Pamiętam, jak by to było wczoraj, kiedy Bóg powołał mnie do Swojej służby na pełen etat. Bardzo serio potraktowałam, a raczej - potraktowaliśmy, ja i Paweł - nasze ślubne kazanie.
Braliśmy ślub w 1982 roku, w pięknej świątyni Wang, w Karpaczu. Bardzo romantyczne miejsce. Tamtejszy pastor, ks. Jan Kozieł wygłosił kazanie. Za tekst wiodący przyjął słowa z Psalmu 116, werset 14: Spełnię Panu śluby moje wobec całego ludu Jego. Słowa zabrzmiały nam bardzo znajomo. Naszym Psalmem był Psalm 65. To w nim znaleźliśmy potwierdzenie, co do naszej wspólnej przyszłości. Już na samym początku tego Psalmu, w wersecie 2 napisane są takie słowa: Tobie należy się chwała Boże na Syjonie i Tobie należy spełnić śluby.
Nie znający tego faktu, ksiądz Kozieł kontynuował swoje kazanie, zaznaczając, iż wierzy, że każde z nas w pewnym momencie swojego życia złożyło Bogu w chwili nawrócenia ślub słowami: Chcę należeć do Ciebie, Panie. I zwracając się do Pawła powiedział: […] Podjęcie studiów na ChAT, to przygotowanie się do służby. Rozumiem to jako cząstkę wypełnienia tego ślubowania i życzę tobie, abyś dopełnił tego ślubowania poprzez służbę Bogu. A do mnie powiedział: A ty, jako małżonka, jesteś w sposób szczególny zobowiązana, aby to ślubowanie swojego męża ułatwić, aby mógł jak najszybciej, z radością wypełnić to ślubowanie. Ale to nie będzie koniec jego ślubowania, koniec tego, czego Bóg od niego oczekuje [...]
Nie mieliśmy innego wyjścia, jak podjąć to wyzwanie. Ja podjęłam to wyzwanie, aby służyć Bogu na pełen etat. Tylko, do czasu przyjazdu do Warszawy i urodzenia dziecka, pracowałam w Jeleniej Górze jako pielęgniarka. A moja nieprzerwana służba rozpoczęła się 3 miesiące po urodzeniu synka - od września 1983 roku. Wtedy - w naszym malutkim, wynajmowanym pokoiku - odbyło się pierwsze spotkanie młodzieżowe, dla młodzieży ze Zboru przy ulicy Zagórnej. W 1985 roku poczyniliśmy bardzo odważny krok, organizując pierwsze zimowisko (w górach, w domu moich rodziców), a potem pierwszy obóz letni dla młodzieży. Po drodze było kilka konferencji i obozów dla studentów, współorganizowanych z Kościołem „Misja Łaski”. „Przypadkiem” rozwinęła się praca wśród osób uzależnionych od alkoholu. Nasze pierwsze wczasy rodzinne zorganizowaliśmy w 1989 roku. Potem w 1991 roku założyliśmy Ursynowską Społeczność Ewangeliczną.
W chwili obecnej, od dwóch lat, służę i buduję się w innym kościele. Po 18 latach wytężonej pracy ewangelizacyjnej i pasterskiej, podjęliśmy decyzję zmiany miejsca realizowania otrzymanego od Boga powołania. Powody były różne i złożone. Na pewno duchowe, ale też bardzo ludzkie. Zmęczenie, zniechęcenie i poczucie wypalenia mocno dały się nam we znaki. I jak to w życiu i pomiędzy ludźmi bywa - bolesnych momentów również nie brakowało. Tej decyzji nie towarzyszyło poczucie porażki i przegranej, ale poczucie ulgi. W nową służbę weszliśmy z impetem i świeżą energią, jakby ktoś zdjął z nas ogromny ciężar...
Oczywiście, jest rzeczą niemożliwą, aby po 18 latach służenia w jednym miejscu i określonym ludziom, nagle o wszystkim zapomnieć. Nie zapomnieliśmy i nie chcieliśmy zapomnieć. W naszym domu jest nadal wiele rzeczy ściśle związanych z Ursynowską Społecznością Ewangeliczną. Albumy pełne zdjęć, segregatory z gazetkami i kazaniami. Pudło z listami i kartkami od ludzi. Matryce ulotek ze wszystkich organizowanych przez nas akcji. Wycinki z gazet lokalnych, opisujące działania USE. Raporty z Gwiazdkowych Niespodzianek. Wszelkie mniej i bardziej oficjalne pisma. Ba, nawet opłacamy domenę naszej strony
www.use.waw.pl., aby wciąż była aktywna.
Kiedy, nie tak dawno, robiłam porządki biurowe, cudowne wspomnienia ożyły na nowo. Sortując ten 18-letni dorobek, postanowiłam wyrzucić wszystkie rzeczy, które kładły się cieniem na tych wspomnieniach. Pozostawiłam tylko rzeczy, które stanowią rzeczywistą wartość sentymentalną i pamiątkę. To był czerwiec tego roku. A w lipcu podjęliśmy z Pawłem decyzję, że chcemy zorganizować „zjazd absolwentów USE”, na okoliczność tego, że w tym roku obchodzilibyśmy 20-lecie jej powstania. Spotkanie to nazwaliśmy roboczo „Reunion”.
Po prostu, chcieliśmy się spotkać z ludźmi, których Bóg kiedyś postawił na naszej drodze. I chcieliśmy razem podziękować Bogu, za wszystko, co mogliśmy wspólnie przeżywać. A było tego wiele - było za co dziękować i było co wspominać.
Jak napisał Paweł, w zaproszeniu:
1. Wielu z nas usłyszało Ewangelię dzięki działaniom ewangelizacyjnym Zboru.
2. Wielu tu się nawróciło i zawarło przymierze z Bogiem przez chrzest.
3. Wspólnie wychodziliśmy z przesłaniem Ewangelii na ulice, podwórka; do domów kultury, domów dziecka, domów opieki społecznej, pogotowia opiekuńczego, etc.
4. Przy Zborze działały kluby i klubiki, odbywały się spotkania: młodzieżowe, „babskie”, męskie, modlitewne….
5. Obchodziliśmy też wspólnie ważniejsze uroczystości, takie jak urodziny, rocznice ślubów, organizowaliśmy wieczory sałatkowe i niedzielne pikniki.
6. Razem wyjeżdżaliśmy na obozy młodzieżowe, zimowiska, wczasy zborowe, gdzie Słowem Bożym usługiwali nam goście tacy jak Chris Justice, Wally Schoon, Warren Carter, Dominique Ferret, Richard Cherry, Bob Cain, Phil Malone i Andy Francis.
7. Wysłuchaliśmy też setek kazań niedzielnych, które wierzymy pomogły nam wzrastać w wierze.
8. Doświadczyliśmy zainteresowania, miłości i duszpasterskiej troski, która pomogła nam przetrwać chwile próby i zniechęceń ma drodze wiary.
9. Zawarliśmy tu trwałe znajomości i przyjaźnie, dzięki którym łatwiej było, i jest, nam znosić przeciwności losu, wspierając się wzajemnie w chodzeniu za Jezusem.
I… Udało się! Spotkaliśmy się w niedzielę, 27 listopada. Gościnnie przyjął nas pod swój dach Zbór przy ulicy Siennej. Stałam z aparatem w ręku i fotografowałam każdą osobę, która pojawiała się w drzwiach. Radosnym pokrzykiwaniom i uściskom nie było końca. Z niektórymi osobami nie widzieliśmy się przecież kilka ładnych lat. Największą przyjemnością było patrzeć na naszą, dorodną już młodzież, która licznie przybyła ze swoimi „połówkami” i potomstwem (!). Wystawka w holu cieszyła się ogromnym powodzeniem - tam można było obejrzeć historyczne zdjęcia, bo aż od 1989 roku.
Zebrało się nas prawie 70 osób! Wiele innych przysłało pozdrowienia i życzenia. Celebrowaliśmy nasze „Reunion” przez cztery godziny. Pierwsze dwie, to było dziękczynne nabożeństwo. Na strunach naszych serc zagrał 15 minutowy pokaz zdjęć z życia byłej USE. Po czym męska ekipa poprowadziła nas w uwielbianiu. Śpiewaliśmy stare, ursynowskie przeboje. Obejrzeliśmy dwa krótkie świadectwa. Wiernego przyjaciela USE, zmarłego tragicznie w tym roku,
Warrena Cartera. I moje -
o chorobie Pawła. Okolicznościowe Słowo do zebranych mieli honorowi goście -
Chris Justice i Wally Schoon. Obydwaj bardzo długo związani z naszym byłym Zborem - Chris to od samego zarania dziejów :-). Grono mężczyzn zamknęło nabożeństwo modlitwą, niczym klamrą.
Kolejne prawie dwie godziny spędziliśmy w kawiarence, zajadając się smakołykami ze wspólnie przygotowanego stołu. Mimo możliwości zajęcia miejsca przy stolikach, prawie nikt nie siadał. Stojące, „gadające” grupki zmieniały się jak w kalejdoskopie. A ja… wciąż robiłam zdjęcia :-).
Panta rei - wszystko płynie. „Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, za każdym razem bowiem inna woda w niej płynie”. (Heraklit) Tego dnia miałam wrażenie, jak bym weszła w tę samą wodę. Jakby specjalnie dla nas się zatrzymała. Oczywiście, to było chwilowe doznanie. Po spotkaniu każdy z nas wrócił tam skąd przyszedł. Gdzie aktualnie jest.
Teraz jedynie pozostaje pytanie: Co dalej? Ktoś rzucił propozycję, że takie spotkania powinny odbywać się raz do roku. Ktoś inny, bardziej realistycznie, zaproponował spotkanie na 25-lecie.
Myślę, że rzeczą najłatwiejszą będzie wstawić zdjęcia ze spotkania do Internetu i może założyć stronę na FaceBooku. Troszkę trudniejsze, ale nie niemożliwe, będzie utrzymanie odnowionej relacji - poprzez bezpośrednie kontakty. Już zostało rzuconych kilka zaproszeń na rodzinne działki. Najtrudniejsze, ale najważniejsze, będzie pamiętanie o sobie nawzajem w modlitwach.
A więc, co dalej? Czas pokaże…