poniedziałek, 27 września 2010

PIERWSZA MIŁOŚĆ 1 - jak do niej powrócić

Podczas tych rozważań przyjrzymy się jednej z najwspanialszych lekcji w Biblii na temat miłości - listowi Jezusa do kościoła w Efezie. Efezjanie odstąpili od swojej „pierwszej miłości” do Boga, na skutek czego odstąpili też od miłości do siebie nawzajem (skąd to wiemy? - z Listu ap. Pawła do Efezjan, rozdziały 3:14-6:9 - podtytuły brzmią: modlitwa o głębię miłości, wezwanie do jedności, stary i nowy człowiek - nawołanie do zmiany postępowania, przykazania na co dzień, chrześcijańskie życie rodzinne i inne relacje i zależności międzyludzkie). Rozważania te zostały przygotowane na wakacyjny wyjazd w gronie przyjaciół z Kościoła. Do stworzenia ich zapłodniła mnie książka Billa Bright'a Pierwsza miłość - jak odnowić swoją pasję dla Boga. A do wstawienia na bloga zachęciło mnie ostatnie niedzielne kazanie oparte na poniższym fragmencie.

Ks. Objawienia Jana 2:1-7:
Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników:
Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami.
Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś.
Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość.
Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz.
Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę.
Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym.

Gdyby zbór w Efezie nadal istniał, być może nosiłby fajną nazwę w rodzaju „Pierwszy Kościół ze Świecznika”.
Często nie rozumiemy znaczenia chwalebnej wizji apostoła Jana zawartej w Objawieniu r.1, przedstawiającej Jezusa stojącego wśród siedmiu świeczników. Nie były to tylko ozdobne kandelabry, lecz istotne źródła światła. Jakże ważną rzeczą jest więc fakt, iż świeczniki przedstawiają siedem zborów, które miały nieść światło Jezusa światu, żyjącemu w wielkiej ciemności.
Żyjemy w ciemnym świecie, który rozpaczliwie potrzebuje światłości Chrystusa, świecącej w nas. Uważajmy więc, abyśmy nie powtórzyli błędu Efezjan, którzy „porzucili swoją pierwszą miłość” (Obj. 2:4). Chociaż otrzymali pochwałę, bo dokonali wiele dobrych rzeczy, to jednak nie potrafili postawić Jezusa na pierwszym miejscu. 

Chcąc przywrócenia tej pierwszej miłości, Jezus dał im zadanie, angażujące po kolei: umysł, serce, duszę i wszystkie siły (zgodnie z największym przykazaniem: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej / siły swojej… Ew. Mat. 22:37 i V Mojż. 6:5). Wymaga ono, by każda część naszej istoty kochała Boga tak, jak On na to zasługuje, by każda część naszej istoty wróciła do tej miłości, od której być może odeszła.
„Aby odnowić swoją miłość do Chrystusa, przyjrzyj się na nowo Jego miłości do ciebie.”


A jak zapomnę...
a jak zapomnę drogi do Ciebie
tysiące latarń zapal mi w sercu
a jak zapomnę Twojego głosu
echem stukrotnym przypomnij mi Słowa
a jak zapomnę Twojej miłości
każ kwiatom i ptakom
przypomnieć mi o niej
a jak zapomnę, jak człowiek zapomina
…usłysz bicie zgubionego serca…
(Kasia Zycha)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 2 - zbłąkany, ale nie zgubiony

…Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym… Rzymian 8:38,39

Przypomnijmy sobie na początek, gdzie i co czytamy w Biblii o zborze w Efezie:
- Pierwsza wzmianka o krótkiej wizycie ap. Pawła w Efezie pada w Dz. Ap. 18:19. Jest rok 52 n.e. Paweł głosi Ewangelię w efeskiej synagodze. Potem zostawia zalążek zboru, a w nim Pryscyllę i Akwilę. Jeszcze w tym samym roku wraca do Efezu (podczas swojej trzeciej już podróży misyjnej, która trwała od 52-56 roku). Czytamy o tym r. 19:1-20:1. Rozpoczyna się prawdziwa służba apostoła w Efezie. Naucza w synagogach, potem w Szkole Tyranosa. Jest świadkiem rozruchów wywołanych przez producentów figurek efeskiej Artemidy.  Po trzech latach (r. 20:21) wyjeżdża. Potem z Miletu posyła po starszyznę z Efezu i żegna się, dając starszym zboru wskazówki na dalszą służbę. Wie, że już się nie zobaczą. Są to bardzo wzruszające chwile. Czytamy o nich w r. 20:17-38. Dzieje Apostolskie przedstawiają nam piękną historię powstania i kształtowania się zboru w Efezie.
- Dalej o losach zboru efeskiego dowiadujemy się z listu ap. Pawła do tego zboru. List ten jest napisany pod koniec 60 lub z początkiem 61 r.n.e., z więzienia w Rzymie. Z treści listu wynika, że w zborze efeskim pojawiły się pewne problemy, które mocno zaniepokoiły apostoła (i przed którymi ich przestrzegał). (Rzym. 15:31) Kończąc list ap. Paweł pisze takie słowa (6:24): „Łaska niechaj będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen” Miłować miłością niezniszczalną, to może oznaczać tą „pierwszą miłością”.
- Słowa Jezusa skierowane do zboru efeskiego a zapisane przez ap. Jana na wyspie Patmos, w Objawieniu Jana, dotyczą już późniejszego okresu. Opinie biblistów są rozbieżne - są to albo lata 70, albo 90 n.e. Założyciel zboru już nie żył.

Przyglądając się temu smutnemu epilogowi, powinniśmy modlić się o to, abyśmy nigdy nie odeszli od tej „pierwszej miłości”, albo, abyśmy jak najszybciej do niej powrócili. Zapragnijmy na nowo serca przepełnionego miłością i uwielbieniem dla naszego Pana. Pewna pieśń mówi, że najwspanialszym darem jest „serce, które można tak dostroić, by zawsze śpiewało Jezusowi na chwałę…”. Bóg zaopatrzył nas w tę umiejętność kochania Go - chwalenia Go swoim umysłem i emocjami w każdej chwili życia, tutaj na ziemi. On chce chodzić w naszych ciałach, myśleć naszymi umysłami, kochać naszymi sercami, mówić naszymi ustami i ciągle „szukać i zbawiać” zgubionych przez nasze wysiłki.

I co najważniejsze, nasza rola polega jedynie na odwzajemnianiu Bogu miłości - ponieważ to On pierwszy nas umiłował. I jak nasz werset przewodni obiecuje, ale też proklamuje - absolutnie nic nie jest w stanie oddzielić nas od tej miłości. Jedynie tylko - nasz własny duch, mający skłonność do błądzenia, może nam zabrać naszą „pierwszą miłość”.

Brat Wawrzyniec napisał: Pamiętaj, Bóg nas nigdy nie opuści, jeżeli to my sami pierwsi nie odejdziemy. Powinniśmy być ostrożni i nigdy nie pozwolić sobie na oddzielenie się od Bożej obecności.

Jeśli nie żyjemy w mocy Ducha Świętego … stajemy się jak ludzie, o których Biblia mówi, że „przybierają pozór pobożności, podczas, gdy życie ich jest zaprzeczeniem tej mocy” (II Tym. 3:5). Stajemy się zawodowymi chrześcijanami, którzy porozumiewają się „chrześcijańszczyzną” i chowają się za błyszczącą warstwą duchowej płytkości, dzięki której nikt nie może nas dotknąć i przez którą nasze wnętrze pozostaje nietknięte. Nasze chrześcijaństwo jest całe na pokaz, nie dosięga nigdy serca. Doskonale poprawne, lecz pozbawione miłości. Słusznie osądzające, nieznające miłosierdzia. Pełne pewności siebie zamiast pokory. Pełne słów, nieznające łez. Nasze życie jest pozbawione mocy, znaczenia i nadziei na prawdziwą przemianę. Bez przemiany nie wzniesiemy się jednak ponad nasze ograniczenia i nie staniemy się Bożym narzędziem w otaczającym nas świecie. A przecie o to właśnie w życiu chodzi. (Stormie Omartian, Moc modlitwy kobiety, str. 18)

Więc, jak to jest z tobą? Czy twój duch z jakiegoś powodu odszedł od tej cudownej Bożej miłości? Czy zdarzyło się to z powodu wypełnionego życia i labiryntu wyzwań czy związków międzyludzkich? Jak opisałbyś dzisiejszy stan swoich uczuć do Niego? Czy pamiętasz, jak czułeś się w dniu, w którym poznałeś Go osobiście? Jak daleko zabłąkałeś się od miejsca, w którym On chce, abyś był? Co jest potrzebne, byś wrócił do tej „pierwszej miłości”? Bo Bóg pragnie twojego powrotu. On nigdy nie przestanie starać się przywrócić ci radość i zdziwienie ze zbawienia. Nie błąkaj się już - po prostu wróć.

Jak gorzki migdał
Co się stało z wiarą mojego dzieciństwa?
Dorosła, przestała stroić miny
i tulić do serca
pluszowe modlitwy marzeń...
Teraz częściej niż na niebo
spogląda na ziemię
przelicza grosz zdrowego rozsądku
w starym portfelu
codziennych wydarzeń...
Wiara mojego dzieciństwa
złożyła skrzydła białe
do czarnej walizki pragmatyzmu
tylko czasem zapomni się
uniesie jak kiedyś bez zastanawiania
nad ewolucją Darwina
skamielinami sumień...
Tak beztroska, że zawstydza
nawet pobożnych patriarchów
wtula się w serce Boga
przejęta do szpiku duszy Jego Słowami
zasypia ufnie w ramionach Prawdy...
Wiara mojego dzieciństwa
z czystego pąka myśli zamieniła się
w gorzki migdał zmęczonych słów
które jak ptaki
po długiej podróży
z postrzępionymi skrzydłami starań
nie mają już ochoty na pokonywanie nieznanych przestrzeni...
Moja dorosła wiara - jak gorzki migdał
w cienkiej skórce przyzwyczajenia
wsparta jeszcze na Słowie
i uciszeniu burzy
posilona powiewem miłości
która ukochała pierwsza
ma nadzieję...
znów stać się dzieckiem
i przesuwać góry zwątpienia
nie tylko w niedzielę...
(Kasia Zychla)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 3 - przemienienie miłością

…Gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do ludzi, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze… I Jana 4:8b-10

Moją Mamę podziwiam za jej wiarę. Zachowała ją pomimo wojennej zawieruchy, pomimo młodego wieku i braku ugruntowania, pomimo wieloletniego oddalenia od grupy innych wierzących, pomimo nieprzychylności sąsiadów… Podczas ostatniego pobytu u niej spałam w pokoju nad jej sypialnią i każdego ranka oraz wieczora słyszałam jej głośną modlitwę. Kiedy tylko powiedziała nam „dobranoc” i zamykały się za nią drzwi sypialni, to pierwsze, co robiła, to modliła się. Pamiętam też jej głośne modlitwy z czasów, kiedy byłam nastolatką - Mama modliła się głośno spacerując po grodzie. Teraz, kiedy więcej czasu spędza leżąc w sypialni, w wielkim małżeńskim łożu, to jedna jego połowa zajęta jest Bibliami, książkami i czasopismami chrześcijańskimi (oczywiście nie gardzi też inną literaturą :-). Ostatnio, Mama powiedziała mi tak: Jak już nie mam co czytać, to czytam śpiewniki... Pasja czytania - to jest chyba ta dobra cząstka, którą po niej odziedziczyłam.

I cieszę się, że kiedyś sama zrozumiałam to, dlaczego moja Mama tak pragnęła każdego poranka i wieczoru otwierać Biblię i rozmawiać ze swoim Stwórcą. Im więcej uczyłam się o Jezusie, tym bardziej rosła moja miłość do Niego. Pierwszy List Jana nauczył mnie wiele na ten temat. To takie proste! Bóg jest miłością! Te trzy słowa są chyba najpiękniejszymi słowami, jakie kiedykolwiek napisano. Żadne inne słowa nie są tak proste, tak głębokie i tak potężne.

Nie jesteśmy w stanie w pełni docenić głębi tego stwierdzenia bez uprzytomnienia sobie, kto jest obiektem Jego doskonałej, nieskończonej, bezwarunkowej miłości: my! Grzeszni, zbuntowani ludzie - ty i ja. Jako ludzkie istoty, ciągle okazujące nieposłuszeństwo, zasługiwaliśmy jedynie na karę i wieczne oddzielenie od Jego świętej obecności. Jednakże sam Bóg, z pełną świadomością, w akcie wielkiej miłości, wziął na Siebie karę krzyża, abyśmy mogli tej kary uniknąć - i to wszystko dlatego, że On jest miłością.  (To zdziwienie zbawieniem.)
Bóg sprawia, że Jego miłość jest dostępna dla nas - w każdej chwili. Jak moglibyśmy bez niej żyć? Jak nasza „pierwsza miłość” do Niego mogłaby kiedykolwiek się skończyć? A jednak... mam świadomość, że odejście od „pierwszej miłości” jest prawdziwym niebezpieczeństwem, zagrażającym każdemu chrześcijaninowi. Większość prawdziwych wierzących w Chrystusa może wskazać okres, kiedy ich serca były pełne ognia dla Niego. Kochaliśmy Chrystusa z pasją, której nie udało się nie zauważyć. Brat Wawrzyniec opisał to tak: Oddałem swoje życie całkowicie Bogu w momencie mojego nawrócenia. Zacząłem żyć tak, jakby na świecie nie było nikogo innego - tylko Bóg i ja. Miłość do Boga przemieniała nas od środka. Jednakże z wielu powodów i w niezamierzony sposób pozwoliliśmy, by te płomienie przygasły, by stać się w końcu żarzącymi się węgielkami. A wreszcie, pozostało niewiele więcej niż dym i popiół.

A jak to wygląda u ciebie i u mnie? Co robić, jeśli staniemy się tak zajęci życiowymi drobiazgami, że gdzieś po drodze odejdziemy do naszej „pierwszej miłości”? Zgodnie z językiem oryginału - możemy użyć na ten stan kilku synonimów: opuszczenie, pozostawienie, porzucenie, zaniedbanie. Jednakże naszą odpowiedzialnością jest trzymanie tej miłości tak, by jej nigdy nie wypuścić z rąk. Efezjanie jednak nie uczynili tego. Porzucili swoją „pierwszą miłość”. A teraz Bóg zaprasza ich, ale też mnie/ciebie/nas, abyśmy powrócili do Niego.

Jezus wskazuje drogę powrotu. W wersecie 5 podaje trzy kroki: wspomnij, upamiętaj się, spełniaj uczynki takie, jak pierwej. O tym przeczytacie w dalszych odcinkach.


szczęściem 
szczęściem człowieka jest
być blisko Boga
w jasnym cieniu Jego miłości
istnieć
tworzyć
kochać
przebaczać
szczęściem człowieka jest
być blisko Boga
w jasnym cieniu Jego Łaski
żyć
zwyciężać
tęsknić
oczekiwać
szczęściem człowieka jest...
…innego szczęścia nie znam
(Kasia Zychla)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 4 - wspominanie; przypomnienie sobie "pierwszej miłości"

…Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś… Obj. Jana 2:5a

Nasza miłość do Boga kieruje się bardzo podobnymi prawami, jak miłość w dobrym małżeństwie. Spotkanie Boga po raz pierwszy wywołuje euforię. Następuje „miesiąc miodowy” w wierze, podczas którego kochanie Boga przychodzi łatwo i naturalnie. Każdego poranka nie możemy się doczekać spotkania z Nim - w modlitwie i przy Jego Słowie. Wszędzie, gdzie idziemy, mamy świadomość, że jest z nami. Jednakże lata mijają i zbyt często te początkowe uczucia stają się wyblakłe. Początkowa radość powoli się rozmywa, aż, wcale nie uświadamiając sobie, jak do tego doszło, odkrywamy, że opuściliśmy swoją „pierwszą miłość”.
Młoda, niedojrzała euforia musi pogłębić się i stać się czymś znacznie większym, znacznie pożyteczniejszym dla nas i przynoszącym cześć Bogu. Inaczej szybko minie.

Naszą żarliwą modlitwą powinny być słowa: Panie, pomóż mi widzieć Ciebie wyraźniej, kochać Ciebie goręcej, naśladować Ciebie uważniej.

Kiedy jednak czujemy się duchowo wysuszeni i puści, a Bóg wydaje się nic nie mówić do nas już od dłuższego czasu, pomocne jest zwrócenie się do swoich wspomnień. Wspominanie Bożej dobroci, Bożej obecności i Bożego działania w naszym życiu  ma kluczowe znaczenie i nic go nie zastąpi. Jezus mówi „wspomnij”. Gdy przypominamy sobie, jak wyglądała nasza „pierwsza miłość”, zyskujemy nowe spojrzenie - zaczynamy rozumieć, z jakiej wysokości spadliśmy. Będzie to angażowało nasze uczucia - nasze serce. Będziemy odczuwać głęboki żal, czy - jak to nazywa ap. Paweł - „smutek, który jest według Boga i zasmuceni jesteśmy ku upamiętaniu” (II Kor. 7:9-10).

W jaki sposób przypomnieć sobie, skąd się spadło, jeśli chodzi o związek z Bogiem? Rozpocznij w prosty sposób - przeznacz czas na refleksję. Wykorzystaj wszystkie zasoby swojej pamięci i postaraj się odzyskać umysłowy obraz tego, jak wyglądała ta „pierwsza miłość”. Kiedy i w jaki sposób poznałeś Jezusa? Jak się wtedy czułeś? Co zrobiłeś na początku? Zrób listę osób, które cię wtedy znały; zapytaj ich, co zaobserwowały w twoich słowach i czynach. Pomyśl o tym, jak Bóg zmienił twoje życie, kiedy doświadczyłeś „pierwszej miłości” do Niego. Jakie nawyki były częścią twojego życia? Jak wyglądała twoja modlitwa? Jakie części Biblii były dla ciebie znaczące?

Proponuję wam wszystkim pracę domową - weźcie kartkę papieru, na środku narysujcie kreskę i wykonajcie prostą tabelę. Po lewej stronie zapiszcie słowa i zwroty opisujące wasze uczucia i doświadczenia w czasie trwania „pierwszej miłości”. Po prawej stronie zanotujcie, jak zmieniła się każda z tych rzeczy (jeśli się zmieniła). Myślę, że dzięki tej tabeli dostrzeżecie dowody powolnej erozji - drobne, pozornie mało znaczące kompromisy w waszym pierwotnym oddaniu Bogu. I nie zdziwcie się odkryciem, że znamiona pierwotnej pasji powoli zblakły i znikły, często w sposób niezauważalny dla was.

Potem, jak już się nad tym zastanowicie, zachęcam każdego z was - porozmawiajcie z Bogiem o swoich obserwacjach. Znajdźcie odosobnione miejsce i mówcie do Boga na głos, szczerze. Pozwólcie łzom popłynąć. Każdej uronionej przez was łzie towarzyszy łza, którą Bóg roni razem z wami. On przyciąga was z powrotem do tej „pierwszej miłości” do Niego.

Brat Wawrzyniec napisał: Za najgorsze doświadczenie w swoim życiu uważałbym utratę poczucia Bożej obecności w nim. Mówił: każde najmniejsze odwrócenie uwagi od Boga jest dla mnie bólem.



Każdego dnia 
Każdego dnia muszę szukać od nowa
w swoich myślach, pragnieniach
delikatnej nici Twojej przyjaźni
przyjaźni cichej i spokojnej
jak zimowy poranek...
Każdego ranka mam duszę złaknioną
by poznać sercem, że Jesteś
Czytam Twoje Słowo i pragnę
żeby moja modlitwa była niewinna
jak gołąb
od dziecka trzeba mi uczyć się modlitwy...
Każdego dnia szukam od nowa
czasem zapominam
czasem pamiętam od niechcenia
Twego przypominania mi trzeba
że kwiaty i niebo to Twoje dzieło
a bliźniego należy kochać
jak siebie samego
W prostocie dajesz mądrość
w uniżeniu siłę...
Pozwól mi, Stwórco
każdego dnia szukać Cię od nowa
i znajdować tam
gdzie uśmiech, gdzie kochające serca, gdzie skromność i wiara...
Gdzie zwykłe ludzkie sprawy
zaprawione solą i łzami:
to najpiękniejsze dzieła Twego Ducha
Gdzie życie Tobie poddane w ufności
rozkwita miłością i niesie zapach nadziei
 - jak ciepły wiatr wiosną
przynosi zapach zieleni...
Pozwól mi poznawać Cię
każdego dnia inaczej
żeby nigdy mi się nie znudziło
zadawać Ci pytań
czekać odpowiedzi
płakać z niewysłowionej wdzięczności
że Jesteś ze mną
w najgorszych chwilach życia
bo kiedy jest dobrze
łatwo dziękować i wołać: Abba, Ojcze!
Pragnę Cię poznawać, Boże,
całe moje życie...
(Kasia Zychla)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 5 - upamiętanie; usunięcie przeszkód

…upamiętaj się… Obj. Jana 2:5b

W Biblii słowo „opamiętanie” (czy „upamiętanie”) oznacza całkowite zawrócenie - zarówno na zewnątrz (zawrócenie ze źle obranej drogi), jak i w środku (całkowita zmiana sposobu myślenia, postępowania). Bez oglądania się wstecz. Opamiętanie - to coś znacznie większego niż poczucie winy. Oznacza pójście dalej niż poczucie winy - oznacza pójście do przemiany. Oznacza zawrócenie z własnej, niezależnej, skoncentrowanej na sobie drogi i przyjęcie Bożej woli dla swojego życia. Stawiamy powoli krok za krokiem, wracając tą samą  drogą, którą przeszliśmy. Opamiętanie to punkt krytyczny, decydujący moment w odzyskaniu naszej „pierwszej miłości”, którą zostawiliśmy.

Jak więc możemy zachowywać „pierwszą miłość” do Chrystusa, dojrzewać w wierze, miłości i wydawaniu owoców dla Niego? A może inaczej - co jest przyczyną, że ją tracimy? Po prostu, do naszego życia wkrada się grzech, nawet pomimo tego, że Jezus w pełni go zwyciężył. Znamy Chrystusa, ale zmagamy się z grzechem, ciągle toczy się konflikt pomiędzy ciałem a duchem (świetnie to oddaje List do Rzymian i do Galatów). Dlatego musimy pilnować, co dostaje się do naszego wnętrza. Żyjemy w świecie pełnym zanieczyszczeń i każdego dnia wdychamy wiele niezdrowych substancji. Często, oglądając telewizję czy słuchając muzyki, „wdychamy” niszczące elementy ze świata naszej kultury. Gdy spędzamy czas z pewnymi ludźmi, wywierającymi na nas zły wpływ, wprowadzamy do swego umysłu zanieczyszczone myśli: plotka, kłamstwo, przekleństwo, narzekanie, krytykowanie, obmowa… Seneka napisał: Ilekroć byłem wśród ludzi, wracałem mniejszym człowiekiem. Czy nie czujemy się tak wtedy, kiedy zniżamy się do wątpliwego poziomu naszego rozmówcy? 
Potrzebujemy wydechu, usuwającego zanieczyszczenia grzechu oraz wdechu, zawierającego dobroć Bożej łaski i przebaczenia. Uczmy się codziennego wyznawania Bogu swoich grzechów i oddawania Chrystusowi kontroli nad swoim życiem. Chodźmy w pełni Ducha Świętego, który daje moc do zwycięskiego życia.

Być może czujesz się dzisiaj oddalony od Boga o tysiąc kilometrów, ale On jest blisko - na szept modlitwy. Jeśli Go nie dostrzegasz, to być może dlatego, że patrzysz w złym kierunku. Zwrócenie się z powrotem w Jego kierunku jest opamiętaniem. Wystarczy zawrócić o 180.  Odwróć się, odszukaj swoje ślady i pobiegnij w Jego ramiona.

Podczas poprzedniego 'odcinka', zaproponowałam wam zrobienie prostej tabeli, w celu porównania swojego obecnego życia z okresem, gdy byliście bliżej Boga. W chwili odosobnienia pomódlcie się w oparciu o tę listę. Zapytajcie Boga, czy są jeszcze jakieś rzeczy, które należałoby dodać. Czerwonym długopisem zaznaczcie te, które wyraźnie wskazują na grzech w waszym życiu. Oddajcie je Bogu. Przeczytajcie sobie Psalm 32 i 51. Dawid napisał te poruszające słowa podczas swoich największych upadków. Psalmy te są zapisem jego głębokiego smutku, żalu, a także podróży powrotnej do radości z Bożej obecności.

Brat Wawrzyniec napisał: Zawsze - w każdej godzinie i w każdej minucie - odsuwałem od mojego ducha  wszystko, co mogłoby odciągnąć moją myśl od Boga. To stało się moją codzienną rutyną, od kiedy rozpocząłem moją wędrówkę z Bogiem.
Wierzył, że jakość naszego duchowego życia zależy od doświadczania obecności Bożej; praktykowania jej w życiu codziennym. Jeżeli jest ona praktykowana prawidłowo szybko zostanie osiągnięty stan duchowego spełnienia, satysfakcji. Aby to osiągnąć konieczne jest oczyszczenie serca ze wszystkiego, co mogłoby obrazić Boga.

***
Dojrzewamy w Bożych rękach
jak ziarna
w innych rękach próbujemy dojrzewać
ale nigdy nie dorastamy...
Oddać wszystko
by dostać to co jest naprawdę dobre
Smakować dni
jak kromkę chleba najświeższą
Kłaniać się Bogu sercem
przepełnionym wdzięcznością
niewymuszoną
Modlę się tylko o to
aby odnajdywać Jego myśli
W zwyczajny dzień
na zwyczajnej drodze
W zupełnie niezwykłej przyjaźni
trzymać Go mocno
za rękę
i kochać bez lęku
Jego Obecność i Jego Słowo…
(Kasia Zychla)

PIERWSZA MIŁOŚĆ 6 - wznowienie relacji, powrót na drogę posłuszeństwa

…spełniaj uczynki takie, jak pierwej… Obj. Jana 2:5c

Kiedy widzimy, jak daleko odpadliśmy od Boga, zaczyna dręczyć nas żal - umysł angażuje serce, a serce angażuje duszę. Teraz pozostaje tylko jedno - aby (powiedzmy to tak obrazowo) swoją rolę odegrały ręce - czyli byśmy zabrali się do konkretnego działania :-).

W tym punkcie naszej, podróży ważne jest, by podjąć „pierwsze czyny”. Gdy twoje nastawienie do Boga zmieniło się i opamiętałeś się z grzechu, łapiesz nowy wiatr w żagle w swoim służeniu Bogu. Będziesz Mu służyć z nową radością, poświęceniem i z nową pasją. Nasza miłość do Jezusa stanowi klucz do duchowej pasji.

Powrócisz do podstaw. A jakie są te podstawowe rzeczy? Niektóre są bardzo oczywiste - to modlitwa i spędzanie czasu na lekturze Słowa Bożego. Na początku swojego związku z Chrystusem prawdopodobnie często do Niego mówiłeś. Jak wygląda twoja modlitwa dzisiaj? Czy stała się sucha i rutynowa? Może pomocne byłoby znalezienie nowego miejsca i nowego podejścia do spędzania czasu z Bogiem. Dobrym pomysłem jest prowadzenie dziennika modlitewnego. Zapisuj w nim swoje myśli i swoje prośby do Boga.  Brat Wawrzyniec wierzył że poważnym błędem było myślenie, że czas spędzony na modlitwie różni się czymkolwiek od jakiegokolwiek innego czasu. Nasze działania powinny jednoczyć nas z Bogiem niezależnie od tego czy w danym czasie wykonujemy nasze codzienne obowiązki, czy też spędzamy go na modlitwie podczas naszego cichego czasu. Oraz miłość wzrasta proporcjonalnie do wiedzy. Im więcej poznajemy Boga, tym więcej Go kochamy.
Czytaj Biblię i zapisuj swoje refleksje na temat przeczytanych tekstów. (Ja tak robię - mam już zapisanych wiele zeszytów.) Doświadczając Bożego działania w swoim życiu, notuj swoje myśli i doświadczenia. Później będziesz wracać do tych wpisów i na nowo chwalić Boga, gdy w twoim życiu będą następowały trudniejsze chwile. A na pewno i takie się nadejdą, bo…

Bóg nie obiecał
Nieba zawsze niebieskiego,
Ścieżek usłanych kwiatami
Przez całe nasze życie;
Bóg nie obiecał
Słońca bez deszczu,
Radości bez smutku, 
Pokoju bez bólu.
Ale Bóg obiecał
Siłę na każdy dzień,
Odpocznienie dla spracowanych,
Światło na drogę,
Łaskę na czas doświadczeń,
Pomoc z wysokości,
Pewne współczucie,
Niekończącą się miłość.
(The Treasure Chest, Brian Culhane)

Zachęcam również do świeżego podejścia do studiowania Bożego świętego, natchnionego Słowa. Nie możemy myśleć, że na nowo odkryjemy swoją „pierwszą miłość” do Boga, bez głębszego zanurzenia się w Jego Księgę. I tu też wspomnę o grupach czytających Biblię metodą przeglądową. Ja robiłam to przez trzy sezony - i stwierdzam, że - samodzielne czytanie Biblii i potem wspólne czytanie oraz rozmowy i modlitwy - są to najbardziej błogosławione chwile tygodnia.
Oczywiście, to nie jest jedyna metoda, aby na nowo zachwycić się Słowem Bożym, ale od czegoś trzeba zacząć - np. kupić sobie Biblię w nowszym tłumaczeniu, jeśli stare nie do końca nas wciąga.

I zaangażuj się w służbę. Zacznij robić coś, co będzie wymagało od ciebie działania przez wiarę. Stań się Jego narzędziem.
(10% z: doba - sen = 96 minut!) Ile czasu dziennie poświęcasz Bogu, a ile z tego czasu poświęcasz na służbę? Ile to wynosi tygodniowo? Wiem jedno - każde dziecko Boże powinno być czynnie zaangażowane w służbę Kościoła. Nie moją jednak rolą jest kogokolwiek osądzać. Bóg to uczyni zgodnie z tym, czego naucza w przypowieści o talentach (Ew. Mat. 25:14-30). To od nikogo innego, tylko od nas samych zależy czy powie nam: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe byłeś wierny, wiele ci powierzę, wejdź do radości pana swego...” w.23.
W samotności znowu pomyśl o tym, co robiłeś na początku w twoim związku z Bogiem. Jak wtedy wyglądało twoje codzienne doświadczanie Jego obecności? W jaki sposób rozmawiałeś z innymi na Jego temat? Jak wyglądały twoje relacje z innymi ludźmi? Przejrzyj jeszcze raz swoją tabelę, aby pomóc sobie wrócić do tych podstaw. Zapewniam cię, swojego Pana znajdziesz dokładnie tam, gdzie Go zostawiłeś - On czeka na ciebie.

Brat Wawrzyniec twierdził: Tylko siebie możemy oskarżać o odejście od Boga, zajmując nasze życie niepotrzebnymi drobnostkami. Wyznał: Gdybym tylko wiedział wcześniej. Gdyby tylko ktoś powiedział mi rzeczy, które ja wam teraz mówię, nie straciłbym tyle czasu nie kochając Boga. Uwierzcie mi, czas, w którym nie kochałem Boga uważam za stracony.

***
nie szukam Cię w niedzielny poranek gorączkowo
jak wyjściowego szala
nie przypominam sobie w popłochu Twojego imienia
kiedy trwoga
nie odkładam Cię niczym koło ratunkowe
bo morze chwilowo spokojne
wierzę w całodobową Twoją Obecność
nawet wtedy
kiedy dom pełen gości
remont na wiosnę
nawet wtedy
kiedy urlop nad morzem
angina zimą
Jesteś
to mi wystarczy za całą ziemię
wszystkie marzenia spełnione
prezenty które otrzymałam
i jeszcze otrzymam
za całe niebo nad moją głową
zwyczajnie i pięknie
zostawiasz ślady na mojej drodze
drogowskazy cenne
najlepsze
niezawodne 





(Kasia Zychla)


PIERWSZA MIŁOŚĆ 7 - przebudzenie; radowanie się w świetle

…jak oblubieniec raduje się z oblubienicy, tak twój Bóg będzie się radował z ciebie… Ks. Izaj. 62:5b

Gdy opamiętujemy się i powracamy do swej „pierwszej miłości”, doświadczamy radości, za którą tęskniliśmy - przebudzenia naszego ducha. Dawid w swojej poruszającej modlitwie opamiętania tak mówił: Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie! Przywróć mi radość z wybawienia Twego i wesprzyj mnie duchem ochoczym! (Psalm 51:12,14)

Jak zmieni się twoje życie, gdy na nowo odkryjesz swoją „pierwszą miłość”? W twoim życiu zajdą przynajmniej trzy podstawowe zmiany.
1.  Twoja bliskość z Bogiem stanie się głębsza, bardziej znacząca, satysfakcjonująca. Będziesz szukać Jego obecności. Twoja modlitwa będzie zajmowała bardziej znaczącą część dnia. Czas poświęcony na społeczność z Bogiem będzie trwał cały dzień - cokolwiek będziesz robić. Po prostu - twoim sposobem na życie będzie realne doświadczanie Jego obecności. O bracie Wawrzyńcu napisano: Podstawowym celem wypływającym z jego serca było nieustanne rozmyślanie o Bogu i tylko Bogu. Będziesz unikać niewłaściwych decyzji i pokus. Będziesz trwać w Chrystusie. W twoim życiu pojawi się cudowny owoc, bo twoja służba w świecie zostanie znacząco wzbogacona. (Służba jest obowiązkiem każdego chrześcijanina - nie trzeba być pastorem czy liderem, aby pełnić służbę w świecie. Owoc tej służby, to np. przyprowadzony do Chrystusa twój przyjaciel.)
2.   Zaczniesz mieć znaczący wpływ na innych ludzi. Osoby wokół ciebie będą widziały duchowy ogień, „pierwszą miłość” wewnątrz ciebie, a twój przykład będzie dla nich motywacją i natchnieniem. Będziesz wyróżniać się w swoim świecie. Twoją radością będzie pomaganie innym w odnalezieniu tej samej radości, wypływającej z poznawania, kochania, ufania i życia w posłuszeństwie Jezusowi. Gdy będziesz trwał w obecności i miłości Boga, wszystkie twoje więzi z ludźmi (małżeńskie, rodzicielskie, zawodowe…, kościelne też) ulegną nieodwracalnej przemianie.
3.   Boża miłość napełni twoje serce Jego pokojem. Nasza „pierwsza miłość” pomagała nam zachowywać wewnętrzny pokój. Czy znajdujesz pokój? Czy doświadczasz słodkiej obecności Boga każdego dnia, wszędzie, gdzie jesteś, w każdych okolicznościach? Czy wywierasz przemieniający wpływ na ludzi wokół ciebie, zamiast dopasowywać się do nich? Miłość Boga uwolni cię od tego przymusu. Umożliwi ci ona doświadczanie obfitego życia, które Jezus obiecał wszystkim, którzy Go kochają, ufają i są Mu posłuszni. Brat Wawrzyniec napisał: Nie boję się o moje życie, ponieważ tylko Jego wolę chcę czynić. Jego miłość trzyma mnie przy życiu.

***
w końcu i tak
wracamy do początków
dziecięcych modlitw
budowania na skale
pragnień na miarę wiary
chwytania w żagle codzienności
Wiatru Ducha
obieramy kurs na Dom
chociaż droga wydaje się ginąć
we mgle wątpliwości
uparcie tupiemy w twardy
grunt rzeczywistości
przyszywając skrawki nieba
do zieleni łąk tęsknimy nieświadomie
nie znajdując nazwy
dla nagłego porywu miłości
wracamy
czasem
z długiej podróży po rozczarowania
czasem
z wygodnego rejsu po złote runo
bo tylko spokój płynący z Jego Słów
tylko Jego spojrzenie
Jego Obecność
przypomina, że nie wszystko stracone
że to nie koniec - to nowy początek
Jego dobroć po wszystkie czasy...
Jego wierność z pokolenia w pokolenie
wracamy
On zawsze czeka...
(Kasia Zychla)











PIERWSZA MIŁOŚĆ 8 - nagroda i odpoczynek w cieniu wieczności

…Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym… Obj. Jana 2:7

Na początek prześledźmy to, jakie kroki podjęliśmy, aby powrócić do naszej „pierwszej miłości”.
1. Swoim umysłem (szperaniem w pamięci, wspomnieniami) przypomnieliśmy sobie z jakiej wyżyny spadliśmy.
2. Swoim sercem doświadczyliśmy żalu z powodu stanu, w jakim się znaleźliśmy. 
3. Z całej swej duszy postanowiliśmy upamiętać się z grzechu, który nas usidlił i zgasił naszą „pierwszą miłość”.
4. Z całej swej siły, dzięki mocy Ducha Świętego, chcemy powrócić do tych rzeczy, które czyniliśmy na początku (z nowym entuzjazmem i radością).

Wyobraźcie sobie powolne budzenie się, jakby z cudownego, odświeżającego snu. Znowu czujecie się jak dziecko, budzące się pierwszego poranka wiosny. Jesteście przepełnieni tą młodzieńczą energią i przejęciem, których nie odczuwaliście od… cóż, …zdecydowanie zbyt długiego czasu.

Jezus kieruje do kościoła w Efezie słowa zachęty: Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym…
Możemy tu nawiązać do historii Adama i Ewy, którzy umieszczeni zostali w doskonałym ogrodzie. Mogli spacerować z Bogiem i rozmawiać z Nim, doświadczając najgłębszej z Nim społeczności. Tylko jedno im było zabronione: nie wolno im było jeść owocu z jednego drzewa. Ale oni to zrobili - i odeszli od swej pierwszej miłości, swego pierwszego domu i swojej pierwszej społeczności z Bogiem. Zostawili za sobą również swoją nieśmiertelność. Bóg nie chciał, by Adam i Ewa zjedli potem owoc z drzewa życia i na zawsze pozostali w takim stanie duchowym - w oddzieleniu od Niego - i usunął ich z ogrodu.
Jednakże tutaj, w Objawieniu Jana, znajdujemy cudowne zakończenie tej historii. Okazuje się, że mimo wszystko, niektórzy będą jedli owoc z drzewa życia - z pełnym Bożym błogosławieństwem. Będą też doświadczali pełnej, doskonałej i trwałej społeczności z Bogiem na zawsze, w sposób, który nie był dostępny nawet Adamowi i Ewie w ich pierwotnej doskonałości.

Czy my też się tam znajdziemy? Czy będziemy tymi zwycięzcami?
To zależy od każdego z nas indywidualnie.
Mi pozostaje tylko dać wam ostatnią radę: Niech wasza „pierwsza miłość” będzie miłością trwałą, na całe życie, a Bóg obdarzy was cudownymi błogosławieństwami. I pamiętajcie, by dzielić się swoją odnowioną „pierwszą miłością” z innymi.



Szczęśliwi 
Szczęśliwi, którzy kochają Boga nie-teologicznie.
Otwierają Biblię z radością,
jakby otrzymali list od przyjaciela.
Szczęśliwi, którzy potrafią widzieć sprawy i ludzi przez jasny pryzmat
Jezusowej miłości,
nie tracąc przy tym
dziecięcego optymizmu
i nadziei na przyszłość.
Szczęśliwi, którzy jak ognia
unikają sporów na temat bez tematu,
zamiast tego kochają bliźniego,
sadzą kwiaty w swoich ogrodach, wychowują dzieci,
darząc każdy dzień niewymuszoną wdzięcznością dla Stwórcy.
Szczęśliwi, którzy mniemają o sobie tyle, ile właśnie trzeba;
spokojni,
choć nie zgłębili tajemnicy życia,
nie doszli do wielkich odkryć,
nie pragną bogactw
ani sławy za wszelką cenę.
Dzień swój powszedni kształtują wiarą,
w modlitwie oddając wszystko...
Garnąc do siebie bliskich
i będąc życzliwi dalekim,
z utęsknieniem wypatrują powrotu Jezusa…
(Kasia Zychla)

POLECAM:





piątek, 24 września 2010

W poszukiwaniu ukojenia dla duszy

Swego czasu, w dość krótkich odstępach, trzykrotnie usłyszałam znamienne słowa Jezusa z Ew. Mateusza 11:28-30 „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.” Kiedy podzieliłam się tym z trzecią osobą, od której usłyszałam te słowa, padła odpowiedź: „O, to znaczy, że my i Ten w górze jesteśmy w kontakcie!”

Pierwszą osobą, która mówiła na temat tego fragmentu, był Jim Koch (chrześcijański doradca i wykładowca Szkoły Poradnictwa Rodzinnego). Powiedział on, że każdy z nas żyje w swoim  własnym jarzmie, co może odnosić się do wielu dziedzin naszego życia - praca, rodzina, uzależnienia... Są jarzma, w których się rodzimy i jarzma, które nabywamy. Tak, czy inaczej, chodzimy z czymś albo z kimś w parze. Jarzmo jest nie tylko poza zasięgiem naszego wzroku, ale również limituje ono nasze prawidłowe widzenie otoczenia, zarazem kontrolując każdy nasz ruch. W pewnym momencie będziemy mieli dosyć tego jarzma. Słowo Boże obiecuje w I Mojżeszowej 27:40 „...ale gdy wytężysz siły, zrzucisz z szyi jarzmo...”. Jezus proponuje nam nawet coś więcej - zrzucenie tego jarzma na Niego i wzięcie na siebie Jego jarzma, które jest miłe i lekkie i „nie doprowadza do szaleństwa” - jak powiedział nasz przyjaciel.

Drugi raz, o jarzmie usłyszałam podczas jednego z seminariów z Noor van Haaften (chrześcijańska pisarka z Holandii). Mówiła ona o sprawach, które nas wiążą, które są dla nas ciężarem, które nas przygniatają i są źródłem rozgoryczenia. Mogą to być grzechy, w których trwamy; grzechy, które pozostawiłyśmy niewyznane; stare rany; brak przebaczenia innym; poczucie, że powinniśmy być kimś innym; rozczarowanie życiem...
Wierszami wiodącymi tego seminarium były dwa fragmenty Słowa Bożego. Hebrajczyków 12:1-2 „Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami. Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należnej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego…” i Ew. Mat. 11:28-30. Bardzo przemówił do mnie fakt, kiedy uświadomiłam sobie, że Jezus, który proponuje nam swoje jarzmo, wie co mówi. Był przecież cieślą, stolarzem, który niewątpliwie wykonał wiele jarzm - były one zrobione na miarę i miały właściwy ciężar. Jezus przygotował również takie jarzmo dla każdego z nas.

Wreszcie, po raz trzeci usłyszałam, jak echo powtórzone te same fragmenty, na naszej kościelnej „majówce”. Chris Justice (przyjaciel i pastor z Anglii) mówił nam, że nasze jarzmo może dotyczyć jeszcze innego aspektu naszego życia. Jest to zmęczenie naszą „duchowością”, religijnością, pobożnością, poczuciem obowiązku służenia Bogu. Wpadamy w rutynę, tracimy entuzjazm, pasję. Czujemy się tym, co robimy wyczerpani, wypaleni, ustali. Jakie jest na to lekarstwo? Nie jest nim ograniczenie naszych wysiłków, ani ich wzmożenie, a jedynie złożenie naszych ciężarów na Jezusa i przyjęcie Jego jarzma, które jest dopasowane do naszych możliwości. Podstawą jednak jest odświeżenie swojej relacji z Jezusem. Odnowienie miłości, jaką mieliśmy do Niego na początku oraz skupienie się na Nim, jako sprawcy i dokończycielu naszej wiary.

Wiecie, czasem małym dzieciom potrzebujemy coś powtórzyć kilka razy, aby pewne rzeczy zrozumiały, albo zapamiętały. Wierzę, że Bóg postępuje z nami podobnie.

Przedstawiłam tu trzy, uzupełniające się, spojrzenia na jarzmo. Przyznaję, jako osoba zaangażowana w służbę Kościoła (już od 28 lat), najczęściej borykam się z tym trzecim rodzajem „spracowania i obciążenia” - frustracją, zniechęceniem, wypaleniem… Praca z ludźmi jest ciężka, ale służenie ludziom jeszcze cięższe :-). Nie raz odkryłam z bólem, że granica - pomiędzy ludzkim zachwytem nad moją służbą a krytyką jej, jak też pomiędzy miłością ludzi do mnie a nienawiścią - jest tak cienka, że przestało mnie dziwić, kiedy nagle została przekroczona. Na życie człowieka w służbie nakłada się jednocześnie kilka elementów: zachwyt i miłość ludzi, którzy noszą go na rękach; krytyka i wieczne niezadowolenie innych; i stała obecność ludzi, których postawę i postępowanie określam mianem „ciernia w boku”. Służenie ludziom trwa 24 godziny na dobę. Nie daje się zamknąć za sobą drzwi, tak jak to można zrobić w innym miejscu pracy. I nie chodzi mi o dosłowne zamknięcie drzwi, tylko o to, że trudne sprawy „służbowe” towarzyszą nam non stop i niejednokrotnie spędzają sen z oczu, a bóle głowy i serca są na porządku dziennym. I wreszcie dojrzewamy do tego, aby złożyć swój ciężar na Kogoś innego...

Po jednym takim akcie oddania Bogu swoich ciężarów, podczas chrześcijańskiej konferencji, napisałam: Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczona służbą. Mogłam zrzucić na Boga moje smutki i ciężary. Mogłam szczerze przed Nim zapłakać, a On pocieszał mnie, podnosił na duchu, dodawał nowych sił. Już dawno nie miałam tak silnej świadomości tego, że znajduję się w miejscu, które Bóg wybrał dla mnie, właśnie w tym momencie mojego życia. I jestem Mu za to wdzięczna, bo nikt lepiej niż On nie jest w stanie zatroszczyć się o moje potrzeby.  Dobrze mi tam było, pomimo powracających smutków i łez. Bóg zamienił je w radość i wesele. To taki przedsmak nieba. Bo przecież w niebie będzie jeszcze lepiej - tam nie będzie smutku i łez. Tam będzie tylko radość i wesele…

Oczywiście, w życiu zdarzają się nawroty i ja też jeszcze nie raz doświadczałam (i doświadczać będę) chwil zwątpień i uniesień w swoim życiu. Ale to, czego doświadczyłam, podczas wspomnianej konferencji, za sprawą nie tylko atmosfery, ale ludzi, którzy się o mnie modlili, nauczyło mnie jednego, aby stale oddawać Bogu swoje ciężary. A nie dokładać sobie na barki coraz to nowych brzemion, które mogą mnie, w którymś momencie, całkowicie złamać i powalić. Poczucie ulgi jest cudowne.

Kończąc, przytoczę słowa z jednej, ostatnio przeze mnie przeczytanych, książek. Jej tytuł: „Posługiwanie przy Bożym ołtarzu”. Autor, Don Nordin, pisze: Wszystko, co czynimy podczas nabożeństwa - uwielbianie, świadectwa, modlitwy, kazanie  powinno znaleźć swoje zakończenie w zaproszeniu ludzi do wspólnego ‘ołtarza modlitwy’. […] Końcowa posługa modlitewna jest ważna dlatego, że po prostu jest to czas, kiedy poszczególni ludzie mają możliwość skonfrontowania spraw swojego życia i poddania ich  mocy Ducha Świętego. […] Żadna inna posługa w życiu wspólnoty kościelnej nie ma takiego potencjału dokonywania w życiu ludzi zmian mających wieczne znaczenie, jak posługa modlitewna przed kazalnicą. W ciągu wielu lat miałem przywilej oglądania dosłownie setek ludzi, którzy wychodzili na przód, przed kazalnicę, z wielkimi ciężarami, a wracali na swoje miejsca uwolnieni mocą Boga. Jest to dokładnie to, co miał na myśli Jezus, kiedy powiedział: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie.”
To działa - polecam.

Don Nordin, Posługiwanie przy Bożym ołtarzu, Instytut Wydawniczy Agape, Warszawa, 2006.

czwartek, 23 września 2010

Kocie przypowieści

Uwielbiam koty. Już w dzieciństwie nie nazywano mnie inaczej jak: „kocią mamą”. I tak już mi zostało do dziś, chociaż nie należę do tych osób, z którymi można rozmawiać tylko o kotach.
Kot jest dla mnie - tak mi się wydaje, a nie ja dla niego - jak jemu się to wydaje. Po prostu, cieszy mnie bliska obecność i przyjaźń tego aksamitnego rudego futrzaka. (Odważę się nawet powiedzieć miłość - ale ta jest wyraźnie skierowana ku mojemu mężowi). Lubię obserwować jego zachowania, zwyczaje czy wręcz rytuały. A obserwowanie mojego kota, kiedy śpi, nie znudziło mi się nawet po 12 latach. Przez te wszystkie lata żyje nam się, pod jednym dachem, bardzo ciekawie. Za jedyny właściwy poradnik, dotyczących relacji ja-kot, musiałam przyjąć książkę Stephena Bakera „Jak żyć z neurotycznym kotem”:-). (Polecam!)

Niedawno weszłam w posiadanie kolejnej książki o kotach. Jej tytuł brzmi Good Mews – inspurrrrational stories for cat lovers (Dobra Nowina - od News, a ang. Mews oznacza miałknięcie – inspirujące historie dla miłośników kotów - pur oznacza kocie mruczenie). Jej autorka Kitty Chappell (USA) doskonale łączy zaobserwowane u swoich kotów zabawy, zwyczaje, zachowania i cechy charakteru z paralelnymi zachowaniami, postawami i cechami, które charakteryzują nas ludzi wierzących. Ludzi zmagających się z codziennymi trudnościami, z moralnymi dylematami, z duchowymi słabościami i upadkami. Każdy rozdzialik, to krótka kocia historia z trafną aplikacją dla naszego życia, odpowiednią modlitwą i właściwie dobranym wersetem biblijnym. A na zakończenie rozdziału - kilka świetnych sentencji na temat kotów.
Przeczytałam tą książeczkę za jednym posiedzeniem i już na samym początku zaczęłam żałować, że polski wydawca nie podjął się ryzyka wydania tej pozycji w Polsce. Miałaby niesamowite wzięcie u wielbicieli kotów, a też stanowiłaby świetne narzędzie do przekazania czytelnikom cennych prawd na temat Boga i człowieka. Mam nadzieję, że wydawca kiedyś zmieni zdanie...

Wspomnę jeszcze o Kitty Chappell. Poznałam ją rok temu. Miałam przywilej zorganizować z nią jedno spotkanie dla kobiet. Kitty przyjechała do Polski z ważnym przesłaniem: „Mogę wybaczyć, jeśli tylko chcę”. Jest to jednocześnie polski tytuł jej książki. Kitty, jej mama i rodzeństwo doświadczyli z rąk ojca przerażających cierpień. Urodzona w środowisku patologicznej przemocy domowej, dzień po dniu przeżywała ból rodzący się z emocjonalnego i fizycznego spustoszenia, poniżenia, a w końcu z wściekłości i urazy. Historia Kitty jest niezwykła, ale nie z powodu przerażającej udręki, jaką przeżyła, lecz z powodu emocjonalnej i duchowej odnowy, której doświadczyła.
Kitty opisuje swoją historię w tej właśnie książce. Książka ta, choć rozpoczyna się nieopisanym dramatem dziecka, to jednak kończy się nadzieją, tak ważną dla każdego, kto potrzebuje wybaczyć rzeczy niewybaczalne.
Zachęcam  do przeczytania książki a też do wysłuchania nagrania audio ze spotkania z Kitty, którą miałam przywilej tłumaczyć. (Połączenie z plikiem audio.)

A zainteresowanych książką Good Mews odsyłam pod ten link. Książka ma 176 stron. Tu można zapoznać się z jej treścią do strony 69. (Wyd. Thomas Nelson, Nashville, USA, 2008)

Mogę wybaczyć, jeśli tylko chcę, Oficyna Wydawnicza Vocatio, Warszawa, 2008.


wtorek, 21 września 2010

Z prywatnego archiwum: "Czy mamy szansę być świadkami przebudzenia religijnego?

Swego czasu sięgnęłam po książkę Colina Whittakera - „Wielkie przebudzenia” (wyd. Agape 1997). Chciałabym podzielić się z wami kilkoma fragmentami z tej książki. Niektóre z nich głęboko mnie poruszyły, inne pozwoliły mi, poprzez wejrzenie w istotę przebudzenia, zrozumieć czym ono jest. Pragnę jednocześnie zachęcić was od przeczytania tej książki, bo warto. Dlaczego? Chyba najtrafniej ujął to dr Martin Lloyd-Jones: Nie znam niczego, co w moim własnym doświadczeniu byłoby bardziej radosne i pomocne, co działałoby bardziej pokrzepiająco, niż historia przebudzeń. Historia Kościoła, a szczególnie historia przebudzeń jest jednym z najlepszych antidotów na zniechęcenie i depresję kaznodziei (i nie tylko) naszych czasów.
Słowa użyte w Starym Testamencie na określenie przebudzenia oznaczają: przywrócić, odnowić albo naprawić oraz ożywić, przywrócić do życia. Przebudzenia zaczynają się jako Boża odpowiedź na wołanie serca Jego ludu, modlącego się nie tylko o ludzi zgubionych, ale także przyznającego się do potrzeby własnego ożywienia duchowego. Nadrzędnym, wspólnym czynnikiem dla wszystkich przebudzeń była modlitwa. Przebudzenie - to suwerenne dzieło Boga, które rozpoczyna się w Kościele, a prowadzi mężczyzn i kobiety do przekonania o grzechu, pragnienia pokuty oraz oczyszczenia. Efektem tego jest całkowite oddanie się Jezusowi Chrystusowi.
Jonathan Edwards tak opisuje przebudzenie w Nowej Anglii w 1734 r.: Był to koniec grudnia, gdy Duch Boży zaczął działać wśród nas niezwykle i wspaniale. Znienacka nawróciło się pięć czy sześć osób, jedna po drugiej, w bardzo wyraźny sposób. W przypadku niektórych z nich stało się to w nadzwyczajny sposób. Wielkie i szczere przejęcie się wielkimi sprawami religii i wiecznego świata stało się powszechne we wszystkich częściach miasta, wśród wszystkich klas i ludzi w różnym wieku. Dzieło nawrócenia dokonywało się w bardzo zdumiewający sposób i coraz bardziej rosło; dusze przychodziły do Jezusa jakby stadami. Z dnia na dzień, przez wiele miesięcy można było oglądać grzeszników wyprowadzanych z ciemności do cudownej światłości. W miarę upływu czasu liczba prawdziwych świętych pomnażała się. W mieście dokonała się tak rychła przemiana, że następnej wiosny i lata miasto zdawało się być pełne obecności Bożej
Wiemy, co dzieje się dalej. Ożywieni płomienną miłością do Jezusa wierzący prowadzą z kolei niewierzących do miejsca, w którym i oni mogą zostać rozpaleni przez Ducha. Przebudzenie roznieca gorliwość w zdobywaniu innych dla Chrystusa. Nie bez powodu John Wesley (lider wielkiego przebudzenia w Anglii w 1739 r.) nawoływał: Współpracownicy, gdzie tylko otwarte są drzwi, wchodźcie i zwiastujcie ewangelię; czy będzie to dwóch lub trzech, pod żywopłotem czy na drzewie, głoście ewangelię...
Tak więc, choć przebudzenie zawsze rozpoczyna się od ożywienia wierzących, musi znaleźć swój kulminacyjny punkt w nawróceniach niewierzących. Celem przebudzenia jest objawić Pana Jezusa Chrystusa w pełni Jego zbawczej chwały, aby mężczyźni, kobiety i dzieci w każdym kraju mogli uwierzyć w Niego, jako Zbawiciela i uczynić Go Panem każdej sfery swojego życia. Tak więc, ostatecznym celem przebudzenia jest zmiana ludzi i społeczeństwa. Prawdziwe przebudzenie zawsze przynosi trwałe nawrócenia i podnosi społeczne i moralne normy społeczeństw. Dzieje się to dzięki mocy Ducha Świętego, który zmienia serca ludzi. Najlepiej zrozumiemy to na przykładzie przebudzenia w Irlandii w 1859 r.: Przebudzenie to przyniosło trwałe korzyści dla kraju. Duża destylarnia whisky w Belfaście podupadła. W okolicach Connor zamknięto dwa puby, ponieważ ich właściciele nawrócili się, a trzeci zbankrutował z powodu braku klientów. Spadła przestępczość. W pewnym okresie przebudzenia w hrabstwie Antrim pod nadzorem policyjnym nie znajdował się ani jeden więzień, a policja nie odnotowała żadnego przestępstwa.
Dlaczego tak się działo? Bo Bóg połamał silnych mężczyzn i kobiety na kawałki, a potem złożył ich ponownie ku Swojej chwale. Była to operacja przeprowadzona do końca. Nie mogły przetrwać: pycha, pewność siebie, poczucie własnej ważności i godności.
Po przeczytaniu tej książki, odkryjecie jedno - każde przebudzenie jest darem Bożym. Czy możemy liczyć na taki dar - dziś, w XXI wieku? W Polsce? Myślę, że tak. Potrzeba tylko ludzi, którzy z całego serca zaczną się o potrzebę takiego przebudzenia modlić. A nasz kraj bardzo potrzebuje przebudzenia. Oj, bardzo!
Edwin Orr, badacz przebudzeń pisze tak: Przebudzenie, które rozpoczęło się od spotkania modlitewnego czterech młodych mężczyzn w wiejskiej szkole w Kells, wywarło większy wpływ duchowy na Irlandię, niż cokolwiek innego od czasów Świętego Patryka.
Na zachętę, wspomnę jeszcze, co przeczytałam w artykule „Moc Ewangelii w laickiej Francji” (znalazłam to w czasopiśmie Chrześcijanin nr 01-02/2006). Jak wiecie - Francja kojarzy się z bardzo silną, wręcz agresywną laickością. Na ewangelicznych chrześcijan patrzy się z niechęcią, ignorancją. Zbory postrzega się jako niebezpieczne sekty. W jednym z reportaży telewizyjnych, pt. „Kościoły ewangelikalne we Francji coraz bardziej przeszkadzają i budzą niepokój władz”, wypowiedziano taki zarzut: Chrześcijanie ci powołują się na Biblię i wielbią Jezusa. (???) A jednak, wbrew negatywnemu nastawieniu władz i mediów, kościoły ewangeliczne rozwijają się. Zbory francuskie odnotowują coraz więcej nawróceń wśród ludności pochodzenia arabskiego. W 2005 roku miało miejsce 2500 nawróceń z islamu do Chrystusa. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź znajdujemy w tym artykule: W ostatnim czasie wiele kościołów i ruchów chrześcijańskich, pastorzy, liderzy, szeregowi chrześcijanie, w tym tysiące młodych ludzi, jak nigdy do tej pory podjęło się żarliwej modlitwy o Boże nawiedzenie we Francji. W wielu miejscach odbywają się tygodnie postu i modlitwy. W sercach chrześcijan z różnych kościołów narasta silne przekonanie, że niebo otworzy się nad tym krajem. Bóg nie zapomniał o Francji, nie zapomniał o Europie. Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto uwierzy, tym bardziej w mocno laickiej Francji.
Pozostaje nam modlić się i wierzyć, że Bóg również nie zapomniał o Polsce...