środa, 15 marca 2017

Kącik dobrej książki

Zbliżamy się do końca serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś”. Dziś poznamy przedostatnią trójkę misyjnych bohaterów. W następnym numerze biuletynu poznamy ostatniego bohatera serii. Oczywiście, fakt ten nie będzie równoznaczny z zamknięciem naszego kącika dobrej misyjnej książki. Jeszcze mam w zanadrzu kilka ciekawych propozycji z moich prywatnych zasobów, które sukcesywnie uzupełniam, sprawdzając na bieżąco propozycje wydawnicze. Sprawdzam też w Internecie możliwości nabycia książek, których nakład już dawno się wyczerpał. Okazuje się, że do wielu z nich można dotrzeć. Jestem też pewna, że szeregu cennych książek o tematyce misyjnej nie brakuje w Waszych domach, czy na półkach przykościelnych bibliotek. Chętnie skorzystam z Waszych propozycji i podpowiedzi.

Janet i Geoff Benge, D. L. Moody – Dusze dla Chrystusa, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2012

Panie Moody, co Chrystus zrobił dla pana, dla nas wszystkich, co daje Mu prawo do naszej miłości? Poczuł pustkę w głowie. Nie miał najmniejszego pojęcia, jakiej odpowiedzi spodziewa się diakon. … Właściwie… Nie mogę sobie przypomnieć niczego szczególnego…

Trudna sytuacja ekonomiczna i rodzinna, plus duża doza młodzieńczego egoizmu, zmusiła siedemnastoletniego Dwighta do opuszczenia rodzinnego domu. Na zawsze postanowił uciec od trudnego życia na wsi i poszukać szczęścia i bogactwa w Bostonie, a następnie w Chicago. Jednak, rok poza domem nie przyniósł mu upragnionego bogactwa i sukcesu, a - tylko i aż - świadome oddanie życia Bogu. Młody Moody szybko zaczął szukać swojego powołania, rozumiejąc doskonale, że musi uzupełnić swoje braki w edukacji, nie tylko tej biblijnej J.

Na odkrycie Bożego powołania do służby nie musiał długo czekać. Jego serce przyciągały rzesze ubogich dzieci, których dusze pragnął pozyskać dla Chrystusa. W najbiedniejszej dzielnicy Chicago zaangażował się w prowadzenie szkoły niedzielnej dla dzieci, organizowanej przez jedną z tamtejszych misji. Dwight potrafił zrobić coś, czego inni nie potrafili - przyciągać dzieci z ulicy na zajęcia. Z niedzieli na niedzielę ich liczba wciąż wzrastała. Powoli pojawiał się owoc tej służby w postaci nawróceń. Dwight dojrzał do decyzji, aby zrezygnować z pracy i całkowicie poświęcić się służbie

A to był dopiero początek. Tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o życiu i służbie tego wielkiego męża Bożego, odsyłam do lektury książki. Gorąco polecam. Myślę, że wielu z nas lubi cytować najważniejsze myśli Moody’ego, a jego nazwisko jest nam wszystkim dobrze znane, co, niestety, wcale nie oznacza, że znana nam jest historia jego życia. Naprawdę warto ją poznać.

D. L. Moody żył w latach 1837-1899.

Janet i Geoff Benge, Clarence Jones – Z radiem na południe, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2011

Biblia mówi nam, że diabeł panuje w powietrzu, ale my już niedługo przeprowadzimy szturm na jego działalność. Zaniesiemy nasze ewangeliczne melodie do domów, hoteli i barów, wszędzie, gdzie będą odbiorniki radiowe. Będziemy głosić ewangelię ludziom, którzy nigdy nie postawiliby swojej stopy w kościele.

Te entuzjastyczne słowa szybko przekonały młodego, utalentowanego muzyka z kościoła Chicago Gospel Tabernacle do zaangażowania się w nowo rozwijającą się służbę radiową. Pierwsza audycja miała miejsce 17 czerwca 1922 roku. Pięć lat później, kiedy drogą radiową ewangelia dotarła już wielu tysięcy ludzi, a Clarence wraz ze swoją małżonką mogli uważać się za krajowych misjonarzy, Bóg włożył w jego serce dziwną myśl: „Wstań i idź na południe – z radiem”. Ale, gdzie na południe?

Nie od razu i nie bez przeszkód Boże objawienie, co dalszej służby radiowej, znalazło swoje umiejscowienie w konkretnym punkcie na mapie. Tym miejscem był Ekwador. W Bożonarodzeniowy poranek 1931 roku w eter popłynęła pierwsza audycja radiowa z Quito w Ekwadorze. Pół godziny po programie zaczęły dzwonić telefony od wdzięcznych słuchaczy. Wykorzystanie radia jako narzędzia misyjnego stało się rzeczywistością.

Z roku na rok fale radiowe płynęły coraz dalej, obejmując swym zasięgiem cały świat. W 1986 roku tą samą drogą dotarła do odbiorców z całego świata wieść o śmierci Clarence’a Jonesa. Polecam tę fascynującą opowieść o człowieku, który pięćdziesiąt dziewięć lat swojego życia poświęcił na wypełnianiu powierzonego mu przez Boga zadania, wierząc, że radio było w zamyśle Boga od samego początku.

Clarence Jones żył w latach 1900-1986.

Janet i Geoff Benge, Jacob DeShazer – Odpuszczamy naszym winowajcom, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2012

… rutyna okrętowego życia została przerwana nabożeństwem wielkanocnym. Wielu lotników z Army Air Corps tak zorganizowało sobie zajęcia, żeby móc w nim uczestniczyć – ale nie Jake. Gdyby poszedł na nabożeństwo, czułby się jak obłudnik. Kiedy wstąpił do armii, zostawił swoją dziecięcą religię. Nie zamierzał wracać do niej tylko dlatego, że miał bilet w jedną stronę do Tokio.

Był kwiecień 1941 roku, trwała II wojna światowa. Konflikt amerykańsko-japoński rozwijał się. W krótkim czasie, od wspomnianego nabożeństwa, Jacob DeShazer znalazł się w niewoli japońskiej i pozostał w niej aż do sierpnia 1945 roku.

Nie potrafię w kilku słowach opisać okropieństw niewoli jakiej doświadczał Jacob i jego towarzysze. Książka bardzo dokładnie opisuje poszczególne etapy niewoli i miejsca pobytu Jacoba oraz okrucieństwo Japończyków. Wydawać się mogło, iż nie ma nadziei na to, że   jeszcze coś dobrego w jego życiu może się wydarzyć. Aż do dnia, kiedy w jego celi znalazła się Biblia, jako jedna z wielu książek danych więźniom do czytania. Jej lektura i Boże dotknięcie sprawiły, że stał się nowym człowiekiem.

Trzy lata od odzyskania wolności Jacob ponownie udawał się do Japonii. Tym razem nie płynę jako bombardier, ale jako misjonarz… - napisał. A kraj ten poraniony okrucieństwami wojny stał przed nim otworem. Wydawało się, że wszyscy Japończycy znają Jacoba, chcą go spotkać i słuchać. Przyczyniła się do tego napisana przez niego broszura „Byłem więźniem Japonii”. Głoszenie ewangelii Japończykom i zakładanie zborów stało się treścią życia Jacoba i jego żony. Zainwestowali w to zadanie dwadzieścia dziewięć lat swojego życia. Jacob DeShazer wykorzystał czterdzieści strasznych miesięcy swojego życia, by przemienić je w życie zwycięstwa nad nienawiścią i zgorzknieniem.

Takiej lekcji można się nauczyć czytając tę książkę. Zachęcam.


Jacob DeShazer żył w latach 1912-2008.

***
Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie".