sobota, 29 grudnia 2018

Kącik dobrej książki

Od pewnego czasu na moim biurku stopniowo powiększa się stosik książek. Staram się, aby stosik był uporządkowany, nie przeszkadzał mi w pracy biurowej, ale niestety, w miarę przybywania książek, zaczęło się robić ciasno. Dla myszki pozostało niewiele pola do manewru, a dojście do skanera staje się coraz trudniejsze. Wtedy mój mąż pyta „W jakim celu trzymasz tutaj te książki?”. Odpowiadam „Czekają na opisanie. Nie odłożę ich na półkę, póki kogoś nie zachęcę do ich przeczytania.”
Korzystając z wyjątkowo długiej przerwy świątecznej, postanowiłam zrobić, co planowałam. Posortowałam książki według kilku kategorii i zaczynam...
Nadmienię, że przez ostanie dwa lata na moim blogu pojawiały się tylko recenzje książek o tematyce misyjnej, a wynikało to z powziętego zobowiązania na rzecz biuletynu „Idźcie”. Ostatnia prezentacja książek z innych dziedzin miała miejsce w styczniu 2016 roku!!!

Postanowiłam zacząć od książek, których nie czytało się w dwa wieczory, ponieważ pisane są w formie rozważań. Jedne zawierają od kilkunastu do kilkudziesięciu inspirujących tekstów. Drugie są rozpisane na cały rok. Rozważaniami tymi witałam każdy poranek. Oczywiście, zawsze była to dodatkowa lektura do codziennej porcji Biblii.

Od serca , praca zbiorowa, Wrocławskie Forum Kobiet, Wrocław 2016 r.

Jest to zbiór pięknych rozważań, a nawet opowiadań inspirowanych Bożym Słowem i napisanych w oparciu o bardzo osobiste przeżycia i doświadczenia autorek. Ilustracja na okładce - filiżanka z kawą, trzymana w kobiecych dłoniach - zachęca do czytania. W porannej ciszy, otulona kocem, w wygodnym fotelu, zanurzałam się każdego dnia w kolejnej mini opowieści. Filiżanka dobrej kawy pobudzała mój mózg do skupienia. Ale czytałam głównie sercem, ponieważ opowieści te pisane były od serca. Cenną dla mnie była wiedza, że książkę stworzyły głównie młode kobiety. W wieku mojej synowej. Pisały o swojej wierze i relacji z Bogiem dojrzewającej w obliczu zmagań codzienności - małżeństwa, macierzyństwa, pracy zawodowej, choroby, trudnych relacji, niespodziewanych wyzwań. Jakże zachęcające są ich słowa: Każda z nas... oświadcza, jak ogromną moc ma Boże Słowo, czytane i stosowane nie tylko od święta, ale przede wszystkim w szare poniedziałki i samotne soboty.
Zachęcam - to wspaniała książka na prezent.

5 minut z Jezusem, Sheila Walsh, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2016 r.

Znacząco brzmi podtytuł tego tomiku rozważań - aby każdy dzień się liczył. Dalej wydawca dodaje: Tych pięć minut z Jezusem może stać się najistotniejszym elementem twojego dnia; momentem wypełnionym pokojem.

I tak rzeczywiście było. Autorka dzieliła się ze mną bardzo osobistymi doświadczeniami ze swojego życia. Wiadomo, kiedy mówimy o doświadczeniach, zwykle - i chyba słusznie -  myślimy o tych trudniejszych chwilach naszego życia. Autorka też chyba tak uważa. Jednak jej sposób pisania - lekki, przystępny, z właściwą dawką dobrego humoru, czyni te życiowe opowieści budującymi i inspirującymi. Czasem Sheila posługuje się tylko ciekawym przykładem, ilustracją, rozważaniem tekstu z Biblii. Każdy rozdział kończy się modlitwą, mądrą radą i wersetami biblijnymi, odnoszącymi się do tematu rozważania.  
Dodatkowym atutem tej książki jest jej szata graficzna. Delikatna, subtelna, elegancka - jak każda kobieta :-).
Zachęcam, niech nasze zabieganie nie staje nam na przeszkodzie, aby poświęcić Bogu chociaż 5 minut z każdego poranka. To może być ta książka, albo każda inna jej podobna. To może być jeden Psalm, przeczytany przed wyjściem do pracy, czy przystąpieniem do codziennych obowiązków. Niech to będzie cokolwiek, co sprawi, że każdy dzień z życia nabierze sensu.

Modlitewnik kobiet, praca zbiorowa, Wydawnictwo WARTO, Dzięgielów 2015 r.

Książkę tę dostałam w listopadzie 2015 roku na swoje kolejne urodziny. Ofiarowała mi ją moja droga przyjaciółka - Aleksandra Błahut-Kowalczyk, która była jedną z redaktorek zbioru modlitw, jak też autorką kilku modlitw w nim zawartych.
Tomik rozplanowany na cały rok kalendarzowy, towarzyszył mi mi w 2016 roku. Modlitwy oparte zostały o wybrane fragmenty biblijne i napisało je ponad 40 kobiet. Co oznacza tyleż samo charakterów, osobowości, wrażliwości. Jak napisał wydawca:  Istnieje tyle definicji modlitwy, tyle sposobów wyrażania tej najbardziej intymnej więzi człowieka z Bogiem, ilu modlących się. Czułam się uprzywilejowana, że mogę czytać tak osobiste i głębokie słowa uwielbienia, wyznania, skargi, prośby... Podziwiałam te kobiety, które wznosząc modlitwy do Boga, tak szczerze otwierały się przed Bogiem. Pięknie ujął to ks. Jerzy Samiec: W modlitwie nie chodzi o wielkie słowa, ale o szczerość i „wylanie swej duszy przed Panem”. Bóg nie oczekuje od nas wielkich słów, On oczekuje nas samych.
Motywem graficznym Modlitewnika są obrazy Andrzeja Bischoffa.

Codziennik kobiet, praca zbiorowa, Wydawnictwo WARTO, Dzięgielów 2017 r.

I znowu otwiera przed nami swoje serca grupa luterańskich teolożek (44) - pastorowych, diakonek, katechetek... W słowie wstępnym czytamy: Autorki można spotkać w szkołach, parafiach, na wyższych uczelniach, w domach opieki, biurach, fundacjach... Bardzo pracowite są te kobiety i cenne jest to, że myślą o nas, czytelniczkach. To jest już ich trzecia propozycja - po Postylli i Modlitewniku, która prowadzi nas i inspiruje przez cały rok kalendarzowy. Tym razem jest to zbiór rozważań opartych na Psalmach. Taką lekturą dobrze jest rozpocząć swój dzień - zaczerpnąć oddechu Słowem i refleksją nad nim. Będąc prowadzonym różnorodnością cennych myśli, spostrzeżeń, wniosków, odkryć i wyzwań.
Za dwa dni zakończę lekturę mojego egzemplarza Codziennika i powiem to było dobre...
Motywem graficznym tomiku były obrazy Barbary Adamus - Jednej z autorek zawartych w nim rozważań.

Psalmy ziemi, Francine Rivers, Wydawnictwo Aetos, Wrocław 2018 r.

Minął rok, a ja do listy codziennych rozważań dopisuję kolejną książkę. W zamierzeniu autorki, która spisała swoje rozważania w 52 rozdziałach, było, aby każdy rozdział był dla czytelnika źródłem inspiracji na cały tydzień. Może nie do końca udało się mi i mojemu mężowi (czytaliśmy te rozważania razem) zrealizować to założenie, ale prawdą jest, że przeczytane myśli, przykłady, wskazówki i zastosowania do codziennego chrześcijańskiego, często towarzyszyły nam przez kolejne dni. Zdarzało się, że stawały się dla mojego męża inspiracją do kazania.  
Książka Francine Rivers to zbiór rozważań o cudach otaczającej nas przyrody. Autorka zaprasza czytelników do odkrywania Bożych tajemnic w świecie natury. Odkrycia te można z powodzeniem zastosować w naszym życiu, jako pewne zasady lub nauki. Każdy rozdział kończy się odpowiednim fragmentem wybranego Psalmu. Książka jest pięknie wydana i bogato ilustrowana  zdjęciami przyrody. Doskonała na prezent.

***

„Modlitewnik kobiet” i „Codziennik kobiet” to dwie z czterech propozycji teolożek luterańskich. Wszystkie niezwykle cenne i inspirujące. Wspaniałe do codziennych rozważań i spotkań z Bogiem. Pozycja „Postylla kobiet” jest zbiorem kazań, ściśle związanych z kalendarzem kościelnym Kościoła Luterańskiego. „Biblijny alfabet kobiet” jest świetnym materiałem do pracy w grupie dyskusyjnej i studium Biblii.
Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do dołączenia, którejś z tych propozycji do swojego codziennego czytania. Można je zamówić przez Internet. Za dwa dni wybrana książka znajdzie się w Waszym domu.

***

12.11.2022 r. 

Po dłuższej przerwie przyszła pora na dopełnienie tego postu dwiema kolejnymi propozycjami do codziennego rozważania. Nie są to rozważania całoroczne, ale ich forma pozwala na poświęcenie uwagi jednemu rozdziałowi dziennie - dla lepszego "przetrawienia" treści. 

Sam na sam z Bogiem, Henryk Wieja, Wydawnictwo Koinonia, Ustroń 2019 r.

Jest to zbiór artykułów, które powstawały na przestrzeni 25 lat i były wcześniej publikowane na łamach czasopisma "Nasze Inspiracje". Autor wydanie książkowe dedykuje pamięci swojej zmarłej żony Aliny. 
Jak czytamy we wstępie, przemyślenia zawarte w tych artykułach powstały w wyniku czasu spędzanego z Bogiem. Czasu spędzanego z Nim sam na sam. W intymności. 
Książka zawiera siedem głównych części (7 to Boża liczba, liczba doskonałości), a każda z nich zawiera po kilka rozdziałów. Rozważania są bardzo krótkie, co może być zachęcające dla opornego czytelnika. Każdy rozdział kończy się propozycją zatrzymania się i zastanowienia nad przeczytanym tekstem. Służą temu pytania, motywujące czytelnika do osobistej odpowiedzi. Autor w tej części prowadzi czytelnika w krótkiej modlitwie. 
Mam nadzieję, że tytuły głównych części, które podam poniżej, zachęcą Was do sięgnięcia po tę pozycję pełną cennych myśli i wskazówek, dotyczących chrześcijańskiej pielgrzymki z Bogiem. Bogatą w praktyczne lekcje dotyczące duchowego i praktycznego chrześcijańskiego życia, a wynikające z osobistych doświadczeń (z życia i służby) oraz nabytej wszechstronnej wiedzy. 
Oto tytuły rozdziałów: Jaki jest Bóg?, Wzmocnione więzi, Wewnętrzny człowiek, Nowa jakość życia, Wzrastając w wierze, Serce sługi, Gotowi na czas zmian. 

Bóg nigdy nie mruga, Regina Brett, Insignis Media, Kraków 2012 r.
Rozwinięcie tytułu tej książki brzmi "50 lekcji na trudniejsze chwile". Taka precyzja pozwala nam podjąć decyzję, czy przeczytamy tę książkę w 50 dni, czy będziemy czytać ją przez 50 tygodni w roku, pozwalając sobie najgłębszą analizę tych lekcji oraz wykonywanie zaproponowanych przez autorkę zadań/działań. 
Myślę, że warto posłużyć się tu cytatem ze wstępu do tej książki: Mając czterdzieści lat, zachorowałam na raka. Walczyłam z nim rok, a przez kolejny dochodziłam do siebie. W dniu czterdziestych piątych urodzin leżałam w łóżku, myśląc o tym wszystkim, czego nauczyło mnie życie. Przepełniona refleksjami, nie mogłam już dłużej pomieścić ich w sobie. Długopis sam przelał moje myśli na papier (powstało z tego 45 felietonów) (...) Kiedy skończyłam pięćdziesiąt lat, dopisałam pięć nowych lekcji
I to są właśnie te lekcje, które są przejmujące, wzruszające i zabawne. A przez to lektura książki, mimo że traktuje o sprawach ważnych, staje się lekka i przystępna. Przyznaję, nie mogłam się od niej oderwać. 
Skąd taki tytuł? Autorka pragnie przekonać czytelnika, że niezależnie od tego, co dzieje się w naszym życiu - a szczególnie, kiedy są to doświadczenia, które nam się nie podobają - to na pewno nie są one wynikiem tego, że "Bóg się zagapił". Tak nie jest. I jeśli mamy takie wątpliwości, to wierzę, że po lekturze tych cennych lekcji damy się przekonać do twierdzenia autorki. 
Regina Brett jest autorką kilku książek, które są już przetłumaczone na język polski. 
Więcej informacji można znaleźć w Internecie. 


Sporo czasu minęło od pierwszego zapisu tego postu. Aktualnie w dostałam w prezencie kolejne roczne rozważanie. Czekam z nim na początek roku. Ale... nie bójcie się, nie jestem zawieszona w próżni. Moją codzienną stałą lekturę od kilku lat stanowią dwie pozycje: Słowo na dzisiaj (wydawane kwartalnie) - Bob i Debby Gass oraz Z Biblią na co dzień (wydawane co roku). Do czego i Was zachęcam. 


Wcześniej opisane pozycje książkowe:
„Postylla kobiet” - KLIKNIJ.
„Biblijny alfabet kobiet” - KLIKNIJ.




czwartek, 27 grudnia 2018

Kącik dobrej książki

Czytanie książek o tematyce misyjnej jest dla mnie przedłużeniem biblijnej historii o powstawaniu Kościoła. Czymś w rodzaju ciągle niedokończonego 29 rozdziału Dziejów Apostolskich. Lektura tych książek pokazuje mi jak, w niezwykle ekscytujący sposób,  realizuje się posłannictwo Jezusa zapisane w Dziejach Apostolskich 1:8 Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.  I tak się dzieje - ewangelia o zbawieniu naprawdę dociera aż po krańce ziemi. Często w bardzo rozmaitych, czasem w bardzo dramatycznych okolicznościach i przeważnie bardzo różnymi sposobami. Nawet poprzez film...

Paul Eshleman, Widziałem Jezusa!, Wydawnictwo Pojednanie, Lublin-Warszawa 2002

Billy Graham wypowiedział kiedyś takie oto słowa: Jednym z najpotężniejszych środków do głoszenia ewangelii, jakie dał nam dzisiaj Bóg, jest film. Żyjemy w wieku zdominowanym przez środki masowego przekazu.
Książka „Widziałem Jezusa!” to książka o historii powstania i dystrybucji filmu „Jezus”. Premiera tego filmu miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w październiku 1979 roku. I film jest ten wciąż emitowany. Wręcz nie ma w Polsce Świąt Wielkanocnych bez emisji tego filmu. W ciągu ostatnich lat film został komputerowo odświeżony, dając producentom możliwość stworzenia wersji dla dzieci (Opowieść o Jezusie) oraz dla kobiet (Maria Magdalena).
Książka „Widziałem Jezusa!” opowiada nie tylko o pomyśle oraz procesie powstawania tego filmu. Jest głównie zapisem niezwykłych historii, które towarzyszyły autorowi książki podczas jego fascynujących podróży, związanych z dystrybucją tego filmu do różnych odległych zakątków świata. Film stał się wspaniałym narzędziem ewangelizacyjnym, dzięki któremu Bóg mógł potężnie działać nie tylko w życiu jednostek, ale również całych plemion i narodów - z krańców ziemi.  

Paul Eshleman, Dotyk Jezusa, Ruch Nowego Życia, Warszawa 2006
Max Lucado stwierdził: Projekt filmu „Jezus” jest jednym z najbardziej skutecznych pomysłów na ewangelizację w tym pokoleniu.
Książka „Dotyk Jezusa” jest historią wielu zespołów zaangażowanych w pokazywanie tego filmu na całym święcie. Jej autor, Paul Eshleman, był współzałożycielem i dyrektorem projektu „Jezus Film”. Książka, jako kontynuacja wcześniejszej propozycji, mogła powstać dzięki jego osobistemu udziałowi w dystrybucji i projekcjach tego filmu.
Niesamowite są jego wspomnienia z projekcji w Iraku, Związku Radzieckim, Kambodży, Gruzji, Afryce...  
Niewątpliwie, uznaję to za przywilej, że mogę używać tego filmu, jako narzędzia w mojej służbie. Nie na krańcach  ziemi, ale tu w „mojej Jerozolimie”.

***

Długo zastanawiałam się, czy zaprezentować w tej rubryce te dwie książki. Są one treściowo bardzo odmienne od wszystkich jakiekolwiek tu opisałam. Czasem żartuję, że są książkami dla ludzi o mocnych nerwach. Szczególnie książka „Bóg wśród Zulusów”. A ponieważ książka Erlo Stegena stosunkowo niedawno trafiła do moich rąk, stąd decyzja, aby nie pomijać tego ważnego wątku misyjnego i przebudzenia duchowego, jakie miało miejsce w ogarniętych duchową ciemnością zakątkach Republiki Południowej Afryki, w latach 60-tych minionego stulecia.

Erlo Stegen, Przebudzenie wśród Zulusów, redaktor odpowiedzialny Kazimierz Muranty

Autor wyznaje: Gdy ukończyłem już swoje wykształcenie, Pan Jezus uczynił coś zupełnie nieoczekiwanego. Ukazał mi, że mam głosić Słowo Boże nie tylko wśród białych ludzi, ale również wśród czarnych Zulusów. Było to dla mnie tak niezwykłe dlatego, że przed moim nawróceniem byłem zdania, że czarny człowiek nie jest równy urodzeniem ludziom białym...

Po dwunastu latach ciężkiej, ale nieefektywnej służby misjonarza i pastora sfrustrowany Erl Stegen postanawia podjąć ostatni duchowy wysiłek: prosić Boga o przebudzenie codziennie. Nie zamierza tym razem działać samotnie, ale angażuje w to swój niewielki zbór, w którym, jak dotąd, w życiu nawróconych członków nie widać oznak świadomego i zmienionego życia. Wspólnie zanurzają się w Słowo Boże. Tak mocno, aż zaczynają być widoczne tego efekty, poczynając od wyznania grzechów, szczerej pokuty i zmiany sposobu życia. Erl z pokorą wyznaje, że przebudzenie zaczęło się od niego - Bóg wziął mnie w obroty swego młyna, a ten miele wolno i dokładnie.
To, co wydarzyło się wkrótce, w tej niewielkiej zuluskiej wiosce i w jej okolicach, przerosło wszelkie oczekiwania misjonarza.
Cieniutka książeczka Erla daje nam tylko przedsmak niesamowitego działania Bożego, gdyż zawiera tylko kilka spektakularnych tego przykładów. (Autor bardziej skupia się na procesie prowadzącym do przebudzenia.) Więcej opisów, niczym z Dziejów Apostolskich, zawartych jest w książce Kurta Kocha, który skupia się na wielorakich przejawach tego wyjątkowego duchowego przebudzenia.

Dr Kurt E. Koch, Bóg wśród Zulusów, Wydawnictwo Ewangeliczne TEW, Poznań 1990

Książka opisuje różnorodne przejawy mocy Bożej, które towarzyszyły przebudzeniu w plemieniu Zulusów w Południowej Afryce.
Autor zaznacza: Przebudzenie wśród Zulusów wolne jest od sentymentalizmu i bardzo trzeźwe... jest przebudzeniem opartym na wyznaniu grzechów...
Co ciekawe, dr Koch dociera do Afryki 10 lat po rozpoczęciu przebudzenia i wcale nie straciło ono na intensywności.
W swojej książce pokazuje on różne sposoby działania Boga w życiu ludzi objętych przebudzeniem. Bóg ratuje, uzdrawia, pomaga, uwalnia, oczyszcza, karze, przemawia, objawia się pokutującym. Autor stwierdza, że czas przebudzenia wśród Zulusów jest czasem błogosławieństwa ponad miarę. Zwraca też uwagę na pewną powtarzalną regułę tego przebudzenia, która charakteryzuje się trzema nierozerwalnymi elementami - wybawienie, uzdrowienie, uwolnienie. Książka jest pełna tego przykładów. Warto przeczytać ją, chociażby z tego powodu, aby móc poznać Boga w Jego różnorodnym działaniu.

Napisane na zamówienie biuletynu "IDŹCIE".
Życzę dobrego z wybraną książką o misji. 






sobota, 30 czerwca 2018

Kącik dobrej książki

Od pewnego czasu wraca do mnie myśl, że w biografii wielkich misjonarzy i misjonarek często powtarza się jeden wątek. Mianowicie, ich marzenia o misji zaczęły się bardzo wcześnie. W wieku nastoletnim. Przeważnie pobudzały ich do tego spotkania z jakimiś uznanymi już misjonarzami. W miarę upływu lat do tych marzeń dołączło silne przekonanie, że jest to dla nich to właściwe powołanie Boże. Co ciekawe, większość z nich doświadczała wielu przeszkód w realizacji swoich planów, głównie z tego powodu, że osoby decyzyjne stawiały im trudne warunki i mnożyły przeszkody. Z ich historii nauczyliśmy się jednego, że Boże powołanie jest nieodwołalne i nie przeszkodzi mu ani młody wiek, ani za stary, ani płeć, ani stan zdrowia, ani brak wykształcenia, czy stan posiadania. Bóg był gotowy użyć dla Swoich planów zarówno szewca, jak i medyka; pracownicę przędzalni na równi z edukowaną panienką  z dobrego domu. Bóg przecież patrzy na serce...

Dlatego tym razem skupiłam się na książkach i materiałach o misji, których czytelnikami i odbiorcami mogą być dzieci. Na początku byłam przekonana, że nie mam zbyt wielkiego wyboru, ale chyba się myliłam. Tym, do czego dotarłam, można dokonać wiele, aby nasze dzieci mogły poznać życie wspaniałych misjonarzy.  

Może zacznę troszkę historycznie. Nie jestem pewna, co do dostępności tych pozycji w wydawnictwie, ale na półkach katechetów, którzy rozpoczynali swoją służbę w latach 80/90 minionego stulecia, powinny znajdować się materiały wydane przez lub dla Child Evangelism Fellowship Polska. Były to obrazkowe opowieści o życiu misjonarzy, z dołączonym w języku polskim konspektem lekcji i opisem historii. Nie wiem, ile tych historii zostało wydanych po polsku, ale na stronie Child Evangelism Fellowship Ireland znalazłam ich aż 24.

A oto kolejne propozycje:

Jill Johnstone, I ty możesz zmieniać świat, OM - Operacja Mobilizacjaj, Gdańsk 1997

Jest to piękna, bogato ilustrowana książka, przedstawiająca dzieciom w porządku alfabetycznych kraje i poszczególne narody (plemiona) z całego świata, które z powodów religijnych, politycznych czy geograficznych wciąż są zamknięte na ewangelię. Niewątpliwie wiele dobrego wydarzyło się od 1972 roku - roku jej wydania. Nastąpiły po drodze ogromne przemiany polityczne w krajach komunistycznych, misjonarze dotarli do wielu plemion i narodów z ewangelią, tłumacząc ją im na język ich serc. Zatem wymaga ona dużych aktualizacji, albo uzupełnienia naszej wiedzy na ten temat. Czyż nie byłoby fajnie poczytać taką książkę z własnym dzieckiem? A potem skorzystać z tych dobrych stron posiadania Internetu i poszerzyć swoją i dziecka wiedzę? Nie zapominając o modlitwie. Nie bez powodu książka zawiera ważny podtytuł - Pomóż dzieciom modlić się za świat.  

Ciekawą propozycję dla dzieci, a w zasadzie dla przedszkolaków, ma Biblijne Stowarzyszenie Misyjne. Wydało ono edukacyjno-zabawową serię “Dzieciom o misji”. Jak dotąd ukazały się trzy książki z tej serii. Może będzie ich więcej? Zeszyt “Ludzie bez Biblii” przedstawia trzy historie ludów, które nie mają Biblii w swoim języku. Dzieci poznają te historie rozwiązując różne zadania i łamigłówki; kolorując obrazki - a to przedszkolaki lubią najbardziej.

Biblijne Stowarzyszenie Misyjne, poza wydawaniem dużego biuletynu informacyjnego “Idźcie”, od kilku lat dociera do młodszego odbiorcy. Dzięki “Małemu IDŹCIE” pozwala dzieciomw wieku szkolnym poznać w pigułce życie wielu misjonarzy. Z tym numerem biuletynu otrzymacie 26 numer “Małego IDŹCIE”. Idea jest bardzo prosta, ale skuteczna. Dzieci poznają historię życia kolejnego misjonarza, mogą zdobyć też aktualne informacje na temat kraju, który był polem misyjnym tego misjonarza, mogą dowiedzieć się, o co mają się modlić. Mogą rozwiązać kilka zadań i łamigłowek, dopasowanych do głównego tematu.  Mają też szansę poznać osoby, ktore współcześnie służą jako misjonarze w różnych egzotycznych zakątkach naszego globu. Jest to wspaniałe narzędzie do wykorzystania przez katechetów. I jeszcze wspanialsze do wartościowego spędzenia czasu rodzica z dzieckiem.

Warto wspomnieć, że na naszym polskim rynku znajduje się kilka propozycji na DVD - są to animowane historie o bohaterach misji. Trzeba ich tylko trochę poszukać. Na pewno można na nie natrafić w największych księgarniach internetowych.

A teraz o, chyba najnowszej i bardzo ciekawej, propozycji dla dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. Serii wydanej w 2017 roku przez Wydawnictwo CLC. Seria składa się z czterech tomików. Ich autorką jest Irene Howat ze Szkocji. Autorka książek i artystka, z myślą o młodym czytelniku, przedstawia dzieciństwo i życie dziewcząt i chłopców, którzy wieku dorosłym dokonali wielkich rzeczy dla Boga i ludzi, i którzy w szczególny sposób wpłynęli na to, że świat wokół nich i przez nich się zmienił.  
W zarysie przedstawię te postaci. Wiele z nich jest nam znanych z recenzji książek o misji prezentowanych na łamach biuletynu “Idźcie”.

Jrene Howat, 10 dziewcząt, które zmieniły świat, CLC, Katowice 2017
Są to: Corrie ten Boom - ukrywająca Żydów w czasie wojny i głosząca poselstwo przebaczenia po całym świecie; Joni Eareckson - szczęśliwa na wózku inwalidzkim i na tym wózku dzieląca się ewangelią z milionami; Mary Slessor - ratująca dzieci w pogrążonej w demonicznych przesądach Afryce; Evelyn Brand - misjonarka w Indiach; Gladys Aylward - dzieląca się ewangelią w Chinach; Jackie Pullinger - pracująca w slumsach Hongkongu; Amy Carmichael - wychowująca hinduskie dziewczynki; Elizabeth Fry - dzialająca na rzecz wieźniów, głównie uwięzioncyh kobiet i ich dzieci; Catherine Booth - współzałożycielka Armii Zbawienia; Isobel Kuhn - misjonarka wśród ludu Lisa w Chinach.


Jrene Howat, 10 dziewcząt, które dokonały wielkich rzeczy, CLC,
Katowice 2017
Są to: Monika z Tagasty - modląca się o syna, gdy on uwierzył, odmienił oblicze chrześcijanstwa na całym świecie; Katarzyna von Bora - odważna w swoich decyzjach i mająca duży wkład w procesie reformacji, stojąc u boku swojego męża Marcina Lutra; Susanna Wesley - samodzielnie myśląca, mająca wpływ na swoich synów, którzy zapoczątkowali wielki ruch przebudzeniowy; Ann Judson - dzieliła się Słowem Bożym w Birmie, wspierając swojego męża w tłumaczeniu Biblii na język birmański; Maria Taylor - prowadziła wspaniałą pracę midyjną w Chinach u boku swojego męża; Susannah Spurgeon - pomimo ciężkiej choroby nie zrezygnowała ze służby dla Boga u boku kaznodziei kaznodziejów; Bethan Lloyd-Jones - wiernie wspierała męża w jego służbie pastorskiej, otworzyła swoje serce i dom na ludzi z potrzebami; Edith Shaeffer - stworzyła otwarty dom dla wszystkich, którzy szukali Boga i chcieli poznawać Go; Sabina Wurmbrand - ; Ruth Bell Graham - była podporą i wsparciem dla największego ewangelisty naszych czasów Billy Grahama.


Jrene Howat, 10 chłoców, którzy zmienili świat, CLC, Katowice 2017
Są to: David Livingstone - misjonarz w Afryce; Nicky Cruz - ewangelista wśród trudnej młodzieży; Brat Andrzej - Boży przemytnik Biblii do krajów komunistycznych i muzułmańskich; George Muller - założyciel domów dziecka w Anglii; William Carey - szewc, który został misjonarzem w Indiach; John Newton - pomocnik handlarzy niewolników, który został pastorem i reformatorem społecznym; Adoniram Judson - misjonarz w Birmie; Billy Graham - największy kaznodzieja i ewangelista XX wieku; Luis Palau - światowej sławy ewangelista; Eric Liddell - szkocki sportowiec i misjonarz w Chinach.
 

Jrene Howat, 10 chłoców, którzy dokonali wielkich rzeczy, CLC, Katowice 2017
Są to: Augustyn - odkrył Bożą miłość, co zmieniło jego sposób myślenia i wpłynęło na życie wielu; Jan Hus - reformator kościoła; Marcin Luter - odkrywa na nowo Bożą prawdę, zawartą w Biblii i zmienia oblicze kościoła; Zwingli - reformator wzywający do posłuszeństwa Słowu Bożemu w każdej dziedzinie życia; Tyndale - pragnie, aby każdy mógł czytać Biblie w zrozumiałym dla siebie języku; Latimer - zachęcał ludzi do samodzielnego czytania Biblii, tym naraził się wielu; Knox - kaznodzieja i reformator głoszący Słowo swoim rodakom Szkotom; Jan Kalwin - reformator, głosił zbawienie z laski, a nie z uczynków; Chalmers - wzywał kościół do okazywania ubogim dobroci; Shaftesbury - wzywał do przekazywania wszystkim ludziom miłości Chrystusa.

Przyznaję, że chociaż poznałam dokładnie biografie większości z wymienionych tu bohaterów wiary, to lektura tych książek, skierowanych do młodszych czytelników, bardzo mnie ubogaciła. Zachęcam o nabycie ich dla swoich nastolatków. To świetna odmiana na spędzanie wolnego od nauki czasu.

I to wszystkie propozycje, do których udało mi się dotrzeć lub wydobyć z zapomnienia.  

***

Napisane na zamówienie biuletynu "Idźcie".







sobota, 24 marca 2018

Kącik dobrej książki

No cóż, ruch tu u mnie niewielki. Pomysły są, ale brakuje czasu.
Ale, zachęcanie do czytania książek o misji jest stałym zamówieniem od redakcji Biuletynu "Idźcie".
Nie mogę zawieść redakcji i czytelników :-).

***

W tym numerze proponuję Wam pewną odmianę. Poruszać się będziemy w przedziale czasowym - od lat osiemdziesiątych minionego stulecia do pierwszej dekady obecnego tysiąclecia. I, co ciekawe, w dwóch przypadkach bohaterami moich propozycji książkowych będą polscy misjonarze za granicą. W trzeciej propozycji, opisanym polem misyjnym będzie... Polska.
To ciekawa i interesująca odmiana. Tak myślę...

Lidia Dąbrowska, Kto zebrał wiatr w swoje dłonie, Logos Press, Cieszyn 1997

Pamiętam lata osiemdziesiąte. Nagle z mojego otoczenia ubyła połowa znajomych (mam tu na myśli znajomych z kręgów kościelnych). I nie było to pochwycenie, tylko zwykła emigracja. Ludzie decydowali się na opuszczenie rodzin, domów, rozpoczętych karier, pracy po to, aby na dłużej lub krócej zatrzymać się w czymś w rodzaju obozu dla uchodźców i tam czekać, aż otworzą się im drzwi do upragnionego „ekonomicznego raju”. Przeważnie marzyła się im Australia lub Kanada. I o tym właśnie jest ta książka. O emigracji lat osiemdziesiątych - o smaku rozczarowań i błogosławieństw, jakich doświadczali Polacy, oczekujący w Grecji na bilet do Kanady.

Książka opowiada losy jednej z takich rodzin, opowiedziane przez matkę rodziny. Poza wątkami dotyczącymi emigracji, głównym tematem jest misja. Misja wśród Polaków. Nasi bohaterowie - małżeństwo z dwójką nastoletnich synów - prowadzą w Atenach służbę ewangelizacyjną. Potrzeby są wielkie - do Grecji przybywa coraz więcej Polaków. Służba przynosi owoce i z czasem powstaje w Atenach Polski Zbór Misyjny „Kerygma”.

Dąbrowscy spędzili w Grecji kilka lat (1988-1992). Wreszcie doczekali się wymarzonego biletu do lepszego świata. Mieszkają w Kanadzie i wciąż są aktywni w służbie.
Zachęcam do przeczytania tej pięknej greckiej opowieści o wierności Bogu i Jego działaniu w sercach wielu, pozyskanych przez głoszone im Słowo (Kerygma). Książka jest mi bliska z pewnego powodu; z trójką bohaterów jestem związana więzami rodzinnymi. I nie chodzi mi tu o rodzinę Dąbrowskich.

Kerygma to ty i ja i jeszcze on i ona, my wszyscy razem, to Polska i Grecja, przyjaźnią serca złączone a z nami Jezus.  

Honorata Wąsowska, Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę...

Przyglądam się zdjęciu z okładki. Widzę na nim drobną, filigranową blondynkę, trzymającą w objęciach czarnoskórego chłopca. Patrzę na jej subtelne i delikatne rysy, delikatną budowę i zadaję sobie pytanie, ile siły musiało być w tej istocie, aby spędzić osiem miesięcy na polu misyjnym w Ugandzie. Odpowiedź na moje pytanie znajduję na kartach tej książki.

Jest to książka nie tylko o misji, podczas której, oprócz głoszenia Ewangelii, główny nacisk kładziony jest na praktyczną pomoc niesioną ubogim mieszkańcom Ugandy. Głównymi odbiorcami tej pomocy są osierocone dzieci, samotne matki, osoby żyjące w skrajnym ubóstwie, ludzie dotknięci wirusem HIV. W pamiętniku Honoraty widzimy w działaniu Boga, który jest Bogiem cudów, jest zaopatrzycielem, jest Ojcem wdów i sierot. Widzimy też w działaniu ludzi - wiernych, oddanych, ufających, nie poddających się przeciwnościom. A pośród nich jest Honorata.

Najlepiej o niej mówią jej własne słowa: W lipcu 2007 r. Pan powołał mnie do wyruszenia w nieznaną mi drogę, aby dojść do nowego wymiaru mojego życia wiary. Wtedy o tym nie wiedziałam, ale zdecydowałam się Mu zaufać. Postanowiłam spisywać w formie pamiętnika, co Pan dawał mi poznać i doświadczyć w Ugandzie.

Pragnieniem Honoraty jest, aby czytelnik znalazł w jej książce zachętę do podjęcia wyzwania szukania pełni, którą mamy w Jezusie, nie zgadzając się na swoje mierne życie chrześcijańskie, o ile takie jest, oraz podejmując z odwagą stawiane nam przez Boga wyzwania.

Zachęcam - na początek podejmijcie wyzwanie do przeczytania tej wspaniałej misyjnej historii. Zaznaczam, że przygoda z Ugandą, Honoraty i jej męża, wciąż trwa.

Shirley E. Jeans i Mary E. Campbell, Żywe Kamienie, W Wyłomie, Gorzów Wielkopolski 2004

Lwówek Śląski, w mojej młodości, był moją stałą bazą wypadową na większość weekendów. Miałam tam wielu przyjaciół. To niewielkie, urocze miasteczko, może pochwalić się wieloma pięknymi zabytkami. Jednym z nich jest Pałac w Płakowicach - perła renesansu, jedna z największych budowli obronnych na Śląsku. Niestety, z powodu złych gospodarzy, w latach dziewięćdziesiątych stał się już tylko odstraszającą ruiną. Rozkradziony, bez okien, z przeciekającym dachem, z porozbijanymi krużgankami, z zarośniętym dziedzińcem skutecznie odstraszał potencjalnych inwestorów. A jednak, u pewnego młodego misjonarza z Australii, wypisane nad bramą w języku niemieckim słowa powitania, wzbudziły przekonanie, że z Bożą pomocą ten wspaniały budynek ożyje i będzie służył Jego celom. Słowa te zapisane są w IV Księdze Mojżeszowej 6:24-26. Nie zacytuję ich tu, ponieważ wierzę, że większość z was zna je na pamięć.

Przygoda misjonarzy, Kena i Giselle Herweynenów, rozpoczęła się w Polsce w czerwcu 1991 r. Bardzo wyraźnie odebrali Boże powołanie do służby w naszym kraju. Przyjechali do Lwówka i zamieszkali na lokalnym kampingu w przyczepie, bez ociągania zabierając się do sprawowania swojej misji wśród miejscowych. Szybko pojawiły się owoce tej służby. Ale, jak długo można mieszkać w przyczepie, przy powiększającej się rodzinie? I po co próbować czegoś przejściowego, skoro pałac w Płakowicach stoi pusty :-). Bóg uczynił cud - pokonał wszelkie pojawiające się po drodze przeciwności i pobłogosławił wizję, determinację i wiarę Kena. W listopadzie 1992 rozpoczęły się rozległe prace nad przemianą starego pałacu w tętniący dziś życiem Chrześcijanki Ośrodek Elim.

Historia tej misji, to historia tysiąca, a może i więcej Bożych cudów. Warta przeczytania! A ośrodek Elim wart odwiedzenia. Zawsze gościnnie otwiera swoje pokoje dla przyjezdnych. Opowieści o tym, jak powstawało to miejsce i jak rozwijała się w nim praca misyjna i charytatywna na rzecz okolicznych ubogich mieszkańców, można usłyszeć od tych, którzy z Elimem związani są od początku. Ja mogę uznać za ogromny przywilej to, że dane mi było poznać Kena i jego żonę oraz innych wspaniałych budowniczych pałacu już na samych początkach tego projektu. Tytułowe „Żywe Kamienie”, to właśnie oni. Odbudowując kamienną budowlę, zbudowali jednocześnie wspaniały żywy organizm, który funkcjonuje już nie tylko w pałacu, ale też w centrum miasta - w kościele „Betel”. (Nawiasem - młodzież naszego warszawskiego zboru nie raz przyjeżdżała do Płakowic na letnie obozy, również pomagając w odgruzowywaniu tego miejsca.)

Koniecznie przeczytajcie tę książkę i kolejny urlop zaplanujcie we Lwówku Śląskim. Dolny Śląsk zachwyca. Jest nie do opowiedzenia, tylko do zobaczenia.







wtorek, 2 stycznia 2018

Wspomnienia z Herrnhut

Ta niewielka książeczka, „Z Biblią na co dzień”, towarzyszy mi rzeczywiście codziennie już od kilkunastu lat. W oryginale niemieckim „Losungen” ma już bardzo długą historię. W języku polskim ukazuje się już 44 raz.

Jak echo, mogę powtórzyć za moją przyjaciółką Aleksandrą, która wiernie obdarowuje mnie rokrocznie nowym wydaniem polskiej edycji „Losungen”Czym byłby dla mnie dzień bez lektury Z Biblią na co dzień, haseł biblijnych, które od prawie trzech stuleci rozchodzą się z małej osady w Łużycach Górnych do wielu miejsc globu ziemskiego, by wskazać czytelnikowi jedyną i sensowną drogę życia?

O jakiej to małej osadzie wspomina Aleksandra? O Herrnhut, wyjątkowej wspólnocie lokalnej i społeczności religijnej, nazwanej Jednotą Braci Morawskich, których założycielem był hrabia Mikołaj Ludwik Zinzendorf. Żon w latach 1700-1760. Na jego nagrobku napisano takie słowa: … Był przeznaczony do przyniesienia owocu, który będzie trwał. 
Stałam nad jego mogiłą dokładnie 256 lat później i przyznawałam rację autorowi tego epitafium. Owoc służby hrabiego Zinzendorfa nie tylko pozostał widoczny w samym Herrnhut, ale jest on również widoczny na całym świecie. Czasem w bardzo dalekich zakątkach naszego globu. A pośród tych owoców jest rozważanie „Losungen”. Ks. Adam Malina napisał: Dawno temu w górnołużyckim Herrnhut ludzie zafascynowani Słowem Bożym postanowili ten „szlachetny dar” rozpowszechniać w prostej i praktycznej formie. Miało ono być hasłem, wokół którego człowiek miałby kształtować swoją codzienność, miało być inspiracją do reformowania życia człowieka i naprawiania świata, w którym żył. Tak powstała książka „Losungen”...  

Pamiętam, jak w jednej miniatur literackich mojej przyjaciółki Aleksandry Błahut-Kowalczyk, zawartej w tomiku „Nieuchronność” (Cieszyn 2006), znalazłam w rozmyślaniu „Droga” taki oto opis. Ślęczę nad mapą. (…) Interesuje mnie region położony na pograniczu trzech krajów: Niemiec, Czech i Polski. To Łużyce, którego najsłynniejszym dziedzictwem religijno-społecznym jest miejscowość Herrnhut. (…) Herrnhut, czyli Straż Pańska, zostało założone w 1722 r. przez hr. Mikołaja Ludwika Zinzendorfa, który w swoich dobrach przyjął prześladowanych wyznaniowo Morawian i zaoferował im pomoc. (…) Siedzę nad mapą i widzę jak w przeglądarce: wystawę Wydawnictwa Jednoty Braterskiej, liczne tłumaczenia „Losungen”, w tym również polskie „Z Biblią na co dzień”, XVIII-wieczny pałac, (…), manufakturę produkującą słynne, wieloramienne Gwiazdy Betlejemskie z Herrnhut. Niezapomniane wrażenie robi na mnie – Gottesacker/Boża rola/, cmentarz z sześcioma tysiącami grobów (…) oraz – Muzeum Etnograficzne z wystawą licznych eksponatów przywiezionych przez misjonarzy morawskich z wszystkich stron świata… .

Zainspirowana tym opisem, nosiłam w sercu pragnienie znalezienia się kiedyś w tym wyjątkowym miejscu. I wreszcie doczekałam się. Miało to miejsce troszkę ponad rok temu. W miłym towarzystwie (moja siostra, kilkoro jej przyjaciół i szersze grono parafian z Kościoła Luterańskiego we Wrocławiu) wybrałam się na późno jesienną wycieczkę do Herrnhut (30 km. od przejścia granicznego w Zgorzelcu). Dzięki wspaniałemu przewodnikowi mogłam poznać to miejsce bardzo dokładnie, wciąż przywołując z pamięci znaną mi historię hrabiego Zinzendorfa, opisaną przez Janet i Geoff’a Benge w książce „Hrabia Zinzendorf - pierwsze owoce” (wyd. Pojednanie, Lublin 2010). Cały czas miałam wrażenie jakbym cofnęła się w czasie.

Zwiedzanie Herrnhut rozpoczęliśmy od Muzeum Etnograficznego, które właściwie jest muzeum pracy misyjnej bardzo szeroko prowadzonej przez Braci Morawskich. Można by stwierdzić, że byli oni pionierami misjonarstwa w ogóle. Muzeum może poszczycić się wieloma ciekawymi eksponatami z bardzo egzotycznych i odległych zakątków świata oraz wspaniałą dokumentacją pracy misyjnej braci z Herrnhut.

Dalej droga powiodła nas na cmentarz, mający swoje usytuowanie poza osadą, z widokiem na panoramę miasteczka. Urzekł mnie on swoim minimalizmem (skromne nagrobki z piaskowca, z imieniem, nazwiskiem, datami życia i cytatem z Biblii lub z pieśni), prostotą i rudo jesienną kolorystyką, skropioną rzęsistym deszczem.

Aleją zeszliśmy do centrum osady, kierując swoje kroki do wielkiej sali zgromadzeń, mieszczącej się w budynku kościoła Ewangelickiej Jednoty Braterskiej (czyli Braci Morawskich z Herrnhut). Rzeczywiście, wielka, robiąca wrażenie ilością długich białych ławek. Chętnie odpoczęliśmy, zasiadając w nich i słuchając ciekawych opowieści naszego pana przewodnika. Opuszczając salę zgromadzeń, zajrzeliśmy na wystawę wydawnictw Jednoty, gdzie przeważały liczne wydania i tłumaczenia „Losungen”. Wystawie towarzyszy niewielkie muzeum, które przybliża zwiedzającym osobę i życie hrabiego Zinzendorfa.

Dalszy spacer odkrywał przed nami urokliwe miasteczko z zabytkowymi budowlami, domami mieszkalnymi i uliczkami, które wciąż są świadectwem pięknej historii tego urzekającego miejsca. Mijamy domy misjonarzy, dom wdów, sierociniec, szkołę, bibliotekę, docieramy do budynku, w którym rokrocznie odbywa się losowanie wersetów biblijnych do kolejnego wydania „Losungen”.

Naszą wycieczkę kończymy w manufakturze słynnych gwiazd betlejemskich z Herrnhut. Dodam, że wcześnie zapadł jesienny zmrok i miasteczko prezentowało się wyjątkowo urokliwie udekorowane i rozświetlone tymi herrnhuckimi gwiazdami. A w manufakturze czekały na nas dalsze atrakcje. Kolejne muzeum - tym razem dodatkowo związane z powstaniem gwiazdy herrnhuckiej - jej pomysłodawcą był nauczyciel geometrii, który dzieciom misjonarzy w prosty i atrakcyjny sposób chciał przekazać kilka podstawowych zasad geometrii i matematyki. Zwiedzający mogli również obejrzeć proces tworzenia tej przepięknej dekoracji. Oczywiście, nie można być w Herrnhut i nie kupić słynnej gwiazdy. Ze względu na cenę kupiłam jedną - w prezencie dla wnuków.

Równolegle z moją wizytą w Herrnhut, w Biuletynie „Idźcie” Ukazał się artykuł „Herrnhut - tam warto być!”. Całkowicie się z tym zgadzam! Mam nadzieję, że czujecie się zachęceni.

***
Więcej zdjęć można obejrzeć w moim albumie na FB - KLIKNIJ.