środa, 25 lipca 2012

Słowa pokrzepienia na dziś


Polecaj drogi swoje i życia swego los
opiece tego Pana, co zły odwraca cios.
Kto chmurom, wichrom, burzy
wyznaczyć umie szlak,
Ten i na ścieżki twoje
Swej łaski ześle znak.

ks. Paweł Gerhardt, Śpiewnik Ewangelicki 697,1

środa, 18 lipca 2012

Z Olimpiadą w Londynie w tle


Kiedy piszę ten tekst mój kalendarz pokazuje, że do rozpoczęcia Olimpiady pozostało równo 10 dni (do 27 lipca). Trwają przygotowania organizatorów i sportowców.
Całkiem niedawno przeczytałam informację o szczególnych przygotowaniach. Otóż, pod-czas letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie, nagrodzony Oskarem film „Rydwany ognia”, z 1981 roku, powróci na ekrany kin w wersji cyfrowej.
W notce napisano: Za remarce odpowiedzialna jest wytwórnia 20th Century Fox oraz Brytyjski Instytut Filmowy, które - jak podaje BBC - wydadzą na przedsięwzięcie 150 tysięcy funtów. Efekt ich pracy będzie można zobaczyć podczas London 2012 Festival, imprezie kulturalnej towarzyszącej letniej olimpiadzie.

O czym jest ten film? „Rydwany ognia” (Chariots of Fire) - wyreżyserowany przez Hugh Hudsona, oparty na prawdziwej historii dwóch brytyjskich biegaczy przygotowujących się do letnich igrzysk olimpijskich 1924 roku, w Paryżu. Sportowcy ci to Eric Liddell (Szkot) i Harold Abrahams (z pochodzenia Żyd). Którzy wrócili z Paryża ze złotymi medalami. „Rydwany ognia” to fascynująca opowieść o sportowej rywalizacji.

Na niewątpliwą uwagę zasługuje Eric Liddell, syn misjonarzy pracujących w Chinach. Tam, zresztą, się urodził. Jak to pięknie ktoś ujął: Był on rozdarty pomiędzy powołaniem do takiej samej służby misjonarskiej, co jego rodzice, a miłością do biegania, poprzez które chce przynosić chwałę Bogu. Jest jednocześnie czło-wiekiem nieprzejednanych zasad wierności Bogu, które nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem w kręgach sportowych. To właśnie z powodu tych zasad odmówił udziału w biegu na 100 metrów  podczas niedzielnych zawodów na olimpiadzie w Paryżu. Byłby gwarantowanym zwycięzcą.
To piękne, że podczas londyńskiej Olimpiady pojawi się tak wartościowy akcent. „Rydwany ognia” znalazły się na watykańskiej liście 15 filmów fabularnych, propagujących szczególne wartości moralne. Okazuje się, że w czasach, gdzie wszystko wydaje się być relatywne i zdają się zanikać wszelkie moralne granice, ludzie wciąż są głodni rzeczy wartościowych. Widziałam to po wpisach na Facebooku, dotyczących kilku naszych piłkarzy, którzy nie wstydzą się Jezusa.

Wracając do Erica Liddella, polecam bardzo dobrze opracowaną biografię tego sportowca i misjonarza w artykule Włodka Tasaka „Eric Liddell Latający Szkot”, w czasopiśmie „Teraz i Zawsze”, czerwiec 2011. 

Polecam też książkę z serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś”: „Eric Liddell - wspanialsze niż złoto”, autorstwa Janet i Geoff’a Benge. Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2010. Jest to pełna biografia bohatera (1902-1945). Opisuje jego dzieciństwo, rozwój sportowej kariery, decyzję o zostaniu misjonarzem, małżeństwo i ostatnie lata życia w Chinach ogarniętych wojną. Pokazuje jego wielką moralność, skromność, poświęcenie misji, wiarę, odwagę, niesamowity wpływ na ludzi.
Zmarł w niewoli japońskiej w wieku 43 lat z powodu guza mózgu.

Pastor Howard-Smith napisał o nim: On nieustannie czynił dobro.
Glasgow Evening News: Szkocja straciła syna, z którego każdej godziny życia może być dumna.
Edinburgh Evening News: Jeden z najpopularniejszych i najbardziej podziwianych sportowców, którego oddanie dla własnych zasad życiowych zdobyło najwyższy szacunek.
Norman Cliff wspomina: Najbardziej niezwykła postać pośród postaci z Weihsien (obóz jeniecki), niewiele po czterdziestce, cichy i z nieustannym uśmiechem. Eric był najwspanialszym chrześcijaninem, jakiego kiedykolwiek miałem przywilej poznać.
I autorzy książki: Był człowiekiem, który starał się oddawać cześć Bogu i pomagać potrzebującym ludziom. Ostatecznie jednak sposób, w jaki realizował te dwa cele, uczynił go dla niezliczonych ludzi na całym świecie człowiekiem naprawdę niezwykłym.

Mam nadzieję, że podczas trwania Olimpiady nasza telewizja również pokaże nam tę ‘podrasowaną’ wersję filmu „Rydwany ognia”.  Chętnie go obejrzę i nie będzie to pierwszy raz, ale na pewno pełniejsza wiedza o bohaterze, pozwoli mi oglądać ten film z głębszą refleksją.

Zachęcam do wysłuchania muzyki z filmu. (Vangelis) KLIKNIJ



wtorek, 17 lipca 2012

Gościnności nie zapominajcie...


W 1985 roku miałam wielki przywilej odbyć swoją pierwszą podróż za granicę. Całą rodzinką spędziliśmy w Anglii piękny, pełen turystycznych atrakcji i duchowych wrażeń miesiąc. Poznaliśmy wiele osób, gościliśmy w wielu domach.
Z tego wyjazdu, na potrzeby swojego domowego ogniska, przejęłam pewien miły zwyczaj - prowadzenie księgi gości. Nasz wyjazd do Anglii miał miejsce we wrześniu, pierwszy wpis został dokonany 3 listopada 1985 roku  i tak już jest do dziś.
Z czasem nasza księga gości zaczęła pękać w szwach z powodu wpisów i wklejanych zdjęć. Przyszła pora na nową.
Przy każdej kolejnej wizycie, kiedy czytam bieżący wpis gościa/gości  i wklejam wydrukowane na drukarce zdjęcie (przy obecnej fotografii cyfrowej wszystko trwa kilka minut), przeglądam wcześniejsze wpisy i zdjęcia, i wspominam minione, piękne chwile.
Zaznaczam, że goście, niezależnie od tego, ile razy nas odwiedzili, wpisują się tylko raz. Niektórym przychodzi to łatwo i z fantazją (piszą wiersze, rymowanki, rysują obrazki…), innym jak po grudzie :-). Nie chciałabym więc nikogo zniechęcać do kolejnych odwiedzin.

Powodem, dlaczego o gościach i gościnności piszę, jest ciekawa myśl Maxa Lucado z jego książki pt. „Outlive your life”. Pisze on: Gościnność otwiera drzwi dla nietypowej społeczności ludzi. Nie jest przypadkiem, że „gościnność” (ang. hospitality) i „szpital” (ang. hospital) pochodzą d tego samego łacińskiego słowa, gdyż obydwa mają ten sam skutek: uzdrowienie. Gdy otwierasz przed kimś swoje drzwi, wysyłasz komunikat: „Jesteś ważny dla mnie i dla Boga”. Być może sądzisz, że mówisz: „Wpadnij do mnie”. Twój gość słyszy jednak coś innego: „Jestem warty zachodu”.

Jako wierzący w Jezusa, zostaliśmy powołani by okazywać gościnność i być „szpitalem”, który pomaga osobom przechodzącym przez życiowe burze i potrzebującym odnowy.
W Biblii znajdujemy takie polecenie dotyczące gościnności: Gościnności nie zapominajcie; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołów gościli (Hebr. 13:2).
Chrześcijańska gościnność oznacza otwarte serce i otwarty dom. Bóg sprawił, że pod dachem naszego domu znalazło się miejsce nie tylko dla „aniołów”. Również ci, co się źle mają, znaleźli u nas swoją przystań (Ew. Mat. 9:12).

Warren, nasz nieżyjący już przyjaciel, zwykł mówić o naszym domu „Gästehaus Wala”. I niech tak pozostanie.