Anons
Kupię po korzystnej cenie
każdą ilość czasu bo
mój zapracowany czas
ma tak mało czasu dla siebie
kawa z przyjaciółmi
już dawno wystygła
plotki straciły datę ważności
na ulubionych książkach
wyleguje się kurz
a romantyczna kolacja z tobą
odwleka się w czasie
dlatego
kupię po korzystnej cenie
każdą ilość czasu...
(Ewa Sempławska)
Taką miałam nadzieję, że te recenzje staną
się chociaż jedynym postem listopadowym. Nie udało się. Ostatnio cierpię na
chroniczny brak czasu, połączony ze zmęczeniem i jakkolwiek powód jest
najsłodszy z możliwych - codzienna opieka nad wnuczkiem - to efekty uboczne
bywają czasem uciążliwe. Np. moja ograniczona możliwość czytania, czy w ogóle
pisania. Nawet, jak urodzi mi się w głowie jakaś fajna myśl, jakiś dobry pomysł
na tekst, to zanim zasiądę z nimi do komputera, już zapominam o tym, co to ja
takiego chciałam napisać :-).
Ten dłuższy, wyjaśniający wstęp
prowadzi do kolejnych wyjaśnień. Ponieważ nie mam teraz czasu na dłuższą
lekturę - bez szkody dla czytanej książki, kiedy to zapominam, o czym już czytałam i muszę wracać do początku - zaczęłam się zadowalać takim rodzajem
obcowania z literaturą, który nazwałam „chwilówką”. (To takie zapożyczenie z
reklamy :-). „Chwilówka” polega na tym, że: 1.) Czytane przeze mnie
książki zawierają krótkie, niepowiązane ze sobą rozdziały lub teksty. 2.) Poświęcam
na ich czytanie 10-20 minut dziennie. I tym sposobem nazbierało mi się troszkę
cennych tytułów.
„Znaki ufności”, Jan Twardowski, Wydawnictwo ZNAK, Dzięgielów
1997 r.
To piękny zbiór wierszy wybranych
ks. Jana Twardowskiego, powstałych w latach 1946-1963. Co ciekawe, tomik ten
otrzymałam od kogoś w darze i ku mojemu miłemu zaskoczeniu znalazłam w niej
osobisty wpis autora, skierowany do prawowiernej właścicielki zbiorku.
W „Znakach ufności” porusza mnie
prostota poezji Jana Twardowskiego, trafność jego obserwacji i doskonała
znajomość drugiego człowieka - jego postaw, tych dobrych i złych. Cenię też
sobie jego poczucie humoru i traktowanie spraw, czasem nawet bardzo poważnych, z
przymrużeniem oka. Może właśnie dzięki temu stają się one bardziej przystępne,
bardziej ludzkie.
I jakkolwiek, nie ze wszystkim mi
po drodze z księdzem Janem, szczególnie jeśli chodzi o ‘teologiję świętą’, to urzeka
mnie jego sposób widzenia Boga, Jezusa, Kościoła, drugiego człowieka i siebie samego, jako jego
sługi.
Ten wiersz mnie po prostu
rozbroił:
Suplikacje
Boże, po stokroć święty, mocny i uśmiechnięty -
Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną -
kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom -
teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -
dzisiaj, gdy mi tak smutno, i duszno, i ciemno -
uśmiechnij się nade mną.
Polecam…
„W pajęczynie snów”, Almanach Poezji, Kujawskie Stowarzyszenie
Literatów we Włocławku, Włocławek 2009 r.
Jako młoda dziewczyna nie lubiłam
poezji. Może przez to szkolne pytanie: „Co autor miał na myśli?”. Ale, na szczęście,
to się zmieniło. Od pewnego czasu rozczytuję się głównie w poezji osób
wierzących, związanych z kręgami, w których się obracam i w których buduję
swoją wiarę. Poezję tą traktuję jako swego rodzaju współczesne Psalmy. Tym bardziej,
że odnosi się ona do spraw tych codziennych, egzystencjalnych i tych
boskich.
Kiedy jednak wpadł w moje ręce
prezentowany tu tomik, jakby nie przystający do moich upodobań, nie
zniechęciłam się i z przeczytałam go - z ogromną przyjemnością. Jeśli można to
tak określić - pozostawił on w moim umyśle bardzo pozytywne odczucia
estetyczne. Na ten almanach składa się 114 wierszy 23 autorów i tylko jeden
autor absolutnie nie przypadł mi do gustu. I… ku mojemu miłemu zaskoczeniu,
odkryłam, jak wielu autorów wyraża bardzo świadomie swoją wiarę w Boga i odczuwa
Jego obecność i działanie w swoim życiu.
Kilka wierszy wykorzystałam w
stosowny sposób w różnych sytuacjach. Okazały się naprawdę bardzo odpowiednie.
Oddały to, czego ja nie potrafiłabym wyrazić.
Na zachętę - że warto czytać
poezję:
Konfitury z poezji na zimę
Poezja
Słoneczne konfitury
Rozbłyskuje
Płomykami
Lata
I słodzi
Małe
Tęsknoty
W zimowe
Wieczory
(Irena Górska-Nowicka)
„Prosiłem o cud”, Abraham Joshua Heschel - Antologia duchowej
mądrości, Wydawnictwo W DRODZE, Poznań 2001 r.
Książkę tą dostałam kiedy miałam
przysłowiowego ‘doła’. Zresztą, podarowała mi ją koleżanka, gdy szczerze otworzyłam
przed nią swoje serce, dzieląc rozterkami, frustracjami, i przeróżnymi
dylematami. W swoim liście napisała: „Kochana,
posyłam Ci książeczkę, która jakiś czas temu kupiłam z myślą o Tobie… Stała mi
się ona podporą w czasie dla mnie niezwykle trudnym i bolesnym…”.
Duchowa mądrość Heschela
towarzyszyła mi w ciszy poranka, w szumie przytłumionych rozmów w miejskim autobusie,
w cierpliwym oczekiwaniu pod gabinetem lekarskim. Ciekawe, byłam jedyną osobą,
która czytała książkę. Pozostałe serfowały po Necie.
Im więcej się w niej zagłębiałam,
tym lepiej rozumiałam słowa przyjaciółki. Ja też odnajdowałam w niej szczególne
ukojenie, uspokojenie, oderwanie od codzienności oraz blasków i cieni dnia
powszedniego. Głębokie i cenne myśli na temat Boga, modlitwy, odpoczynku, religii,
człowieka, Biblii i inne - pozwoliły mi spojrzeć na siebie i moją fizyczno-duchową
rzeczywistość z innej perspektywy. Były dla mnie odkrywcze i wyjątkowo
odświeżające. Głębokie, a zarazem tak proste, tak oczywiste, że chciałoby się
powiedzieć: Czemu wcześniej tak nie
pomyślałam.
Na przykład to: Wiara to rumieniec wywołany obecnością Boga.
Czy piękna myśl o modlitwie: Słowa nie mogą nam spadać z warg jak zeschłe
jesienią liście. Musza wzbijać się w górę jak ptaki, prosto z serca ku szerokim
przestrzeniom wieczności.
O szabacie (dniu odpoczynku): Sześć dni w tygodniu zmagamy się ze światem,
czyniąc sobie ziemię poddaną; w szabat troszczymy się o ziarno wieczności
posiane w naszych sercach.
O człowieku wygnanym z raju: Podjął się budowy raju własnymi siłami i
wypędza właśnie z niego Boga.
Czy to: Najgłębsza mądrość, jaką może posiąść człowiek, to zrozumieć, że jego
przeznaczeniem jest pomoc i służba.
I jeszcze dwa ostatnie cytaty.
Bolesne, ale jakże prawdziwe. Tak widzi świat Abraham Heschel, a ja się z nim
całkowicie zgadzam.
Współczesne dyktatury nie mogą być alibi dla naszego sumienia. Nie
walczyliśmy - chociaż powinniśmy - o to, co prawe, sprawiedliwe i dobre. Z tego
powodu musimy dzisiaj walczyć z tym, co złe i niesprawiedliwe. Nie składaliśmy
ofiar na ołtarzu pokoju i dlatego złożyliśmy ofiary na ołtarzu wojny.
Sumienie świata zostało uśmiercone przez tych, którzy mieli w zwyczaju
obwiniać innych miast siebie. Nie zapomnijmy o tym. Czciliśmy instynkty, a nie
ufaliśmy prorokom. Pracowaliśmy niestrudzenie nad udoskonaleniem silników
samochodów i samolotów, a tymczasem nasze wnętrze stało się wysypiskiem śmieci.
Śmialiśmy się z przesądów, aż utraciliśmy zdolność wiary. Pomogliśmy zagasić
światło, które zapalili nasi ojcowie. Przehandlowaliśmy świętość za wygodę, wierność
za sukces, miłość za władzę, mądrość za informację, tradycję za modę.
„Kazania strasburskie o czci dla życia”,
Albert Schweitzer, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2014 r.
Z pośród wielu książek, jakie znajdowały
się w moim rodzinnym domu, szczególnie zapamiętałam jedną. Była to biografia Alberta
Schweitzera. Czytałam ją jako nastolatka. Zachwyciła mnie postać tego mężczyzny
w sile wieku, z siwą, gęstą czupryną, w białej koszuli, pośród gromady małych
murzyńskich dzieci. Nie pamiętam autora tej książki, która niestety zaginęła,
ale pamiętam granatową płócienną okładkę i czarno-białe zdjęcia. Nawet teraz
budzi we mnie ciepłe wspomnienia z beztroskich dziecięcych lat.
Kazania strasburskie dostałam od przyjaciółki. Nie gniewaj się, nie miałam dla Ciebie niczego innego… -
powiedziała. Nie przypuszczała, że sprawi mi ogromną przyjemność tą, prawie że,
broszurą, zawierającą jedynie dwa kazania.
Ciekawie czyta się kazania, które zostały
wygłoszone w 1919 roku, jeszcze przed grozą II wojny światowej, Hiroszimą,
wojna w Wietnamie, Afganistanie, na Bałkanach, w Syrii, przed atakami
terrorystycznymi. Widząc ten kontrast w podejściu do życia, zdałam sobie
sprawę, że to, co charakteryzuje dzisiejszy świat to dwie skrajne postawy: pycha
życia i zupełny brak poszanowania, wartości życia drugiego człowieka. Żadna z
nich nie ma nic wspólnego z czcią dla życia, z miłością bliźniego. Wszystko jest
wynikiem egoizmu, skoncentrowania na sobie. Już mało kto przejmuje się
nauczaniem Jezusa, a tym bardziej mało kogo obchodzą słowa Alberta Schweitzera:
Nikt z nas nie żyje dla siebie samego.
Obyśmy szli za tym słowem i nigdy nie pozostawali w spokoju, aż się w grób
położymy. (Z kazania o kwestiach etycznych i czci dla życia - na podstawie
Rzymian 14:7.)
Uff. Jeszcze mam dwie książki - „chwilówki”
w zanadrzu, ale o nich innym razem.
Będą to również kazania: „Postylla
kobiet” (praca zbiorowa) i wybór kazań ks. Waldemara Preissa, seniora.