Dzisiejszego poranka otrzymałam maila o takim właśnie temacie.
Dalsza jego treść głosiła: Dzisiaj (27 lipca) o godz. 15:15 (czasu angielskiego) John Stott odszedł, aby być już z Panem. Bliska rodzina i przyjaciele czuwali przy nim tego poranka i razem z nim słuchali wybranych utworów z „Mesjasza” Haendla, włącznie z „Ja wiem, Odkupiciel mój żyje”. Przeczytali też cały II List do Tymoteusza. John odszedł, bardzo spokojnie, wczesnym popołudniem. W ostatnich miesiącach był bardzo słaby i utrudzony, dziękujemy Bogu, że pozwolił mu miłosiernie i w pokoju zakończyć swoją ziemską pielgrzymkę.
Czytając ten list, przypomniałam sobie, że ze dwa tygodnie temu wpadł mi w ręce pewien artykuł z „Newfrontiers magazine”, styczeń - marzec 2007, zatytułowany „John Stott - one-to-one”. Był to przedruk wywiadu przeprowadzonego przez Tima Stafforda, z „Christianity Today”. We wstępie do tego artykułu zacytowane zostały słowa redaktora z „New York Times”, Davida Brooks’a: … if evangelicals chose a pope, they would likely select John Stott… - gdyby ewangeliczni wybierali papieży, najprawdopodobniej wybraliby Johna Stotta.
Z ciekawością prześledziłam ten wywiad i ze wzruszeniem obejrzałam zawarte w nim zdjęcia. Od pełnego wigoru młodego mężczyzny, po ciepło uśmiechającego się staruszka. Dziękowałam Bogu, że i mi dane było poznać tego człowieka, słuchać go, czytać jego książki. Świadoma jego wieku, odłożyłam te wycinki w podręczny segregator, jakbym czuła, że szybko do nich powrócę…
John R. Stott - znany i ceniony na całym świecie wykładowca biblijny i pisarz; był autorem wielu książek m. in.: Krzyż Chrystusa, Współczesny Chrześcijanin, Niezrównany, Wizerunek kaznodziei, Przywództwo według apostoła Pawła, Biblia, księga na dzisiaj, Chrześcijanin a problemy współczesnego świata i innych. Napisał też wiele komentarzy biblijnych. Jego książki na stałe weszły do klasyki literatury chrześcijańskiej.
John Stott był uznawany za wiodącego teologa Kościoła Anglii, a jako duchowny miał za sobą wieloletnie doświadczenie duszpasterskie (przez 20 lat był osobistym kapelanem królowej Elżbiety). Był znakomitym mówcą. Jego dynamiczne, zawsze aktualne, wierne Słowu Bożemu poselstwo niezmiennie od dziesiątek lat pozostanie inspirującym wzorem kaznodziejstwa ekspozycyjnego.
Organizacja Langham Partnership International, której był założycielem i honorowym prezesem, jest realizacją zamysłu Johna Stotta, aby w celu umocnienia Kościoła propagować ideę biblijnego przywództwa i kształcić kaznodziejów. Słowem - aby jak najlepiej przygotować Kościół do pełnienia misji w świecie. LPI został powołany, aby na obliczu całej ziemi kościoły były właściwie wyposażane do służby i aby wzrastały w dojrzałości chrześcijańskiej poprzez przywództwo swoich liderów i pastorów, którzy prawdziwie wierzą, pilnie studiują, wiernie wykładają oraz żyją zgodnie ze Słowem Bożym.
Jedno z większych wydarzeń, związanych z obecnością Johna Stotta w Polsce (nie pierwszą, ale ostatnią - maj 2005r.) była konferencja na temat „Kaznodziejstwa Ekspozycyjnego”. Mój mąż, który w niej uczestniczył, tak spotkanie z Johnem zrelacjonował:
[…] Szczerze mówiąc, nie od razu podjąłem decyzję o moim uczestnictwie - jako że właśnie kończę jeden kurs kaznodziejstwa w ChIB (i to właśnie ekspozycyjnego!) tych kilka wykładów byłoby tylko małą powtórką tego, co już tam się nauczyłem.
Jednak Wala wypychała mnie na tę trzydniową konferencję, mając na uwadze moje, nienajlepsze ostatnio, samopoczucie. „Pojedź - mówiła - pobędziesz z "braćmi", odpoczniesz, może zachęcisz się tym, co będzie tam się działo... Poza tym będzie John Stott”
No tak, ten argument był niepodważalny! John Stott to chodząca legenda. Dziś już 85-letni kaznodzieja, przez 20 lat kapelan królowej Anglii, autor wielu świetnych książek o tematyce biblijnej i chrześcijańskiej. A przede wszystkim wzór skromności i prostej wiary w zbawienie w Jezusie... Pojechałem.
I rzeczywiście! Trzy wykłady, które dał John Stott były rewelacyjne - doskonałe w swej prostocie formy. Ale treści, jakie przekazywały, miały w sobie tyle świeżości i aktualności. Aż dziwiło skąd u takiego staruszka, który z pomącą swojego asystenta wchodził na podium, nieruchomo stojącego za pulpitem, tyle dynamizmu, tyle mocy wypowiadanych słów! (Wiecie skąd? Ja wiem dlaczego jedni przedwcześnie się starzeją, a innych siły odnawiają się, jak u orła...)
Każda myśl, każde zdanie miało swoją wyważoną wartość. Niemal każde mówiło coś nowego o znanych nam wszystkim rzeczach... Czuło się w tym wiele lat obserwacji, doświadczeń i studiów nad Słowem. To, co mnie osobiście zdumiewało, to taki czysty „chrystocentryzm” w nauczaniu tego, bądź co bądź, anglikańskiego duchownego. Trzeba dodać: ewangelicznego anglikanina.
Jego książki - kilka przetłumaczono na język polski (jedną mam z Johna autografem!) - też skupiają się na dziele i osobie Jezusa Chrystusa, jako absolutnym fundamencie naszej wiary. Dają one staranne a także naukowe (oparte na wielu źródłach) uzasadnienie i podłoże dla naszej chrześcijańskiej (albo chrystusowej) wiary.
Od pierwszych słów padających z ambony mój długopis sam palił mi się w ręku i nie przestawał gryzmolić w moim notesie (bo moje oczy zwrócone były na tego niewątpliwego mistrza!), aż do ostatniego wypowiedzianego zdania. Po nim następowała zwykle burza oklasków.
Ktoś w przerwie między wykładami powiedział:
„Trzeba tu być. To dla nas historyczna chwila. To prawdopodobnie ostatni raz, kiedy Johna Stotta możemy słuchać w Polsce...”. Rzeczywiście, lekarze zabronili Johnowi mówić częściej niż trzy razy na cztery dni. A i tak jego przyjazd został zawieszony tuż przed konferencją z powodów zdrowotnych. Szczęśliwie dla nas, stan zdrowia uległ poprawie. […]
Dalej, w liście, czytam takie słowa: John Stott, w kwietniu tego roku, dożył szczęśliwie 90 lat. Przez całe życie był znany z jasności, wierności i mającego wielkie znaczenie pisania i nauczania, połączonych z wyjątkową integralnością i pokorą. Jako mąż o niesamowitej wizji dla świata i strategicznym wejrzeniu, był kluczową postacią w wielu znanych i dobrze działających chrześcijańskich agencjach. Niezliczona rzesza ludzi z całego świata może zaświadczyć o otrzymaniu osobistej zachęty od „Wujka Johna”.
***
Zdjęcia: arch. Paweł Jarosz