sobota, 31 grudnia 2011

Do siego roku!

Refleksja na przełom roku - ks. Henryk Czembor

Wśród hucznych zabaw, wybuchu petard, fajerwerków mijają ostatnie godziny roku. Ludzie chcą się bawić, śmiać się, cieszyć się życiem. Stąd wesoła muzyka, kolorowe dekoracje, niezliczone butelki szampana i morze alkoholu. Wesoło, weselej, najweselej...
Czyżby stał się cud i nagle świat stał się lepszy, piękniejszy, radośniejszy? Czyżby nagle znikły codzienne troski, lęk i niepewność jutra? Czyżby zabawy sylwestrowe oznaczały, że ludzie stali się pełni radości, optymizmu i pogody życia?
Chyba jednak nie. Na pewno: Nie! Radosne szaleństwo sylwestrowej nocy trwa tylko kilka godzin. A potem znowu wraca szarzyzna codzienności, i codzienne lęki, troski, niepokoje. Wygląda na to, że wesołe zabawy sylwestrowe bardziej wynikają z chęci zagłuszenia lęków znajdujących się na dnie ludzkich dusz, niż są wyrazem rzeczywistej radości...
Szampańska zabawa tylko na chwilę potrafi zagłuszyć kryjący się na dnie ludzkiego serca smutek i strach. Nie jest, i nie może być skutecznym lekiem na ogarniający nas wciąż lęk i niepokój: o siebie, o innych, o ludzkość, o świat...

Inna jest droga na znalezienie u końca roku wewnętrznego spokoju, przezwyciężenia lęku i zachowania pogody ducha. Osiąga się to poprzez wewnętrzne uciszenie i wsłuchanie się w głos Chrystusa Pana. On uspokaja: „Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka.” On obdarza: „Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję.” (Ew. Jana 14:27)
Uwolnieni od lęku, napełnieni Chrystusowym pokojem idźmy na spotkanie z tym, co się kończy, pewni, że w Chrystusie mamy też zagwarantowaną pełną nadziei i pokoju  przyszłość.



W zabieganiu

Czas już nie płynie
Pędzi
Dokąd?
Do nikąd?
Na krańce Wszechświata?
Do Wiecznej Ojczyzny?
Za Modre Góry ?
(abk)

To tylko fragment pięknego wiersza, który dostałam dziś o poranku od przyjaciółki. Podziękowałam jej za ten piękny wiersz. Cudownie zamknęła w poetyckiej refleksji to, co ja odczuwam w ostatnich dniach.
Grudzień, święta, spotkania adwentowe - to piękny czas. Niestety, bardzo aktywny, pędzący.
Odczuwam zmęczenie i nie mogę wyjść z przeziębienia, które złapałam tydzień przed świętami. A najbardziej brakuje mi tej rutyny dnia codziennego, kiedy prawie wszystko dzieje się zgodnie z planem dnia, tygodnia. Kiedy mogę w stałym tempie znaleźć czas na refleksję. Na napisanie czegoś.
Jeszcze dzisiaj organizujemy z mężem spotkanie sylwestrowe dla małżeństw z naszego kościoła. Jutro Paweł prowadzi nabożeństwo. W poniedziałek odpoczniemy i wiele rzeczy wróci do normy. Taką mam nadzieję :-).


piątek, 23 grudnia 2011

Humorystycznie

Kto ma kota?
Ten niech uważa na choinkę :-). KLIKNIJ

Świąteczne życzenia

„Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość.” Ks. Izajasza 9:1

„Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.” Ew. Jana 1:9

Poddajmy się działaniu tej Światłości.
Pozwólmy, aby jasność zastąpiła ciemności, w których żyjemy.
Niech nastąpi cudowne rozgrzanie serc. Zaufajmy czarowi wigilijnej nocy, która sprawia, że bliżej nam do innych ludzi, że kruszeje zaciekła niechęć i nienawiść, że pragniemy przytulić do serca wszystkich ludzi.
W tę świętą noc zostańmy przeniknięci wewnętrznym światłem, stańmy się lepsi niż w inne dni: przyjaźni, życzliwi, otwarci, gotowi do miłości, uśmiechnięci.
I niech ten czar nie trwa tak krótko... Nie pozwólmy, aby zgasło w nas światło z góry i na nowo ostygły rozgrzane serca. Nie dajmy sobie wmówić, że naszą normalnością jest ciemność...  
Przyjmijcie te piękne słowa, jako życzenia ode mnie, Wala


Kolędowa refleksja

Rozważanie ks. Henryka Czembora - „Droga poza śmierć” str. 369

„Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie.”
Ew. Łukasza 2:14

Rozśpiewane są święta Naro-dzenia Pańskiego. Kolędy nie tylko śpiewane są w kościołach, ale towarzyszą nam wszędzie. Jak żadne inne pieśni religijne, przenikają do naszej codzienności i obyczajowości. Zainspirowane ową pierwszą kolędą w dziejach, śpiewaną przez chóry anielskie na polach Betlejemskich, wysławiają Boga i zwiastują ludziom dobrą wieść o tym, że Bóg ma w nich upodobanie i pragnie ich zbawienia i pokoju. Powstają i śpiewane są wciąż nowe kolędy, przypominające i rozpowszechniające wieść o narodzeniu Bożego Syna, Zbawiciela świata...

Słuchamy kolęd w wykonaniu najlepszych chórów i najwspanialszych solistów... I coraz bardziej kolędy stają się sprawą sztuki i obyczajowości, stają się częścią folkloru... Jeszcze wzruszają, jeszcze są słuchane, ale czy ich treść dochodzi do naszej świadomości i skłania do śpiewania z głębi rozradowanego i wdzięcznego serca na cześć Boga? Przyznajmy szczerze: coraz mniej jest domów, w których śpiewa się kolędy, aby wyrazić swą radość z narodzenia się Syna Bożego. Coraz mniej obchodzi nas to, co było treścią anielskiego zwiastowania...

A przecież to za mało, gdy tylko słuchamy śpiewu innych. Trzeba nam przyjęcia anielskiej wieści, przejęcia się nią, radości z tego, że Bóg o nas pamięta i nas kocha. Że Jego Syn dla nas przyszedł na świat. A z tej radości winien wynikać nasz nieustający śpiew, nieprzerwane wielbienia pełnego miłości Boga, dołączenie do śpiewu aniołów: „Chwała na wysokościach Bogu...”


środa, 21 grudnia 2011

Śpieszmy się kochać ludzi...

Pośpiech kojarzy mi się z bieganiną, zapędzeniem, amo-kiem. A już w okresie przed-świątecznym to ludzie są wy-jątkowo zabiegani.  Czy istnieje jakaś pozytywna forma poś-piechu?

Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą… (Ks. Jan Twardowski)
Istnieją pewne myśli, które na zawsze pozostaną w naszej pamięci. To jest jedna z nich. W jakiś szczególny sposób, ta właśnie myśl, bardzo ściśle kojarzy mi się z okazjonalnymi wizytami w Ursynowskim Hospicjum. Przeważnie są to około świąteczne spotkania z pacjentami, personelem i rodzinami lub odwiedziny u samych pacjentów. Zwykle w towarzystwie jakichś muzyków. (Świetnie sprawdził się chór Sienna Gospel Choir.)
Dzisiaj odbyło się jedno z takich spotkań. Wigilia w Hospicjum.

I tutaj zacytuję pewną myśl, przeczytaną wczoraj w najnowszym numerze „Naszych Inspiracji”, w artykule „Możesz komuś sprawić radość”: … są miejsca, w których ludzie nie biegną, bo nie mają dokąd lub nie mają sił ani możliwości. Dla nich czas jakby się zatrzymał, ale nie w tym dobrym znaczeniu. Są miejsca, w których niemoc, nieuleczalna choroba, błędy przeszłości zatrzymały ludzi w smutku, żalu, osamotnieniu, braku nadziei na zmianę losu. Ten sposób zatrzymania się w życiu jest o wiele trudniejszy niż nawet bezsensowne bieganie.

Niewątpliwie hospicjum jest jednym z takich miejsc. Po trzynastu latach obcowania z nim, zrozumiałam jedno - tu potrzebny jest pośpiech. Średni pobyt pacjentów zamyka się w dwóch tygodniach. Pamiętam sytuacje, kiedy obiecywaliśmy komuś (ja i Paweł) wywołanie zdjęć i przyniesienie ich zaraz po Świętach. Niestety, nie było już komu ich dać… Odebraliśmy lekcję i przy następnej okazji wracaliśmy tak szybko, jak tylko to było możliwe.

Po dzisiejszym spotkaniu obiecaliśmy pacjentom, że po Nowym Roku ponownie do nich zawitamy. Z chórem, który będzie śpiewał tylko dla nich. Również w salach. Ucieszyli się bardzo. Wracając do domu, myślałam: Czy zobaczę jeszcze pana Stasia? Tego uroczo uśmiechającego się staruszka, który powtarzał do mnie tylko jedno zdanie: „Jestem zza Buga”. Czy spotkam panią Krysię, która pochwaliła mi się, ze ma już 96 lat i czyta bez okularów? I ma piękne kwiaty na balkonie. A tego sympatycznego, przystojnego mężczyznę spod choinki, któremu towarzyszyła piękna żona o smutnych oczach? Może być moim rówieśnikiem… A kogo już nie spotkam…?

Cytuję dalej. Alina Wieja pisze: Bóg pragnie posłużyć się naszymi rękoma, naszym czasem, obecnością, aby dotknąć miłością tych, który mają się źle. […] Miłość, nadzieja, pokój - to prezenty, które przyniósł Pan Jezus Chrystus. Trzeba je najpierw samemu przyjąć, a wtedy można podarować je innym. Jezus jest światłem w ciemności tego świata. On rozświetla każda trudną sytuację, daje nadzieję i wiarę tam, gdzie zabrakło już nawet oczekiwania, by mogło coś się zmienić. Do miejsc, gdzie ludzie już nie biorą udziału w przedświątecznej bieganinie, Bóg pragnie przyjść i zmienić ich los. Chce to  uczynić, posyłając tam ciebie

Chyba się powtórzę - hospicjum jest jednym z takich miejsc. Myślę jednak, że wspólnymi siłami udało nam się dzisiaj tam, gdzie ludzie nie biegną, wnieść wszystkiego po trochę: miłości, radości, pokoju, nadziei, światłości… Choć wydawać by się mogło, że to nic wielkiego - zaśpiewanie kilku kolęd - chór, powiedzenie okolicznościowej refleksji biblijnej - Paweł, i rozdanie prezentów (dwa różne czasopisma chrześcijańskie ze świadectwami, Ewangelia Jana, miniatura książkowa z wybranymi fragmentami Psalmów - jako słów pokrzepienia i pociechy). 
Po reakcjach ludzi widziałam wyraźnie - sprawiliśmy komuś radość.

W styczniu pośpieszymy tam ponownie.
Jeden z chórzystów, dowiedziawszy się o tym, powiedział: „Będę! To miejsce jest dla mnie priorytetowe. Nawet dzisiaj zrezygnowałem z dwóch ważnych spotkań. Tak bardzo chciałem tu być”. … I chyba o to chodzi. Śpieszmy się kochać ludzi.


środa, 14 grudnia 2011

Czas Adwentu

Rozpoczął się grudzień. I znowu robi się nerwowo. Ludzi ogarnia szaleństwo generalnych porządków, świątecznych przygotowań, zakupów... I tak będzie aż do samych świąt, które w tym roku nie rozpieszczają nas zbyt wieloma wolnymi dniami :-(. A po świętach, których znaczenia i przesłania już dawno przestaliśmy zgłębiać, znowu będziemy narzekać na zwyżkę wagi, na pusty portfel i na przemęczenie.

A może by tak ograniczyć nasze działania do koniecznego minimum? To może być trudne, bo gdybyśmy nie kupili prezentów, rozczarowalibyśmy naszych najbliższych. Gdybyśmy nie wysłali kartek z życzeniami, stracilibyśmy doskonałą okazję do podtrzymywania więzi z rodziną i przyjaciółmi. Gdybyśmy nie udekorowali domu, wyglądałby on mało odświętnie i smutno. Gdybyśmy nie nagotowali świątecznego jadła, to jaki sens byłoby się spotykać. Gdzie wobec tego znaleźć balans?

Myślę, że balans znajdziemy w tym, jeśli w czasie adwentu i świąt, z radością będziemy pielęgnować relację z Chrystusem i służyć Mu. To pozwoli nam nie rozminąć się z prawdziwym znaczeniem Adwentu, który jest czasem przygotowania na przyjście Zbawiciela.

A skoro jest tu mowa o służbie, to zawsze znajdziemy możliwości ku temu, aby ludziom żyjącym wokół nas przypomnieć właściwe znaczenie świąt Bożego Narodzenia. Dwa tysiące lat temu ludzkość otrzymała najwspanialszy dar - dar Chrystusa.  Ten dar wciąż pozostaje w zasięgu ręki tych, którzy tego daru - Chrystusa -  jeszcze nie przyjęli. Bóg ponownie posyła nas w tym roku do ludzi, którym możemy pomóc podjąć tę decyzję.

Patrzę w swój kalendarz. Za mną kolejny już Babski Wieczór Adwentowy, o charakterze jak najbardziej ewangelizacyjnym; przede mną akcja Gwiazdkowa Niespodzianka; i wizyta w Ursynowskim Hospicjum; jeszcze kilka różnych ‘wigilijek’ oraz nabożeństwo świąteczne, na które już dzisiaj powinnam zaprosić swoich najbliższych. Może przyjdą - mój mąż będzie miał kazanie :-).


czwartek, 8 grudnia 2011

Krótki filmik

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku (6,33 min.).
Kliknij TUTAJ :-).

Ten cytat jest świetnym komentarzem do filmu: Bóg ma cel, przedłużając ludzkie życie. Ludzie powinni starać się ten cel zrozumieć. Billy Graham

środa, 7 grudnia 2011

Panta rhei

Pamiętam, jak by to było wczoraj, kiedy Bóg powołał mnie do Swojej służby na pełen etat. Bardzo serio potraktowałam, a raczej - potraktowaliśmy, ja i Paweł - nasze ślubne kazanie.

Braliśmy ślub w 1982 roku, w pięknej świątyni Wang, w Karpaczu. Bardzo romantyczne miejsce. Tamtejszy pastor, ks. Jan Kozieł wygłosił kazanie. Za tekst wiodący przyjął słowa z Psalmu 116, werset 14: Spełnię Panu śluby moje wobec całego ludu Jego. Słowa zabrzmiały nam bardzo znajomo. Naszym Psalmem był Psalm 65. To w nim znaleźliśmy potwierdzenie, co do naszej wspólnej przyszłości. Już na samym początku tego Psalmu, w wersecie 2 napisane są takie słowa: Tobie należy się chwała Boże na Syjonie i Tobie należy spełnić śluby.

Nie znający tego faktu, ksiądz Kozieł kontynuował swoje kazanie, zaznaczając, iż wierzy, że każde z nas w pewnym momencie swojego życia złożyło Bogu w chwili nawrócenia ślub słowami: Chcę należeć do Ciebie, Panie. I zwracając się do Pawła powiedział: […] Podjęcie studiów na ChAT, to przygotowanie się do służby. Rozumiem to jako cząstkę wypełnienia tego ślubowania i życzę tobie, abyś dopełnił tego ślubowania poprzez służbę Bogu. A do mnie powiedział: A ty, jako małżonka, jesteś w sposób szczególny zobowiązana, aby to ślubowanie swojego męża ułatwić, aby mógł jak najszybciej, z radością wypełnić to ślubowanie. Ale to nie będzie koniec jego ślubowania, koniec tego, czego Bóg od niego oczekuje [...]

Nie mieliśmy innego wyjścia, jak podjąć to wyzwanie. Ja podjęłam to wyzwanie, aby służyć Bogu na pełen etat. Tylko, do czasu przyjazdu do Warszawy i urodzenia dziecka, pracowałam w Jeleniej Górze jako pielęgniarka. A moja nieprzerwana służba rozpoczęła się 3 miesiące po urodzeniu synka - od września 1983 roku. Wtedy - w naszym malutkim, wynajmowanym pokoiku - odbyło się pierwsze spotkanie młodzieżowe, dla młodzieży ze Zboru przy ulicy Zagórnej. W 1985 roku poczyniliśmy bardzo odważny krok, organizując pierwsze zimowisko (w górach, w domu moich rodziców), a potem pierwszy obóz letni dla młodzieży. Po drodze było kilka konferencji i obozów dla studentów, współorganizowanych z Kościołem Misja Łaski”. „Przypadkiem” rozwinęła się praca wśród osób uzależnionych od alkoholu. Nasze pierwsze wczasy rodzinne zorganizowaliśmy w 1989 roku. Potem w 1991 roku założyliśmy Ursynowską Społeczność Ewangeliczną.

W chwili obecnej, od dwóch lat, służę i buduję się w innym kościele. Po 18 latach wytężonej pracy ewangelizacyjnej i pasterskiej, podjęliśmy decyzję zmiany miejsca realizowania otrzymanego od Boga powołania. Powody były różne i złożone. Na pewno duchowe, ale też bardzo ludzkie. Zmęczenie, zniechęcenie i poczucie wypalenia mocno dały się nam we znaki. I jak to w życiu i pomiędzy ludźmi bywa - bolesnych momentów również nie brakowało. Tej decyzji nie towarzyszyło poczucie porażki i przegranej, ale poczucie ulgi. W nową służbę weszliśmy z impetem i świeżą energią, jakby ktoś zdjął z nas ogromny ciężar...

Oczywiście, jest rzeczą niemożliwą, aby po 18 latach służenia w jednym miejscu i określonym ludziom, nagle o wszystkim zapomnieć. Nie zapomnieliśmy i nie chcieliśmy zapomnieć. W naszym domu jest nadal wiele rzeczy ściśle związanych z Ursynowską Społecznością Ewangeliczną. Albumy pełne zdjęć, segregatory z gazetkami i kazaniami. Pudło z listami i kartkami od ludzi. Matryce ulotek ze wszystkich organizowanych przez nas akcji. Wycinki z gazet lokalnych, opisujące działania USE. Raporty z Gwiazdkowych Niespodzianek. Wszelkie mniej i bardziej oficjalne pisma. Ba, nawet opłacamy domenę naszej strony www.use.waw.pl., aby wciąż była aktywna.

Kiedy, nie tak dawno, robiłam porządki biurowe, cudowne wspomnienia ożyły na nowo. Sortując ten 18-letni dorobek, postanowiłam wyrzucić wszystkie rzeczy, które kładły się cieniem na tych wspomnieniach. Pozostawiłam tylko rzeczy, które stanowią rzeczywistą wartość sentymentalną i pamiątkę. To był czerwiec tego roku. A w lipcu podjęliśmy z Pawłem decyzję, że chcemy zorganizować „zjazd absolwentów USE”, na okoliczność tego, że w tym roku obchodzilibyśmy 20-lecie jej powstania. Spotkanie to nazwaliśmy roboczo „Reunion”.

Po prostu, chcieliśmy się spotkać z ludźmi, których Bóg kiedyś postawił na naszej drodze. I chcieliśmy razem podziękować Bogu, za wszystko, co mogliśmy wspólnie przeżywać. A było tego wiele - było za co dziękować i było co wspominać.
Jak napisał Paweł, w zaproszeniu:
1. Wielu z nas usłyszało Ewangelię dzięki działaniom ewangelizacyjnym Zboru.
2. Wielu tu się nawróciło i zawarło przymierze z Bogiem przez chrzest.
3. Wspólnie wychodziliśmy z przesłaniem Ewangelii na ulice, podwórka; do domów kultury, domów dziecka, domów opieki społecznej, pogotowia opiekuńczego, etc.
4. Przy Zborze działały kluby i klubiki, odbywały się spotkania: młodzieżowe, „babskie”, męskie, modlitewne….
5. Obchodziliśmy też wspólnie ważniejsze uroczystości, takie jak urodziny, rocznice ślubów, organizowaliśmy wieczory sałatkowe i niedzielne pikniki.
6. Razem wyjeżdżaliśmy na obozy młodzieżowe, zimowiska, wczasy zborowe, gdzie Słowem Bożym usługiwali nam goście tacy jak Chris Justice, Wally Schoon, Warren Carter, Dominique Ferret, Richard Cherry, Bob Cain, Phil Malone i Andy Francis.
7. Wysłuchaliśmy też setek kazań niedzielnych, które wierzymy pomogły nam wzrastać w wierze.
8. Doświadczyliśmy zainteresowania, miłości i duszpasterskiej troski, która pomogła nam przetrwać chwile próby i zniechęceń ma drodze wiary.
9. Zawarliśmy tu trwałe znajomości i przyjaźnie, dzięki którym łatwiej było, i jest, nam znosić przeciwności losu, wspierając się wzajemnie w chodzeniu za Jezusem.

I… Udało się! Spotkaliśmy się w niedzielę, 27 listopada. Gościnnie przyjął nas pod swój dach Zbór przy ulicy Siennej. Stałam z aparatem w ręku i fotografowałam każdą osobę, która pojawiała się w drzwiach. Radosnym pokrzykiwaniom i uściskom nie było końca. Z niektórymi osobami nie widzieliśmy się przecież kilka ładnych lat. Największą przyjemnością było patrzeć na naszą, dorodną już młodzież, która licznie przybyła ze swoimi „połówkami” i potomstwem (!). Wystawka w holu cieszyła się ogromnym powodzeniem - tam można było obejrzeć historyczne zdjęcia, bo aż od 1989 roku.

Zebrało się nas prawie 70 osób! Wiele innych przysłało pozdrowienia i życzenia. Celebrowaliśmy nasze „Reunion” przez cztery godziny. Pierwsze dwie, to było dziękczynne nabożeństwo. Na strunach naszych serc zagrał 15 minutowy pokaz zdjęć z życia byłej USE. Po czym męska ekipa poprowadziła nas w uwielbianiu. Śpiewaliśmy stare, ursynowskie przeboje. Obejrzeliśmy dwa krótkie świadectwa. Wiernego przyjaciela USE, zmarłego tragicznie w tym roku, Warrena Cartera. I moje - o chorobie Pawła. Okolicznościowe Słowo do zebranych mieli honorowi goście - Chris Justice i Wally Schoon. Obydwaj bardzo długo związani z naszym byłym Zborem - Chris to od samego zarania dziejów :-). Grono mężczyzn zamknęło nabożeństwo modlitwą, niczym klamrą.
Kolejne prawie dwie godziny spędziliśmy w kawiarence, zajadając się smakołykami ze wspólnie przygotowanego stołu. Mimo możliwości zajęcia miejsca przy stolikach, prawie nikt nie siadał. Stojące, „gadające” grupki zmieniały się jak w kalejdoskopie. A ja… wciąż robiłam zdjęcia :-).

Panta rei - wszystko płynie. „Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, za każdym razem bowiem inna woda w niej płynie”. (Heraklit) Tego dnia miałam wrażenie, jak bym weszła w tę samą wodę. Jakby specjalnie dla nas się zatrzymała. Oczywiście, to było chwilowe doznanie. Po spotkaniu każdy z nas wrócił tam skąd przyszedł. Gdzie aktualnie jest.
Teraz jedynie pozostaje pytanie: Co dalej? Ktoś rzucił propozycję, że takie spotkania powinny odbywać się raz do roku. Ktoś inny, bardziej realistycznie, zaproponował spotkanie na 25-lecie. 
Myślę, że rzeczą najłatwiejszą będzie wstawić zdjęcia ze spotkania do Internetu i może założyć stronę na FaceBooku. Troszkę trudniejsze, ale nie niemożliwe, będzie utrzymanie odnowionej relacji - poprzez bezpośrednie kontakty. Już zostało rzuconych kilka zaproszeń na rodzinne działki. Najtrudniejsze, ale najważniejsze, będzie pamiętanie o sobie nawzajem w modlitwach.

A więc, co dalej? Czas pokaże…



poniedziałek, 5 grudnia 2011

Zaproszenie na Wieczór Adwentowy


Zapraszam na Sienną 68/70 - do Kościoła Zielonoświątkowego.
Wejście od ulicy Siennej, do podziemi.
Kliknij w zdjęcie, aby je powiększyć.

Więcej o Steni Shaded piszę w moim wcześniejszym poście KLIKNIJ.



piątek, 2 grudnia 2011

Kącik dobrej książki

Postanowiłam napisać kilka słów o tej szczególnej książce w przededniu konferencji „Strojem jej siła i godność. NIE – wobec przemocy, TAK – dla godności kobiet”.

„Piękno z popiołów ” – droga do emocjonalnego uzdrowienia, Joy-ce Meyer, Instytut Wydawniczy „Compassion”, Szczecin, 2009r.
Jak pisze wydawca: Przesłanie „Piękna z popiołów” pochodzi od osoby, która przemoc seksualną, fizyczną i psychiczną zna z autopsji.

Książką tą obdarowałam wiele kobiet. To, co najbardziej mnie zdziwiło, to bardzo różna, powiem nawet - skrajna ocena jej bohaterki i autorki zarazem. Z jednej strony sąd, niezrozumienie, wręcz pogarda. Z drugiej strony - łzy i łamiące serce słowa: Ta kobieta pisała o mnie.
Zrozumiałam, że jest to książka skierowana do wąskiego grona czytelniczek. Do kobiet, które w swoim życiu doznały jakiejkolwiek formy przemocy oraz do osób, które znają problem przemocy od strony duszpasterskiej, terapeutycznej. Inne osoby nie będą w stanie zrozumieć mechanizmów zachowań ofiary.

Jedna z takich ofiar napisała do mnie te znaczące słowa:
Książka Joyce Meyer „Piękno z popiołów” jest dla osób, które były, bądź tkwią w szponach bezradności, smutku, samotności, odrzucenia i braku miłości. Dla osób, które latami nie miały poczucia bezpieczeństwa i obecnie też jego nie doświadczają. Dla osób, które przeżyły piekło i każdy nadchodzący dzień witają z lękiem.
Ta książka to światełko w tunelu, które nie może rozbłysnąć wspaniałym światłem. Wystarczy tylko przez ten tunel przejść, mimo że będzie bolało. Zostawić podszepty innych ludzi, „że nie należy”, „że nie wypada”, drwinę i „że i tak już nic nie zmienisz”. Zmiana nastąpi jak tylko zrobisz jeden, potem drugi, a potem trzeci krok. I nie oglądaj się za siebie , bo zaczął się proces. Wiara, nadzieja i miłość do Boga dokona cudu.

Jeśli znasz kobietę, której chciałabyś podarować tę książkę – zwróć się do mnie. Chętnie dam.


czwartek, 1 grudnia 2011

Jestem, jestem :-)

Przyznaję, ostatnio rzadko tu zaglądam, ale naprawdę byłam bardzo zajęta.
Gospodyni, która ma przez tydzień gości w domu, nie ma czasu na pisanie bloga :-(.
Ale goście byli szczególni. Więcej o powodach, dla których przyjechali, napiszę po niedzieli.

Dzisiaj tylko proponuję posłuchać ich kazań:

Chris Justice - Najwierniejszy Przyjaciel (KLIKNIJ)
Wally Schoon - Osobiste spotkanie z Bogiem  (KLIKNIJ)
Wally Schoon - Czy żyjesz w strachu? (KLIKNIJ)

Oraz wykładów z konferencji dla małżeństw, na temat "Jak budować Kościół w domu".
Chodzi o jakościową społeczność ze Słowem Bożym i w modlitwie - na gruncie rodziny.
Nagranie z konferencji - KLIKNIJ.