Pomyślałam sobie, że warto byłoby jakoś zamknąć ten miesiąc,
podczas którego nie udało mi się zamieścić tu ani jednego postu.
Ponad połowa tego, i tak krótkiego, miesiąca, upłynęła mi
głównie na chorobach i niedomaganiach własnych i moich bliskich.
Nie był to jednak całkiem nieudany miesiąc. Miałam kilka fajnych spotkań i wyjść. Np. do muzeum historii
Żydów polskich. Odwiedziła mnie siostrzyczka. Przeczytałam kilka dobrych książek
- nawet w chorobie. Obejrzałam też kilka wartościowych filmów. W głębi duszy
urodziło się sporo pomysłów na nowe teksty. Niestety, zmęczenie, choroba,
początki wiosennego przesilenia skutecznie odebrały mi siły do przelania własnych
myśli na przysłowiowy papier.
Pocieszam się, że im bliżej wiosny, tym będzie lepiej i
łatwiej będzie czerpać nowe siły ze słońca, z budzącej się do życia przyrody,
świergotu ptaków i świeżego powietrza, którego tu w Piasecznie mi nie brakuje.
Tak więc, tym z Was, którzy tutaj zaglądacie, nie
zniechęcając się moim milczeniem, obiecuję poprawę. Będzie dobrze… . Byle do wiosny… .


