Kilka dni
temu, ja i Paweł, toczyliśmy ze znajomymi dyskusję o właściwej postawie sługi Bożego.
W którymś momencie naszej rozmowy, podali oni przykład, który mnie zszokował. Zaproszony
do pewnego kościoła gość zagraniczny, nauczyciel Słowa, jak to wyrazili: nie odpowiadał na zwykłe „Hello”, a posiłki jadał przy oddzielnie
zastawionym stole. Ktoś z rozmówców, racjonalizując, tłumaczył: No…, czasem potrzebny jest taki dystans. Wtedy ludzie mają do kaznodziei większy
autorytet. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. A Jezus?! What Would Jesus Do? To pytanie ze słynnej bransoletki „W.W.J.D.?”. Co
zrobiłby Jezus? Czy to nie o Nim napisano: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników
i grzeszników... (czytamy w
Ew. Mt. 11:19)? Z tekstu wyraźnie
wynika, że nie unikał żadnego towarzystwa. Jak więc ktoś może myśleć, że kaznodzieja,
nauczyciel Słowa, który unika relacji nawet z tzw. świętymi, może być dobrym
sługą Bożym? A niech by nawet sypał złoty pył, to u mnie posłuchu nie znajdzie!
Nasza
rozmowa skłoniła mnie do dalszych, już prywatnych, przemyśleń na temat
socjalnego czy społecznego życia Jezusa. Z lektury Biblii wiem, że Jezus miał jasno
ustaloną misję, aby szukać i zbawić to,
co zginęło (Ew. Łuk. 19:10). A swój manifest wyraźnie wyartykułował słowami
proroka Izajasza: Duch Pański nade mną,
przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym
ogłosił jeńcom wyzwolenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność. Abym
zwiastował miłościwy rok Pana (Ew. Łukasza 4:18,19). Aby pozostać wiernym
tej misji, Jezus nie ominął nikogo, kto stanął na Jego drodze. On nigdy nie pozwolił
sobie na to, aby przejść koło drugiego człowieka bokiem. Szerokim łukiem, jak to czasem mówimy. Obojętnie.
Może to nam
się zbytnio nie podobać, ale jeśli chcemy kontynuować dzieło Jezusa i Jego
misję, musimy postępować tak samo. Stąd pytanie „W.W.J.D?” jest dla nas zawsze
aktualne. Szczególnie wtedy, kiedy mamy pokusę omijać ludzi, z którymi w tzw. normalnych
warunkach nie chcielibyśmy mieć nic do czynienia. Autsajderów, dziwaków, samotników,
ludzi drugiej kategorii. Łatwo jest iść tam, gdzie jest ciepło, czysto, pachnąco, przyjemnie
i miło.
Ale jeszcze
raz spójrzmy na Jezusa. W podanych poniżej fragmentach zauważymy, że Jezus
prawie zawsze musiał tłumaczyć się przed swoimi przeciwnikami, ze swojej postawy
względem grzesznika. W Ew. Marka 5:1-20 zaprzyjaźnia się z bardzo poważnie
chorym psychicznie człowiekiem; żaden Żyd by sobie na to nie pozwolił. W Ew.
Łukasza 5:27-32 nawiązuje relację z celnikiem, znanym z oszukiwania i ze
współpracy z okupantem. W Ew. Łukasza 7:36-50 przyjaźnie traktuje kobietę lekkich
obyczajów, która znana była w mieście ze złej reputacji. W Ew. Jana 4:5-42
nawiązuje rozmowę z Samarytanką, prawdziwą autsajderką, osobą samotną, ze
skomplikowanym życiem osobistym. W Ew. Łukasza 15:1-2 czytamy, że zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Faryzeusze
zaś i uczeni w Piśmie szemrali i mówili: ten grzeszników przyjmuje i jada z
nimi. Takich biblijnych przykładów można by mnożyć. A przykłady z życia? Czyż nie jestem jednych z tych grzeszników, do
którego Jezus wyciągnął swoją rękę?
Prawda o
Jezusie, przyjacielu grzeszników, stała mi się bliższa w nowym miejscu mojej służby.
Od ponad roku mam przywilej służyć ludziom odrzuconym z powodu ich statusu
społecznego (bezrobotni, bezdomni), ich stanu posiadania (żyjący czasem w
skrajnym ubóstwie - dla nich bogactwem jest podany talerz zupy czy bochenek
chleba). Funkcjonują na tym świecie bez
nadziei i perspektyw na lepsze jutro. Czasem, po spotkaniu, proszą o kilka
torebek herbaty. A czasem, nie pytając, zabierają świeczkę ze stołu - bo dla
nich będzie to jedyne, choć krótkie, źródło światła w domu. Czasem proszą o
drobne datki na różne potrzeby. Ale częściej przychodzą z płaczem, prosząc
przynajmniej o wysłuchanie i modlitwę, przerażeni grozą eksmisji. Bieda i
beznadziejna sytuacja życiowa bezlitośnie pcha ich w ramiona nałogów, popycha
do przestępstwa.
Ci
poranieni, porozbijani życiowo ludzie - kobiety, mężczyźni, samotne matki, dzieci też - stali mi się bliscy. Nie tylko rozpoznaję ich twarze. Poznaję ich
problemy, potrzeby. Znam ich nazwiska. Więcej, znam ich imiona. Dla mnie to po
prostu pan Jan, czy pan Adrian. Albo zwyczajnie: Katarzyna, Tamara, czy Tomek.
Jestem
wdzięczna Bogu, że zestroił moje serce
ze swoim. To wymagało i wciąż wymaga pracy. Za każdym razem, kiedy jadę na
spotkanie z nimi lub kiedy jadę, aby wydzielać im żywność z Banku Żywności,
modlę się: Jezu, pomóż mi, abym na nikogo dzisiaj
nie patrzyła z góry. Pomóż mi „szukać” ludzi w taki sposób jak Ty to robiłeś.
***
Zachęcam do przeczytania mojego dawnego postu. Jest on
zbliżony w wymowie do tego, co przed chwilą napisałam.
My świętsi od… KLIKNIJ
Poruszająca jest też piosenka
„Jesus, Friend of Sinners” / Jezus, Przyjaciel grzeszników napisana przez
Matthew West and Mark Hall, śpiewa Casting
Crowns. Klip ma naniesiony polski tekst:
KLIKNIJ
A tu można posłuchać oryginału:
KLIKNIJ