piątek, 29 kwietnia 2011

Triumf przez tragedię...


Na stronie głównej „Word Challenge Inc.” pojawił się następujący komunikat:
Dzisiaj, 27 kwietnia 2011 roku, David Wilkerson odszedł, by być z Jezusem. Ponieważ otrzymujemy wiele telefonów i zapytań, więc po prostu potwierdzamy ten fakt, że zginął w fatalnym wypadku samochodowym. Doceniamy wasze modlitwy, bo nasze serca są pełne cierpienia, jakkolwiek radujemy się wiedząc, jak dobrym życiem żył David. Wkrótce podamy więcej informacji. Dziękujemy za wasze modlitwy. Rodzina Wilkersonów. 

Wypadek miał miejsce w Stanie Teksas (USA), samochód pastora zjechał na przeciwległy pas ruchu i uderzył czołowo w ciężarówkę. David Wilkerson poniósł śmierć na miejscu. Jego żona, Gwen, została odwieziona do szpitala w stanie krytycznym. Przyczyny wypadku nie są znane. Pogrzeb odbędzie się w Teksasie, w dniu 2 maja. Nabożeństwo wspomnieniowe, będzie miało miejsce w Nowym Jorku, w dniu 14 maja.

Pastor David Wilkerson (ur. 19 maja 1931 w Hammond, w stanie Indiana, Stany Zjednoczone zm. 27 kwietnia 2011 w stanie Teksas, Stany Zjednoczone) - autor znanej na całym świecie  książki „Krzyż i sztylet”, pastor kościoła „Times Square Church” w Nowym Jorku. Pracował wśród młodzieży i ludzi z marginesu społecznego w Nowym Jorku. W 1958 założył organizację „Teen Challenge”, nastawioną na pomoc tym ludziom.

W dniu wypadku pastor Wilkerson umieścił na swoim blogu wpis pt. „Gdy wszystko zawodzi”, w którym dodawał otuchy wszystkim, przechodzącym trudności, i zachęcał ich do trwania w wierze. Ktoś przetłumaczył jego słowa następująco: Dla tych, którzy przechodzą przez dolinę cienia śmierci jest słowo: Płacz wypełni straszne, ciemne noce - ale pośród tej ciemności wkrótce usłyszycie szept Ojca: 'Jestem z wami. Teraz wam nie powiem dlaczego, ale pewnego dnia dostrzeżecie w tym wszystkim sens. Zobaczycie, że to było częścią Mojego planu. To nie był przypadek. To nie wasza przegrana. Trzymajcie się mocno. Pozwólcie, że was przytulę w godzinie waszego bólu’.

Pastor Wilkerson, nie bez przyczyny, pozostanie najbardziej zapamiętany dzięki swojej działalności ewangelizacyjnej wśród ulicznych gangów, dilerów narkotykowych i narkomanów oraz dzięki książce, opisującej tę służbę. Książce „Krzyż i sztylet”, która została sfilmowana. Film do dziś służy jako ewangelizacyjne narzędzie w pracy wśród więźniów. Dzięki Bożej przychylności dane nam (mi i mojemu mężowi) było poznać osobiście dwóch głównych bohaterów tej książki. Nicky Cruza, który odwiedził Polskę w latach osiemdziesiątych. Oraz Sonny Arguinzoni, który, poprzez założony przez siebie kościół w amsterdamskiej dzielnicy czerwonych świateł, prowadził wspaniałą działalność wśród najbardziej zgubionych tego świata. (Kościoły "Victory Outreach" powstały w różnych krajach na świecie - my odwiedziliśmy ten w Holandii. To było niezapomniane przeżycie. Widzieć nawróconych: narkomanów i dilerów, homoseksualistów, alfonsów i prostytutki. Mieszkać u jednej z nich. Słuchać jej, śpiewającej w chórze... )


Na swoim blogu Nicky Cruz napisał: It is with great sadness that I say goodbye to my spiritual father, David Wilkerson. It is impossible to adequately summarize 50 plus years of memories. For decades, I have told people, and especially my family, that without David Wilkerson’s obedience to go into the pits of hell, I wouldn’t be here. Neither would millions of souls who have come to the Lord through Nicky Cruz Outreach, Teen Challenge, Victory Outreach, and World Challenge.  
W wersji polskiej: Z wielkim smutkiem mówię ‘żegnaj’ do mojego duchowego ojca, Davida Wilkersona. Jest rzeczą niemożliwą w sposób adekwatny podsumować ponad 50 lat wspomnień. Przez dziesiątki lat mówiłem ludziom, a szczególnie mojej rodzinie, że bez posłuszeństwa Davida, aby pójść w najgorszą otchłań piekła, nie byłoby mnie tutaj. A także milionów innych dusz, które przyszły do poznania Pana poprzez ewangelizacje Nicky Cruz Outreach, Teen Challenge, Victory Outreach, and World Challenge.
Rzeczywiście, niesamowity to owoc posłuszeństwa jednego człowieka.

Sonny Arguinzoni pisze: If I had to describe David Wilkerson with one word, it would be Faith.” […] Today, I’m remembering how David influenced my life -he was the first one to demonstrate to me that he had “faith” that I could change! […] I am grateful to God for my spiritual heritage, and I thank Him daily that my spiritual Fathers were powerful men of God. […]  Julie and I, along with our family, will be eternally grateful to the Wilkerson family and to have personally known this great man of God, this great man of compassion, and this great man of faith
W polskim tłumaczeniu: Jeśli miałbym opisać Davida Wilkersona jednym słowem, to byłoby to słowo „Wiara”. […]  Dzisiaj wspominam, jak David wpłynął na moje życie - to on pierwszy pokazał mi, że ma wiarę w to, że ja mogę się zmienić. […] Jestem wdzięczny Bogu za całe moje duchowe dziedzictwo, i codziennie dziękuję Mu za to, że moi duchowi ojcowie byli wspaniałymi mężami Bożymi. […] Julie i ja, wraz z całą naszą rodziną, będziemy dozgonnie wdzięczni rodzinie Wilkersonów, że mogliśmy osobiście znać tego wspaniałego męża Bożego, tego męża pełnego współczucia, tego wielkiego męża wiary

David Wilkerson odwiedzał Polskę. Ja wiem przynajmniej o dwóch jego pobytach. A dane mi było go słuchać podczas konferencji dla pastorów i ludzi zaangażowanych w służbę Kościoła. Konferencja odbywała się we Wrocławiu w dniach 16-18 czerwca 2005 roku. Jej hasło brzmiało: Odnów swą pasję do Chrystusa. Davidowi towarzyszył syn - Gary.
David powiedział tam między innymi: …Niezależnie od tego, jak wielkie kościoły byśmy pobudowali, jak wspaniałe by one nie były - dobrze zorganizowane, dobrze wyposażone, dobrze finansowane, posiadające piękne budynki - to kiedy staniemy twarzą w twarz z Jezusem, On nie będzie z nami rozmawiał o ‘church growth’, ‘church dynamic’ czy ‘church management’; nie będzie zainteresowany tym, jak wspaniałe organizacje i budynki udało nam się wznieść! On zapyta się: Czy każdego dnia powierzałeś Mi swoje życie, pragnąc być bardziej do Mnie podobny? Czy robiłeś wszystko, aby wzrastać we mnie?...

Należy wspomnieć, że David Wilkerson napisał więcej książek.
Ja mogę polecić dwie:
„Ku dojrzałemu chrześcijaństwu” - niewielka ‘perełka’, omawiająca podstawowe aspekty życia chrześcijanina; CTVCH Charyzma, Opole, 1995.
„Triumf przez tragedię. Jak chrześcijanie mogą stać się zwycięzcami przez cierpienie” - JACK, Ustroń, 2005.

Wierzę, że mimo nagłej, tragicznej śmierci i odejścia Davida Wilkersona do Pana, jego dzieło, tu na ziemi, wciąż będzie wykonywało wspaniałą pracę w sercach wielu ludzi. Stworzona organizacja, założony zbór,  książki, zgromadzone kazania, proroctwa, zachowany blog - jeszcze wielu mogą przyprowadzić do Chrystusa. Wykorzystujmy ten czas, gdyż dni są złe. (Efezjan 5:16)

***


Warto spojrzeć na te strony. Koniecznie przeczytajcie pełne wspomnienia Nicky Cruza i Sonny Arguinzoni  (KLIKNIJ):

środa, 27 kwietnia 2011

W Sudetach wiosna w pełni...

... ale trzeba było już wracać...


KLIKNIJ OBRAZ

wtorek, 19 kwietnia 2011

Niedziela Wielkanocna



Pan i Bóg mój

Grób zakryliśmy ogromnym kamieniem
grzebiąc tam wiarę naszą i nadzieję,
i od wieków płaczemy nad Twym umęczeniem...

Nie pamiętając o Twych obietnicach
i nie pojmując cudu zmartwychwstania
czcimy ponure, rzymskie szubienice -
wypełniające pustkę talizmany.

Bo łatwiej wierzyć Tomaszom odwiecznym,
że ciągle konasz albo leżysz w grobie,
niż że od blasków jaśniejszy słonecznych
Ojca koroną jesteś i ozdobą.

Błogosławiony, kto nie pragnąc cudu
z Biblii się uczy wiary - i w pokorze
poddając swoją wolę Twojej Boskiej woli
zawoła za Tomaszem: - Panie mój i Boże!
(Lidia Sacewicz)

***

Życzenia Świąteczne
Świat dzisiejszy jest niespokojny, a powodem tego jest chyba utrata wiary w Zmartwychwstanie. Nie pomagają zdobycze wiedzy i techniki, ani oszałamiające wyprawy na Księżyc i w Kosmos.
Człowiek pozbawiony nadziei i wiary w zmartwychwstanie jest ‘najbardziej pożałowania godny’, jak mówi ap. Paweł. Bo nawet zdobycie całego Kosmosu nie zagłuszy ludzkiej tęsknoty, jeśli będzie to Kosmos bez Boga i bez wiecznego życia.
Słowa Jezusa Chrystusa - „Ja żyję i wy żyć będziecie” (Ew. Jana 14:19) są siłą, która pozwala wyrwać się ludzkości z odmętów beznadziei oraz smutku.
Niechaj te Święta Wielkanocne staną się dla nas świętami odrodzonej nadziei, radości i pokoju!





„Zmartwychwstań, Jezu,
W sercu moim,
Skrusz kamień grzechu,
Co w nim tkwi.
Zamiast grobowych,
Czarnych cieni
Niech światło we mnie lśni!”
                                                    (L. Staff)







Wielka Sobota - zaproszenie do wysłuchania audycji


Kliknij w celu powiększenia obrazu.


Wielki Piątek


Kto ukrzyżował?

Na krzyżu Golgoty Tyś cierpiał bez winy,
W milczeniu zawarłszy Swe zbolałe wargi...
Nie rzekłeś ni słowa, nie wydałeś skargi,
Choć członki Twe mdlały - od uderzeń sine...

Na krzyżu Golgoty Twe spragnione usta
Wyrzekły ostatnie słowa przebaczenia
Dla tłumu, co życzył Ci unicestwienia
I pluł w twarz Twoją - pobladłą jak chusta...

Któż to zadawał Ci bolesne rany
I ciało Twoje zawiesił na krzyżu?...
Któż to tak gniewnie grób zawalił głazem
I straż postawił przy grocie, w pobliżu?...

Czemu znów milczysz?...
Czemu oczy Swe zasmucone
Zwracasz ciągle w moją stronę?
(Maria Bartikowska)



Wielki Czwartek


Nie stracić celu
Uczta się zakończyła,
czwartek w piątek przeszedł
- a raczej w nim się uwiecznił, by nigdy nie odejść;
pozostały naczynia na wieczerzy stole,
trochę pustki wokoło, co nie chce być pustką,
kilka łez pożegnania, rozdarte wspomnienia
i dziwna obietnica o wiecznym powrocie.

Uczta się zakończyła, lecz tylko pozornie,
stoły znowu się cieszą obfitością daru,
słychać głosy wesela, chleb znowu się łamie,
kielich pełen po brzegi, woń kwiatów się wznosi…

Życie jest zaproszeniem do wieczerzy stołu,
By nie ustać w drodze i nie stracić celu.
(Roman Mleczko, Pięknego życia dla ciebie)


Kącik dobrej książki

Książka na czasie

„Przesłanie zmartwychwstania. Chrystus żyje!”Paul Beasley-Murray, Wydawnictwo „Credo”, Katowice, 2011r.
To piękna książka (296 str.). Niekoniecznie uda wam się ją przeczytać w okresie przygotowań do Świąt (zakładając, że kobiety gotują, a mężczyźni myją okna J). A też nie polecam ukrywania się z książką w kącie wtedy, kiedy trafia nam się jedna z niewielu okazji, aby pobyć dłuższą chwilę z bliskimi. Jednak - przeczytać ją warto.

Autor w kilku rozdziałach odnosi się do wszystkich biblijnych relacji i odniesień do kwestii zmar-twychwstania. W pierwszej kolejności - Jezusa, potem ludzi.

Spodobało mi się kilka praktycznych myśli.

Na przykład: Zmartwychwstanie Jezusa stanowi sedno naszej wiary. Chrześcijaństwo jest nade wszystko religią zmartwychwstania. Kościół jest powołany głównie do tego, aby być wspólnotą zmartwychwstania.

Albo: „Pierwszy dzień tygodnia” (niedziela - dzień zmartwychwstania) szybko stał się dniem, w którym chrześcijanie zaczęli się gromadzić na nabożeństwach. […] Obecnie wyjątkowość niedzieli nie ma nic wspólnego z zamkniętymi sklepami lub z tym, że rodzina spędza czas ze sobą. Niedziela dla chrześcijan jest dniem odświętnym. W tym dniu Kościół ma świętować z okazji potężnego dzieła Bożego, jakim było wzbudzenie Jezusa z martwych. W tym sensie każda niedziela jest Wielkanocą. […] Niestety, dla większości niedziela nie jest już pierwszym dniem tygodnia. W dzisiejszych czasach miejsce to zajmuje poniedziałek. Niedziela zaś jest ostatnim dniem tygodnia,  częścią weekendu. […] Nic więc dziwnego, że udział w niedzielnym nabożeństwie ku czci Boga stał się opcjonalnym dodatkiem, nawet dla niektórych chrześcijan. […] Jako chrześcijanie musimy jednak przywrócić niedzieli jej główne miejsce. Udział w niedzielnym nabożeństwie to priorytet, bo właśnie tego dnia sławimy moc Boga, który wzbudził Jezusa z martwych, dzięki czemu my sami możemy nabrać dystansu do wszystkich naszych trosk. Pamiętajmy -Jezus jest zmartwychwstałym Panem i jako taki ma prawo decydować nie tylko o tym, co robimy w Kościele, lecz także o tym, jak żyjemy i pracujemy od poniedziałku do soboty. […] Chrystus Wielkanocy jest Chrystusem każdego dnia!

Zachęcam do przestudiowania tej wartościowej książki. Piszę przestudiowania, ponieważ książka ta zawiera studium biblijne do przeprowadzenia samodzielnie lub w grupie.



piątek, 15 kwietnia 2011

Wielkanocne kino familijne

„Spotkanie z Jezusem”

Serdecznie zachęcam do poczynienia pewnego wysiłku (poszukanie w wypożyczali lub na Allegro, czy zakup u dystrybutora) i obejrzenia w gronie rodzinnym pięknego filmu animowanego „Spotkanie z Jezusem”.
Tytuł angielski „The Miracle Maker” (Cudotwórca), z 1999r., 90min, reżyseria: Derek W. Hayes, Stanislav Sokolov, sce-nariusz: Murray Watts, dystrybutor: Monolith Films.

Na zachętę zamieszczam ciekawą recenzję Krzysztofa Łukaszewicza na temat tego filmu:
[…] Wydawało się, że Shrek stanowi na dzień dzisiejszy absolutny i niedościgły wzór do naśladowania dla twórców filmów animowanych. Wygenerowana na najnowocześniejszych komputerach, dopraco-wana do ostatnich szczegółów grafika pozwala widzowi odkryć w wirtualnych bohaterach szczegóły ruchu i mimiki, których nigdy w życiu nie zauważyłby u żywego aktora. Okazuje się jednak, że w tej, jakże sympatycznej rodzinie filmów animowanych, istnieją spore pokłady możliwości, przy czym niekoniecznie leżące tylko w mocach przerobowych gigapecetów. Przekonują o tym rosyjscy lalkarze, którzy wspólnie ze swymi brytyjskimi kolegami stworzyli animowane arcydzieło, bo takim z pewnością nazwać można  „Spotkanie z Jezusem” - opowieść o trzech ostatnich latach życia Jezusa.

Jak sugeruje tytuł oryginalny, Chrystus ukazany jest tu przede wszystkim jako cudotwórca i uzdrowiciel, a także, jak to w filmach skierowanych głównie do najmłodszych - wielki Przyjaciel dzieci. Jezusowi przez cały czas towarzyszy w tle uzdrowiona przezeń z nieuleczalnej choroby dziewczynka, która nawet w chwili Jego męki nie traci wiary i nadziei.

Ciekawą interpretację stanowi postać Judasza - bojownika o wyzwolenie Izraela, który wydaje Nauczyciela nie z chęci zysku, lecz z rozczarowania Jego ugodową postawą wobec Rzymu.

Scenom kukiełkowym towarzyszą umiejętnie wplecione sekwencje rysunkowe. Dzieje się tak zarówno w retrospekcjach z życia Jezusa, jak i Jego przypowieściach. Kunszt rosyjskich lalkarzy oddaje otwarcie filmu - ogólny plan jeziora i miasteczka Nazaret. Brzeg, do którego zawijają łodzie rybackie, tętni życiem rojąc się od bazarów, przekupniów, podróżnych i wielbłądów. Wrażenie jest zadziwiające - jakby w planie występowali żywi aktorzy, statyści i zwierzęta. Złudzenie trwa przez kolejne sekundy, aż do momentu zbliżeń postaci. Każda z nich ma swoją własną mimikę twarzy, nie wspominając już o specyficznym sposobie poruszania. Może nie dziwi to w dobie Shreka, ale pamiętajmy, że kukiełki liczą sobie nie więcej niż ćwierć metra wzrostu, a ich główki - po cztery, pięć centymetrów. Największa dekoracja - Świątynia Salomona w Jerozolimie ma około stu centymetrów, a wrażenie - nie gorsze niż na Zatybrzu w „Quo vadis”.

Wyjątkowa jest strona dźwiękowa - symfoniczna, autentycznie poruszająca muzyka i wspaniały dubbing.

Film ma spore szanse znaleźć się wśród najlepszych klasyków swego gatunku, a przede wszystkim zagościć na domowych ekranach w świątecznych repertuarach telewizyjnych. [...]

I, oby tak się stało…

Film ten rzeczywiście okazał się wspaniałym narzędziem, podczas akcji „Gwiazdkowa Niespodzianka”, przeprowadzonej w Domu Sztuki na warszawskim Ursynowie, w roku 2005. Ewangelia była przedstawiona dzieciom jasno i klarownie. Śmierć Jezusa została pokazana z dużą wrażliwością w stosunku do małego widza, ale bardzo czytelnie. Końcowe minuty filmu pięknie przedstawiają fakt zmartwychwstania Jezusa, Jego objawianie się uczniom oraz wniebowstąpienie.

Przekaz filmu tchnie nadzieją na życie wieczne. Dwukrotnie przytaczane są słowa Jezusa: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.” (Ew. Jana 14:1-3)

Sala kinowa Domu Sztuki wypełniona była po brzegi (ok. 150 dzieci). Dzieci oglądały film z dużym zaciekawieniem. Przyjemnością było patrzeć na ich szeroko otwarte oczy, rozdziawione buźki czy pełną napięcia stojącą postać małego ciałka, przywierającego do oparcia fotela sąsiada siedzącego z przodu.

Dzieci bardzo dzielnie zniosły 90 minutowy seans. Jedynie sporadycznie zdarzało się, że jakiś maluch (było troszkę dzieci poniżej wieku, jaki był określony na zaproszeniu) zapłakał zniecierpliwiony. Podczas sceny ukrzyżowania Jezusa dał się słyszeć głos z sali: Ja zamknę oczy, a ty mi potem powiesz, co się stało!  (Zaletą tego spotkania był fakt, że mamusie młodszych dzieci mogły pozostać na seans razem ze swoimi pociechami.)

Naprawdę, warto obejrzeć ten film. Z korzyścią nie tylko dla naszych pociech (dzieci, wnuków), ale nas samych.
Piszę o tym na tyle wcześnie, aby zainteresowani zdążyli dotrzeć do tego filmu przed Świętami. Odsyłam również na właściwą stronę: KLIKNIJ.


Święta Wielkanocne po polsku

Magia Świąt Wielkanocnych:

Wielkanoc - najstarsze i najważniejsze święto chrześ-cijańskie, obchodzone już w II wieku, to dla chrześcijan święto triumfu nad śmiercią, odkupienia z grzechów, zwycięstwa dobra nad złem. Święta wielkanocne były dla naszych pogańskich przodków również świętami powitania wiosny; świętem odradzającego się życia i wiosennej odnowy. Dlatego tak dużo w nich symboli życia, odrodzenia, oczyszczenia, zdrowia (zielone gałązki palmy, ogień, jajo, woda) oraz związanych z tym wszystkim przeróżnych zwyczajów i obrzędów. W polskiej obyczajowości święta te są niezwykle bogate i barwne. Tradycje chrześcijańskie splatają się tu  z pradawnymi misteriami na cześć budzącej się z zimowego snu przyrody. ( „Poradnik Domowy”; „Przyjaciółka”)

Magiczna moc palmy:

Niedziela Palmowa, podczas której święci się palmy (na pamiątkę wjazdu Chrystusa do Jerozolimy!) rozpoczyna Wielki Tydzień. Ale znaczenie tej mniej lub bardziej kolorowej gałązki ma charakter związany nie tylko z Biblią. To również przywołanie starego kultu obecnego w tradycji pogańskiej. Słowianie wierzyli w drzewko szczęścia, wiecznie odradzające się, którego symbolem była wierzba. Wielkanocna palma wykonana z gałązek wierzbiny, to symbol życiodajnych sił i nadziei na lepszą przyszłość. Wysokość palmy miała mieć ponoć wpływ na długie życie i dorodne potomstwo. Poświęcona palma to ogromne bogactwo znaczeń i magii. Po poświęceniu palmę przechowywano przez cały rok, do następnych świąt. Dobrze było mieć więcej niż jedną palmę. Palmowe gałązki wkładane pod skiby świeżo zaoranego pola, miały zapewnić urodzaj. Zatknięte na ścianie izby odpędzały złe duchy, chroniły przed zarazą, pożarem, gradobiciem, zaś wymachiwanie palmą podczas burzy miało ustrzec dom od piorunów. Receptą na ból gardła było połykanie „baziek” wyciągniętych z palmy lub też picie naparu ze zdobiących ją borówek. Kawałki palmy wielkanocnej, jako symbolu zmartwychwstania, wkładano zmarłym do trumien. Istniał też zwyczaj chodzenia z palmą na groby bliskich.
Wierzono, że, podobnie jak na ludzi, palma działa na bydło - umieszczona przed oborą chroniła dobytek przed chorobami.  („Pasmo”, „Życie Warszawy”, „mt”)

Magia kolejnych dni Wielkiego Tygodnia:

- w Wielkim Tygodniu przestrzegano Środy Żurowej, kiedy to biegano po polach z płonącymi gałęziami mającymi odstraszyć złe moce,
- wierzono, że w Wielki Czwartek wzmaga się moc czarownic odbierających pożytek z bydła i dzieci; złe moce, z obejścia i pola, gospodarz wyganiał wierzbowym kijem,
- Wielki Piątek był dniem pełnym zakazów i nakazów; wierzono, że śmierć Jezusa dopuszcza na świat złe; oczywiście można było uniknąć nieszczęścia - np. dla zachowania zdrowia ludzie musieli  umyć się koniecznie przed wschodem słońca w bieżącej wodzie, nie wycierając się; z kolei, by chronić konie przed chorobą obcinano im grzywy i ogony...,
- w Wielką Sobotę palono śmieci, co miało symbolizować odradzanie się z popiołów; święcono też , wodę, ogień, gromnice i pokarmy.

Woda - od niepamiętnych czasów wodę uważano za symbol uzdrowienia, źródła życia, odrodzenia ducha i ciała, zmartwychwstania, oczyszczenia, dobra i zła, duszy ludzkiej. (Po trosze każdy z tych symboli jest obecny w wielkanocnym poniedziałkowym oblewaniu nazwanym śmingusem-dyngusem. Czytaj dalej.)

Ogień - w Wielką Sobotę święci się w kościołach ogień; o zmierzchu rozpalane jest przy kościele ognisko, które kapłan poświęca, a zgromadzeni wierni zapalają od niego przyniesione świece. Dawniej od tych płonących świec gospodarze rozpalali pod kuchnią „nowy ogień”, a dom i całe obejście kropili święconą wodą.

Święcone - Wielkanoc przychodzi po 40 dniach wielkiego postu. Nic więc dziwnego, że to święto wiąże się też z największymi uciechami kulinarnymi. Już od średniowiecza w Wielką Sobotę święci się tradycyjne potrawy wielkanocne, chociaż obyczaj ten wywodzi się z czasów pogańskich, kiedy to proszono bogów, by mieli w opiece najprostsze ludzkie jadło. W czasach prasłowiańskich przygotowywano wiosenne uczty dla demona zwanego ubożem. Tym tłumaczono ogromną ilość przygotowywanego jadła.
- chleb - najważniejszy pokarm człowieka, owoc ciężkiej pracy, podstawa pożywienia. Z poświęconym chlebem należało obejść trzy razy dom, aby w ciągu roku chleba nie zabrakło. Jeśli komu wypadł w Wielkanoc z ręki chleb, tego miały spotkać w danym roku same nieszczęścia. W święconce chleb ma symbolizować  Ciało Chrystusa
- jajko / pisanka - od najdawniejszy czasów uważane za symbol życia, płodności, miłości i siły; to symbol stworzenia, rodzenia się i powrotu wiosny; wierzono w jego życiodajne, oczyszczające i uzdrawiające właściwości. Malowane ptasie jaja od wieków były czczone na całym świecie. Najstarsze pisanki pochodzą z Mezopotamii, gdzie jajo było symbolem wszechrzeczy. Wierzenia związane z jajkami wiążą się z magią i kultem zmarłych, np. Grecy i Rzymianie składali czerwono ufarbowane jajka, jako ofiary pośmiertne. Jajka barwione na czarno symbolizowały śmierć, a na czerwono - moc, siłę, życie.
I na naszych ziemiach od zarania dziejów jajko było nieodłącznym elementem przeróżnych magicznych obrzędów: zakopywano je w sadach i na polach, rzucano na dachy chat, toczono po zaoranej ziemi, dotykano nim ludzi, zwierząt i drzew, co zapewniać miało wszystkim zdrowie, płodność i obfite plony. Skorupki święconych jaj rozsypane wokół domu miały sprawić, że kury lepiej się będą niosły, rozrzucone zaś po kątach domu odstraszać wszelkie robactwo. Należało je kłaść pod pierwszym snopem w stodole lub w podwaliny domu, aby chroniły przed myszami. Przeciwko urokom dobrze było polać obory wodą, w której gotowały się jajka na wielkanocny stół. Lub, w tejże wodzie, panna miała umyć twarz, aby zyskać na urodzie. Sproszkowane skorupki pite z wodą stanowiły doskonałe lekarstwo na ból zębów. W święcone jajko ma symbolizować nowe życie, obiecane w Chrystusie.
- kiełbasa - stary polski przysmak. Jest znakiem „tego, co najlepsze”, symbolem obfitości i tłustości. Poświęcona, miała chronić przed ukąszeniem węża.
- sól - już od starożytności była symbolem niezniszczalności. Sama się nie psuje i chroni od zepsucia. Często składano ją w ofierze bogom. Ugody, pakty i przymierza zawierano zazwyczaj przy ofiarnym posiłku zaprawionym solą. Stąd sól stała się symbolem porozumienia, przyjaźni i wierności. W sferze duchowej uważa się, że ma siłę oczyszczania duchowego. W K.K. używana przy chrzcie jako symbol czystości. Bywa też wrzucana do trumny, gdyż jako symbol nieśmiertelności ma moc odstraszyć diabła. 
- chrzan - jego smak, ostrość i cierpkość, wywołujące nawet łzy, mają człowiekowi przypominać mękę Chrystusa. Poświęcony chrzan miał chronić przed pchłami.
- baranek - to symbol religijny - „Baranek Boży”, wprowadzony przez papieża Urbana V w XIV w. Baranek to symbol Chrystusa przyjęty w liturgii K.K.
- zajączek - to zwierzę żywotne, wesołe. Jeszcze w starożytności symbolizowało życie, płodność, zmysłowość, wiosnę - podobnie jak jajko. Zajączek był elementem pogańskich rytuałów związanych z urodzajem. Stąd to wielkanocne połączenie zajączka i pisanek. To on w te święta przynosi prezenty. Przedstawiany na malowidłach biały zajączek wciśnięty pod stopę Matki Boskiej, to symbol zwycięstwa czystości nad grzeszną naturą ludzką.  („Przyjaciółka”, „Poradnik Domowy”, „mt”, „Dzień Dobry”)

Magia Wielkiej Niedzieli:

Pełnych radości i słońca wielkanocnych obchodów nie zdołały przytłumić ani umartwienia i wielkopostna powaga, ani smutek i żałoba Wielkiego Tygodnia. Nabożeństwo w tym dniu było uroczyste. W Wielką Niedzielę „najpodlejszy idzie do kościoła szuja” - pisał Wacław Potocki. Ale wygłodniałym trudno było wytrwać do końca nabożeństwa. Potocki ujmuje to tak: „Aż nam znowu w kościele dłużej siedzieć ckliwo; o mięsie myśląc, kwapi się do stołu żywo. I nabożeństwo z głowy wyleci, i kościół. Chce wraz powetować, co tak długo pościł.”
Wreszcie nadchodziła upragniona chwila i można było zasiąść do stołu. Podzieliwszy się najpierw poświęconym jajkiem. (Patrz wcześniej.)
Śniadanie przy stole zastawionym smakowitościami „zdolnymi najgruntowniej stępiony obudzić apetyt” zamieniało się w biesiadę trwającą zwykle wiele godzin. Jedzono i pito bez umiaru, co już w XVI wieku wyśmiewał Mikołaj Rej z Nagłowic (wielki polski reformator), pisząc:
„W dzień wielkanocny, kto święconego nie je, a kiełbasy na węża, chrzanu dla pcheł, jarząbka dla więzienia, już zły chrześcijanin. Z tego nadmiaru jeno sprosna utrata, a potym łakomstwo, a potym różność wrzodów a przypadków szkodliwych i rozlicznych.” („Poradnik Domowy”, „mt”)

Magia „Lanego Poniedziałku”:

Początku tego zwyczaju szukać można w starożytności. Związany jest on z symboliką wody. (Patrz wcześniej.) U nas, już w czasach słowiańskich, stosowano wzajemne oblewanie się wodą. Akt ten miał symbolizować pękanie lodu i wiosenny przybór życiodajnych wód. Polewanie panien wodą oprócz jednoznacznie erotycznej wymowy, nawiązuje również do tradycji kultów wegetacyjnych. Woda symbolizuje życie, płodność, a tym samym poprzez gesty udzielano mocy płodności dziewczętom, przyszłym matkom. („Poradnik Domowy” „mt”)

Na zakończenie zacytuję pytanie autorki artykułu „Pogańska magia” z czasopisma „mt” (jest to czasopismo dolnośląskie) - Katarzyny Kaczorowskiej: „I któżby pomyślał, że w tradycji świątecznej jest tyle ukrytych znaczeń i magii?”.


czwartek, 14 kwietnia 2011

Kącik dobrej książki

Hanna Pasterny

Urodzona w 1979r. Niewidoma od urodzenia. Gdy miała pięć lat, rozpoczęła edukację w ośrodku dla niewidomych w podwarszawskich Laskach. Chodziła tam do przedszkola i szkoły podstawowej. Kolejnym etapem było liceum sióstr urszulanek w Rybniku. Jak pisze: Wybrałam je ze względu na wysoki poziom, duży nacisk na naukę języków obcych oraz propagowane wartości. W 1998r. otrzymała odznakę Serviam (będę służył), przyznawaną wyróżniającym się absolwentom szkół urszulińskich. Jest absolwentką filologii romańskiej i podyplomowej logopedii. Pracuje jako konsultantka ds. osób niepełnosprawnych w stowarzyszeniu Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych w Rybniku. Jest społeczną asystentką przewodniczącego Europarlamentu, profesora Jerzego Buzka, wolontariuszką w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym, autorką książki „Jak z białą laską zdobywałam Belgię”. W roku 2009 za aktywność społeczną otrzymała wyróżnienie Lady D. Więcej na jej stronie internetowej www.hannapasterny.pl. Mieszka w Jastrzębiu Zdroju w województwie śląskim.

„Tandem w szkocką kratkę”, Hanna Pasterny, Wydawnictwo „Credo”, Katowice, 2010r.
To druga książka Hanny Pasterny. Opisuje ona historię niezwykłego spotkania autorki z Helen Halpern (pseudonim), cierpiącą na zespół Aspergera profesor z Uniwersytetu Glasgow w Szkocji. Tłem akcji jest współpraca obu pań nad projektem na rzecz osób z nie-pełnosprawnością. Dwa skrajne temperamenty. Dwie odmienne dysfunkcje. Zderzenie kultur, światopoglądów. Gorliwa żydowska pobożność w spotkaniu z tradycją katolicką, koszerność i weganizm kontra mięsożerność… oraz szereg innych przeciwieństw prowadzą do nie-prawdopodobnych splotów okoliczności, obfitujących w humor sytuacyjny. Wszystko to niespodziewanie przeradza się w przyjaźń, zażyłość, akceptację i zrozumienie. Małgorzata Musierowicz, pisarka, tak mówi o tej książce: Jest to wyjątkowy, autentyczny i krzepiący zapis rodzenia się trudnej i pięknej przyjaźni. Optymistyczna i radosna, a zarazem pełna wnikliwej wrażliwości opowieść o mądrej dobroci, która potrafi wydobyć bliźniego z najgłębszej samotności

- …pamiętaj, że bardzo cię lubię.
Słysząc moje słowa, Helen wybuchnęła płaczem. Byłam zaskoczona gwałtownością jej reakcji.
- Co się stało?
- Rzadko się zdarza, że ktoś mnie akceptuje. Wiem, że trudno jest ze mną być. Miałam szczęście, że cię spotkałam.
Mocniej ją przytuliłam. Wzruszyłam się.
- Ja też miałam szczęście, że cię spotkałam.

Jeśli pragniesz żyć, nie zatrzymuj swego życia dla siebie; ono musi głaskać inne brzegi i nawadniać inne ziemie. Michel Quoist


Informacja o emisji audycji radiowej (wywiadu), nagranej przeze mnie z Hanną Pasterny: KLIKNIJ



Coffee break 8

Coffee break - tracenie czasu na troski

…Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia… Ew. Mateusza 6:34

Pewna starsza pani, mieszkająca na wsi, po raz pierwszy w swoim życiu udała się w podróż pociągiem. Miała przejechać trasę około 75 kilo-metrów, przez bardzo piękny region kraju. Z radością oczekiwała tej podróży. Jednakże, kiedy tylko wsiadła do przedziału, cała jej uwaga skupiła się na tym - czy jej bagaże są dobrze postawione, czy siedzenie jest wygodne, czy zasłonki spełniają swoją rolę, chroniąc ją przed słońcem i czy, aby w domu wszystko pozostawiła w należytym porządku. I kiedy tak już wreszcie na dobre się usadowiła, aby zacząć cieszyć się podróżą - wywołano nazwę jej stacji :-). Oh, nie! - krzyknęła staruszka - Gdybym tylko wiedziała, że tak szybko dojadę na miejsce, nie traciłabym mego czasu troszcząc się o drobiazgi. Nawet nie zwróciłam uwagi na krajobrazy!
To obraz osoby skoncentrowanej na trosce, a tak naprawdę na sobie. Przypomniały mi się słowa z wiersza Wisławy Szymborskiej: Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie… Przestaliśmy zwracać uwagę na wiele rzeczy, które dzieją się wokół nas; nie patrzymy dalej niż czubek naszego nosa. Jesteśmy kiepskimi obserwatorami.

Martwienie się o rzeczy - te  które pozostały za nami i o rzeczy, które nadejdą dopiero jutro - okrada nas z Bożej radości, którą daje nam każdy dzisiejszy dzień. Okrada nas z rzeczy, które możemy czynić - dając siebie innym.

Zawężenie suwerenności naszego Pana do ciasnej sfery osobistych ambicji i codziennych zmagań, przynosi ujmę Jego imieniu. Jakie wydajemy świadectwo o Zbawicielu, gdy szukamy Bożej woli i interwencji wyłącznie w nasze sprawy a nie interesują nas losy bliźnich?
Pielęgnowanie własnego życia, bez angażowania się w sprawy ludzi potrzebujących i pokrzywdzonych, to wąskie i samolubne spojrzenie na świat. Powinniśmy uważać, czego oczekuje od nas Chrystus w odniesieniu do trudnych problemów społecznych w najbliższym otoczeniu i w skali świata.  (źródło: rozważania Nasz Codzienny Chleb)

Poniższy wiersz przetłumaczyłam z angielskiego. Jego autor jest nieznany.

Zbyt zajęci, by czytać Biblię.
Zbyt zajęci, by się modlić.
Zbyt zajęci, by powiedzieć dobre słowo,
komuś mijanemu po drodze.

Zbyt zajęci troską i zmaganiami,
myśleniem o tym, co przyniesie życie.
Zbyt zajęci budowaniem swoich domów,
miast budowaniem domu w Niebiesiech.

Zbyt zajęci, by pomóc bratu w potrzebie,
co mu wiatr zimny w oczy dmucha.
Zbyt zajęci, by dzielić z nim jego ciężar,
gdy sami doświadczają wygody.

Zbyt zajęci, dla rzeczy świętych,
które są na ziemi i na niebie.
Zbyt zajęci, by służyć Mistrzowi
Ale nie zbyt zajęci, by umrzeć.

I jeszcze jeden krótki wiersz (również nie znam autora):

Mój wpływ
Moje życie dotknie życia tuzina ludzi,
nim skończy się dzień,
czyniąc niezliczone ślady dobra lub zła,
przed słońca zachodem.
Takie zawsze było moje życzenie
i modlitwa też taka
- Boże, niech moje życie pomaga tym,
których dotyka po drodze.

Taki stan będzie możliwy tylko wtedy, gdy przestaniemy koncentrować się na sobie, troszczyć się o tylko siebie, i wreszcie zobaczymy innych ludzi, żyjących  obok nas.

KONIEC SERII



środa, 13 kwietnia 2011

Coffee break 7

Coffee break - kryzys ener-getyczny

…Radość z Pana jest naszą ostoją… Ks. Nehemiasza 8:10

Każdy z nas wykonuje codzienną szereg powtarza-jących się czynności i wyz-naczonych zadań, które wy-magają naszego czasu i wykonania ich na właściwym poziomie. Nazywa się to rutyną. Żydowski filozof i teolog Abraham Heschel (ur. w Warszawie) twierdzi: „Rutyna czyni nas odpornymi na cuda”. Jest w tym wiele prawdy. Jeśli pozbawimy nasz rozum możliwości rozmyślania nad życiem, zachwycania się chwilą, to pozwolimy, aby strach o „chleb codzienny” pozbawił nas poczucia tego, jak bardzo cenni jesteśmy w oczach Bożych i jak wiele dla Niego znaczymy. I jak piękny może być świat wokół nas - łącznie z ludźmi, którzy żyją obok J.

Do tych naszych podstawowych życiowych trosk Jezus odniósł się w Kazaniu na Górze. Powiedział On tam (w Ew. Mateusza 6:25) takie słowa: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? 

Ale jak mamy to pojąć, że życie jest czymś więcej niż pokarm, kiedy tak wiele czasu i energii musimy spędzić na zapewnieniu i utrzymaniu tego podstawowego minimum: jedzenia, odzieży i dachu nad głową? Ta „codzienna harówka” może spowodować, że całkowicie zatracimy poczucie Bożej obecności w naszym życiu i Bożego celu dla naszego życia. Możemy poczuć się jak Hiob, który w swojej rozpaczy zawołał: Oto przechodzi koło mnie, a nie widzę Go, mija, a nie zauważam Go (9:11). A sam Jezus ostrzega w Ew. Łuk. 21:34 Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek troski o byt i oby ów dzień was nie zaskoczył.

Juliana z Norwich, XIV-wieczna angielska mistyczka, miała pomysł na to, jak pomóc sobie i innym na wzbudzenie w sobie prawdziwej radości, w nawet najbardziej monotonny, nudny dzień - skoncentrowany jedynie na pracy i stałych obowiązkach. Powiedziała ona: Radością jest widzieć Boga we wszystkim. Proste, ale bardzo skuteczne. A Psalmista w Ps. 19:2 napisał: Niebiosa opowiadają chwałę Boga. Prorok Izajasz (6:3) dodaje: Pełna jest wszystka ziemia chwały Jego. Zachwyt nad dziełem stworzenia pobudza nas do jeszcze większego zachwytu nad Stwórcą i do oddawania Mu chwały.

Dziękuję Ci, dobry Boże
za te wszystkie małe rzeczy,
które przypominają o Twojej łasce,
miłości, która nie przemija jak polny kwiat, jak letnia burza...
Dziękuję Ci, za te wszystkie zatrzymania w biegu,
chwile ciszy słodkiej jak zapach akacji.
 Tak pięknie ozdobiłeś ziemię.
Cieszą nasze oczy - kolory tęczy i wody,
ogrody wabiące pszczoły z najdalszych stron.

Takie małe rzeczy, o których zapominamy,
które depczemy w biegu,
nie zauważamy szeptu strumienia i powiewu wiatru.
Nie zauważamy, jak zmieniają się pory roku,
 jak pięknie przychodzisz jesienią, jak otulasz  w zimie bielą…
W coś innego zapatrzyliśmy się,
daliśmy się zaczarować szklanym ogrodom,
paczkowanym receptom na ból głowy i tęsknotę serca.
Przez różowe okulary nie zobaczymy błękitnego nieba...

Dziękuję Ci, dobry Boże,
za listy otwarte, które posyłasz codziennie - niestrudzenie.
Masz nadzieję, że rozpoznamy Twoje dzieła
 - od polnego kamyka po najwyższe skały...
Że rozpoznamy w postrzępionych listkach
 Twój zamysł...

Takie małe rzeczy są wokół nas,
możemy zerwać, dotknąć, poczuć ich woń,
zanurzyć dłonie w orzeźwiającą toń rzeki,
zobaczyć ptaki wyrysowane na niebie Twoją dłonią.
Pytamy: Gdzie Jesteś? Jak Cię rozpoznać? Jak uwierzyć? 
U naszych stóp rozkwitają Twoje kwiaty.
Szyby w oknach naszych domów spłukuje Twój deszcz...
Jarzębiny dojrzewają czerwienią - zakochane jak panny młode w Stworzycielu...
A my? (Kasia Zychla)

Jeśli codzienna rutyna pozbawia cię entuzjazmu i radości, to poświęć chwilę czasu, aby poszukać wokół siebie oznak Bożej miłości, Jego majestatu, Jego dobroci - obecnych w stworzeniu. Odnów swoje siły, czerpiąc radość z tego, kim Bóg jest i kim ty jesteś dla Niego. I w Nim znajdź nowe siły i w Nim odkryj nowy cel, nawet w tych najbardziej rutynowych zadaniach, czynnościach, które wykonujesz każdego dnia.


Cytat: Kobiety i mężczyźni muszą pracować. To pewne jak słońce. Możemy jednak pracować z goryczą albo z dziękczynieniem. Możemy pracować jak ludzie albo jak maszyny. Nie ma pracy tak podłej, żeby nie mogła zostać wywyższona. Pracy tak bezdusznej, żeby nie można w nią tchnąć więcej ducha; pracy tak głupiej, żeby nie można jej ożywić, jeśli tylko zrozumiemy, że wszystko, co robimy, czynimy dla naszego Pana Jezusa Chrystusa. Henry Giles, XIX w. kaznodzieja

Brat Wawrzyniec radził:
* Cokolwiek robicie powinniście zatrzymywać się na chwilę - na kilka minut - tak często, jak to jest możliwe i chwalić Boga z głębi waszego serca; ciesząc się Nim w skrytości serca. Te krótkie chwile wytchnienia (ucieczki) służą temu, aby uwolnić was od skupienia na sobie. To oczywiście nie oznacza, że macie porzucać swoje obowiązki; to raczej nie byłoby możliwe. Niech rozwaga będzie waszym przewodnikiem. Wierzę jednak, że powszechnym błędem osoby duchowej jest nie pozostawienie swojej zawodowej kariery i od czasu do czasu wychwalanie swojego Boga w swoim duchu oraz szukanie odpoczynku i pokoju w Jego boskiej obecności - przez krótką chociaż chwilę.
* Nie jest konieczne pozostawanie w kościele, aby trwać w obecności Bożej. Uczyńmy nasze serca kaplicą, do której możemy wejść o każdej porze i rozmawiać z Bogiem w prywatności.
* W każdym momencie ofiarowuj Mu swoje serce. Nie ograniczaj swojej miłości do Niego do sztywnych zasad czy gestów pobożności. Wychodź do Niego z wiarą, z miłością i pokorą.
* Nie zapomnij o Nim! Myśl o Nim często; uwielbiaj Go bezustannie; żyj i umieraj z Nim. To jest jedyny, prawdziwy biznes chrześcijanina; innymi słowy - to jest nasza profesja. Jeśli tego nie wiemy, to najwyższa pora, aby się tego nauczyć.
***
O praktykowaniu Bożej obecności, Brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania, karmelita bosy (tłumaczenie Jarosław Sołtys), Wydawnictwo „Esprit”, 2007.
Brat Wawrzyniec to jeden z największych klasyków duchowości chrześcijańskiej na świecie. XVII-wieczny żołnierz Nicolas Herman na spustoszonych przez wojnę 30-letnią ziemiach dostępuje niezwykłej duchowej wizji, prze-mieniającej jego życie. Wstępuje do klasztoru i żyje w nim kilkadziesiąt lat, pracując jako prosty brat w kuchni i przy naprawie obuwia. Skromny, cichy i zapomniany. Odnalezione po jego śmierci zapiski i listy są dla wszystkich wstrząsem: okazuje się, że mieli do czynienia z gigantem duchowości na miarę Tomasza a Kempis, który zostawił przesłanie proste, lecz o zdumiewającej mocy. Książka pozostaje od lat na listach bestsellerów religijnych na świecie. Polecam.
Ponieważ nie posiadam tej pozycji w języku polskim, cytaty przeze mnie wybrane są moim tłumaczeniem z angielskiego wydania „The practice of the presence of God” by brother Lawrence, Whitaker House, USA, 1982. 


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Zaproszenie na spotkanie


Spotkanie odbędzie się w Zborze Stołecznym KZ przy ulicy Siennej 68/70.
Wejście od ulicy Siennej. Domofon nr 4.
Zapraszam...


Coffee break 6

Coffee break - poziom stresu

…I pokój stanie się dziełem sprawiedliwości, a niezakłócone bezpieczeństwo owocem sprawiedli-wości… Ks. Izajasza 32:17

Niestety, stres związany z życiem codziennym, a szczególnie zawodowym, ograbia nas z tego błogiego stanu i zamiast pokoju mamy niepokój; zamiast poczucia bezpieczeństwa, zmaganie się z lękiem o jutro i strach o przyszłość.

Oto pewne statystyki.
63% Polaków pracuje więcej niż 8 godzin dziennie.
Ok. 1,2 miliona Polaków ma więcej niż jedno zatrudnienie.
Najwięcej czasu spędzają w pracy Koreańczycy - 2390 godzin rocznie.
A my ich gonimy - 1984 godziny rocznie.
W Japonii, jak podają statystyki, z powodu przepracowania umiera kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. Zjawisko śmierci z przepracowania ma tam nawet swoją nazwę - karoshi. (I oni chcieli mieć 10-dniowy tydzień pracy. Nieliczenie się z mądrością Stwórcy, wielu Japończyków przypłaciło życiem.)
W Ameryce, u 50 % wszystkich zmarłych w ciągu roku ludzi, jako przyczynę śmierci stwierdza się nadciśnienie i choroby spowodowane stresem. Ponad 40 % populacji ludzkości cierpi z powodu problemów zdrowotnych, spowodowanych stresem, mających swoje odbicie w osłabionym systemie odpornościowym, nadciśnieniu i chorobach serca.

To z powodu stresu nasze serce galopuje, mięśnie się napinają, arterie zwężają, a krew się zagęszcza. Wszystkie te fizyczne reakcje wskazują na to, że musimy zacząć się śpieszyć i szukać pomocy, aby ratować swoje życie przed zagrażającym nam śmiertelnym niebezpieczeństwem. Naprawdę! - nasze ciała nie zostały stworzone to tego, aby pracować w tak bezlitosnym systemie przez 24 godziny na dobę.

Badania - wielu profesjonalistów w dziedzinie radzenia sobie ze stresem - wykazały, że można wypracować pewne, pomagające w tym radzeniu sobie ze stresem techniki. Są to: spacer, ćwiczenia gimnastyczne, siłownia, jogging, długa kąpiel z bąbelkami, głaskanie domowego pupila, modlitwa - to wszystko może pomóc nam w odzyskaniu jasności umysłu, wewnętrznego pokoju i dobrego samopoczucia. Naszym zadaniem jest odkryć to, co najlepiej na nas działa.

List do Filipian 4:6-7 obiecuje: Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie. A sam Jezus dał Swoim uczniom następującą obietnicę: Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka. (Ew. Jana 14:27). Ten wewnętrzny pokój, który daje nam Jezus, to pokój jaki wynika z pojednania z Bogiem, jedności z innymi chrześcijanami, i życia w pokoju z ludźmi wokół nas. Posiadając pokój Jezusowy, możemy być kreatywni w tym, w jaki sposób możemy usunąć stres lub jego konsekwencje z naszego życia. Musimy nauczyć się nowych sposobów odpoczynku, relaksu.

Tomasz a’ Kempis napisał: Nigdy nie bądź całkiem bez zajęcia lecz - albo czytaj, albo pisz, albo módl się, albo rozważaj, albo zajmij się jakąś pracą dla dobra wspólnego.

To dobra rada. Nieraz ją sprawdziłam - świetnie rozładowuje stres.

Cytat: Wielu ludziom nadal wydaje się, że dobry urlop raz w roku załatwi wszystkie kwestie związane ze stresem i przeciążeniem. Coraz więcej osób odkrywa jednak, że to tylko złudzenie. [...] Kluczem do znalezienia właściwej pomocy jest zrozumienie istoty przebywania w Bożej obecności na co dzień. Alina Wieja, słowo wstępne, Nasze Inspiracje 2/2011.



niedziela, 10 kwietnia 2011

Coffee break 5

Coffee break - zachowanie zdrowego balansu

…Tak mówi Pan: Przystańcie na drogach i patrzcie, pytajcie się o odwieczne ścieżki, która to jest droga do dobrego i chodźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy!… Ks. Jeremiasza 6:16

Aby móc odpoczywać - potrzeba dokonywać właściwych wyborów. Potrzeba mądrości.
Oto przykład:
Co robi lekarz - który cały rok spędza na pomaganiu swoim pacjentom, w poradzeniu sobie z całym wachlarzem dolegliwości fizycznych, lub emocjonalnych i umysłowych zaburzeń - aby samemu nie zaangażować się emocjonalnie? (Kiedy pracowałam w szpitalu, tak bardzo przejmowałam się stanem niektórych pacjentów, że miewałam podobne objawy chorobowe.) Co robi, aby się nie wypalić? Gdzie ucieka, aby przynieść ulgę swojemu umęczonemu ciału i duszy? By nabrać dystansu?…

Oczywiście, mogę tu zacząć wymieniać cały szereg zagranicznych kurortów i atrakcyjnych miejsc do spędzenia wakacji i wypoczynku. Ja jednak znam lekarza, który zawsze część swojego urlopu spędza na wsi. Na gospodarce swojego ojca, pomagając mu przy sianokosach. Ta ciężka praca, wykonywana w upale i w pocie, pozwala mu doskonale wypocząć. I, jak twierdzi, jest satysfakcjonująca - ma swój początek, środek i koniec J… w odróżnieniu od pracy lekarza, która czasem zdaje się nigdy nie kończyć, lub nie kończy się tak, jak pacjent i lekarz by sobie tego życzyli.

Każdy z nas potrzebuje odpoczynku, który jest swego rodzaju antytezą do tego, co wykonuje przez cały dzień. Potrzebujemy takiego zdjęcia pajęczyny, którą zarośliśmy, czy po prostu - potrzebujemy wstrząśnienia naszej codziennej rutyny.

Ci, którzy są zaabsorbowani „pracą umysłową”, potrzebują takiego hobby czy takich zajęć, które pozwolą im się poruszać, popracować rękami, i które sprawią im przyjemność. I odwrotnie, ci, którzy pracują ciężko fizycznie cieszą się, kiedy mogą odpoczywać biernie - poczytać książkę, zapisać się na jakiś kurs językowy, czy nawet poukładać puzzle.

Ci, którzy pracują z ludźmi, w warunkach podwyższonego stresu, na pewno znajdą przyjemność w zajmowaniu się ogródkiem, lub na spędzaniu czasu na takich aktywnościach, które pozwolą im spędzać czas w odosobnieniu. Ci, natomiast, którzy pracują samodzielnie, w pojedynkę - chętnie spędzą swój wolny czas w gronie przyjaciół.

Każdy z nas potrzebuje być całkowicie „wyautowany” od swojego trybu pracy, chociażby na chwilę - każdego dnia i przynajmniej na tydzień lub dwa w ciągu roku. To jest podstawa do zachowania w życiu zdrowego balansu!

***

Zbudził się wcześnie. Z przyzwyczajenia. Sięgnął w kierunku stolika nocnego, żeby sprawdzić dokładną godzinę na telefonie komórkowym, ale dłoń trafiła w próżnię. Uświadomił sobie, że przy łóżku nie ma stolika, że to nie jego dom. 

Wtulił jeszcze na moment twarz w poduszkę pachnącą jakimiś ziołami, ale sen już nie powrócił. Przez lniane zasłony wkradały się do pokoju ciepłe promienie słońca. Czuł je na twarzy. Słyszał ćwierkanie ptaków. Żadnych zgrzytów, żadnych klaksonów, żadnych stuków. Tak inny poranek od tych, które znał na co dzień.

Pomyślał, że szkoda dnia na wylegiwanie się w łóżku, chociaż jeszcze trzy dni temu, marzył o tym, by spać do południa. Wyszedł przed dom, tak jak był ubrany - tylko w piżamę i na boso. Na trawie lśniła jeszcze rosa, powietrze pachniało ogrodem, który rozkwitał wokół domu. Ciepło słońca walczyło wciąż jeszcze z chłodem pozostałym po nocy, ale już wiedział, że dzień będzie upalny.

Wrócił do domu, żeby zabrać ze sobą Biblię. Poszedł do sadu, w którym dojrzewające owoce uginały gałęzie niemal do samej ziemi. Znalazł dogodne miejsce i usiadł, opierając plecy o szorstki pień jabłoni. Starał się nie śpieszyć, odgonić od siebie wewnętrzny przymus myślenia o zadaniach, które czekały na niego w ciągu dnia. Teraz nie musiał patrzeć na zegarek. Nie musiał się bać, że spóźni się na spotkanie, przeoczy coś ważnego w dokumentach.  Miał urlop i chciał naprawdę odpocząć. Otworzył Biblię...

Po śniadaniu poszedł na długi spacer. Łąki ciągnęły się aż po horyzont, ciesząc oczy bielą rumianków i czerwienią maków. Czyste niebo załamywało się za zieloną linią. Dawało to wrażenie, że niebo i ziemia są do siebie przyszyte jak dwie różnobarwne tkaniny, stanowiące doskonały zestaw. Ogarniał spojrzeniem przestrzeń, czując jak jego ciało odpręża się, chłonie spokój. Porządkował myśli i analizował ostatnie miesiące pod kątem zmian, jakie pragnął zaprowadzić w swoim życiu po powrocie. Już od dawna nie czuł się tak blisko Boga, blisko Jego miłości. Rozważał słowa, które przeczytał, siedząc pod jabłonią. Jego serce zatęskniło podwójnie za rozmową i przebywaniem tylko z Nim. Przez chwilę pomyślał o Dawidzie - pasterzu. Dawid pasący owce, walczący z lwem w obronie stada. Dawid uwielbiający Boga pośród zieleni i beczenia owiec. I pomyślał o Dawidzie - królu. Dawidzie uwikłanym w nowe, trudne obowiązki i pokusy. Niełatwo jest być królem i oddanym Bogu człowiekiem. Niełatwo być szefem firmy i zachowywać Boże Słowo w sercu, trzymać właściwy kurs - rozmyślał gryząc słodkie źdźbło.

Wiatr przeczesywał łąki, dotykając go łagodnymi podmuchami. Człowiek położył się wśród kojącego zapachu rumianków i zapatrzył w niebo. Chciał słuchać. Słuchać swojego serca, swoich myśli i emocji. Pragnął słuchać Boga... Nabrać Jego sił na kolejne, długie miesiące  pracy. Wiedział, że takich chwil jak ta, będzie niewiele - lecz są tym cenniejsze. Tym bardziej warto je wykorzystać na odbudowanie mostów do Boga, uzupełnienie duchowych puzzli, zgubionych w pośpiechu, zmęczeniu i stresie.

Te chwile będą procentować później, gdy zabraknie czasu na długi spacer, gdy będzie trudno o ciszę i samotność. Kiedy serce przytłoczy nadmiar obowiązków i niepokój o wiele spraw. Być może wtedy myśl powróci do rumiankowego zapomnienia, serce zabije mocniej - a słowa zapisane w Biblii na nowo rozjaśnią pochmurne niebo nad miastem i w duszy. Być może radość z obecności Boga w życiu, rozkwitnie jak łąka pełna rumianków, a Dawidowe psalmy powrócą jak ptaki i przez jedną, małą chwilę człowiek poczuje tę bliskość, bliskość Boga. (Kasia Zychla, Rumiankowe zapomnienie)