„Zaskoczeni łaską” , P. Yancey, Credo, 2003
„Pogłoski o tamtym świecie”, Philip Yancey, Credo, 2005
„Zaskoczeni łaską” , P. Yancey, Credo, 2003
„Pogłoski o tamtym świecie”, Philip Yancey, Credo, 2005
W zasadniczym jedność, w pozostałym wolność, we wszystkim miłość. (Augustyn z Hippony) W zasadniczym jedność. Co dla mnie jest zasadniczym? Jeden Pan, jeden Duch, jeden Syn, jedno ciało, jedna wiara, jeden chrzest, jedna nadzieja, jeden cel - chwała dla Boga. (Ef. 4:1-6)
W pozostałym - wolność. Co jest dla mnie tym pozostałym? Rzeczy drugorzędne, nieistotne dla mojej osobistej wiary i dla Kościoła. Są to rzeczy zewnętrzne, na których ludzie lubią się skupiać, aby odsunąć uwagę od rzeczy wewnętrznych, duchowych. Te rzeczy drugorzędne nie mogą stać się równe rzeczom nadrzędnym, nie mogą stać się moim więzieniem. A jeśli jest coś, co mnie więzi i uważam tę rzecz za słuszną, dobrą, szlachetną, to może być to prawda dla mnie, ale nie mogę jej narzucać innym. Oni mają prawo do bycia wolnymi.
A we wszystkim miłość. Moja miłość do ludzi jest, tak naprawdę, wyrazem mojej miłości do Boga. Bóg bardzo poważnie podchodzi do kwestii miłości. On nie tylko pragnie, abym kochała Jego, siebie samą i bliskich - tych, którzy zasługują na moją miłość: rodzinę, przyjaciół, braci i siostry z Kościoła. Bóg jest o wiele radykalniejszy w Swoich wymaganiach. On mówi: miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was krzywdzą... (Ew. Łukasza 6:27-35) W tej dziedzinie jeszcze wiele mi brakuje. Augustyn byłby niepocieszony i Pan Bóg też nie zawsze jest...
W I Liście do Koryntian 13:4-8a ap. Paweł pisze: Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje... W tym „poemacie o miłości” ap. Paweł używa słowa agape. Jest to jedno z wielu słów w języku greckim opisującym miłość. Greckie słowo epithumia mówi o szukaniu spełnienia w miłości seksualnej (pragnienie, pożądanie). Eros odnosi się do miłości romantycznej, namiętnej. Słowo storge, to określenie silnej, dającej poczucie bezpieczeństwa i ochrony miłości. Phileo, to miłość braterska lub przyjaźń. Agape jest najpiękniejszą i najczystszą formą miłości. Miłości bezwarunkowej. Miłości, jaką obdarza nas Bóg. O takiej właśnie miłości mówi nam I Koryntian 13:4-8a.
Prawdziwa miłość jest cierpliwa - wiele ścierpi, jest długoterminowa, jest wielkoduszna (org. gr.). Ta cecha pozwala z powściągliwością zachować się w obliczu prowokacji - nie mści się pośpiesznie, ani natychmiast nie karze. Tę cechę charakteryzuje wolny zapłon. Osoba, dotknięta niewłaściwym zachowaniem, nie obraża się zbyt szybko. Nie pielęgnuje goryczy. Cierpliwie znosi i kocha, nawet w obliczu sprawiających ból serca doświadczeń.
W obecnych czasach, kiedy przemoc domowa, niewierność seksualna, zniszczone relacje są na porządku dziennym - taki sposób okazywania miłości jest niezbędny. Miłość cierpliwa - to miłość, która rozpoznaje problem i próbuje radzić sobie z nim, pokonując ból serca. Miłość cierpliwa nigdy nie szuka odwetu.
Prawdziwa miłość jest dobrotliwa - jest uprzejma, jest łagodna (org. gr.), niektórzy tłumaczą: użyteczna, łaskawa, dobroczynna. To miłość, która działa właśnie w taki sposób - szuka dobra innych. Tylko łagodność, a nie surowość czy ostra reakcja ma większy wpływ na to, aby zachęcić drugą osobę do zmiany postępowania na lepsze. Dokładnie tak jak mówią o tym Przyp. Sal. 15:1 łagodna odpowiedź uśmierza gniew...
Taka miłość - praktyczna i użyteczna - posiada zdolność, aby wykrzesać dobro, a nie zło, z tych którym kochamy. Bycie delikatnym, uprzejmym, łaskawym - to cechy Chrystusa. W znanym wersecie z Ew. Mat. 11:28, w greckim oryginale, Jezus mówi o sobie tak: ...uczcie się ode mnie, bo łagodny jestem i uniżony sercem...
Prawdziwa miłość nie zazdrości - nie jest zazdrosna (org. gr.). Prawdziwa miłość nie czuje się urażona z powodu czyjegoś błogosławieństwa, sukcesu, dobrego życia. Taka miłość nie mówi: Jeśli nie mogę mieć tego, czego pragnę, to ty też tego nie możesz mieć! Wprost przeciwnie, mówi: Cieszę się z powodu ciebie, nawet jeśli sama nigdy nie osiągnę tego, co masz ty - twojego szacunku albo zadowolenia z życia, jakim się cieszysz. Pragnę dla siebie więcej, ale to nie znaczy, że życzę ci mniej.
Ileż to razy zdarzyło nam się stracić możliwość awansu, podwyżki? Ileż razy nasze osiągnięcia pozostały niezauważone? Ileż razy oglądaliśmy, jak dobrze wiedzie się naszym znajomym, a my ciągle zmagamy się z naszą biedą?
Ap. Paweł wcale nie pisze, że obce ma nam być uczucie osobistej straty, porażki, smutku. On mówi tylko, że niezależnie od tego, jak nam się wiedzie, nie mamy zazdrościć. Nasze osobiste niepowodzenia nigdy nie powinny być dla nas wymówką, aby źle myśleć o powodzeniu innych.
Prawdziwa miłość nie jest chełpliwa - prawdziwa miłość nie przechwala się swoimi osiągnięciami. Nie jest na pokaz, ani nawet nie służy subtelnej auto-promocji. Tak jak powiedział Salomon w Przyp. 27:2 Niech inny cię chwali, a nie własne usta... Innymi słowy, prawdziwa miłość usuwa siebie sprzed świateł jupiterów. Ta cecha, to jakby druga strona monety - druga strona miłości nie zazdroszczącej. Zazdrość pragnie tego, co ktoś inny już posiada. Przechwalanie się ma na celu spowodowanie zazdrości u innych, z powodu tego, co my posiadamy. Zazdrość próbuje poniżać drugą osobę. Przechwalanie wywyższa autora przechwałek. Prawdziwa miłość nie tylko potrafi cieszyć się sukcesami innych, ale potrafi też dać sobie radę z własnymi zwycięstwami i osiągnięciami.
Prawdziwa miłość nie nadyma się - nadymać się tak jak nadyma się miechy. W I Kor. 4:6, ap. Paweł pisze: żeby się nikt z was nie wynosił się nad drugiego - w gr. oryginale brzmi to: ...jeden ponad jednego nadymaliście się przeciw drugiemu...
„Nadymani”, nadęci ludzie, pewni siebie, posiadający zbyt wygórowane zdanie na temat swojej własnej osoby, swojej ważności. Żyją oni w przekonaniu, że tylko ich szczęście, dobro, opinie, uczucia - są ważne. Takim ludziom łatwo przychodzi nie zauważanie potrzeb innych. Nowy Testament nie naucza nas, że prawdziwa miłość wymaga zaniedbywania samych siebie. On uczy nas, że nasze potrzeby nie są ważniejsze od potrzeb innych.
Prawdziwa miłość nie postępuje nieprzystojnie - nie jest niedostojna (org. gr.). Nie zachowuje się niegrzecznie. Inne tłumaczenia: zachowanie niestosowne, niewłaściwe; niegodne; bez manier - złe wychowanie, nieułożone, niepoprawne; zachowywanie się nieprzyzwoicie, gorsząco. W I Kor. 7:36, ap. Paweł używa słowa niedostojnie (org. gr.) - w Biblii Warszawskiej niewłaściwie w odniesieniu, do kawalera, który zwleka z poślubieniem swojej panny, narażając siebie nawzajem na pokusy.
Osoba, która prawdziwie kocha, nigdy nie zażąda od bliskiej osoby dowodu lojalności poprzez udział w kłamstwie, oszukiwaniu, kradzieży... Nigdy nie użyje miłości jako presji czy przymusu, aby skłonić kogoś, do zrobienia czegoś sprzecznego ze swoimi zasadami, sumieniem i wiarą, czegoś sprzecznego z Bożymi zasadami moralnymi, które ten ktoś uznaje. Tylko niebo wie, jak wielkie presje nakładane są na dzieci, żony, mężów a nawet na członków kościoła - właśnie w imię miłości. Najgorsze akty seksualnego wykorzystania, wymogi tuszowania prawdy, najbardziej zdeprawowane sekrety rodzinne, pracowe (tzw. mobing), grupy rówieśniczej a nawet przyjaźni - znajdują swoje źródło w źle pojmowanej miłości.
Prawdziwa miłość nigdy nie zmusza drugiej osoby do zrobienia czegoś niewłaściwego. Prawdziwa miłość szuka dobra osoby kochanej, a nie osobistych korzyści, zysków, przyjemności. Nie kontroluje i nie manipuluje.
Prawdziwa miłość nie szuka swego - nie jest samolubna. Tak, kochająca osoba nie koncentruje się na sobie, ale na innych. Serce takiej osoby nie zajmuje się tylko i wyłącznie swoimi sprawami. Zajmuje się też potrzebami i sprawami innych. Flp. 2:4 mówi: Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze. I ap. Paweł dalej rozwija tę myśl w wersetach 5-8. Podaje nam przykład Jezusa, który nie upierał się zachłannie przy swoim, wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi, uniżył samego siebie... Tak i my mamy postępować.
Prawdziwa miłość nie unosi się - nie jest ostra (org. gr.); nie daje się sprowokować. Serce takiej osoby nie poddaje się szybko irytacji. Taka osoba nie jest nadwrażliwa. Nie naciska od razu na cyngiel; ma wolny zapłon. Dlaczego dajemy się sprowokować? Bo nie dostajemy czegoś, co chcemy. Bo jesteśmy egoistami. A czasem, po prostu, jesteśmy w kiepskim nastroju lub jesteśmy ogólnie czymś wzburzeni, poruszeni.
Ale, pewne przykłady ze Słowa Bożego (gniew Jezusa w świątyni / Ew. Mat. 21:12-13, czy oburzenie Pawła na bałwochwalstwo w Atenach - był ostry duch jego w nim (org. gr.) / Dz.Ap. 17:16) pokazują nam, że istnieje coś takiego jak ‘słuszny gniew’. Ma się on jednak przejawiać w miłości - Ef. 4:26 gniewajcie się, lecz nie grzeszcie...
Prawdziwa miłość nie myśli nic złego - nie liczy zła (org. gr.). Zło odnosi się tu do zła wyrządzonego nam przez innych. Powiedzenie, że miłość nie liczy zła, oznacza, że nie zachowuje w pamięci, nie odnotowuje czyichś przewinień po to, aby je później przeciwko danej osobie wykorzystać.
Prawdziwa miłość nie będzie pielęgnować gorzkiej urazy ani długotrwałego zagniewania przeciwko nikomu, kto w jakikolwiek sposób niewłaściwie się zachował czy postąpił. Liczenie punktów minusowych lub dawanie żółtych kartek, to jest dobre w sporcie, ale na pewno nie ma zastosowania, kiedy mówimy o prawdziwym życiu - o relacjach i miłości. I naprawdę - nie musimy tego robić! Wystarczy, że Bóg wszystko widzi, a jak obiecuje nam Jego Słowo (Rzym. 12:19) pomsta do Boga należy.
Prawdziwa miłość nie raduje się z niesprawiedliwości - nie raduje się z powodu niesprawiedliwości (org. gr.), z powodu niegodziwości. Prawdziwa miłość nie znajduje przyjemności w niczym, o czym Bóg mówi, że jest złe. Nie ma przyjemności z moralnego upadku innych (lubimy ploteczki o upadkach innych - nieprawdaż?). Nie ukrywa w sekrecie zła, które powinno zostać ujawnione i napiętnowane. Nie plotkuje (z satysfakcją) po to, aby zabić monotonię codziennego życia. Wprost przeciwnie - martwi się zniszczeniami spowodowanymi grzechem. Smuci się konsekwencjami złych zachowań, wyborów, decyzji. Bo prawdziwa miłość troszczy się nie tylko o dzisiaj. Ona troszczy się również o jutro.
Prawdziwa miłość raduje się z prawdy - współraduje się zaś prawdą (org. gr.). Biblia kładzie ogromny nacisk na właściwą wiarę. Ponieważ postępujemy zgodnie z tym, w co wierzymy. Bóg uczy nas, co mamy wiedzieć i rozumieć na Jego temat, na swój temat i na temat innych. Właściwe myślenie w rezultacie pozwala nam kochać innych „w prawdzie”. Kłamstwo i zwiedzenie powoduje coś zupełnie przeciwnego. Stąd mamy tyle niemoralności, przestępczości, oszustw, zazdrości, plotkowania. Kłamstwo sprawia, że ludzie niszczą się nawzajem i niszczą samych siebie.
Prawdziwa miłość wszystko zakrywa - wszystko wytrzymuje (org. gr. / stegei). Użyte tu greckie słowo ma związek z dachem (gr. stege). To proste - dach stanowi ochronę dla domu. Wytrzymuje śniegi, wiatry i deszcze. Chroni tych, którzy znajdują się pod nim. Oczywiście nie należy kurczowo trzymać się tej analogii, bo wiemy, że zdarzają się nieszczęścia - kilka lat temu byliśmy świadkami wielkiej tragedii w Katowicach. Ale generalnie, czemu służy dach - wiemy. Miłość również okrywa i chroni bliskich od sztormów. Miłość jest wytrzymała i wytrwała w poszukiwaniu dobra dla innych - niezależnie od tego, co wokół się dzieje. Miłość znosi sztormy rozczarowań, deszcze porażek, wiatry trudnych okoliczności. Chroni od ekstremalnego chłodu zimy i upałów lata. Miłość zapewnia miejsce schronienia w najgorszych momentach życia.
Miłość nie zawsze jest w stanie ochronić innych od realności i trudów życia w zepsutym świecie. Nie może też ochronić innych od konsekwencji ich własnych wyborów. Ale może dać złamanym, zranionym ludziom miejsce, gdzie tacy ludzie mogą doznać troski innych o ich dobro i pomyślność. Taka miłość nigdy nie przestaje się troszczyć i nigdy nie przestaje oferować przebaczenia. Zawsze się modli, cierpliwie znosi grzechy innych, konfrontuje je, gdy to konieczne, prowadzi do upamiętania i przebacza.
Prawdziwa miłość wszystkiemu wierzy - ap. Paweł nie mówi tu o miłości naiwnej i ślepej. Prawdziwa miłość jest ugruntowana w wierze - w wierze w Boga. W tym, co On mówi o Sobie, o nas i o innych.
Jeśli wątpimy w Bożą miłość, to nie będziemy potrafili kochać innych. Jeśli wątpimy, że Bóg jest względem nas łagodny i cierpliwy, wtedy nie będziemy mieli cierpliwości i łagodności dla innych. Jeśli wątpimy, że Bóg troszczy się o nasze potrzeby, nie będziemy umieli troszczyć się o potrzeby innych.
Prawdziwa miłość jest zakorzeniona i osadzona w wierze. Bez wiary w Boga, nasza miłość umrze. Nie wytrzyma rozczarowań, odrzucenia, zranień i zniewag. Tylko dzięki wierze w Boga nasza miłość pozostanie silna. Nie wierzmy człowiekowi, ale wierzmy, że Bóg może tego człowieka zmienić.
Prawdziwa miłość wszystkiego się spodziewa - (w stosunku do) wszystkiego ma nadzieję (org. gr.). Powrócę tu do myśli z poprzedniego akapitu. Nasza wiara w Bożą łaskę sprawia, że możemy ufać, że ludzkie upadki nie są czymś ostatecznym. Prawdziwa miłość ma nadzieję, ponieważ wie, co Bóg może uczynić z życiem każdego człowieka.
Prawdziwa miłość posiada zdolność patrzenia na życie optymistycznie i żyć z optymistycznym nastawieniem - ponieważ Chrystus w nas/was jest nadzieją chwały (Kol. 1:27).
Prawdziwa miłość wszystko znosi - wszystkiego jest wytrwała (org. gr.). Miłość się nie poddaje. Nie rezygnuje. Nie odchodzi. Przetrzymuje wszystko, bo wie, że cel, jaki zamierza osiągnąć, jest tego warty.
Prawdziwa miłość nigdy nie ustaje - miłość nigdy nie pada (org. gr.). Prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać zdrady i zniszczone zaufanie. Przetrwa rozczarowania i moralne upadki. Pokona obelgi i ataki złości innych ludzi.
Nawet jeśli czyjeś wybory zniszczą nasze wzajemne relacje - prawdziwa miłość nie zapomni o modlitwie za tą osobą. Taka miłość w nas w stosunku do drugiego człowieka jest odbiciem Bożego serca. Jest ona świadectwem zmian, jakich tylko Bóg mógł dokonać w naszym życiu.
"Zbyt zajęci, by się nie modlić", Bill Hybels, wydawnictwo "Esprit", 2005r.Oczywiście, wyrobienie w sobie nawyku regularnej modlitwy kosztuje - wymaga dyscypliny, poświęcenia czasu, samozaparcia. Kluczowym składnikiem autentycznego chrześcijaństwa jest czas. Nie resztka czasu, nie stracony czas, ale czas wybrany, poświęcony. Czas na zastanowienie się, medytację i refleksję. Czas, w którym się nie spieszysz i nikt ci nie przeszkadza (str. 155). Niektórzy ludzie nie chcą ponosić kosztów rozwoju dobrych duchowych przyzwyczajeń. Niestety, w rezultacie płacą wyższą cenę - duchowej choroby i śmierci (str. 52).
Czyli - znowu stajemy przed wyborem. I wcale nie chodzi tu o wybór - czy chcemy lub nie chcemy - przeczytać jakąś kolejną książkę na temat modlitwy. Chodzi o wybór o konsekwencjach wiecznych - chcemy czy nie chcemy zacząć modlić. Taką decyzję, nie bez powodu, autor nazywa fundamentalną, bo wybieramy pomiędzy życiem a śmiercią. Zachęcam do przeczytania tej książki, a jeszcze bardziej zachęcam do modlitwy.
Na marginesie wspomnę jeszcze, że pewne kłopoty, w czytaniu tej książki, sprawiało mi jej tłumaczenie. Sytuacje, kiedy tłumacz nazywa - zbór parafią, radę zboru lub kościoła radą parafialną, członków zboru parafianami lub wiernymi, a kazalnicę amboną - śmieszyły mnie. Gdyby mógł, nazywałby autora - księdzem, chociaż jest on pastorem. Nie mógł tego uczynić z jednego powodu - Bill Hybels jest żonaty :-). Jak na mój gust te fragmenty tłumaczenia wypadły bardzo sztucznie, nienaturalnie. Ale to, oczywiście, nie odziera całości treści książki z jej merytorycznej i duchowej wartości.
„Wyryte w sercu”, Bill Hybels, wydawnictwo "Esprit", 2007r.Jak pisze wydawca Wydawnictwo Esprit - Hybles pisze o samym rdzeniu i podstawie wiary, zastanawiając się nad dziesięcioma przykazaniami i nad tym, jakie znaczenie mogą mieć dzisiaj w naszym życiu. Nie są one tylko zbiorem nakazów i zakazów, jak powszechnie się je rozumie, ale są pełną miłości i troski nauką samego Boga, mającą ukazać człowiekowi drogę do prawdziwego szczęścia.
„Życie, które działa”, Bill Hybels, wydawnictwo Esprit, 2008r.Treść swojej książki autor buduje na podstawie Księgi Przysłów. Jest to w pewnym sensie zbiór jego kazań lub też postawę jej stanowiły kazania autora, wygłoszone z Księgi Przysłów właśnie. Jak pisze sam autor: Dlaczego ta Księga zrobiła tak ogromne wrażenie? Dlaczego trafiła we właściwą strunę u tak wielu osób? Wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do jej praktycznej natury, do tego, że płynące z niej przesłanie można było wcielić w codzienne działania i czynności. Ta Księga na wiele sposobów głosi ważne przesłanie, które tak pociągnęło ludzi: wprowadź Bożą mądrość w życie. Gdzie indziej czytamy: Księga Przysłów sumuje wieczną, bezcenną mądrość Boga, a jednocześnie jest zrozumiała i dostępna dla zwyczajnych ludzi, takich jak Ty czy ja. Zrozumienie jej mądrości nie wymaga tytułów naukowych; Księga zawiera bardzo niewiele teologicznych terminów. Jako najbardziej praktyczna część całej Biblii oferuje możliwe do zastosowania prawdy na temat codziennego życia [...] Księga Przysłów to fascynująca i potężna lektura. Jak sugeruje jej wstęp, nie ma gdzie indziej tekstu tak poetyckiego, a jednocześnie praktycznego, humorystycznego, ale pomocnego, bezpośredniego, aczkolwiek głębokiego. Gdzie można odkryć mądrość Bożą zawartą w kilku treściwych frazach, które tak cieszą uszy, wzbogacają umysł i ducha.
Zastanawiam się do czego was bardziej zachęciłam? Do przeczytania tej książki czy do postudiowania Księgi Przysłów :-)? Jedno i drugie wyjdzie wam na korzyść.
Polecam też inne tytuły tego autora: Bóg, którego szukasz; Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy; Odważne przywództwo.
Ktoś postawił mi pytanie: Jeżeli Bóg usunąłby z ziemi Swojego Ducha, jak bardzo zmieniłoby się twoje życie? Myślę, że mój stan zależałby od tego, jak dalece poddaję się Duchowi Świętemu i jak wiele w tym wszystkim, co robię jest Ducha, a jak wiele mnie. Zakładając, że moje życie jest całkowicie, albo w znacznej jego części poddane Duchowi, to, gdyby Go zabrakło, moje życie duchowe i chrześcijańskie stałoby się katastrofą. Oto jego scenariusz. Straciłabym pasję dla Boga. W moim życiu zabrakłoby przejawów Jego obecności - pragnienie społeczności, umiłowania Słowa, modlitwy, Bożego charakteru. Straciłabym poczucie bycia dzieckiem Bożym. Moje poznanie Boga, rozróżnianie Jego obecności i woli byłoby niemożliwe. Nie różniłabym się niczym od ludzi, którzy żyją wokół mnie bez Boga, gdyż straciłabym Bożą perspektywę na życie. Może zostałabym dobrym, moralnym człowiekiem - takim, jakich wiele na tej ziemi. Może pewne Boże nawyki pozostałyby jeszcze we mnie, ale myślę, że z czasem byłoby ich coraz mniej.
Druga opcja - jeśli w moim życiu jest więcej mnie niż Boga - bardziej bazuję na moich zdolnościach, możliwościach, zaletach, to myślę, że nadal mogłabym robić to, co robię o własnych siłach. Jest wiele twórczych i aktywnych ludzi z pomysłami, którzy robią wspaniałe rzeczy dla drugiego człowieka, bez udziału w tym Bożego Ducha. Dlatego, dla mnie, ważne jest mieć tę świadomość, że wszystko, co dzieje się w moim życiu jest darem od Boga, że On mnie wyposażył, On daje mi Swoją wizję, a rzeczy, które robię są Jego wolą i służą Jego chwale. Dla mnie przestrogą jest żart o zabraniu Ducha. Mówi on o tym, że niektóre kościoły nawet tego wtedy nie zauważą. Na szczęście Bóg tego nie zrobi, a mi pozostaje wiara, że jeśli jest coś nie tak w moim życiu z Bogiem, to On przez Ducha Świętego to skoryguje i udoskonali.