Zapewne zauważyliście, że od pewnego czasu w rubryce „Książki Misyjne” omówiona zostaje tylko jedna lektura. Nie wynika to z mojego lenistwa czy braku czasu. Przyczyna tkwi w tym, że w moim zasięgu jest coraz mniej książek o tej tematyce, a zależy nam na trwaniu tej rubryki. Na szczęście niewielki zapas książek o misji jeszcze mam, a od czasu do czasu udaje mi się kupić coś nowego. Z czego bardzo się cieszę. Jedną z niedawno nabytych jest moja poniższa propozycja
Jonathan Edwards, Życie i Pamiętnik Dawida Brainerda, Biblioteka „Świadomego Chrześcijaństwa”, Toruń 2023 r.
Godnym uwagi jest fakt, że to sam Jonathan Edwards (1703-1758) jest narratorem tej książki i to on dokonał wyboru fragmentów pamiętnika Dawida Brainerda (1718-1747), dodając do nich osobisty komentarz. Dwóch wielkich tamtej epoki znało się, przyjaźniło i doceniało wzajemnie swoje dokonania na rzecz pozyskiwania zgubionych dusz dla Boga.
Dawid Brainerd przeżył zaledwie 29 lat, z czego osiem lat był świadomie wierzącym chrześcijaninem, a ostatnie cztery lata swojego życia przeżył w służbie misjonarskiej wśród indiańskich plemion Ameryki Północnej. Pozostawił po sobie nawrócone indiańskie dusze i osobisty dziennik. Pamiętnik, którego treść wywarła i wywiera wpływ na wielu. Tylko sięgnąć i wnikliwie studiować. Kontemplować. Przeglądać się, jak w lustrze. Wzruszyć, czasem zawstydzić, zostać zachęconym do zmiany, do działania.
Przyznaję, nie jest to łatwa lektura. Dawid Brainerd był melancholikiem. I to nie tylko w zrozumieniu typu charakteru i osobowości. On po prostu popadał w melancholię, trwał w stanach zasmucenia i przygnębienia, dziś określanych mianem depresji. Czy to miałoby pomniejszyć wartość jego świadectwa? Stanowcze „NIE”! Fenomen jego pamiętnika tkwi w tym, że im dalej zagłębiamy się w treści tych melancholijnych wyznań, tym więcej zaczynamy rozumieć ich autora i siebie (odkrywamy co on ma, a czego my nie posiadamy w sferze duszy i ducha).
Głównym bólem Brainerda było ciągłe poczucie nieadekwatności, małości, grzeszności, braku owocu w służbie. Te stany smutku i przygnębienia równoważone były słodkimi stanami błogości w obecności Bożej, w modlitwie, w obcowaniu ze Słowem Bożym, w docieraniu do Indian. Określenie „słodki” było jego ulubionym. Wtedy jego dusza i duch miały się najlepiej.
Dla zobrazowania istoty i głębi wyznań Dawida Brainerda podam kilka cytatów z jego pamiętnika, odnoszących się do różnych aspektów jego życia i służby:
Post i modlitwa: ...przenaczyłem cały dzień na post i modlitwę; byłem w agonii modlitwy od wschodu słońca aż niemal do zmroku; rano dużo się modliłem; moje serce było bardzo zaangażowane w modlitwę; mogłem wołać do Boga za moich biednych Indian; byłem uzdolniony do nieustannej modlitwy za nich; wieczorem otrzymałem słodką pomoc w modlitwie; jakże rozkoszowałem się modlitwą i wołaniem do Boga; delektowałem się osobistą społecznością z Bogiem...
Melancholijne stany ducha: ...miałem świadomość swej duchowej słabości i niezdolności do jakiejkolwiek służby; byłem dręczony poczuciem własnej niegodności; byłem bardzo zasmucony, osądzałem i potępiałem siebie przed Bogiem; sądziłem i potępiałem siebie za błędy minionego dnia; dziś rano dokuczało mi wielkie poczucie winy i wstydu, z powodu mej wewnętrznej niegodziwosci i skażenia; byłem nieco melancholijny, nie zaznałem zbyt wiele swobody ani pociechy w modlitwie; odczuwałem przygnębienie z powodu mojej nieczystości i braku świętości; byłem świadom mojej bezowocnosci i słabości w Bożych sprawach; moja dusza pogrążała się w głębokich wodach melancholii; byłem nadal trapiony zaburzeniami nastroju...
Radosne stany ducha: ...odczuwałem wewnętrzną słodycz; Bóg mnie wspierał i dał mi słodkie orzeźwienie; w wewnętrznym człowieku odczuwałem ogromną siłę (pomimo choroby); moja dusza radowała się, gdy stwierdziłem, że Bóg pozowlił mi być wiernym; miałem wieczór słodkiego odświeżenia; moja dusza została odświeżona widokiem trwającego błogosławionego dzieła Bożego wśród Indian; jak słodkie były myśli o pracy dla Boga; tego dnia mój umysł był nadzwyczajnie wolny od melancholii i mroku; wczoraj byłem w słodkim, spokojnym stanie umysłu...
Misja: ...Bóg udzielił mi pomocy w głoszeniu kazań Indianom, mogłem mówić z niezwykłą prostotą, swobodą i żarliwością; byłem bardzo słaby (nie miałem dość siły, by stać), mimo to dwa razy głosiłem biednym Indianom (ze swobodą i żarliwością) i zostałem wzmocniony; wygłosiłem kazanie, upodobało się Bogu dać mi wielką swobodę i serdeczność, wolność i jasność; swobodę w wyjaśnianiu smutków i pocieszenia Bożego ludu; głosiłem z klarownością i serdecznym ciepłem; jakże moja dusza jest ożywiona i odświeżona, gdy oglądam owoce mojej pracy; o, jak błogosławioną rzeczą jest wiernie służyć Bogu; o, jak słodko jest się trudzić i poświęcać dla Boga...
Stan zdrowia: ...moje ciało ostatnio było bardzo słabe i wyczerpane, a teraz niemal całkowicie odmówiło posłuszeństwa; byłem bardzo słaby i ledwo zdolny do wykonywania jakichkolwiek czynności; całą noc leżałem zlany zimnym potem, a dziś rano kaszlałem krwią, byłem w bardzo złym stanie zdrowia; czułem się bardzo słaby i wątły; nie mogłem odpocząć w łóżku z powodu bólu w klatce piersiowej i w plecach; nie byłem w stanie chodzić i nie byłem w stanie usiąść...
Dawid Brainerd zwykł powtarzać take słowa w modlitwie: ...abyśmy nie żyli dłużej niż nasza użyteczność... Tak, choroba nie pozwoliła mu żyć dłużej niż 29 lat. Ciężko chory nie mógł już niczego zrobić dla siebie i dla Boga. W sensie fizycznym przestał być użyteczny. Ale tylko w fizycznym. Na szczęście jego dzienniki przetrwały, czyniąc go użytecznym dla dziesiątek pokoleń, którym przyszło żyć na tej ziemi po jego przedwczesnej śmierci. Użytecznym również dla mnie.
