środa, 25 maja 2011

Moim Koleżankom - Matkom


Tak szybko rosną...
serce jak puste gniazdo
wyściełane wspomnieniami
wygląda na wciąż zamieszkane
chociaż zostały tylko
czarno-białe fotografie
chłopczyka w krótkich spodenkach
dziewczynki w sukience pełnej falbanek
zeszyt z pierwszej klasy
gdzieś w starej skrzyni na strychu
zwinięte w suchy rulonik
laurki na Dzień Matki malowane po kryjomu
niewprawną jeszcze rączką
świadectwa pożółkłe jak stare cytryny
w szufladzie pachnącej nie pierwszą młodością
serce jak puste gniazdo
w którym każde źdźbło dni zbierane przez lata
powtarza na nowo…
(Kasia Zychla)


Macierzyństwo zmieni Twoje życie..

„Inspiring Mother’s Day story” - tłum. Wala Jarosz

Siedziałyśmy sobie przy obiedzie, kiedy nagle moja córka zako-munikowała mi, że właśnie po-stanowili z mężem stać się pełną rodziną. „To znaczy zastanawiamy się nad tym” - powiedziała żartobliwym tonem. „Czy myślisz, że to już pora na dziecko?” „To zmieni całe twoje życie” - powiedziałam, z ledwością opanowując drżenie głosu. „Wiem!” - odpowiedziała - „Koniec wysypiania się w weekendy, koniec spontanicznych wyjazdów na wakacje, koniec...”

Ależ, ja zupełnie nie to miałam na myśli! Spojrzałam na córkę, zastanawiając się, co mam jej jeszcze powiedzieć. Chciałam, aby dowiedziała się o rzeczach, których nie nauczą jej w szkole rodzenia. Chciałam jej powiedzieć, że fizyczne rany po porodzie zagoją się, ale stanie się matką odciśnie na jej emocjach tak olbrzymie piętno, że od tego momentu zawsze będzie podatna na zranienia.

Miałam zamiar ostrzec ją, że nigdy więcej nie przeczyta gazety nie zadając sobie pytania: „Co by to było, gdyby to wydarzyło się mojemu dziecku?” Każda katastrofa samolotowa, każdy pożar domu, każdy wypadek będzie ją przerażał. A kiedy zobaczy zdjęcia głodujących dzieci, będzie zastanawiała się, czy może być coś bardziej okrutnego, niż widzieć śmierć swojego dziecka.

Przyglądałam się jej wypielęgnowanym paznokciom i gustownemu ubraniu, i pomyślałam sobie, że jakkolwiek wyszukanie teraz wygląda, to stanie się matką i tak zredukuje ją do prymitywnego poziomu niedźwiedzicy chroniącej swojej młode. Jeden, nagle dobiegający ją krzyk: „Mamo!” sprawi, że bez chwili zastanowienia ciśnie sufletem albo swoim najcenniejszym kryształem.

Czułam, że potrzebuję ją ostrzec, że niezależnie od tego, ile lat swojego życia poświęciła karierze, to stanie się matką całkowicie wykolei ją z obranych torów. Nawet jeśli zostawi swoje dziecko pod doskonałą opieką, to i tak podczas ważnego spotkania w interesach, będzie cały czas myślała o słodkim zapachu swojego maleństwa. Będą chwile, kiedy będzie musiała zdyscyplinować się do granic swoich możliwości, aby nie pobiec do domu. Tylko po to, aby sprawdzić, czy jej dziecko ma się dobrze.

Chciałam, aby moja córka dowiedziała się, że każda codziennie podejmowana decyzja przestanie być rutyną. Wielkim dylematem okaże się fakt, kiedy nagle w McDonald’s pięcioletni chłopiec zażąda zaprowadzenia siebie do męskiej, a nie do damskiej toalety. Akurat tu, pomiędzy tacami pełnymi jedzenia, a innymi krzyczącymi dziećmi, sprawa potrzeby niezależności i tożsamości płciowej zostanie przeciwstawiona przerażającej perspektywie, że właśnie tam, w toalecie, czyha pedofil...

Przyglądając się mojej atrakcyjnej córce, chciałam ją upewnić, że kiedy wreszcie uda jej się zrzucić nabyte w czasie ciąży kilogramy, to i tak już nigdy nie będzie taka sama. Jej obecne życie, teraz tak ważne, będzie miało o wiele większą wartość, kiedy w jej życiu pojawi się dziecko. Będzie pragnęła żyć tylko dla swojego potomstwa, z nadzieją na długie lata życia, kiedy to będzie mogła widzieć, że nie jej marzenia się spełniają, ale spełniają się marzenia jej dzieci.

Chciałam, aby wiedziała, że blizna po cesarskim cięciu, albo niewielkie znamię stanie się jej honorowym medalem. Z kolei relacja mojej córki z jej mężem również się zmieni, ale nie w sposób, w jaki ona to sobie wyobraża. Tak bardzo pragnę, aby zrozumiała, jak mocniej można pokochać mężczyznę, który delikatnie kąpie swoje dziecko, albo nigdy nie odmawia zabawy z nim. Myślę, że powinna wiedzieć o tym, że zakocha się w nim ponownie, ale z powodów, które może jeszcze teraz uważać za bardzo nieromantyczne.

Pragnęłam, aby moja córka poczuła szczególną więź z kobietami, które na scenie historii próbowały powstrzymać wojny, krzywdy, uprzedzenia lub występowały przeciwko pijanym kierowcom zabijającym ich dzieci. Miałam nadzieję, że wreszcie zrozumie, dlaczego tak racjonalnie podchodzę do większości zagadnień życiowych, a jednak popadam w obłęd, kiedy dyskutowane jest zagrożenie wojny atomowej za życia moich dzieci.

Chciałam opisać mojej córce radość towarzyszenia własnemu dziecku w nauce jazdy na rowerze. Chciałam opowiedzieć jej, jak niesamowicie śmieszny jest widok dziecka, które po raz pierwszy dotyka miękkiego psiego lub kociego futerka. Pragnęłam, aby zakosztowała tej radości, która jest tak niesamowicie prawdziwa.

Pytające spojrzenie mojej córki uświadomiło mi, że moje oczy napełniły się łzami. „Nigdy nie pożałujesz swojej decyzji” - powiedziałam wreszcie. Przechyliłam się do niej przez stół, ścisnęłam ją za rękę i zaproponowałam modlitwę. Za nią, za siebie, i za wszystkie kobiety pod słońcem, które  mają skrupuły przed przyjęciem najwspanialszego powołania - błogosławionego daru od Boga - zostania matką.

***

Oczom, które wiele płakały,
Ustom, co się wiele modliły,
Sercom, które cierpiały
Daj, Panie siły.

Rękom, które stwardniały w trudzie,
Stopom, które mają znużenie,
Myślom, które wyśmieli ludzie
Daj odpocznienie.

Niech wypoczną w cichym ukryciu,
Zanim dojdą do wrót wieczności...
...Tę im radość daj choć raz w życiu,
Boże miłości.


No i zaczęło się...

... truskawkowe szaleństwo...


Mój ukochany owoc pojawił się już w ogromnej ilości.
Panie, z miłym uśmiechem, kuszą pełnymi łubiankami.
Cena troszkę bolesna, ale smak… Smak rekompensuje wszystko!!!

Z truskawkami można wiele.
O tym przeczytacie w tekście Kasi Zychli - Słodka gwiazda sezonu (KLIKNIJ).

A na zachętę wiersz tejże autorki:

truskawkowe dzieciństwo

kolczyki z czereśni, obce sady, łąki płynące majowymi deszczami,
turkusowe sny, nad rzeką koncerty żab przed burzą.
droga wśród  pól, na horyzontach białe statki.

siano ułożone pod niebo, gadanie studni.
chleb okrągły jak pszeniczny księżyc, smak dnia,
krople miodu na brodzie, zadrapania na kolanach.

dziadek wypływał łodzią przed nocą, wikliny śpiewały
mgła bieliła drogę do lasu, wychodziły zjawy.
ptaki kwiliły do snu jak dzieci

czas pachniał truskawkami i śmietaną,
niósł ciszę przedświtów
marzenia lekkie jak kuleczki dmuchawców

zestarzało się lato w naszych oczach
pożółkło od wspomnień, nawet smak truskawek nie ten sam
tamten słodszy był, bardziej prawdziwy

nie modyfikowany genetycznie

A na deser - truskawkowy deser Steni:

- naczynie żaroodporne o śr. 20-25 cm.;
- na dno naczynia położyć warstwę biszkoptów (Ladies Fingers); dla podostrzenia smaku nasączyć je lekko rumem/zapachem rumowym);
- ugotować 2 torebki budyniu w litrze mleka - połową ilości budyniu polać biszkopty;
- na to położyć warstwę pokrojonych w plasterki truskawek;
- ponownie położyć warstwę biszkoptów i nasączyć  rumem;
- polać drugą połową budyniu;
- położyć kolejną warstwę truskawek;
- przygotować pianę z 3 białek + 1 szklanki brązowego cukru (może być biały, ale brązowy nadaje deserowi piękny efekt kolorystyczny) + 1 łyżkę mąki kartoflanej + trochę rumu;
- pianę rozłożyć na deserze;
- wstawić do rozgrzanego do temp. 175 C piekarnika i zapiec do ścięcia piany (ok. 5 minut);
- wypić resztę rumu :-)!
SMACZNEGO!!!

sobota, 21 maja 2011

Zaproszenie na konferencję dla kobiet


Kliknij w obraz, aby go powiększyć.

Dokładnie w 2006 roku, planując swoją kolejną konferencję dla kobiet, pisałam:
...pomimo moich usilnych poszukiwań, nikogo nie znalazłam. To nie jest takie proste :-). Wpierw musi coś zaiskrzyć, dotknąć serca, a potem powstaje myśl, która wraca, wraca, wraca... Aż rodzi się konkretna decyzja. I mam wrażenie, że właśnie coś takiego ma miejsce teraz.
Moje ‘babskie serce’ przylgnęło do twórczości Aleksandry Błahut-Kowalczyk. Posiadam dwa tomiki jej pięknych rozmyślań: Otulić się Tobą, Panie Do domu. I naprawdę jestem pod ich ogromnym wrażeniem. Autorka uprawia pisarstwo, które nazwałam „malowaniem piórem”. Przedstawiane przez nią obrazy pobudzają wyobraźnię - jestem w stanie widzieć opisywaną grę kolorów, odczuwać upływ czasu, nastrój chwili, słyszeć dźwięk. Odczuwam ciepło lub chłód, radość lub zadumę miejsc, w które mnie ona zabiera. I co najważniejsze - zachwyca mnie sposób, w jaki autorka łączy te piękne opisy z pięknem Bożych prawd. Obcowanie z tego rodzaju literaturą czyni moje życie bogatszym.
Po prostu - zaiskrzyło. Dodatkowa informacja na temat autorki, że zaangażowana jest w działalność wśród kobiet, tylko potwierdziła, że zmierzam w dobrym kierunku. Więc cóż mi pozostało?
Wysłałam do Aleksandry zaproszenie, które przyjęła i tak, 1 kwietnia 2006 roku, odbyła się nasza „Żonkilowa Konferencja”...

Dziś mamy rok 2011. Aleksandra ponownie przyjęła moje zaproszenie i będzie gościem naszej konferencji. Już za tydzień! Serdecznie ZAPRASZAM!

I może kilka słów, co działo się pomiędzy 2006 a 2011. Rozwijała się piękna kobieca przyjaźń. Odbyło się kilka intymnych spotkań, wypełnionych długimi, szczerymi rozmowami W obie strony przesłanych zostało dziesiątki maili. Dwukrotnie, z inicjatywy Aleksandry, dane mi było uczestniczyć w szczególnych seminariach w Krzyżowej (miejscu pojednania polsko-niemieckego). Ja zorganizowałam kilka kobiecych konferencji, a Aleksandra napisała kilka pięknych książek :-).

***

Osoby zainteresowane zapraszam do ciekawego przeglądu konferencji dla kobiet (opisy są podlinkowane, wystarczy kliknąć nazwisko mówczyni), które zorganizowałam we współpracy z kobietami, którym służę od 18 lat i z, którymi współpracuję od wielu lat.

- 2003r. - gościem pierwszej konferencji była holenderska pisarka Noor van Haaften, która mówiła na temat „Powołana do wolności”;

- 2004r. - gościłyśmy Kanadyjkę Leanne Carter, która pracuje w Austrii, w organizacji „Hope for the Wounded” (Nadzieja dla Zranionych), mówiła ona na temat „Dotyk Ojca - co Bóg czyni z moim bólem”;

- 2005r. - temat naszej konferencji brzmiał „Boży plan dla kobiety - biblijna kobiecość dzisiaj”, naszym gościem była Sharon James z Anglii, autorka książki o takim właśnie tytule;

- 2006r. - odbyła się konferencja z Aleksandrą Błahut-Kowalczyk, którą z powodu ogromnej ilości żonkili, stanowiących dekorację, nazwałyśmy „Żonkilową Konferencją”;

- 2007r. - gościłyśmy pisarkę Maję Nyman z Finlandii, nasza konferencja nosiła tytuł „Księga Życia”;

- 2008r. - odbyła się „Poetycka Majówka” z poetką i pisarką Katarzyną Zychlą;

- 2009r. - gościem spotkania „W wiosennym nastroju” była poetka i pisarka Beata Jaskuła-Tuchanowska (już trzykrotnie gościłyśmy ją pośród nas);

- 2009r. - „Mogę wybaczyć, jeśli tylko chcę”, na ten temat mówiła autorka książki o tym samym tytule - Kitty Chappell;

- 2010r. - w Teatrze Roma odbyła się konferencja „Barwy Życia”, którą współorganizowałam z grupą „Kobiety Razem”;

- 2010r. - odbyło się spotkanie autorskie z Magdą Grabowską (podobne spotkanie odbyło się w 2009r.);

- 2011r. - ZAPRASZAM na kolejne kobiece wydarzenie!

Więcej informacji na temat mojej służby wśród kobiet - jej historii oraz wydarzeń bieżących - można znaleźć tutaj: KLIKNIJ.


Kącik dobrej książki

Książki Aleksandry Błahut-Kowalczyk

Aleksandra Błahut-Kowalczyk, ur. w 1954r. w Cieszynie, teolog luterański i diakon w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w RP; ukończyła w 1977r. Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie, w latach 1999-2002 odbyła studia licencjacko-doktoranckie z zakresu teologii pastoralnej na Wydziale Teologii Uniwersytetu Opolskiego, uzyskując stopień licencjata; obecnie mieszka w Cieszynie, zajmując się działalnością publicystyczną, radiową i ekumeniczną (głównie wśród kobiet).
Jest żoną ewangelickiego duchownego (kapelana wojskowego); ma dwoje dorosłych dzieci, dwóch wnuków i trzeci w drodze.
Aleksandra jest autorką rozważań biblijnych wydanych w książkach: „Otulić się Tobą, Panie” (2004), „Do domu” (2005), „Nieuchronność” (2006), „W drodze - 30 dni z Bożym Słowem” (2007), „Przy źródle - Psalm 25. w miniaturach biblijnych” (2009). O wierze i życiu duchowym pisze językiem bezpośrednim, a zarazem bogatym i barwnym. Przemyślenia łączące codzienne sytuacje ze Słowem Bożym uzupełnia fotografiami przyrody artystów fotografików.

Poza wymienionymi tytułami, jej nazwisko można znaleźć w pracach zbiorowych:
- Drogi Chrześcijaństwa,
- w opracowaniu rocznika Z Biblią na co dzień,
- jako autorkę części rozważań w książce Cały rok blisko. Impulsy biblijne na każdy dzień,
- w wielu czasopismach chrześcijańskich (np. Zwiastun Ewangelicki) pojawiają się jej artykuły,
- jest lektorem audiobooka Matka Ewa.

Wrócę jeszcze do książek Aleksandry:

„Otulić się Tobą, Panie”- autorka pisze tak: Pisałam te rozdziały w chwilach głębokich, nierzadko bolesnych przeżyć. Z perspektywy czasu mogę szczerze wyznać za Benjaminem Schmolckiem „Im większy Krzyż, tym niebo bliżej” (Śpiewnik Ewangelicki 675). Każdy z prezentowanych esejów jest odbiciem mojej duchowej ścieżki do Najwyższego. W każdym można znaleźć wiele osobistych wątków oraz ukojenie, jakie daje obcowanie z Bożym Słowem i przyrodą. Fotografie - Helena Gajdacz.

„Do domu”- autorka zaprasza, aby wspólnie przejść tę ścieżkę, która prowadzi Do domu Ojca. Przemyślenia łączące codzienne sytuacje ze Słowem Bożym uzupełnia fotografiami przyrody z rodzinnego albumu.

„Nieuchronność”- jest próbą namysłu nad przemijaniem w kontekście relacji do osób bliskich i dalekich, przypadkowo spotkanych i tych, które są wprzągniete w historie Starego i Nowego Testamentu. Ktoś powiedział: Człowiek rodzi się w czasie, żyje na wieczność. Jednego i drugiego zagadnienia dotykają zaproponowane miniatury. I tym razem nie zabraknie pięknych fotografii, których autorem jest Edward Bujok.

„W drodze”- ten tomik to propozycja lektury na 30 dni, zachęta do wędrowania z Biblią w różnych okresach roku kościelnego. Zaczyna się i kończy adwentowym rozważaniem. Towarzyszące tekstom zdjęcia z fototeki Dariusza Wantuloka, w subtelny sposób wizualizują Słowo, czyniąc całość pełną kompozycją.

„Przy źródle”- jest to Psalm 25. w miniaturach biblijnych. Dlaczego Przy źródle? Źródło, miejsce, z którego wypływa woda życia, w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu, to Jezus Chrystus i Jego Ewangelia. Jak przy źródle można usiąść, pochylić się i zaczerpnąć garścią rześkiej wody i zaspokoić pragnienie, tak spotkanie z Panem i Jego słowem daje nowa jakość życia i nowe siły. I tym razem dopełnieniem rozważań są zdjęcia Dariusza Wantuloka.


piątek, 20 maja 2011

Nowa audycja radiowa


Kliknij w obraz, aby go powiększyć.



wtorek, 17 maja 2011

Kącik dobrej książki

„Dieta Alleluja”, Czyli jak pozbyć się chorób i żyć w pełnym zdrowiu, George Malkmus, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa, 2011r. (460 stron)

Książek na temat zdrowego żywienia, czy mniej lub bardziej sprawdzonych diet, na naszym polskim rynku mamy wiele. W naszych chrześcijańskich kręgach wielkim powodzeniem cieszyła się książka „Dieta Stwórcy”, dr Jordana S. Rubina, wydana w 2009r. Teraz przyszła kolej na „Dietę Alleluja” dr Georga Malkmusa. Obydwaj autorzy zapewniają, że przekazują nam prawdy, dotyczące naszej diety, pochodzące od samego Boga. Są to diety oparte na Piśmie Świętym i badaniach naukowych. Pytanie jednak, dlaczego tak bardzo się różnią i wykluczają? Jeden autor zaleca jeść same owoce, warzywa i nasiona. Drugi zachęca do spożywania kefirów, baraniny, chleba. Mam swoje zdanie na ten temat, ale nie o tym chciałam pisać.

O czym jest książka „Dieta Alleluja”? Postanowiłam przedstawić tu kilka cytatów, które zawierają podstawowe informacje na temat tej diety.

s.41
Na początku czytamy w Księdze Rodzaju 1:29 „I rzekł Bóg: Umieściłem dla was na ziemi wielorakie rośliny rodzące nasiona oraz różne gatunki drzew, których owoce zawierają nasienie. One będą dla was pokarmem” (1:11-13). Werset ten ukazuje jaki był pierwotny Boży zamiar podtrzymywania życia człowieka poprzez spożywanie naturalnych, żywych pokarmów roślinnych.

s.57
Bóg oznajmił człowiekowi, że wszystkie owoce, warzywa, nasiona i orzechy rosnące w ogrodzie zostały przeznaczone na pożywienie dla człowieka. Któż bowiem mógłby wiedzieć lepiej, czym powinno być odżywiane ciało Adama, aniżeli sam jego Stwórca.

s.60-61
Przez około 1700 lat, jakie upłynęły od stworzenia świata aż do potopu, życie człowieka oparte było na zasadach odżywiania spisanych w Rdz. 1:29, tak jak to zaplanował Bóg. Z Pisma Świętego wynika, że na przestrzeni tych 1700 lat czysto wegańskiej diety człowiek dożywał przeciętnie wieku 912 lat (brak odnotowanego przypadku choroby).
Dopiero po potopie, który pochłonął całą roślinność, Bóg udzielił człowiekowi zezwolenia na spożywanie zwierząt czystych (Rdz. 9:3). Po tym fakcie odnajdujemy pierwsze przypadki chorób, a długość życia ludzkiego gwałtownie spada. W ciągu 10 pokoleń średnia długość życia człowieka spadła z ok. 900 lat do około 100 lat.

s.44
Historia Daniela i jego towarzyszy (Ks. Daniela 1:9-16): „Lecz Daniel postanowił nie kalać się potrawami ze stołu królewskiego ani winem, które król pijał. […] Wtedy Daniel rzekł do nadzorcy, którego przełożony nad sługami dworskimi ustanowił nad Danielem, Ananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: Zrób próbę ze swoimi sługami przez dziesięć dni. Niech nam dadzą jarzyn do jedzenia i wody do picia. […] A po upływie dziesięciu dni okazało się, że lepiej wyglądali i byli tężsi na ciele niż wszyscy młodzieńcy, którzy jadali pokarm ze stołu królewskiego…”.

s.47
Dieta Alleluja nie jest szybka i łatwa. Ale jest cudowna. Jej błogosławieństwa pozostaną z nami na całe nasze życie. Przywróci nam ona dobre samopoczucie i straconą energię. Jest ona czymś więcej niż wspaniałym sposobem na schudnięcie. Przynosi ona przeogromne korzyści zdrowotne dla całego organizmu.

s.64
Kiedy ludzie powracają do zasad dietetycznych z Rdz. 1:29, które nasz Stwórca dał pierwszemu człowiekowi, ich ciała doznają uzdrowienia z niemal wszystkich problemów fizycznych, jakich wcześniej doświadczali. Powracają do prawidłowej masy ciała oraz doznają zaniku niemal wszystkich przewlekłych dolegliwości. Z reguły też nie zapadają już więcej na żadne choroby, umierają ze starości, ale nie od chorób.

s.77
W momencie, gdy zmieniamy „paliwo” z najogólniej mówiąc „martwej” diety, jaka jest powszechnie promowana na tym świecie, na pokarm bazujący na żywej żywności roślinnej, organizm niemal zawsze naprawi wszystkie fizyczne dolegliwości. „Klekotanie i stukanie” zanikną w momencie, gdy ciało w sposób dosłowny odbuduje się i wyleczy zgodnie z Bożym planem. Po tym, jak nasz organizm zrekonstruuje swoje „żyjące komórki” z pomocą „żywych pokarmów” (zajmuje to około roku), to o ile tylko nadal będziemy kontynuować prostą dietę opartą na „żywej” żywności oraz dużej ilości soków z surowych warzyw, nasze ciało nadal utrzymywane będzie w dobrym zdrowiu.

Innymi słowy - dieta ta ma się stać dla nas nie tylko dietą, ale również stylem życia. Co nomen omen właśnie to oznacza: słowo dieta pochodzi od greckiego słowa diaita, oznaczającego nie tyle sposób odżywiania, co styl życia.

s.160
Dieta Alleluja nie polega na jedzeniu wszystkiego w postaci surowej (żywność organiczna). Jest to dieta, w której 85% potraw jest surowych, 15% gotowanych. A temu wszystkiemu towarzyszą duże ilości świeżych soków (i wody destylowanej).

Moje uwagi:
Wielkim atutem tej książki są świadectwa osób, które tą dietę zastosowały i którym ona pomogła. Poza tym zawiera ona obszerne opisy, nazwijmy je medyczno-dietetyczne. A także tabele porównawcze i przepisy.
Dla mnie największy problem stanowiło poczucie, że autor w pewnym sensie dogmatyzuje kwestię weganizmu, jako jedynie słuszną i biblijną. Nie do końca zgadzam się z jego argumentacją.

Po pierwsze. Skoro wszystko zaczęło się po potopie (jedzenie mięsa), to po co Abel hodował bydło? Dla zabicia nudy? Przecież dla złożenia ofiary wystarczyłoby kilka sztuk na rok, a poza tym system ofiarniczy został rozbudowany dopiero w czasach Mojżesza. Więc chyba cel był bardziej przyziemny. Nawiasem, warzywna ofiara Kaina nie za bardzo przypadła Bogu do gustu.

Po drugie. Autor dowodzi, że choroby, wynikające ze złej diety, zaczęły dotykać ludzi po potopie, wpływając automatycznie na długość życia (cytat ze str. 60-61). Ale to przecież przed potopem, zasmucony panującym grzechem, rzekł Pan: Nie będzie przebywał duch mój w człowieku na zawsze, gdyż jest on tylko ciałem. Będzie więc życie jego trwać sto dwadzieścia lat (I Mojż. 6:3)!

Po trzecie. Rzeczywiście w I Mojż. 9:2-3 Bóg daje pełne przyzwolenie na jedzenie zwierząt. Niestety, podążając za argumentacją autora, właśnie ta dieta stała się przyczyną tego, że dużo chorujemy i wcześnie umieramy. Czyżby Bóg sobie z nas okrutnie zażartował? A może nie przewidział dalekosiężnych skutków swoich decyzji? Jakoś trudno jest mi w to uwierzyć.
Również argument, że po potopie zabrakło roślinności, wydaje się być chybiony. Skoro gołąb przyniósł gałązkę oliwną, to oznaczać to mogło tylko jedno, kiedy wszyscy pasażerowie (niewielka rodzina Noego i zgromadzone zwierzęta) zeszli na brzeg, na ziemi już była roślinność Bóg, który jest doskonały w swoich planach i wyliczeniach, nie mógłby zaniedbać tak istotnej rzeczy, jak zapewnienie swoim wybranym właściwego pożywienia (i we właściwej ilości).

Po czwarte. W Biblii wielokrotnie oglądamy Boga, zaspokajającego potrzeby głodnych ludzi: zsyła przepiórki, mięso z ofiar przeznacza na posiłek dla ludu, obiecuje swojemu ludowi krainę miodem i mlekiem płynącą, przysyła kruki z chlebem i mięsem, zamienia wodę w wino, pomnaża chleb i ryby, aby nakarmić tłumy, przygotowuje uczniom rybę na śniadanie…
Myślę, że Bóg, znalazłby sposób na to, aby na przestrzeni historii ludzkości przekonać, przynajmniej ‘swoich’, że nie mają jeść niczego, co ma oczy i niczego pochodzącego od tego, co ma oczy (główna zasada Diety Alleluja). A zamiast tego, dał jedynie jasne wskazania, co do gatunków zwierząt, jakie człowiek powinien spożywać.
I taka ciekawostka. Jan Chrzciciel żywił się dość skromnie, bo miodem i szarańczą (to też mięso :-). Ale, Jezusa nazwano żarłokiem i pijakiem (Ew. Łuk. 7:34). Jakkolwiek niesłuszna to była opinia, to jednak wniosek jest prosty - Jezus nie gardził dobrym jedzeniem i dobrym winem. A jeśli wina sam nie pił, to potrafił zadbać o to, aby innym go nie brakowało.

Po piąte. Na s.185, w rozdziale dotyczącym piramidy żywieniowej, autor pisze: …kazano nam stopniowo i systematycznie się zabijać, za pomocą tego, co spożywamy. Komu w ogóle do głowy przyszła taka struktura tej piramidy? […] Odpowiedź jest tylko jedna… I tu przedstawia czytelnikowi swoistą teorię spisku pomiędzy baronami przemysłu: spożywczego, medycznego, farmaceutycznego i firm ubezpieczeniowych. Niestety, brzmi to dosyć niewiarygodnie, a wręcz śmiesznie.

To tyle moich przemyśleń. Do przeczytania książki zachęcam. A decyzję, co dalej… każdy musi podjąć sam.
To, że dieta działa, mogłam przekonać się naocznie podczas spotkania z Piotrem Wacławikiem. Jest on nie tylko wydawcą tej książki w języku polskim - on sam stosuje tę dietę od 8 miesięcy. Jej efekty widać… Ale o tym więcej w audycji, do której wysłuchania serdecznie zapraszam. I której termin edycji podaję: KLIKNIJ.


środa, 11 maja 2011

Gość Radia Chrześcijanin - zapraszam do wysłuchania audycji


Kliknij w obraz, aby go powiększyć.

Z wywiadu dowiecie się o początkach wydawnictwa, jak i o ambitnych planach na przyszłość.
Piotr Wacławik zdradzi nam, w jaki sposób - on i jego zespół - decydują się na wydanie nowej książki.
Zapraszam.

wtorek, 10 maja 2011

Ekumeniczne Dni Biblijne

Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w nabożeństwie ekumenicznym z okazji Ekumenicznych Dni Biblijnych, organizowanym przez Towarzystwo Biblijne w Polsce. Nabożeństwo odbywało się w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego. Piękną refleksją, związaną z tematem tegorocznych obchodów Dni Biblijnych, podzieliła się Małgorzata Platajs, dyrektor Towarzystwa Biblijnego. Temat ten brzmi: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rzymian 12:21).
O Warszawskim Ekumenicznym Święcie Biblii informuje plakat.  KLIKNIJ, aby go powiększyć. Zachęcam do uczestnictwa.

Pozostając jeszcze w temacie „Biblia” - garść ciekawych myśli i cytatów:

Biblijne świętowanie ma nam przypomnieć, że w mrokach, które niekiedy nas ogarniają, Bóg śpieszy nam na ratunek poprzez Swoje Słowo. Rzecz w tym, żebyśmy nieustannie rozbudzali w sobie głód tego Słowa, żeby czytanie Biblii stało się naszym chrześcijańskim przyzwyczajeniem.
Nade wszystko zaś, byśmy rzeczywiście uwierzyli, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszystkim Słowem, które pochodzi z ust Bożych (Ew. Mat. 4:4).
W zagonieniu dnia codziennego musimy znaleźć choć chwilę na pochylenie się nad Biblią, gdyż dzień, w którym nie biorę do ręki Biblii, to dzień stracony.  ks. Jerzy Banek

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje Słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Jeremiasz 15:16

Biblia - wieczna prawda i nieprzemijające piękno.

Słowo Boże jest źródłem wiary.

Jeśli twoja Biblia jest w świetnym stanie, to ty prawdopodobnie nie jesteś.

Jeśli nie masz czasu na czytanie Biblii, to znaczy, że źle zarządzasz swoim czasem.

Kiedy otwierasz Biblię - proś jej autora, by otwierał twoje serce.

Racjonalna dieta duchowa wymaga całego Słowa Bożego.

Biblia jest chlebem na każdy dzień, a nie tortem na specjalne okazje.

Biblia jest jak zastawiony stół, a nie,  jak taca z przekąskami.

Czytanie Słowa bez rozważania go jest, jak jedzenie bez gryzienia.

Dobrze jest znać Biblię, ale jeszcze lepiej Autora zawartego w niej Słowa.

Im bardziej kochamy Słowo Boże, tym bardziej pokochamy samego Boga.

Nasza użyteczność dla Boga zależy od posłuszeństwa Jego Słowu.

Nasza wiara staje się bezużyteczna, jeżeli nie chcemy być posłuszni Słowu Bożemu.

Aby nie zboczyć z kursu, zaufaj niezawodnemu kompasowi Bożego Słowa.

Warunkiem prawdziwego sukcesu jest wierne postępowanie według duchowych praw Biblii.

Sumienie może być naszym przewodnikiem tylko wtedy, gdy kieruje się Słowem Bożym.

Prawdziwe wartości w życiu znane są tylko tym, którzy czytają Słowo Boże pragnąc wypełniać Bożą wolę.

Nie wolno naginać nauki zawartej w Słowie Bożym do sytuacji w jakiej się znajdujemy.

Mały chłopiec dostrzegł wielką, zakurzoną księgę na najwyższej półce w pokoju. Ciekawość go zżerała, więc pobiegł do mamy, zapytać co to takiego. Lekko zakłopotana mama odparła pośpiesznie: Ach, to jest Biblia. Biblia, czyli Boża księga. Chłopczyk zastanowił się przez chwilę, po czym powiedział: Mamusiu, jeśli to jest książka Pana Boga, to czemu mu jej nie oddamy? Przecież u nas nikt jej nie używa?


***
Towarzystwo Biblijne w Polsce (KLIKNIJ)




poniedziałek, 9 maja 2011

Rekin w baptysterium

W dniu wczorajszym, w naszym Kościele, miała miejsce piękna ceremonia.
Odbywał się „chrzest wiary” 15 katechumenów - ludzi, którzy będąc już w pełni dorosłymi, podjęli świadomą decyzję wyznania swoich grzechów Jezusowi, przyjęli Jego przebaczenie, zaufali Mu i oddali Mu swoje życie.
W związku z tym wydarzeniem przypomniała mi się pewna sympatyczna historyjka, którą lat temu kilka przetłumaczyłam - właśnie na okoliczność podobnej uroczystości.

„CZY W BAPTYSTERIUM JEST REKIN?”
(I cała lawina innych ważnych pytań)
Stephen L. Slack

I znowu to zrobiła. Zadała mi ważne pytanie, do którego zupełnie nie byłem przygo-towany.
Czteroletnia Stefania powiedziała swoje pierwsze słowo w wieku 8 miesięcy. Dwa miesiące później budowała już pierwsze zdania i... od tej pory, każdego dnia, zadaje tysiące pytań.
Temat na dziś brzmiał: chrzest.
„Tatusiu” - powiedziała - „myślę, że ja to nie chcę być ochrzczona.”
„Ależ, Słoneczko” - powiedziałem - „masz przed sobą wiele czasu, aby nad tym się zastanowić. Dlaczego mówisz, że tego nie chcesz?”
„Bo się boję” - odpowiedziała.
Dalej nastąpiła lawina pytań typu: gdzie jest baptysterium, jak się do niego wchodzi, jaką woda ma temperaturę i kolor. Zapytałem więc: „A może, któregoś dnia chciałabyś obejrzeć baptysterium?” „O, to byłoby wspaniałe!” - odpowiedziała Stefania.
Kilka dni później rozpoczęliśmy naszą wycieczkę od przebieralni. Sprawdzając szaty, ręczniki i suszarki. Potem przeszliśmy po czystych, drewnianych schodach prosto do baptysterium. Kiedy tylko ujrzała wodę, od razu musiała jej dotknąć. I zrobiła to, oczywiście... „Jak jest tu głęboko?” - spytała. „Och, nie bardzo” - powiedziałem - „Sięga, gdzieś potąd” - pokazałem na sobie. „I zwykle woda jest ciepła.”
Już w samochodzie, kiedy zbliżaliśmy się do domu, krzyżowy ostrzał pytań wciąż trwał. „Tatusiu, a czy w baptysterium jest rekin?” „Ależ, Słoneczko!? W baptysterium nie ma żadnego rekina!” (I chichocząc w duchu, pomyślałem sobie: „Chociaż, na kilka rekinów natknąłem się w holu”) Domyśliłem się, że jej przyjaciel Brandon maczał w tym palce, opowiadając jej co nieco o niebezpiecznych plażach.
„Tatusiu?” - Stefania nie dawała mi spokoju - „Czy ty i mamusia możecie być przy mnie, jeśli zechcę być ochrzczona, któregoś dnia?” „Oczywiście, córeczko, że będziemy z tobą!” - upewniłem ją. „A ja, jeśli będziesz tego chciała, to nawet mogę służyć przy twoim chrzcie?” „Tak, chcę tego!”- odpowiedziała entuzjastycznie.
Kiedy wydawało mi się, że to już koniec - pojawiła się kolejna perełka.
„A co się robi po chrzcie?” Moja odpowiedź była szybka: „Wyciera się, suszy suszarką włosy i wraca na Szkółkę Niedzielną albo na nabożeństwo.”
Z głębokim namysłem, uporem i cierpliwością Stefania kontynuowała: „Tatusiu, mam na myśli, co się dzieje po chrzcie?”
Zdałem sobie sprawę, że mój trzydziestokilkuletni mózg już dawno się wyłączył, kiedy jej wciąż drążył i dociekał prawdy. Wreszcie odpowiedziałem: „Po chrzcie, Słoneczko, po prostu żyjemy dla Jezusa.”

***

 „Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.” Rzymian 6:3,4


czwartek, 5 maja 2011

"Solista" - gorąco polecam!



Utracone marzenia, nieprawdopodobna przyjaźń i odkupieńcza moc muzyki

Film „Solista” z 2009 roku, produkcji amerykańsko/francusko/brytyjskiej, można zaliczyć do kategorii dramat - ze względu na dramatyczne losy tytułowego bohatera.

Film ten powstał na bazie prawdziwej historii życia Nathaniela Ayersa (ur. 1951r.), wybitnie utalentowanego muzyka, u którego rozwinęła się schizofrenia i który w rezultacie tej choroby przerwał swoją, świetnie zapowiadającą się karierę. Grał na kontrabasie. Był uczniem „Juilliard School” w Nowym Jorku (jednym z kilku czarnoskórych). Podczas trzeciego roku nauki, po kilku załamaniach nerwowych i wystąpieniu objawów chorobowych, poddany został leczeniu w zakładzie zamkniętym. Stosowana w tamtych czasach terapia elektrowstrząsowa nie pomogła. Po śmierci matki w 2000r., Ayers dołączył do rzeszy ludzi bezdomnych, żyjących na ulicach Los Angeles. Chory i bezdomny grał swoje piękne melodie...

Reżyserem filmu „Solista” jest Joe Wright. W rolę Nathaniela wcielił się Jamie Foxx (znany z doskonałej roli Raya Charlesa) - tutaj również zagrał doskonale. Rolę ‘odkrywcy’ Nathaniela, Steva Lopeza, gra Robert Downey Jr. Gdyby to ode mnie zależało, dałabym mu za tę rolę Oskara.

Scenariusz do filmu napisała Sussannah Grant. Powstał on na podstawie książki Lopeza „Solista”. Ale tak naprawdę, to sam Steve Lopez ‘napisał’ ten film. Tak jak to było - bez żadnych fikcyjnych dodatków.

Steve Lopez (ur. 1953r.) jest dziennikarzem, posiadającym swoją rubrykę w „The Los Angeles Times” od 2001 roku. Jego przypadkowe spotkanie z Ayersem zaowocowało nie tylko serią inspirujących artykułów, ale niespotykaną przyjaźnią, której pozytywne echa trwają do dziś. Dla mnie znamienna w filmie była scena, kiedy Lopez traci z oczu Ayersa i tym samym skreśla go z listy potencjalnych „tematów”. Dalsze wspólne losy obydwu mężczyzn pokazują wyraźnie, jak radykalnie zmienia się stosunek Lopeza do Ayersa, kiedy przestaje traktować go jako temat, ale jako zagubionego w tym świecie, ale zarazem szczęśliwego w swoim świecie, wybitnie utalentowanego i wrażliwego człowieka. Oczywiście, nie przestaje o nim pisać, ale to, co pisze rodzi wiele pozytywnych reakcji ze strony różnych ludzi (i instytucji), którzy wspierając działania Lopeza, starają się utalentowanemu muzykowi konstruktywnie pomóc. Poruszający jest moment, kiedy Lopez przywozi Nathanielowi podarowaną wiolonczelę.


Ci z nas, którzy otwierają się na pomaganie innym, nieraz doświadczyli, że korzyści często są obopólne. O swoich korzyściach, płynących z tej niesamowitej przyjaźni, Steve Lopez powiedział tak: ... a friend is someone who inspires, who challenges, who sends you in search of some truer sense of yourself… (…przyjacielem jest ten, kto cię inspiruje, kto stawia ci wyzwania, kto popycha cię do tego, aby szukać w sobie pełniejszego zrozumienia, poznania siebie…).  Świetnie oddają to ostatnie sceny filmu. Lopez, słuchający pięknego koncertu i siedzący pomiędzy swoją byłą żoną a Ayersem, rozmyśla nad tym i podsumowuje to, co dane mu było przeżyć i nauczyć się w tej przyjaźni z Nathanielem.

Niesamowita relacja pomiędzy Ayersem i Lopezem została również pokazana całemu narodowi amerykańskiemu w programie „60 minut” - Mr. Lopez  meets Mr Ayers (22 marca 2009r.). KLIKNIJ

Są jeszcze inne pozytywy, oprócz dobrej ksiązki i filmu. Nathaniel wychodzi z bezdomności. Gra - koncertuje. (KLIKNIJ). A jego siostra Jennifer Ayers-Moore, założyła fundację jego imienia (Nathaniel Anthony Ayers Foundation).



niedziela, 1 maja 2011

Bez zbędnych słów komentarza...

„[…] Trzymałem zamkniętą Biblię w rękach, gdy w radiu zabrzmiał pełen entuzjazmu głos o ogłoszeniu przez Watykan daty beatyfikacji Jana Pawła II. Słuchałem opinii i komentarzy. Najbardziej poruszyła mnie retoryka, takich m.in. stwierdzeń: …cały naród, prawdziwi Polacy, każdy chrześcijanin, już dawno modliłem się do ojca świętego, to wspaniałe, że został wyniesiony na ołtarze, teraz możemy naszego papieża wzywać, aby wstawiał się za nami….

Trzymałem zamkniętą Biblię. Składałem jednak ślubowanie (ordynacyjne) nad otwartą. Pomyślałem: Zastanów się, zanim ją otworzysz. Wskazania, które w niej odnajdziesz, mogą cię postawić w wielce trudnej sytuacji. Wspomnij na świadectwo tych, którzy ją otwarli. Mieli… kłopoty!

Otworzyłem Biblię, zacząłem czytać. Potem sięgnąłem do świadectwa tych, którzy uczynili to przede mną. Czytałem: Kościoły nasze uczą czci świętych, iż świętych można stawiać jako wzór do naśladowania ich wiary i dobrych uczynków, zależnie od powołania; (…) Pismo Święte nie uczy, abyśmy wzywali świętych lub ubiegali się o ich pomoc, jedynego bowiem Chrystusa stawia przed nami jako pośrednika, przebłaganie, najwyższego kapłana i orędownika. Jego to należy wzywać, bo przyrzekł, że wysłucha modlitw naszych; taka cześć najbardziej Mu się podoba, zwłaszcza gdy się Go wzywa we wszelkiej niedoli: „Jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Boga”, itd. I Jana 2. (XXI artykuł Wyznania Augsburskiego)

Czeka mnie trudny czas. […] Muszę powiedzieć, że Jan Paweł II jest mi zupełnie obcy jako świadek tradycji, której nie odnajduję w otwartej Biblii. Zmartwiłem się, bo pozostaniemy podzieleni. Potem pomyślałem, niewielu się tym przejmie, co mam do powiedzenia o Janie Pawle II. Pozostanę sam? Zastanawiałem się, czy zamknąć Biblię? Nie, nie zamknąłem! Poczułem ulgę i jeszcze mocniej ucieszyłem się z tych, którzy ją przede mną otwarli.”

Zamknięta Biblia, Ks. Piotr Gaś (pastor luterański), "Zwiastun" 3/2011

***

To jest już nas dwoje…