sobota, 26 maja 2012

Kącik dobrej książki


„Pieśń słowika”, Helen Berhane, I AM, Bielsko-Biała, 2012r.

Richard Wurmbrand, założyciel organizacji „The Voice of the Martyrs”, w swojej książce „Torturowani z powodu Chrystusa”, napisał takie słowa: Inni więźniowie, a także strażnicy, bardzo często zastanawiali się, dlaczego chrześcijanie potrafią być tak bardzo szczęśliwi, nawet w najstraszniejszych warunkach. Nikt nie był w stanie powstrzymać nas przed śpiewaniem, choć byliśmy za to bici. Wyobrażam sobie, że słowiki także by śpiewały, nawet gdyby wiedziały, że w końcu zostaną z tego powodu zabite.

Takim słowikiem była i jest Helen Berhane, piosenkarka z Erytrei, która była przez ponad dwa lata więziona, głodzona, bita i torturowana z powodu głoszenia Ewangelii i odmowy wyrzeczenia się wiary w Jezusa.

Książka „Pieśń słowika” to przejmująca opowieść wierności tej młodej kobiety Chrystusowi. Wolała ona raczej umrzeć niż przestać śpiewać o Bogu, którego kochała. To dzięki jej inicjatywie kobiety, zamknięte w blaszanym kontenerze, ustaliły zwyczaj codziennego rozmawiania o Bogu, modlitwy i śpiewania. Co nie podobało się strażnikom więziennym.
Helen tak opisuje jedną z kar za śpiewanie: Strażnicy rozkazali nam uklęknąć na żwirze, po czym przynieśli trzy kamienie, jeden cięższy od drugiego. Każda z nas miała trzymać jeden z nich nad głową. Musiałyśmy to robić na zmianę, od najlżejszego po najcięższy. Zostałyśmy na dworze do późna w nocy, po czym pozwolili nam wejść do środka. Jednak, kiedy tylko zamknęli drzwi, znowu zaczęłyśmy śpiewać.
Kara - za pisanie listów otuchy do więźniów - wyglądała w następujący sposób: Strażnicy trzymali mnie w kajdankach na zewnątrz od piątej rano do jedenastej w nocy. Potem strażnik, który mnie przyłapał, zabrał mnie do pustego kontenera, bardzo starego, zardzewiałego i pełnego dziur. Wepchnął mnie do środka, skuł mi ręce z przodu i zamknął drzwi. Leżałam tam w swej cienkiej sukience, bez koca, drżąc z zimna na lodowatej podłodze. Zmuszałam się, by wstać, ponieważ bałam się, że jeśli zasnę na leżąco, to zamarznę. Całe ciało bolało mnie jednak z zimna i pobicia. Nie mogłam też wiele się ruszać, bo było zbyt ciemno, by coś widzieć. Zaczęłam więc śpiewać, Skomponowałam pieśń i powtarzałam ją całą noc.

Ostatnie pobicie Helen, przez komendanta więzienia - oprawcę Sulejmana, poskutkowało całkowitym załamaniem zdrowia Helen. Wspomina ona: Sulejman porwał swoją pałkę i zaczął bić każdy centymetr mego ciała, od głowy po stopy. Nigdy nie czułam takiego bólu. Wydawało mi się, jakby każdy cios zostawiał po sobie oparzenie i wkrótce miałam wrażenie, jakby płonęło całe moje ciało. Obie moje ręce były strasznie spuchnięte, gdyż Sulejman poświęcił im szczególną uwagę, karząc mnie za napisanie wszystkich moich lekcji biblijnych.
Nieudane próby postawienia jej na nogi (dosłownie i w przenośni), zmusiły władze więzienia do przewiezienia jej do szpitala. To był pierwszy etap jej wolności. 

Dziś Helen mieszka w Danii. Po długim leczeniu i rehabilitacji powróciła do śpiewania. Jeździ po całym świecie, głosząc Ewangelię i będąc ambasadorem prześladowanych chrześcijan. Ostatnio była w Polsce. Migawki z jej wizyty, organizowanej przez „Głos Prześladowanych Chrześcijan” (odpowiednik „He Voice of the Martyrs”) można obejrzeć tutaj (KLIKNIJ).

Helen, wszystkim chrześcijanom z tak zwanego wolnego świata, stawia wyzwanie: Wyobraźcie sobie, ile możecie zrobić dla Chwały Boga, ciesząc się wolnością, jeżeli ja mogłam śpiewać dla Niego w więzieniu.

***

Więcej o książkach na temat prześladowanego Kościoła: KLIKNIJ

***

Uwaga: Dnia 1-go czerwca, o godzinie 18:00, podczas piątkowego nabożeństwa w Kościele Zielonoświątkowym przy ulicy Siennej, pastor Maciej Wilkosz, prezes Stowarzyszenia Głosu Prześladowanych Chrześcijan, przemówi w imieniu wszystkich prześladowanych za wiarę. Warto tam być.


piątek, 25 maja 2012

Składanka z okazji Dnia Matki...

... i zbliżającego się Dnia Dziecka


Kołyszesz dziecko, ciężarna, w kołysce bioder, nim je wyrzucisz na wicher istnienia, bezwolny liść, pisklę nieopierzone, młode. Śpi kołysane twoimi krokami, nie płacze, porusza się twoim chodem, uczy się rytmu twych kroków. Gdy się urodzi z twojego cierpienia, będzie inaczej. Wtedy zabierze się w podróż i zacznie samo iść krok po kroku. Jalu Kurek

***

Karmimy nasze dzieci po to, aby wkrótce nie potrzebowały już naszych nauk. Miłość obciążona jest ciężkim zadaniem do wykonania. Musi wykonać ciężką pracę, aby móc abdykować. Musimy dążyć do tego, aby uczynić siebie zbytecznymi. Godzina, w której możemy powiedzieć: dzieci dorosły, już mnie nie potrzebują, powinna być naszą nagrodą.  C.S.Lewis

***

...zatrzymany w sercu obraz utrudzonej matki w tysiącu uczynków i gestach miłości - to skarb, życiowy posag... Aleksandra Błahut-Kowalczyk

***

W ciemnościach postać stoi mi matczyna,
Niby idąca ku tęczowej bramie,
Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię,
I w oczach widać, że patrzy na syna...
                                   Juliusz Słowacki

***

Panie, boję się.
Moje dzieci są tak oddalone od Ciebie.
Nie wierzą, że Ty istniejesz, Boże.
Mówią, że zostałeś wymyślony
przez ludzi,
chcą dowodów,
że  Ty jesteś.
A ja mam tak niewiele słów,
słowami nie można niczego zdziałać.
Panie, boję się,
że moje dzieci zagubią się
w świecie.
wkrótce opuszczą nasz dom.
Panie, zostań przy nich,
nawet wtedy, kiedy oddalają się od Ciebie,
Panie, Ty ich od siebie nie odrzucaj.
                                           Sigrid Lichtenberger
***

Córeczko...
Nie oddam cię, córeczko, szalonemu światu,
nie zostawię na pastwę pytań bez odpowiedzi.
Chcę być z tobą, kiedy ci się wiedzie,
a jeszcze bardziej w chwilach dziewczęcych tragedii.
Nie pozwolę, by ktoś inny otworzył przed tobą
furtkę do ogrodu pełnego nieznanych kwiatów.
I nie będziesz po omacku obijać się o ściany
ciemnego pokoju, w poszukiwaniu prawdy.
Jaki sens by miała moja miłość,
gdybym nie wskazała ci bezpiecznej drogi?
                                                 Lidia Sacewicz

***

Szczęśliwy, kto do domu wracając z daleka, wieczorem, od przypomnień dzieciństwa nabożny, ma ojca i matkę, co na niego czeka z otwartymi ramionami, jak wiatrak przydrożny. Szczęśliwy, może załkać i do nóg rzucić, żałując, że po szczęście nie chciał rychlej wrócić. W. Rolicz-Lieder

***

I dwie - moje ulubione - piosenki na tę okoliczność.

Wioletta Willas „Do Ciebie, Mamo” KLIKNIJ
Elvis Presley „Mama liked the Roses” KLIKNIJ





poniedziałek, 21 maja 2012

Dziś premiera!


Tak się oto prezentuje okładka nowej płyty Beatki Bednarz "Zamieszkaj ze mną".
Jedną z piosenek z tej płyty Beatka zaśpiewała na "Wieczorze Galowym dla Kobiet", 5 marca 2012r., w Teatrze Roma.
"Anioły są wśród nas". KLIKNIJ
Beata jest jednym z takich aniołów.

Więcej o płycie i Beatce: KLIKNIJ





czwartek, 17 maja 2012

Kącik dobrej książki


Trochę historii

Rok 1985. Całą naszą trzyosobową rodziną spędzamy miesiąc w Anglii. To nie jest tylko i wyłącznie pobyt turystyczny, wizyta u przyjaciół. Przez ten miesiąc, dzięki uprzejmości dwóch pastorów, poznajemy życie Kościoła w Anglii. To dzięki im i ich zborom, odkrywamy, że kościół lokalny może być rodziną. W jakiś dziwny sposób, Chris i Jeff, których poznaliśmy rok wcześniej w Polsce, zobaczyli drzemiący w nas potencjał i postanowili zainwestować w nas swój czas. Jednym z elementów tej inwestycji było wspólne studiowanie książki „Restoration in the Chuch” autorstwa Terre'go Virgo. Założyciela organizacji chrześcijańskiej „New Frontiers”. Jeszcze wtedy nie przypuszczaliśmy, że nasze drogi z Terry'm przetną się jeszcze kilkakrotnie.

Rok 2001. Odnajduję archiwalne zapiski. Piszę tam: Po raz pierwszy od 1985 roku byłam na obozie, który nie był przeze mnie organizowany czy też współorganizowany. Tę miłą niespodziankę sprawił nam Bóg przez, naszego wieloletniego przyjaciela z Anglii, pastora Chrisa Justice. Wraz ze swoim zborem postanowił on zaprosić nas na bardzo szczególny obóz. Był to Tydzień Biblijny w Stoneleigh, organizowany przez „New Frontiers”.
Już od początku wiedzieliśmy, że będzie to zupełnie coś innego, w czym dane nam było do tej pory uczestniczyć. Główna różnica polegała w rozmiarze tego wydarzenia. Był to olbrzymi camping, na którym przebywało 16 tysięcy chrześcijan. Obóz ten był rzeczywiście średniej wielkości miastem. Bożym miastem. Było tam wszystko: sklepy, kawiarenki, poczta, policja, lekarz, pogotowie ratunkowe, piekarnia i mleczarnia na kółkach, kino, place zabaw, lokalne radio, sale koncertowe...
Doskonała organizacja tego przedsięwzięcia budziła zasłużony podziw. Ale najbardziej niesamowity w tym wszystkim był fakt, że byli tam sami chrześcijanie... Ot, taka namiastka nieba na ziemi. Dlaczego? Bo w centrum wszystkiego, co działo się na tym miejscu był Bóg. A działo się tam wiele i nikt w tym 16 tysięcznym tłumie nie był pominięty. Każdemu, niezależnie od wieku, dana była sposobność głębszego poznawania Boga i oddawania Jemu chwały.
Dla mnie (i dla Pawła) był to czas prawdziwie duchowego odpoczynku. Odpoczywałam tam również psychicznie i fizycznie - zatroszczono się o wszelkie nasze potrzeby. Szczególne posilenie czerpałam ze Słowa Bożego. Głównym mówcą był Terry Virgo. Już od rana niecierpliwie oczekiwałam tego, co będę mogła usłyszeć podczas wieczornych społeczności. Nie zawiodłam się też z wybranych przeze mnie seminariów.
Do tej pory przechowuję notatki ze wszystkich, wysłuchanych przeze mnie, wykładów.
Również z tamtego okresu pamiętam tę oto pieśń: KLIKNIJ
I kolejną: KLIKNIJ

Rok 2003. Z dwoma potencjal-nymi liderami w służbie udajemy się do Brighton, Anglia. Odbywa się tam doroczna konferencja dla liderów. Ponownie pobyt ten zawdzięczamy Chrisowi i jego kościołowi. I znowu jednym z głównych mówców był Terry Virgo. Zresztą, Brighton to mias-to, w którym spędził kilkadziesiąt lat swojego życia. Tam rodził się ruch „New Frontiers”. Jeden z naszych towarzyszy podsumo-wuje nasz pobyt na konferencji: Konferencja w Brighton liczyła około 3 tysięcy uczestników. Teoretycznie sami liderzy ze zborów. Mieszanka z całego świata. A jednak potrafiliśmy wspólnie się modlić, śpiewać pieśni uwielbienia dla naszego wspaniałego Boga i słuchać budujących słów wypływających z ust kaznodziejów. Praktycznie od rana do nocy byliśmy w centrum konferencyjnym i wysysaliśmy zachętę i naukę.
Na zdjęciu, Arek i Rafał ściskają ‘grabę’ Terre'go Virgo. Obok stoi znany uwielbieniowiec Matt Redmann.

Po drodze były jeszcze dwie konferencje „New Frontiers”, w których braliśmy udział. Jedna w Ustroniu (2003), druga w Kopenhadze (2008). Tym razem bez udziału założyciela.

Rok 2012. Terry Virgo przyjeżdża do Polski. To jego pierwsza wizyta w naszym kraju, związana z wydaniem jego książki pt. „Łaska”. Terry i jego żona Wendy odwiedzają kilka Polskich miast. Również Warszawę. 11 maja odbyło się spotkanie dla pastorów i liderów. Terry podzielił się swoim świadectwem, opowiedział genezę powstawania ruchu „New Frontiers”. Powiedział też kilka słów o swojej książce. Ciepło, serdecznie, z angielskim poczuciem humoru.
To było bardzo sympatyczne spotkanie. Mieliśmy możliwość porozmawiania z Wendy i Terry'm, jakbyśmy byli starymi znajomymi, którzy po prostu nie widzieli się przez kilka lat. I tak rzeczywiście było. Ciekawe, miałam wrażenie, że nam przybyło lat, a Terry się wcale nie zmienił.



„Łaska”, Terry Virgo, Wydawnictwo Esprit, Kraków, 2012r.

Jak przyjąć najcudowniejszy dar Boga? Wydawca pisze: Książka Terre’go Virgo przedstawia świeże, zakorzenione głęboko w Biblii spojrzenie na dar łaski. Autor przypomina, że łaska jest przede wszystkim wezwaniem do duchowej aktywności, szansą na zbliżenie się do Chrystusa. Jak pisze: „Niewiele jest radości, które można porównać z odkrywaniem cudu łaski. Jestem pewien, że jeśli przeczytacie tę książkę z otwartym sercem, odnowi ona wasze doświadczenie spotkania z Jezusem”. Napełnieni Bożą łaską stajemy się bardziej wrażliwi na potrzeby naszych bliźnich, łatwiej przychodzi nam przezwyciężanie pokus oraz uświadamianie sobie Bożej woli względem naszego życia.

Książkę ‘połknęłam’ w dwa wieczory. Czyta się ją lekko i przyjemnie, chociaż porusza tak poważne tematy. To niewątpliwie zasługa stylu Terre’go. Zresztą, równie dobrze się go słucha. Terry, w kontekście łaski, dotyka takich tematów jak: Prawo, usprawiedliwienie, uświęcenie, nowa tożsamość i wielu innych, bardzo ściśle związanych z naszym codziennym chrześcijańskim życiem. Dla mnie bardzo ważny jest rozdział „Sumienie oczyszczone z martwych uczynków”. W dużej mierze odnosi się on do służby, a jest to temat zawsze żywy w moim życiu.

Zachęcam do wysłuchania wykładów Terre’go na temat łaski.
Są to wykłady video z polskimi napisami:
Wykład 1 (KLIKNIJ)
Wykład 2 (KLIKNIJ)
Wykład 3 (KLIKNIJ)






poniedziałek, 14 maja 2012

Ekumeniczne Dni Biblijne

Słowo Boże ponad wszystkim. Sola Scriptura - tylko Pismo.

„Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego.”  J 6,68

Jest to już tradycją, że w miesiącu maju obchodzone są Ekumeniczne Dni Biblijne. W wielu kościołach odbywają się okolicznościowe nabożeństwa. Mają miejsce przeróżne wystawy, prezentacje, festyny.

Dziś chciałam przypomnieć i zachęcić do zastanowienia się nad tym, co wielki reformator Marcin Luter powiedział na temat Słowa Bożego:

Kto Słowom Chrystusa wierzy i je zachowuje, przed tym otwarte są niebiosa, zamknięte jest piekło, szatan związany, grzech od-puszczony i jest dzieckiem życia wie-cznego. Tego uczy nas ta księga, Pismo Święte, a poza nią żadna inna książka na ziemi. A zatem, kto chce żyć na wieki, niech pilnie ją studiuje. Kto tego nie czyni, ani nie chce czynić, ten jest i pozostanie w śmierci wiecznej.

Ja przeciwstawiam Słowo Pisma i Ewangelii wszystkim aniołom, ludziom, diabłom, sztukom i słowom. Tu przyobiecał nam Bóg swoją łaskę. Przez to stoję, stawiam czoło, kroczę dumnie i mówię: Słowo Boże stoi dla mnie ponad wszystkim! Pan Bóg wykonuje przez swoje Słowo więcej, niż gdybyśmy, ty i ja, połączyli wszystkie swoje siły .

Z Pismem Świętym jest więc tak: Jeżeli komuś się wydaje, że już je poznał, to powinien dopiero zacząć. Ale co się okazuje? Wszystkimi innymi rzeczami, jak sztuka i książki zajmuje się człowiek dniem i nocą, i nie ma końca pracom i staraniom. Jedynie Pismo Święte zostaje na uboczu, jak gdyby ono było niepotrzebne. A ci, którzy okazują mu tyle szacunku, że je raz przeczytają, uważają, i że już wszystko mogą. A przecież jeszcze nie było na ziemi takiej książki, którą każdy tak prędko by przestudiował jak Pismo Święte. A to nie są, jak się niektórym zdaje, słowa do czytania, lecz słowa życia, napisane nie dla spekulacji i twórczości, lecz dla życia i wykonania.

Nie wolno Pisma Świętego oceniać według naszego rozumu ani naszym rozumem mierzyć, rozumieć i wykładać, lecz rozważać modlitwą i za nim podążać. Duch Święty musi być jedynym Mistrzem i Nauczycielem, który nas uczy, a nikt niech się nie wstydzi być uczniem i od tego Nauczyciela się uczyć.

Słowo Boże jest świętością ponad wszystkie świętości... Ilekroć człowiek według Słowa Bożego postępuje, czyta je, rozważa i zwiastuje, wtedy zostaje przez nie poświęcona osoba, dzień i praca. Dlatego zawsze powtarzam, że całe nasze życie i działanie muszą się kierować Słowem Bożym, aby miłe były Bogu i święte.

Jeżeli się mówi, że listy od książąt powinny być trzy razy czytane, to listy Boga, to jest Pismo Święte, powinny być czytane dziesięć, sto i tysiąc razy. Kto tego nie czyni, ten się niczego nie nauczy.

***

Ta jedna Księga powinna zajmować język, oczy, ręce, uszy i serca wszystkich ludzi. 
                                                                 
***

Bo chwała Bogu! Mamy teraz św. Biblią i wiele innych pożytecznych ksiąg od różnych uczonych ludzi, tak że chrześcijanin jest zaopatrzony słowem Bożem, jakby obfitą paszą. Daj Boże, abyśmy tego wdzięcznie używali, i słowem tem się wzmocnili i nabrali tuszy, nim na nowo, jako kara za naszą niewdzięczność, na-dejdzie posucha, i będziemy musieli jeść kamienie i ciernie, jak ongi w papiestwie. Pomóżże nam miły Boże, abyśmy wiele owoców przynieśli i uczniami Pańskimi się stali. Temu niech będzie chwała i cześć na wieki, Amen.  (przedmowa do Postylli Domowej) 




Inspirujący cytat na dziś i zawsze...


Zastanawiające jest to, że uczymy się z doświadczenia jedynie połowy prawdy. Zbyt często napełnia nas ono pesymizmem, uczy tego, czego nie możemy robić. Skłania do patrzenia na życie z pewnego rodzaju rezygnacją.

Ale są przecież doświadczenia, kiedy:
Nadszedł smutek - przeszliśmy przez niego wyprostowani.
Przyszła pokusa - i jednak nie upadliśmy.
Ogarnęła nas choroba - i jakoś wyzdrowieliśmy.
Pojawił się problem z pozoru nie do rozwiązania - ale mimo to został rozwiązany.
Byliśmy bezradni - ale jakoś poradziliśmy sobie.
Osiągnęliśmy moment załamania - ale nie załamaliśmy się.

My też jesteśmy ślepi. Gdybyśmy tylko potrafili dobrze odczytywać lekcje płynące z doświadczeń, nie nauczylibyśmy się pesymizmu wobec spraw, które mogły, ale nie zdarzyły się, lecz pełnej zdumienia nadziei wobec faktu, że Bóg ciągle prowadzi nas bezpiecznie i niezawodnie.

Lekcja z przeszłości polega więc na tym, że Bóg potrafi przeprowadzić nas przez wszystko, co może nam się wydarzyć.                                                                                    William Barclay







czwartek, 10 maja 2012

Suma wszystkich strachów...




Tytuł pochodzi od tytułu powieści sensacyjnej amerykańskiego pisarza Toma Clancy'ego z 1991 r. Na kanwie tej książki powstał świetny film, z doskonałą grą aktorską Bena Afflecka i Morgana Freemana (to jeden z tych aktorów, którego obecność w tzw. liście płac zawsze gwarantuje, że film będzie dobry).

Ale nie o filmie chciałam pisać. Ten tytuł nasunął mi się po przeczytaniu książki Grace Fox „Od lęku do wolności”. Autorka zachęciła mnie do tego, aby uczciwie przyjrzeć się wszystkim moim strachom i  uwolnić się od nich. Wiem, że nie będzie to łatwe, nie pokonam „sumy swoich strachów” za jednym podejściem, ale uświadomienie ich sobie i nazwanie ich po imieniu, na pewno będzie dobrym początkiem.

Grace Fox pisze: Lęk jest naszym największym wrogiem. Albo pozwolimy mu zrujnować nasze życie przez napełnianie naszego umysłu myślami o nieszczęściu i strachu, albo stawimy mu czoła i wykorzystamy jako narzędzie, które może nas umocnić, pomagając głębiej zrozumieć, kim jest Bóg. Napisałam tę książkę, aby pomóc innym stawić czoła lękowi i wykorzystać go jako narzędzie. Nic więc dziwnego, że rozszerzenie tytułu brzmi: Przewodnik dla kobiet. Jak zachować optymizm w każdej sytuacji.

Tak więc zrobiłam. Wykorzystałam tę książkę, jako przewodnik po moich strachach. Szczerze, w każdym rozdziale (które tu po kolei omówię), stając twarzą w twarz ze swoimi lękami. A jakie są moje lęki?

1. O dobro moich dzieci: syna, synowej, wnuczki. Lękam się o ich zbawienie, o ich zdrowie, o sprawy zawodowe. Kiedy czytałam tę książkę, syn odbywał kolejne rozmowy o pracę, a wnusia była w szpitalu. Miałam powody do obaw, do troski, lęku i zmartwień. Nie niosłam jednak tych ciężarów sama. Były osoby, które razem ze mną modliły się o moich bliskich.  Pamiętam, kiedy jechałam na Spotkanie dla Babć, gdzie miałam powiedzieć coś na temat, jak być dobrą Babcią na miarę XXI wieku, a ze szpitala dochodziły do mnie niepokojące wieści o zdrowiu wnuczki. Towarzyszące mi osoby wsparły mnie modlitwą. Dobrze, że kierująca samochodem nie zamknęła oczu :-). Dzisiaj mogę powiedzieć - modlitwy zostały wysłuchane! Dzięki Jagoda, thank you Pat, dzięki siostrzyczko.

2. O kwestie stabilizacji finansowej. Tytuł rozdziału brzmi „Nie ruszaj moich rzeczy!”. Tak się akurat złożyło, że ktoś ruszył nasze rzeczy. Naszą pracę (czytaj służbę) i nasze utrzymanie. Czyjaś decyzja spowodowała, że została całkowicie zachwiana nasza stabilizacja. Dziś mija cztery miesiące od tego wydarzenia. Przechodzimy przez wszelkie możliwe stany, jakie towarzyszą tego rodzaju stracie i traumie. Nastroje są zmienne, bywa trudno, a lęk o jutro nie zawsze pozwala spać w nocy. Z drugiej strony, chociaż nadal tego jutra nie znamy, mamy ten pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum. Pokój, który strzeże naszych serc i myśli… (Filipian 4:7)  I przychodzi też Boże zaopatrzenie - od ludzi. Mamy co jeść i możemy opłacić kolejne rachunki. Dzięki tej sytuacji odkrywamy nowe oblicze Boga. Prawdę powiedział, nieżyjący już, Dawid Wilkerson: Prawie wszystkie nowe odkrycia dotyczące Boga, wszystkie nowe objawienia Jego osoby, natury i charakteru powiązane są z jakimś kryzysem, jakimś dotkliwym ludzkim doświadczeniem.

3. Lekcje w czasie burzy. Boję się burz. Tych prawdziwych i tych życiowych. I jakkolwiek te burze pogodowe można przewidzieć, to z burzami życiowymi różnie bywa. Potrafią nas zaskoczyć. W zasadzie, uczciwie mogę powiedzieć, że w swoim życiu doświadczyłam kilku takich burz. Jedną z nich była choroba mojego męża (wylew krwi do mózgu - KLIKNIJ) i ta wspomniana powyżej, z którą wciąż się zmagam. Po zastanowieniu myślę, że powinnam napisać: Nie boję się burzy, ponieważ uczę się, jak sterować moją łodzią. (Louisa May Alcott) Oczywiście nie w samotności. Sukces zaczyna się wtedy, kiedy w tej burzy dostrzegam obecność Boga. Grace pisze: Co zostaje, kiedy burza ucichnie? Jeśli w nieszczęściu szukałyśmy Boga i Jego Słowa, nasze serca zrozumiały, kim On jest. Kłopoty stały się okazją, aby doświadczyć prawd, które słyszałyśmy w kazaniach o Jego sile i mocy, miłosierdziu i miłości, opiece i mądrości.

4. O to, co przyniesie jutro. Brak pracy. Kurczące się finanse. Utrata stabilizacji. Nieznana przyszłość. To jest moje dziś i jutro. W jakiego Boga wierzę? Czy w obliczu nieznanej mi i przerażającej wizji przyszłości, Bóg w mojej duszy kurczy się do rozmiaru karła? John Ortberg napisał: Jestem przekonany, że nasza postawa wobec życia jest konsekwencją tego, jak wielki jest nasz Bóg. Problemem dla wielu z nas jest, że nasz Bóg jest za mały. Nie jesteśmy przekonani, że żyjemy całkowicie bezpiecznie w rękach w pełni kompetentnego, wszechwiedzącego, wszechobecnego Boga. Myśląc o przyszłości, chcę wierzyć, że mój Bóg pozostaje niezmienny pośród niepewności życiowych; że mój Bóg troszczy się o każdy szczegół mojego życia; że mój Bóg czyni dobro z każdego utrapienia; że mój Bóg zawsze dotrzymuje obietnic.

5. O nowe wyzwania. Kto, ja? Ktoś poczynił następujące spostrzeżenie: Zawsze, gdy Bóg prowadzi cię do zrobienia czegoś na Jego miarę, stajesz wobec kryzysu wiary. Wtedy twój następny krok pokazuje, w jaką prawdę o Bogu faktycznie wierzysz. Do tej pory byłam otwarta na Boże szturchnięcia i nowe wyzwania. Na poszczególnych etapach mojej służby wielokrotnie padało radosne „Tak!”. Podejmowałam się coraz to nowszych i ciekawszych rzeczy. Dzisiaj coś we mnie pękło. Ostatnie doznania sprawiły, że mam poczucie bycia osobą nieadekwatną. Lęk wyparł dawną odwagę, gotowość ryzyka. Przed wszystkim się wzbraniam, we wszystkim szukam negatywów. Nie wiem, czy to mądrość, czy nieposłuszeństwo... . A może po prostu boję się kolejnych rozczarowań, zranień, porażki?
Henry Blackaby mówi: Kiedy jesteśmy posłuszni Bogu, On przez nas dokonuje tego, co zamierzył. Jeśli nie poddajemy się Jego woli, omijają nas najbardziej ekscytujące doświadczenia życia. Modlę się: Boże, dziękuję Ci za ekscytujące życie, jakiego jeszcze do niedawna doświadczałam. Proszę, pokaż mi, co zamierzyłeś dla mnie w przyszłości. Daj mi poznać Twoją wolę

6. Czy pokochasz prawdziwą mnie? Te nowe doświadczenie w moim życiu i kilka podobnych, wzbudziły we mnie poczucie odrzucenia, zranienia. Wyżej wspomniałam, że czuję się w chwili obecnej nieadekwatna, niekompetentna, gorsza… . Na to nakładają się również problemy natury fizycznej - zdrowotne. Moje zadanie domowe powinno brzmieć: odkryj na nowo swoją tożsamość w Chrystusie. Zadanie to ułatwia mi pięknie wydrukowany List od Ojca. Uff, jak dobrze, że go mam.
Beth Moore mówi: Gdy staramy się, aby nasze naczynie napełniło się dzięki aprobacie, sprawowanej kontroli, odniesionemu sukcesowi albo natychmiastowej gratyfikacji, pozostajemy nieszczęśliwi. […]  Nie ma nic przyjemniejszego niż przebywanie z osobą, której naczynie jest wypełnione Panem Jezusem Chrystusem. Dopóki będę oddychać, dopóty będę stawać wobec odrzucenia oraz towarzyszącego mu rozczarowania i bólu. Jak mogę to przetrwać? Napełniając swoje naczynie Bogiem.

7. Pożegnanie z duchami przeszłości. Grace Fox pisze: Każdy człowiek na ziemi ma jakąś przeszłość. A ta przeszłość ciągle jest odtwarzana przez nasze umysły, jakby zaciął się przycisk „Replay”. Niektóre sceny przywołują drogie nam wspomnienia. Inne zaś odtwarzają sytuacje, które wzbudziły w nas niechęć, ból, gniew lub rozczarowanie. Nie powiem, że lękam się duchów przeszłości, ale nie czuję się zbyt dobrze w ich towarzystwie. Tym bardziej, że niektóre duchy są z krwi i kości :-). Autorka pociesza: Czasami porażki i błędy przeszłości paraliżują nas emocjonalnie i duchowo. Uwolnienie oznacza zmianę, a ta nie zawsze jest wygodna, szczególnie gdy oznacza powrót do bólu. Ale uzdrowienie jest dostępne przez Jezusa Chrystusa. Jest gotowy zamienić paraliż w nowe życie. Cieszę się z kilku pozytywnych dokonań w tej dziedzinie. Odkrywam jednak, że łatwiej jest się uporać z czymś, co było dawno, ale gorzej z tym, co wydarzyło się, jakby wczoraj…

8. Nie chodzi o siwe włosy i zmarszczki. Lęk z powodu upływających lat, ubywających sił i wydłużającej się listy dolegliwości. Przyznaję, nie mam złego nastawienia do starości. Podpisuję się pod słowami Elonory Roosevelt: Piękni młodzi ludzie są wybrykiem natury, ale piękni starzy ludzie są dziełem sztuki. Nie boję się starości, boję się tylko brzydko zestarzeć. Grace Fox uważa, że jednym z kluczy do utrzymania łagodnego ducha w procesie starzenia się jest dbanie, aby nasze serce było wdzięczne. I tego chcę się trzymać. A moją szczepionką na lęk przed starzeniem niech będą słowa Boga: Słuchajcie mnie […], których noszę od urodzenia, których piastuję od poczęcia! Pozostanę ten sam aż do waszej starości i aż do lat sędziwych będę was  nosił; Ja to uczyniłem i Ja będę nosił, i Ja będę dźwigał i ratował. (Izajasz 46:3-4)

9. Od lęku do wiary. Co może przeciwdziałać naszym lękom i je pokonać? Inny lęk! Bojaźń Boża, chwalebna świadomość, że On jest większy od wszystkich fobii i lęków. Jill Briscoe
Nie lękam się! Bóg przychodzi, by zniszczyć mój lęk przed nieznanym, lęk przed finansową niepewnością, lęk o dobro dzieci. Bez względu na to, jaki lęk stoi przede mną, Bóg chce mnie od niego wybawić. On chce zabrać lęk i w zamian napełnić moje życie wolnością, radością i zadowoleniem.
Kończę piękną pieśnią „No fear, just faith” - Nie strach, tylko wiara. (KLIKNIJ)

Ostatecznie w głębi serca wiemy, że po drugiej stronie każdego lęku znajduje się wolność. Marylin Ferguson

Jedynej rzeczy, której musimy się bać, to sam strach! Franklin D. Roosvelt

***

Na zdjęciu z Grace Fox, autorką książki „Od lęku do wolności”, Koinonia, Ustroń, 2011r.
Zachęcam do przeczytania tej książki i zrobienia osobistego studium nad swoimi lękami.




poniedziałek, 7 maja 2012

Zaproszenie na konferencję!


Kliknij, aby powiększyć.

Kochane Kobiety,

serdecznie Was pozdrawiam i z radością informuję, że planowana przeze mnie konferencja dla kobiet zbliża się wielkimi krokami.
Dwa dni temu dostałam od mojego gościa, Leanne Carter, konspekty jej wykładów.

Może kilka słów informacji, dla osób niezorientowanych i przypomnienia dla tych z Was, które już dawno zapomniałyście, o czym wcześniej pisałam.

Konferencja odbędzie się 26 maja 2012 r. Tak, to jest Dzień Matki (!), ale konferencja nie jest dla matek, tylko dla kobiet (!!!).
Gościem konferencji, jak wspomniałam, będzie Leanne Carter - misjonarka z Austrii, Kanadyjka. Ponad rok temu, w tragicznych okolicznościach, straciła męża. Pomimo tej straty postanowiła, wraz z dwójką synów (13 i 8 lat), pozostać w Austrii i kontynuować ich wspólną służbę. Jak powiedziała podczas uroczystości pogrzebowych: Urodziłam się w Kanadzie, ale urodziłam się dla Austrii. (Więcej wspomnień o Warrenie i Leanne - KLIKNIJ.)

Leanne i jej męża, Warrena, znam od wielu lat. Wielokrotnie gościli w Polsce. Warren był aktywnie zaangażowany w Europejski Alians Ewangeliczny. Obydwoje usługiwali swoimi darami w naszej ursynowskiej społeczności. Leanne nauczała na organizowanej przeze mnie konferencji dla kobiet „Dotyk Ojca”. O tejże konferencji - KLIKNIJ

Tym razem Leanne poruszy ważny i praktyczny temat: Nasze codzienne decyzje - dające życie i niosące śmierć. (Oczywiście, tę w wymiarze duchowym.) I w rozszerzeniu: Tajniki życia w Królewskiej rodzinie. (Oczywiście, tu też chodzi o wymiar duchowy - jesteśmy córkami Boga, Króla Chwał.)
Trzy wykłady Leanne oparte będą głównie na Liście św. Jakuba, 1 i 2 rozdziale. Leanne zachęca Was do zapoznania się z tymi rozdziałami. 

Wcześniej, Leanne zasygnalizowała mi niektóre aspekty, które poruszy:

The precious princess - my true identity and how that effects my daily life.
Droga Księżniczka - jak znajomość mojej prawdziwej tożsamości wpływa na moje codzienne życie?

The perfect moment - we really only have this moment we are living in - what are we doing with it?
Doskonały moment - mamy do dyspozycji tylko te chwile, w których żyjemy; co z nimi robimy?

The proper reward - our rewards in heaven are like a celebration of those moments on earth when we believed God existed and DID SOMETHING!!!  Hebrews 11 for the everyday person.
Właściwa nagroda - nasza nagroda w niebie jest celebracją tych momentów z naszego życia na ziemi, w których uwierzyłyśmy, że Bóg istnieje i COŚ ROBI! Hebrajczyków r. 11 dla każdego. Przypomnę, Leanne straciła męża, a jednak...

Przygotowując swoje wykłady Leanne napisała:
Almost daily I make notes for these talks as God teaches me and I spend time with Him in the Word and in prayer. It is an intensive learning time. The loss of Warren has left an unspeakably huge hole in my life and I am looking to my Comforter for care and truth.
Prawie każdego dnia robię notatki do tych tematów z tego, czego Bóg mnie uczy, kiedy spędzam z Nim czas, nad Jego słowem i na modlitwie. Utrata Warrena pozostawiła w moim życiu pustkę nie do opisania, dlatego u mojego Pocieszyciela szukam oparcia i prawdy.

Innym razem dodała:
I am so excited about all that I am learning as I prepare to teach. 
Jestem strasznie podekscytowana tym, czego sama się uczę, przygotowując swoje wykłady.

Ostatnim razem, przysyłając mi gotowy konspekt, dodała:
I feel like I just went through 14 months of labor and the attachments are the fruit of that labor.
Czuję się, jakbym przeszła przez 14 miesięcy ciężkiej pracy a ten załącznik jest jej owocem.

***

Bardzo gorąco zachęcam Was do udziału w konferencji.
Kochane, to będzie wspaniały czas. Wierzę w to.

Proszę, zapoznajcie się z ulotką i informujcie mnie o swojej obecności - potrzebuję wydrukować odpowiednią ilość materiałów konferencyjnych.

Pozdrawiam Was serdecznie i powierzam Waszym modlitwom moje wysiłki organizacyjne i prośby o błogosławieństwo dla tej konferencji.
Wala Jarosz




sobota, 5 maja 2012

Kącik dobrej książki


Etyka chrześcijańska

Żyjemy w czasach, w których upadają wszelkie wartości (zwane chrześcijańskimi) i wszelkie normy moralne. Jak się w tej degrengoladzie odnaleźć? Czego się trzymać? Co bronić? Czemu się sprzeciwiać? Jak, wzorem Marcina Lutra, powiedzieć „Tak oto stoję i inaczej nie mogę”, nie narażając się na kpinę i wyśmianie?

Na szczęście, jako ludzie wierzący, mamy jeden niezawodny, niezmienny i wiecznie aktualny podręcznik etyki - Biblię. Posłużę się tu słowami autora dwóch poniżej prezentowanych książek: Biblia jest bezbłędnym Słowem Bożym, danym całej ludzkości i stanowi ramy dla kompleksowego poglądu na świat i życie. Biblia ma odniesienie do każdego moralnego problemu w każdym czasie i w każdej kulturze, jeśli nie w sposób bezpośredni, to w formie wiecznych zasad moralnych.

„Dekalog, jak go rozumieć dzisiaj”, Jack Cottrell, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa, 2008r.

Bóg przekazał słowa Dekalogu, aby człowiek mógł żyć.
Żyjemy w czasach gwałtownych przemian - przewar-tościowaniu ulega cały sposób myślenia, zmieniają się zasady obowiązujące od pokoleń. Jak dzisiaj, na progu trzeciego tysiąclecia nowożytnej ery, należy rozumieć i stosować te wielkie Dziesięć Słów, wypowiedziane przez Boga przed tysiącami lat? Czy mają one jeszcze jakiekolwiek zastosowanie w czasach nam współczesnych?

Na te i inne pytania odpowiada autor tej książki, każdemu przykazaniu poświęcając jeden  rozdział. Oddzielnie omawia również największe przykazanie - przykazanie miłości. Jego treść i wymiar praktyczny (miłość w działaniu).

Książka zawiera również pytania do dyskusji. Ponieważ rozdziały nie są zbyt długie, świetnie można ją wykorzystać jako materiał na studiowanie w małej grupie.

„Trudne pytania - Biblijne odpowiedzi”, Jack Cottrell, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa, 2005r.

W swojej książce, Jack Cottrell zajmuje się większością głównych problemów etycznych naszych czasów. Dwadzieścia sześć zagadnień można zamknąć w czterech kategoriach: 1) problemy związane ze sprawiedliwością i władzą człowieka; 2) zagadnienia życia, śmierci i osoby ludzkiej; 3) zagadnienia odnoszące się do małżeństwa i seksualności; oraz 4) problemy związane z pracą i ekonomią. Zagadnienia te brzmią to dosyć szeroko, dlatego podam kilka przykładów: homoseksualizm, rozwód i powtórne małżeństwo, role mężczyzn i kobiet, ekologia, kara śmierci, aborcja, eutanazja, inżynieria genetyczna… I dalsze. Czyli - otaczająca nas rzeczywistość.

Cel, jaki przyświeca autorowi, to odnalezienie w Prawie Bożym dla siebie i dla czytelnika właściwej drogi na bezdrożach życia. Polecam.

„Co powinniśmy czynić”, Witold Benedyktowicz, Chrześcijańska Akademia Teologiczna, Warszawa, 1993r.

Zarys ewangelickiej etyki teologicznej. To już klasyka. Mam wyjątkowy sentyment do tej książki, z racji jej autora. Kiedy mój dawny chłopak, a obecny mąż, jeszcze studiował, bywałam z nim, na niektórych wykładach na ChAT. Najbardziej zapamiętałam profesora Witolda Bene-dyktowicza i jego miły, miękki i ciepły głos. Nigdy też nie zapomnę szczególnego zwrotu, którego często używał: uroszczenie Boże.

Podoba mi się to, co pisze autor w słowie wstępnym: … nie jest to materiał nieznany (dla studentów), obcują oni bowiem z nim od najwcześniejszych lat: w domu rodzicielskim, w toku nauczania katechetycznego, przede wszystkim zaś w Zborze, w jego zwiastowaniu i życiu. Zadaniem niniejszego podręcznika jest usys-tematyzowanie treści znanych i bliskich wszystkim, których życie organizuje się wokół zasady 'sola fide' (tylko wiara).

Jak przystało na teologa ewangelickiego, autor przedstawia poglądy Lutra, Kalwina i wielu innych teologów protestanckich, aż po wiek XX.

Przyznaję, te trzy książki zawsze mam w zasięgu ręki. Należą do tej kategorii książek, z których często korzystam. Warto mieć je w swojej domowej biblioteczce. Przynajmniej jedną z nich.