„Dieta Alleluja”, Czyli jak pozbyć się chorób i żyć w pełnym zdrowiu, George Malkmus, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa, 2011r. (460 stron)
Książek na temat zdrowego żywienia, czy mniej lub bardziej sprawdzonych diet, na naszym polskim rynku mamy wiele. W naszych chrześcijańskich kręgach wielkim powodzeniem cieszyła się książka „Dieta Stwórcy”, dr Jordana S. Rubina, wydana w 2009r. Teraz przyszła kolej na „Dietę Alleluja” dr Georga Malkmusa. Obydwaj autorzy zapewniają, że przekazują nam prawdy, dotyczące naszej diety, pochodzące od samego Boga. Są to diety oparte na Piśmie Świętym i badaniach naukowych. Pytanie jednak, dlaczego tak bardzo się różnią i wykluczają? Jeden autor zaleca jeść same owoce, warzywa i nasiona. Drugi zachęca do spożywania kefirów, baraniny, chleba. Mam swoje zdanie na ten temat, ale nie o tym chciałam pisać.
O czym jest książka „Dieta Alleluja”? Postanowiłam przedstawić tu kilka cytatów, które zawierają podstawowe informacje na temat tej diety.
s.41
Na początku czytamy w Księdze Rodzaju 1:29 „I rzekł Bóg: Umieściłem dla was na ziemi wielorakie rośliny rodzące nasiona oraz różne gatunki drzew, których owoce zawierają nasienie. One będą dla was pokarmem” (1:11-13). Werset ten ukazuje jaki był pierwotny Boży zamiar podtrzymywania życia człowieka poprzez spożywanie naturalnych, żywych pokarmów roślinnych.
s.57
Bóg oznajmił człowiekowi, że wszystkie owoce, warzywa, nasiona i orzechy rosnące w ogrodzie zostały przeznaczone na pożywienie dla człowieka. Któż bowiem mógłby wiedzieć lepiej, czym powinno być odżywiane ciało Adama, aniżeli sam jego Stwórca.
s.60-61
Przez około 1700 lat, jakie upłynęły od stworzenia świata aż do potopu, życie człowieka oparte było na zasadach odżywiania spisanych w Rdz. 1:29, tak jak to zaplanował Bóg. Z Pisma Świętego wynika, że na przestrzeni tych 1700 lat czysto wegańskiej diety człowiek dożywał przeciętnie wieku 912 lat (brak odnotowanego przypadku choroby).
Dopiero po potopie, który pochłonął całą roślinność, Bóg udzielił człowiekowi zezwolenia na spożywanie zwierząt czystych (Rdz. 9:3). Po tym fakcie odnajdujemy pierwsze przypadki chorób, a długość życia ludzkiego gwałtownie spada. W ciągu 10 pokoleń średnia długość życia człowieka spadła z ok. 900 lat do około 100 lat.
s.44
Historia Daniela i jego towarzyszy (Ks. Daniela 1:9-16): „Lecz Daniel postanowił nie kalać się potrawami ze stołu królewskiego ani winem, które król pijał. […] Wtedy Daniel rzekł do nadzorcy, którego przełożony nad sługami dworskimi ustanowił nad Danielem, Ananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: Zrób próbę ze swoimi sługami przez dziesięć dni. Niech nam dadzą jarzyn do jedzenia i wody do picia. […] A po upływie dziesięciu dni okazało się, że lepiej wyglądali i byli tężsi na ciele niż wszyscy młodzieńcy, którzy jadali pokarm ze stołu królewskiego…”.
s.47
Dieta Alleluja nie jest szybka i łatwa. Ale jest cudowna. Jej błogosławieństwa pozostaną z nami na całe nasze życie. Przywróci nam ona dobre samopoczucie i straconą energię. Jest ona czymś więcej niż wspaniałym sposobem na schudnięcie. Przynosi ona przeogromne korzyści zdrowotne dla całego organizmu.
s.64
Kiedy ludzie powracają do zasad dietetycznych z Rdz. 1:29, które nasz Stwórca dał pierwszemu człowiekowi, ich ciała doznają uzdrowienia z niemal wszystkich problemów fizycznych, jakich wcześniej doświadczali. Powracają do prawidłowej masy ciała oraz doznają zaniku niemal wszystkich przewlekłych dolegliwości. Z reguły też nie zapadają już więcej na żadne choroby, umierają ze starości, ale nie od chorób.
s.77
W momencie, gdy zmieniamy „paliwo” z najogólniej mówiąc „martwej” diety, jaka jest powszechnie promowana na tym świecie, na pokarm bazujący na żywej żywności roślinnej, organizm niemal zawsze naprawi wszystkie fizyczne dolegliwości. „Klekotanie i stukanie” zanikną w momencie, gdy ciało w sposób dosłowny odbuduje się i wyleczy zgodnie z Bożym planem. Po tym, jak nasz organizm zrekonstruuje swoje „żyjące komórki” z pomocą „żywych pokarmów” (zajmuje to około roku), to o ile tylko nadal będziemy kontynuować prostą dietę opartą na „żywej” żywności oraz dużej ilości soków z surowych warzyw, nasze ciało nadal utrzymywane będzie w dobrym zdrowiu.
Innymi słowy - dieta ta ma się stać dla nas nie tylko dietą, ale również stylem życia. Co nomen omen właśnie to oznacza: słowo dieta pochodzi od greckiego słowa diaita, oznaczającego nie tyle sposób odżywiania, co styl życia.
s.160
Dieta Alleluja nie polega na jedzeniu wszystkiego w postaci surowej (żywność organiczna). Jest to dieta, w której 85% potraw jest surowych, 15% gotowanych. A temu wszystkiemu towarzyszą duże ilości świeżych soków (i wody destylowanej).
Moje uwagi:
Wielkim atutem tej książki są świadectwa osób, które tą dietę zastosowały i którym ona pomogła. Poza tym zawiera ona obszerne opisy, nazwijmy je medyczno-dietetyczne. A także tabele porównawcze i przepisy.
Dla mnie największy problem stanowiło poczucie, że autor w pewnym sensie dogmatyzuje kwestię weganizmu, jako jedynie słuszną i biblijną. Nie do końca zgadzam się z jego argumentacją.
Po pierwsze. Skoro wszystko zaczęło się po potopie (jedzenie mięsa), to po co Abel hodował bydło? Dla zabicia nudy? Przecież dla złożenia ofiary wystarczyłoby kilka sztuk na rok, a poza tym system ofiarniczy został rozbudowany dopiero w czasach Mojżesza. Więc chyba cel był bardziej przyziemny. Nawiasem, warzywna ofiara Kaina nie za bardzo przypadła Bogu do gustu.
Po drugie. Autor dowodzi, że choroby, wynikające ze złej diety, zaczęły dotykać ludzi po potopie, wpływając automatycznie na długość życia (cytat ze str. 60-61). Ale to przecież przed potopem, zasmucony panującym grzechem, rzekł Pan: Nie będzie przebywał duch mój w człowieku na zawsze, gdyż jest on tylko ciałem. Będzie więc życie jego trwać sto dwadzieścia lat (I Mojż. 6:3)!
Po trzecie. Rzeczywiście w I Mojż. 9:2-3 Bóg daje pełne przyzwolenie na jedzenie zwierząt. Niestety, podążając za argumentacją autora, właśnie ta dieta stała się przyczyną tego, że dużo chorujemy i wcześnie umieramy. Czyżby Bóg sobie z nas okrutnie zażartował? A może nie przewidział dalekosiężnych skutków swoich decyzji? Jakoś trudno jest mi w to uwierzyć.
Również argument, że po potopie zabrakło roślinności, wydaje się być chybiony. Skoro gołąb przyniósł gałązkę oliwną, to oznaczać to mogło tylko jedno, kiedy wszyscy pasażerowie (niewielka rodzina Noego i zgromadzone zwierzęta) zeszli na brzeg, na ziemi już była roślinność Bóg, który jest doskonały w swoich planach i wyliczeniach, nie mógłby zaniedbać tak istotnej rzeczy, jak zapewnienie swoim wybranym właściwego pożywienia (i we właściwej ilości).
Po czwarte. W Biblii wielokrotnie oglądamy Boga, zaspokajającego potrzeby głodnych ludzi: zsyła przepiórki, mięso z ofiar przeznacza na posiłek dla ludu, obiecuje swojemu ludowi krainę miodem i mlekiem płynącą, przysyła kruki z chlebem i mięsem, zamienia wodę w wino, pomnaża chleb i ryby, aby nakarmić tłumy, przygotowuje uczniom rybę na śniadanie…
Myślę, że Bóg, znalazłby sposób na to, aby na przestrzeni historii ludzkości przekonać, przynajmniej ‘swoich’, że nie mają jeść niczego, co ma oczy i niczego pochodzącego od tego, co ma oczy (główna zasada Diety Alleluja). A zamiast tego, dał jedynie jasne wskazania, co do gatunków zwierząt, jakie człowiek powinien spożywać.
I taka ciekawostka. Jan Chrzciciel żywił się dość skromnie, bo miodem i szarańczą (to też mięso :-). Ale, Jezusa nazwano żarłokiem i pijakiem (Ew. Łuk. 7:34). Jakkolwiek niesłuszna to była opinia, to jednak wniosek jest prosty - Jezus nie gardził dobrym jedzeniem i dobrym winem. A jeśli wina sam nie pił, to potrafił zadbać o to, aby innym go nie brakowało.
Po piąte. Na s.185, w rozdziale dotyczącym piramidy żywieniowej, autor pisze: …kazano nam stopniowo i systematycznie się zabijać, za pomocą tego, co spożywamy. Komu w ogóle do głowy przyszła taka struktura tej piramidy? […] Odpowiedź jest tylko jedna… I tu przedstawia czytelnikowi swoistą teorię spisku pomiędzy baronami przemysłu: spożywczego, medycznego, farmaceutycznego i firm ubezpieczeniowych. Niestety, brzmi to dosyć niewiarygodnie, a wręcz śmiesznie.
To tyle moich przemyśleń. Do przeczytania książki zachęcam. A decyzję, co dalej… każdy musi podjąć sam.
To, że dieta działa, mogłam przekonać się naocznie podczas spotkania z Piotrem Wacławikiem. Jest on nie tylko wydawcą tej książki w języku polskim - on sam stosuje tę dietę od 8 miesięcy. Jej efekty widać… Ale o tym więcej w audycji, do której wysłuchania serdecznie zapraszam. I której termin edycji podaję:
KLIKNIJ.