkrycia dobroci i łaski w otaczającym mnie świecie: w naturze, muzyce klasycznej  czy miłości romantycznej. Ciesząc się tymi darami, zacząłem się rozglądać za dawcą; pełen wdzięczności, potrzebowałem Kogoś, komu mógłbym podziękować. Bóg był cały czas obecny, czekając aż Go zauważę. Chociaż ciągle nie miałem dowodu, a tylko poszlaki, to one doprowadziły mnie do wiary.

W swoim życiu doświadczyłem zarówno Bożej obecności, jak i poczucia oddalenia, pełni, jak i pustki, duchowej bliskości, jak i mrocznej nicości. Prawdę mówiąc, byłem zupełnie zaskoczony kolejnością i różnorodnością tych etapów mojej pielgrzymki. A kiedy rozglądałem się za jakąś mapą, która dałaby mi obraz tego, czego się mogę spodziewać, nie znalazłem niczego pewnego.

Cytat z Emily Dickinson: Wszyscy na zmianę wierzymy i nie wierzymy sto razy na godzinę, co czyni wiarę sprężystą.

Grzegorz z Nazjanu, któregoś razu określił wiarę świętego Bazylego jako „oburęczną”, bo przyjmował on radości prawą ręką, a cierpienia lewą w przekonaniu, iż jedno i drugie jest częścią Bożego planu.
Osiemnastowieczny jezuita Jean-Pierre de Caussade pragnął przeżywać każdy moment jako Boże objawienie, wierząc, że bez względu na to, jak sprawy wyglądają w danej chwili, cała historia zmierza ku wypełnieniu zamierzonych przez Boga celów. Radził więc: „Kochaj i akceptuj chwilę obecną jako najlepszą z możliwych, z ufnością w Bożą, uniwersalną dobroć (…) Wszystko, bez wyjątku, stanowi narzędzie uświęcenia (…) Bożym celem dla nas zawsze jest to, co służy naszemu dobru”.
Dalej autor kontynuuje: Tak właśnie rozumiem to pojęcie oburęcznej lub dwuręcznej wiary zarówno w teorii, jak i w praktyce. Przyjmuję wszystko bez wyjątku jako Boże działanie w tym sensie, że zawsze pytam Go, czego mogę się z tego nauczyć i modlę się, by użył tego doświadczenia, aby mnie zmienić na lepsze.
[…] Potrzebna nam więc wiara, która w jakiś sposób pozwala zarówno na radość pośród cierpienia, jak i na realizm pośród uwielbienia.

Bóg może znieść nasz gniew i nawet świadome nieposłuszeństwo. Jedyne, co uniemożliwia relację z Nim, to nasza obojętność. […] Natłok drobnych spraw, takich jak psujący się komputer, rachunki do zapłacenia, zbliżający się wyjazd, ślub przyjaciela, pośpiech, stopniowo wypycha Boga gdzieś na obrzeża życia. Są takie dni, kiedy spotykam się z ludźmi, jem, pracuję, podejmuję decyzje i robię wiele rzeczy, nawet przez chwilę nie myśląc o Bogu. Ten rodzaj pustki jest dużo groźniejszy od pustki doświadczonej przez Hioba, gdyż on nawet na chwilę nie przestał myśleć o Bogu.

Kończąc, posłużę się słowami jednego z czytelników: Odwagi, przyjacielu, i niech ta książka będzie tym, czym każda religijna książka być powinna, a mianowicie niedoskonałym drogowskazem, kierującym z nieokreśloną bliżej dokładnością do Tego, na którego wiemy, że mamy prawo wskazywać, choć robimy to anemicznie, zabawnie i czule.


środa, 5 stycznia 2011

Mędrcy ze Wschodu

Ew. Mateusza 2:1-12

Tradycja głosi, że do małego Jezusa, z różnych stron świata, przybyli z darami trzej królowie. Podawane są nawet ich imiona, wiek i rasa (kolor skóry). Jednak żadnej z tych informacji nie znajdujemy w Biblii.

W wersecie 1, nie o królach, ale o mędrcach jest mowa. Najbardziej prawdopodobne jest, że wszyscy przybyli z jednego miejsca - Persji (obecny Iran). Mądrość mędrców z tego właśnie rejonu była znana w całym świecie antycznym. Byli oni astrologami, magami, doradcami politycznymi władców. Często wspomina o nich Stary Testament, wymieniając pośród nich proroka Daniela.

W wersecie 11, mamy podaną ilość prezentów ofiarowanych Jezusowi. Wcale jednak nie należy tego uznawać za argument, że darczyńców również musiało być trzech.

Dlaczego przyszli do Betlejem? Niektórzy, na podstawie wersetu 2 konkludują, że to wiedza astrologiczna przywiodła ich do Chrystusa. Nic bardziej błędnego. Gdyby tak było, nie musieliby się pytać Heroda, kapłanów i nauczycieli ludu: „Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski?” I nie z nieba wyczytali, co się miało wydarzyć. To, że podążali za gwiazdą, nie było wynikiem ich zdolności przepowiadania z gwiazd. Dla nich, pojawienie się tej szczególnej gwiazdy, było wypełnieniem się starotestamentowego proroctwa: „...Wzejdzie gwiazda z Jakuba. Powstanie berło z Izraela...” IV Mojż. 24:17. 

Co przynieśli? Dary o głęboko symbolicznej treści i znaczeniu:

Mirra - to żywica pozyskiwana z kory balsamowca, krzewu rosnącego w Arabii i wsch. Afryce, służąca do balsamowania zwłok. Wszystko w narodzeniu Jezusa miało odniesienie do krzyża - mirra również przypominała, że Jezus przyszedł, aby umrzeć.

Kadzidło - wonna mieszanina startych w proszek korzeni i żywic, którą kapłan spalał na ołtarzu lub w kadzielnicy, uzyskując dzięki użytym składnikom przyjemną woń dymu. Kadzidło przypominało, że Jezus przyszedł po to, aby stać się dla nas arcykapłanem wstawiającym się za nami u Boga.

Złoto - przypominało, że Jezus jest Królem. Wielu ludzi pragnie mieć w Jezusie przyjaciela, ale niewielu pragnie mieć w Nim króla. Pragnienie poddania powinno stać jednak na pierwszym miejscu, a dopiero potem jest miejsce na przyjaźń.

Lekcje dla nas:

1. Mądrość, to nie to samo, co Wiedza. Mądrość odnosi się do „mądrego życia”, albo do działania zgodnego z tym, co nam wiadome.
Z pewnością, uczeni w Piśmie mieli wiedzę, ale nie zrobili z niej należnego użytku. Jerozolima leżała ok. 8 km. od Betlejem, ale oni nigdy nie udali się tam, aby sprawdzić czy rzeczywiście dokonało się wypełnienie proroctw. Mędrcy pokonali ogromny dystans - ze swoją małą wiedzą na temat tego, co się wydarzyło, podjęli trud podróży. Uczeni ludu doskonale znali Pisma, ale nigdy nie miały one wpływu na ich życie.
To samo jest z prawdą o zbawieniu. Możesz znać wszystkie detale z życia Jezusa. Możesz nawet znać na pamięć ważniejsze wersety biblijne, ale jeśli nie będziesz pokutować z grzechów i nie uwierzysz, nie znajdziesz się bliżej nieba - bardziej niż uczeni w Piśmie byli od Betlejem.

2. Uwielbianie to nie Branie, to Dawanie.
Nawet Herod (werset 8) wyraża swoje pragnienie pokłonienia się nowo narodzonemu królowi. Ale, to magowie (werset 11) dali Mu tak naprawdę siebie: „upadłszy, oddali mu pokłon” i złożyli swoje dary.
Wielu dzisiaj chce wiedzieć, co będą mieli z tego, że uwielbią Boga. Mędrcy wiedzieli, że prawdziwe uwielbienie przychodzi z darem.

3. Wiara nie jest Uczuciem, jest Naśladowaniem.
Wiara wielu współczesnych ludzi jest zorientowana na uczucie. Nowotestamentowe chrześcijaństwo zorientowane jest na posłuszeństwo. Dzisiaj, przez wielu, wiara określana jest jako „skok w ciemność”. Biblijna wiara, to „słuchanie Boga i bycie Mu posłusznym”.
W Hebr. 11 r. czytamy, że Abraham wierzył Bogu i był Mu posłuszny. I opuszczając swój dom poszedł za głosem Bożym. Tak samo postąpili magowie. Herod nakazał im powrócić do siebie, ale Bóg powiedział: „wracajcie inną drogą”. Oni dokonali wyboru: „trzeba bardziej Boga słuchać niż ludzi”.

W dzisiejszym świecie całkowite oddanie siebie Bogu (tak jak uczynili to mędrcy) jest głupotą. A Ty, czyją postawę przyjmujesz? Chcesz być mądry przez chwilę a głupcem na wieczność, czy uznany głupcem dzisiaj ale mędrcem w wieczności?

Podpis do rysunku: Może mędrcem to ja nie jestem, ale nigdy nie zdarzyło się tak, abym musiał pytać Heroda o drogę.