Zbliżamy się do końca serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i
dziś”. Dziś poznamy przedostatnią trójkę misyjnych bohaterów. W następnym
numerze biuletynu poznamy ostatniego bohatera serii. Oczywiście, fakt ten nie
będzie równoznaczny z zamknięciem naszego kącika dobrej misyjnej książki. Jeszcze
mam w zanadrzu kilka ciekawych propozycji z moich prywatnych zasobów, które
sukcesywnie uzupełniam, sprawdzając na bieżąco propozycje wydawnicze. Sprawdzam
też w Internecie możliwości nabycia książek, których nakład już dawno się
wyczerpał. Okazuje się, że do wielu z nich można dotrzeć. Jestem też pewna, że szeregu
cennych książek o tematyce misyjnej nie brakuje w Waszych domach, czy na
półkach przykościelnych bibliotek. Chętnie skorzystam z Waszych propozycji i podpowiedzi.
Janet
i Geoff Benge, D. L. Moody – Dusze dla Chrystusa, Wydawnictwo
„Pojednanie”, Lublin 2012
Panie Moody, co Chrystus zrobił dla pana, dla nas wszystkich, co daje Mu
prawo do naszej miłości? Poczuł pustkę w głowie. Nie miał najmniejszego pojęcia,
jakiej odpowiedzi spodziewa się diakon. … Właściwie… Nie mogę sobie
przypomnieć niczego szczególnego…
Trudna sytuacja ekonomiczna i rodzinna, plus
duża doza młodzieńczego egoizmu, zmusiła siedemnastoletniego Dwighta do opuszczenia
rodzinnego domu. Na zawsze postanowił uciec od trudnego życia na wsi i poszukać
szczęścia i bogactwa w Bostonie, a następnie w Chicago. Jednak, rok poza domem
nie przyniósł mu upragnionego bogactwa i sukcesu, a - tylko i aż - świadome
oddanie życia Bogu. Młody Moody szybko zaczął szukać swojego powołania,
rozumiejąc doskonale, że musi uzupełnić swoje braki w edukacji, nie tylko tej biblijnej
J.
Na odkrycie Bożego powołania do służby nie
musiał długo czekać. Jego serce przyciągały rzesze ubogich dzieci, których
dusze pragnął pozyskać dla Chrystusa. W najbiedniejszej dzielnicy Chicago
zaangażował się w prowadzenie szkoły niedzielnej dla dzieci, organizowanej
przez jedną z tamtejszych misji. Dwight potrafił zrobić coś, czego inni nie
potrafili - przyciągać dzieci z ulicy na zajęcia. Z niedzieli na niedzielę ich
liczba wciąż wzrastała. Powoli pojawiał się owoc tej służby w postaci nawróceń.
Dwight dojrzał do decyzji, aby zrezygnować z pracy i całkowicie poświęcić się
służbie
A to był dopiero początek. Tych, którzy chcą
dowiedzieć się więcej o życiu i służbie tego wielkiego męża Bożego, odsyłam do
lektury książki. Gorąco polecam. Myślę, że wielu z nas lubi cytować
najważniejsze myśli Moody’ego, a jego nazwisko jest nam wszystkim dobrze znane,
co, niestety, wcale nie oznacza, że znana nam jest historia jego życia.
Naprawdę warto ją poznać.
D. L. Moody żył w latach 1837-1899.
Janet
i Geoff Benge, Clarence Jones – Z radiem na południe, Wydawnictwo
„Pojednanie”, Lublin 2011
Biblia mówi nam, że diabeł panuje w powietrzu, ale my już niedługo
przeprowadzimy szturm na jego działalność. Zaniesiemy nasze ewangeliczne
melodie do domów, hoteli i barów, wszędzie, gdzie będą odbiorniki radiowe.
Będziemy głosić ewangelię ludziom, którzy nigdy nie postawiliby swojej stopy w
kościele.
Te entuzjastyczne słowa szybko
przekonały młodego, utalentowanego muzyka z kościoła Chicago Gospel Tabernacle
do zaangażowania się w nowo rozwijającą się służbę radiową. Pierwsza audycja
miała miejsce 17 czerwca 1922 roku. Pięć lat później, kiedy drogą radiową
ewangelia dotarła już wielu tysięcy ludzi, a Clarence wraz ze swoją małżonką
mogli uważać się za krajowych misjonarzy, Bóg włożył w jego serce dziwną myśl:
„Wstań i idź na południe – z radiem”. Ale, gdzie na południe?
Nie od razu i nie bez przeszkód
Boże objawienie, co dalszej służby radiowej, znalazło swoje umiejscowienie w
konkretnym punkcie na mapie. Tym miejscem był Ekwador. W Bożonarodzeniowy
poranek 1931 roku w eter popłynęła pierwsza audycja radiowa z Quito w Ekwadorze.
Pół godziny po programie zaczęły dzwonić telefony od wdzięcznych słuchaczy. Wykorzystanie
radia jako narzędzia misyjnego stało się rzeczywistością.
Z roku na rok fale radiowe
płynęły coraz dalej, obejmując swym zasięgiem cały świat. W 1986 roku tą samą
drogą dotarła do odbiorców z całego świata wieść o śmierci Clarence’a Jonesa.
Polecam tę fascynującą opowieść o człowieku, który pięćdziesiąt dziewięć lat
swojego życia poświęcił na wypełnianiu powierzonego mu przez Boga zadania,
wierząc, że radio było w zamyśle Boga od samego początku.
Clarence Jones żył w latach
1900-1986.
Janet
i Geoff Benge, Jacob DeShazer – Odpuszczamy naszym winowajcom,
Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2012
… rutyna okrętowego życia została przerwana nabożeństwem wielkanocnym.
Wielu lotników z Army Air Corps tak zorganizowało sobie zajęcia, żeby móc w nim
uczestniczyć – ale nie Jake. Gdyby poszedł na nabożeństwo, czułby się jak
obłudnik. Kiedy wstąpił do armii, zostawił swoją dziecięcą religię. Nie
zamierzał wracać do niej tylko dlatego, że miał bilet w jedną stronę do Tokio.
Był kwiecień 1941 roku, trwała II
wojna światowa. Konflikt amerykańsko-japoński rozwijał się. W krótkim czasie,
od wspomnianego nabożeństwa, Jacob DeShazer znalazł się w niewoli japońskiej i
pozostał w niej aż do sierpnia 1945 roku.
Nie potrafię w kilku słowach
opisać okropieństw niewoli jakiej doświadczał Jacob i jego towarzysze. Książka
bardzo dokładnie opisuje poszczególne etapy niewoli i miejsca pobytu Jacoba
oraz okrucieństwo Japończyków. Wydawać się mogło, iż nie ma nadziei na to, że jeszcze
coś dobrego w jego życiu może się wydarzyć. Aż do dnia, kiedy w jego celi
znalazła się Biblia, jako jedna z wielu książek danych więźniom do czytania. Jej
lektura i Boże dotknięcie sprawiły, że stał się nowym człowiekiem.
Trzy lata od odzyskania wolności
Jacob ponownie udawał się do Japonii. Tym
razem nie płynę jako bombardier, ale jako misjonarz… - napisał. A kraj ten poraniony
okrucieństwami wojny stał przed nim otworem. Wydawało się, że wszyscy
Japończycy znają Jacoba, chcą go spotkać i słuchać. Przyczyniła się do tego
napisana przez niego broszura „Byłem więźniem Japonii”. Głoszenie ewangelii
Japończykom i zakładanie zborów stało się treścią życia Jacoba i jego żony.
Zainwestowali w to zadanie dwadzieścia dziewięć lat swojego życia. Jacob DeShazer
wykorzystał czterdzieści strasznych
miesięcy swojego życia, by przemienić je w życie zwycięstwa nad nienawiścią i
zgorzknieniem.
Takiej lekcji można się nauczyć
czytając tę książkę. Zachęcam.
Jacob DeShazer żył w latach
1912-2008.
***
Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".


