poniedziałek, 31 października 2011

Halloween

Włączyłam dziś rano telewizor i na każdym polskim programie słyszałam toczącą się dyskusję na temat: Czy w Polsce powinniśmy obchodzić Hallo-ween? Odpowiedzi negatywne padały głównie z ust osób duchownych lub głęboko wierzących – czemu się nie dziwię. Oczywiście, gdyby nawet większość pytanych była na „NIE”, to i tak nic się w tej kwestii nie zmieni. Halloween w Polsce jest już faktem.

Dzisiaj nie zamierzam się rozpisywać i wytaczać swoich argumentów przeciw temu świętu. Chociaż mogłabym, bo znam je nie tylko w polskim wydaniu, ale przede wszystkim w amerykańskim. Bardzo mieszane uczucia budziły we mnie widziane podczas pobytu w Stanach (właśnie w okresie Halloween) przeróżne makabryczne gadżety, stroje, dekoracje domów i ogródków przydomowych oraz ogólna atmosfera święta.

Dla uspokojenia wzburzonych i zgorszonych, podaję sympatyczną alternatywę dla wszechobecnej i uśmiechniętej dyni. Oczywiście, wymyśloną przez amerykańskich chrześcijan. Ktoś ze Stanów przesłał mi ten tekst. Załączam oryginał i moje tłumaczenie.

A woman was asked by a coworker, „What is it like to be a Christian?” The women replied, „It is like being a pumpkin. God picks you from the patch, brings you in, and washes all the dirt off of you. Then He cuts the top off and scoops out all the yucky stuff. He removes the seeds of doubt, hate, and greed. Then He carves you a new smiling face and puts His light inside of you to shine for all the world to see.”

Pewna kobieta została zapytana przez swojego kolegę z pracy: „Co to znaczy być chrześcijaninem?” Kobieta odpowiedziała: „To jest tak jak bycie dynią. Bóg zrywa cię z grządki, zanosi do domu, zmywa z ciebie cały twój brud. Potem ścina twój czubek i usuwa z twojego wnętrza całą paskudną zawartość. Usuwa nasiona zwątpienia, nienawiści i  chciwości. Potem wycina ci nowy, miły uśmiech i wkłada do Twojego wnętrza swoje światło, aby cały świat widział, jak świecisz."

Można i tak :-) …


Święto Reformacji


...Wspominanie Reformacji nie jest świętowaniem rozdarcia w Kościele. Święto to ma swój wymiar teologiczny, który może być bliski wszystkim chrześcijanom. Ewangelicy obchodzą pamiątkę Reformacji, by wciąż na nowo uświadamiać sobie, co przyniosła dobrego.
Święto Reformacji głosi, że odnowa, która dokonała się w XVI wieku, nie była wydarzeniem jednorazowym: jest procesem. Kościół to społeczność złożona jednocześnie ze świętych i grzeszników (simul iustus et peccator), wciąż na nowo wymaga oczyszczenia, odnowienia, a więc reformy. Potrzebuje jej każdy, niezależnie od przynależności konfesyjnej. Istotą bowiem prawdziwego życia z Bogiem jest nieustanne nawracanie się do Niego, ciągłe żmudne korygowanie swego życia według zasad Ewangelii... (źródło Internet)

Warownym grodem jest nasz Bóg,
Orężem nam i zbroją!
Wybawia On ze wszelkich trwóg,
Co nas tu niepokoją.
Stary, chytry wróg
Czyha, by nas zmógł;
Swych mocy złych rój
Prowadzi na nas w bój.
Na ziemi któż mu sprosta?

My złego nie zdołamy zmóc,
Nam zginąć wnet by trzeba;
Lecz walczy za nas chrobry wódz
Anielskich hufców z nieba.
Któż On? - Pytasz się,
Jezus On się zwie,
To Chrystus, nasz Pan,
Szatański zburzy plan,
Innego nie masz Boga.

Hymn Reformacji - napisany, na podstawie psalmu 46, przez Marcina Lutra (1 i 2 zwrotka)
Do posłuchania KLIKNIJ.


sobota, 29 października 2011

Modlitwa Pańska

Pewnego niedzielnego wieczoru, zebraliśmy się, w gronie kilkunastu osób, w szczególnym celu - aby modlić się i uwielbiać Boga. A modlić się trzeba, gdyż jak to powiedział wielki mąż Boży - John Wesley:  „Wydaje się, że Bóg nie uczyni na ziemi nic znaczącego inaczej,  jak tylko przez modlitwę.”

Zebrali się więc - młodzi wiekiem i ci starsi, ci w pełni sił i wigoru, i ci mniej lub bardziej niedomagający, zachęceni słowami pewnego głęboko wierzącego człowieka:  „...Módl się, gdy jesteś młody i silny, a unikniesz pokus, które przynoszą z sobą mękę, trwogę i gorycz; módl się, gdy jesteś w wieku dojrzałym, a serce twoje będzie zawsze młode; módl się w starości, a pieśni nie opuszczą warg twoich nawet wtedy, gdy się dzień nachyli i nowa zorza powita cię na tamtym brzegu...”

Wyznacznikiem - o co i jak się modliliśmy - była treść modlitwy „Ojcze Nasz” zapisanej w Ew. Mateusza 6:9-14.

Zaczęliśmy od uwielbienia Boga - skupiając się na Nim, oddając Mu chwałę, dziękując Mu za to, jaki jest i co dla nas uczynił. „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje.” Był to wyjątkowy czas, podczas którego w szczególny sposób  czuliśmy obecność Bożą. Oswald Chambers wyraził taki stan słowami: „Celem modlitwy jest to, że mamy Boga, a nie tylko samą odpowiedź.”  I rzeczywiście - mieliśmy Boga.

„Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jak w niebie tak i na ziemi.” Modliliśmy się dalej, prosząc o bardzo konkretne sprawy dla każdego z nas: powrót pierwszej miłości, nowy entuzjazm, nową motywację do ewangelizacji, o powiększanie się Bożego Królestwa wokół nas i przez nas. Mieliśmy świadomość tego, że „nigdzie żadne dobre dzieło nie może być dokonane bez pomocy Ojca światłości”. (C.S. Lewis)

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.” Podczas tego czasu modlitwy, mieliśmy przywilej modlenia się o siebie nawzajem (w dwójkach). Dzieliliśmy się ze sobą swoimi troskami dnia codziennego, palącymi potrzebami, sprawami, z którymi sobie nie radzimy, rzeczami, które spędzają nam sen z powiek... Może, niektórzy z nas po raz pierwszy nazwali swoje bolączki po imieniu... Może po raz pierwszy otworzyli się, aby się o coś modlić... Ktoś powiedział, że „błogosławieństwo przychodzi do nas czasami w przebraniu utrapienia, aby przywieść nas do mocy, wiary i... modlitwy.” A „modlitwa to jezioro, w którym mogą zatonąć wszystkie nasze troski.”

„I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego.”  Był to czas, w którym milczeliśmy, ale to nie znaczy, że nic się nie działo. To było spotkanie z Bogiem sam na sam. Samuel Zwener określił to tak: „Prawdziwa modlitwa, to Bóg - Duch Święty rozmawiający z Bogiem - Ojcem w imię Boga - Syna w kaplicy ludzkiego serca.”  Każdy z nas, w bardzo osobisty sposób, mógł się poddać Bożemu oczyszczeniu wyznając swój grzech, podejmując decyzję pojednania się z kimś lub przebaczenia komuś, czy też zerwania z czymś, co zmąciło dotychczasową relację z Bogiem. Jonathan Edwards powiedział, że „oczyszczający wpływ Ducha Świętego poprawia smak duszy. Wierzący znowu delektuje się rzeczami, które są święte i miłe Bogu.”

„Albowiem Twoje jest Królestwo i moc, i chwała na wieki wieków. Amen.” Prowadzący spotkanie, jeszcze na koniec, zachęcili nas do nabrania właściwej perspektywy. Bogu należy się chwała, bo On panuje, rządzi, jest suwerennym Królem. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Jest jedynym, żywym i prawdziwym Bogiem.  Dlatego „modlitwa czyni Boga realnym. Najprzyjemniejszą rzeczą na ziemi jest posiadać rzeczywistego Boga. Jeśli naprawdę spędzasz czas na modlitwie, doświadczysz realnego, rzeczywistego Boga; a jeżeli będziesz miał realnego Boga, będziesz miał promienne życie.” (R.A. Torrey)

Tak... To był dobry koncert uwielbienia i modlitwy.

***

I na zakończenie cytat z  mistrza Andrew Murray’a:

„Mało Słowa Bożego
i mała ilość modlitwy,
to śmierć duchowego życia.
Obfitość Słowa Bożego
z małą ilością modlitwy
przynosi chorobliwe życie.
Wiele modlitwy
z małą ilością Słowa Bożego
wytwarza życie bardzo emocjonalne.
Ale pełnia i Słowa
i modlitwy
daje zdrowie i pełne mocy życie.”