Jestem pełna podziwu dla osób, które, pomimo upływu lat, tak potrafią opowiadać wydarzenia ze swojego życia, jakby to było wczoraj. Ja już dzisiaj nie pamiętam, co było wczoraj ;-) Historie, niżej opisane, na długo musiały pozostawać tajemnicą, a światło dzienne mogły ujrzeć dopiero po przemianach ustrojowych państw komunistycznych Europy. Książka Lidii Czyż, jak po nitce do kłębka, prowadzi nas od jednej osoby do kolejnej i kolejnej, zaangażowanej w przemyt Biblii (sankcjonowany przez Pana Boga :-) do krajów Bloku Wschodniego. Więcej o tej i innych proponowanych książkach za chwilę. Na wstępie pozwolę sobie na odrobinę prywaty :-)
Jest rok 1989. Wiosna. Pod nasz ursynowski blok podjeżdża bus na austriackich numerach. Zostajemy poproszeni o podążanie w ślad za nim. Kierowca busa wyprowadza nas aż w okolice Alei Krakowskich. Zajeżdża pod wiadukt, w jakąś ślepą ulicę i otwiera tylne drzwi samochodu. My otwieramy nasz obszerny bagażnik, który, w ciągu kilku minut, zapełnia się czarnymi foliowymi workami, pełnymi Nowych Testamentów w języku rosyjskim. Do rąk dostajemy listę adresatów, do których Testamenty mają zostać przesłane. Rozjeżdżamy się w różnych kierunkach. Już z dystansu zauważamy, że nasze tajne miejsce, wcale nie było takie tajne, ponieważ kierowcy samochodów, zjeżdżających z wiaduktu, widzieli całą sytuację i pewnie zastanawiali się, co się tam poniżej dzieje. Na szczęście konsekwencji żadnych nie było.
Zgodnie z ustaleniami, staraliśmy się wysyłać Nowe Testamenty na podane adresy. Nieregularnie i z różnych urzędów pocztowych. Ponieważ wracały tylko pojedyncze egzemplarze, mieliśmy nadzieję, że większość z nich dotarła do adresatów. Te niewielkie książeczki miały czerwono białą okładkę z napisem „свет мира” i wyglądały na komunistyczną literaturę propagandową. Mądre posunięcie.
Kolejne dwa lata przyniosły ze sobą wiele przemian. Ludzie już swobodnie mogli zawozić literaturę religijną na Wschód. To, co jeszcze nam pozostało, przekazaliśmy przyjacielowi, który osobiście dostarczył Nowe Testamenty do rąk chrześcijan w byłym Związku Radzieckim.
Br. Andrew & John i Elisabeth Sherill, Boży przemytnik, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2018
Serce zabiło mi mocniej. Sklep z Bibliami? W komunistycznym kraju? Odszukałem adres i rzeczywiście był tam prawdziwy sklep z Bibliami. Wystawę wypełniały Biblie - różne wydania, w różnych językach, kieszonkowe Nowe Testamenty...
Niestety, Andrew van der Bijl szybko odkrył, że sytuacja wcale nie wyglądała tak różowo. W Bloku Wschodnim Słowo Boże było „towarem” zakazanym. Nie można go było kupić, ba nawet nie można go było posiadać, a za posiadanie lub próbę dostarczenia komuś Biblii groziło więzienie. Biblii nie posiadali nawet pastorzy. Jeśli w jakimś zborze była jedna Biblia, to była to wielka radość dla zboru. Biblie były przepisywane ręcznie. Często dzielono Biblię na księgi i wierzący mogli wymieniać się przeczytanymi fragmentami Słowa.
Andrew postawił sobie na cel, aby móc dostarczyć jak najwięcej chrześcijańskiej literatury do krajów komunistycznych. Szukał różnych sposobów na otrzymanie wymaganych wiz, opracowywał metody przemytu, zdobywał wciąż to nowe kontakty wśród wierzących na Wschodzie, pozyskiwał współpracowników i założył organizację Open Doors. Czego dokonał, narażając własne życie i swoich towarzyszy? O tym przeczytacie w książce. Wiedzcie jedno, podczas kontroli granicznych zawsze towarzyszyła mu jedna modlitwa „Boże, odbierz im zdolność widzenia”.
Stanisław Heczko, Mosty miłości, Logos Press, Cieszyn 2009
Rówieśnik Brata Andrew. Pochodził ze Śląska Cieszyńskiego. Bardzo wcześnie odczuł, że Bóg powołuje go do służby Ewangelii. Ukończył studia teologiczne mając 26 lat, ale na rozpoczęcie służby pastorskiej czekał kolejne 11 lat, podczas których ciężko pracował i angażował się w służbę w kościele. Poprzez różne kontakty z wierzącymi ze Wschodu odczuł, że Bóg powołuje go również do tego, aby nieść pomoc braciom i siostrom ze Związku Radzieckiego.
Była to pomoc materialna (odzież, żywność), finansowa (np. na budowę domów modlitwy), ale przede wszystkim wszelkimi sposobami starał się zaopatrywać ich w Biblie.
Dzieli się takim oto wspomnieniem: Nie zapomnę, kiedy w roku 1967 przyjechał brat Bagniuk z Kowla na Wołyniu, a ponieważ miałem w domu wiele książek po rosyjsku, przyniosłem je pokazać naszemu gościowi. Po krótkiej chwili brat przeprosił, mówiąc że źle się czuje i poszedł położyć się do pokoju obok... Okazało się, że to na widok takiej ilości literatury chrześcijańskiej ścisnęło mu się serce i musiał się uspokoić.
Myślę, że wielu z nas, w takiej sytuacji, zastanawiałoby się, co może zrobić, aby chrześcijanie za żelazną kurtyną mogli mieć dostęp do Biblii, nawet jeżeli miałoby to dziać się nielegalnie i z narażeniem własnej wolności lub życia. Stanisław Heczko należał do tej kategorii ludzi, który stawiał czoła wyzwaniom i podejmował konkretne działania. W nagrodę, Bóg pozwolił mu oglądać upadek komunistycznego reżimu i uczestniczyć w kolejnych działaniach pomocowych na rzecz wierzących z krajów postkomunistycznych, już jawnie i legalnie.
Andrzej Mytych, Krawiec, kaznodzieja przemytnik, Instytut Wydawniczy „Compassion” , Szczecin 2013
Tak się składa, że tytułowy bohater był kaznodzieją zboru we Lwówku Śląskim. Zboru, który był moim domem duchowym - od dziecka po 20-ty rok mojego życia. Bardzo dobrze znam całą rodzinę Cezarego Kiewry. Jego dzieci były moimi rówieśnikami. Z szacunkiem i bardzo ciepło wspominam wujka Cezarego. Jego charakterystyczną postać, głos i akcent.
Posłużę się tu wybranym opisem: Cezary z żoną, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, często podróżowali na Wschód. Za każdym razem, gdy wyruszali w podroż, zabierali ze sobą Biblie. Wwozili ich więcej niż było dozwolone i z powodzeniem udawało im się Biblie przemycić i rozpowszechnić. W czasie podróży Cezary usługiwał na nielegalnych nabożeństwach w kościołach domowych. Oprócz tego nie marnował czasu i szył za darmo eleganckie ubrania dla wierzących. Jego przyjaciele zza wschodniej granicy zapamiętali go jako krawca, kaznodzieję i przemytnik. Gdy pojawiał się z ciepłym uśmiechem na twarzy, natychmiast ujmował ludzi i pozyskiwał sobie ich przychylność. Takim go znałam. A historia jego życia jest rzeczywiście niezwykłą historią i naprawdę warto ją przeczytać. Czyta się ją z zapartym tchem.
Kazimierz Muranty, Lotnik ewangelista, Wydawca Kazimierz Muranty, Warszawa 2000
W swojej bardzo ciekawej i inspirującej autobiografii Kazimierz Muranty, jak przystało na człowieka epoki komunizmu, również odnosi się do kwestii przemytu Biblii do krajów, które cieszyły się zdecydowanie mniejszą wolnością niż Polska. Pisze on: W tym czasie, mam na myśli lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, dochodziły do nas do Polski wieści o wielkim zapotrzebowaniu na Biblie w języku rosyjskim. Jak wspomniałem, w ZSRR były one na indeksie, podobnie jak i cała literatura chrześcijańska. Wobec rygorów cenzury prewencyjnej i wobec dotkliwego braku Biblii w ówczesnym ZSRR, chrześcijanie z różnych krajów i z różnych narodowości zmuszeni byli zająć się przemytem. Ryzykowali swoje bezpieczeństwo i narażali się na duże kłopoty.
O swoich doświadczeniach w roli przemytnika opowiada w rozdziale „Wyprawa na Wschód”. W nim czytamy o pewnym znanym polskim aktorze, bardzo popularnym w Związku Radzieckim, który pomógł przenieść Kazimierzowi Murantemu walizkę pełną Biblii. Więcej szczegółów musicie doczytać sami.
Lidia Czyż, Nic do oclenia, Wydawnictwo „Warto”, Warszawa 2019
Książka Lidii Czyż jest najnowszą pozycją na rynku polskim, opisującą trudny okres komunistycznej cenzury i towarzyszącemu jej rozwijającemu się, szeroko w Europie, ‘procederowi’ przemytu Biblii i literatury chrześcijańskiej do krajów bloku komunistycznego.
Historia opowiedziana jest przez Amerykankę, która jako młoda dziewczyna, zainspirowana lekturą książki „Boży przemytnik”, zapragnęła nieść zakazaną lekturę poza bezpieczne granice zachodnich krajów europejskich. Misja ta wiodła poprzez różne kraje, jednak najmocniejsze więzi (również małżeńskie) związały ją na zawsze z Polską.
Historia Grace, spisana przez Lidię, jest dla czytelnika niezwykłą lekcją historii naszej ojczyzny, głównie tej dotyczącej czasów komuny.
Jak już wspomniałam, opowieść Grace, jak po nitce do kłębka, prowadzi nas od jednej osoby do kolejnej i kolejnej, zaangażowanej w przemyt Biblii przez Polskę lub z Polski do ZSRR, Rumunii, Węgier i innych krajów Bloku Wschodniego. Nagle świat stał się bardzo mały. Tym razem autorka nie zmienia imion swoich bohaterów. Nie podaje nazwisk, ale przecież... większość z tych ludzi znam. Stanisława, Zygmunta, Kazimierza, Leona... Henryka, Adama... Drogi Boże są niesamowite. Tylko On potrafi tak splatać ludzkie losy i tworzyć teraźniejszość, będąc Panem ludzkich historii. W tym konkretnym przypadku - Panem historii Bożych przemytników.
Warto przeczytać te książki, dziękując przy tym Bogu za wolność religijną, jaką posiadamy. Za to, że tamte czasy się skończyły, chociaż chyba nikt nie przypuszczał, że to się stanie. Nie przestawajmy się przy tym modlić, za prześladowany Kościół. Za tych naszych braci i siostry, którym za wiarę w Chrystusa i posiadanie literatury chrześcijańskiej grozi śmierć.
Napisano na zamówienie Biuletynu "Idźcie".




