Kiedy mój
syn był małym dzieckiem, ktoś podarował mu kilka kaset magnetofonowych z
nagraniem dziecięcego zespołu. Seria miała tytuł „Kids praise” i składała się z
bardzo wesołych i żywych religijnych piosenek dziecięcych. Jedną z moich
ulubionych była piosenka „Niebo jest wspaniałym miejscem”.
To, że niebo jest wspaniałym miejscem możemy przyjąć jako pewnik. Wystarczy przeczytać kilka
biblijnych opisów, których i tak nasz ograniczony umysł nie jest w stanie do
końca ogarnąć. Nic więc w tym dziwnego, że na temat rzeczywistości niebiańskiej
- ile ludzi, tyle pomysłów :-). Niektóre nawet bardzo ciekawe… .
Poza nimi funkcjonuje też kilka stałych i
podobnych doświadczeń nieba u osób, które przeżyły stan śmierci klinicznej. Przeważnie
jest to świetlane spotkanie z Jezusem po przejściu ciemnego tunelu. Z racji
podobieństw tych relacji, wydaje się to całkiem prawdopodobne, że osoby w
stanie śmierci klinicznej mogą mieć takie doznania. Ale, czy naprawdę spotykają
Jezusa? - nie mam co do tego pewności.
O takim przeżyciu opowiadał też pewien chłopiec
- Alex Malarkey. Na podstawie jego
historii powstał film „The Boy Who Came Back from Heaven” (2010 r.). Kilka tygodni temu świat obiegła wieść, że historia
Alexa nie ma nic wspólnego z prawdą, a chłopiec
przyznaje się do tego, że wszystko wymyślił, aby skupić na sobie ogólną uwagę.
W takiej sytuacji, trudno nie pomyśleć, czy kolejny
mały chłopiec - Colton Burpo - też nie
wymyślił swojej historii . On jednak wciąż utrzymuje, że naprawdę odwiedził
niebo, chociaż od tego wydarzenia minęło 10 lat. Niebiańskie spotkanie Coltona
z Jezusem opisał w książce „Niebo istnieje naprawdę” jego ojciec - pastor Todd Burpo. Na podstawie tej książki
powstał film („Heaven Is for Real” / 2014 r.).
I właśnie ten film zaproponowałam do wspólnego
obejrzenia grupie przyjaciół. Przyznaję, zupełnie w ciemno. Nie czytałam
książki i nie obejrzałam wcześniej filmu. Miałam jednak taką cichą nadzieję, że
pomimo medialnego szumu wokół obydwu chłopców, film okaże się wyważony i
zdroworozsądkowy. I nie zawiodłam się. Film w bardzo subtelny sposób pokazał wizję
nieba, widzianą oczami małego chłopca. Scenariusz bardziej skupiał się na
dylematach ojca chłopca oraz członków kościoła, którego był pastorem,
związanych z wizytą chłopca w niebie, niż na samej wizycie. Co uważam za
słuszne - bo prawdziwe
niebo, a to jak widział je i opisał chłopiec, a potem jak usiłował pokazać to reżyser
filmu - to trzy różne nieba.
Zachowanie samego chłopca było bardzo naturalne
i przekonujące. O swoich przeżyciach opowiadał mimochodem, czasem bardziej
skupiając się na ulubionej zabawce, niż na stawianych mu przez ojca pytaniach.
Ojca, jak też widza, do prawdziwości przeżyć chłopca może przekonać fakt, że
wspominał on o rzeczach, które nie mogły być przez niego wcześniej
zasłyszane.
Pozytywne jest też to, że film nie zmusza widza
do tego, aby uwierzył, że te przeżycia są prawdziwe, ani nie przekreśla takiej
możliwości. Widz musi zdecydować sam, chociaż to i tak nie ma żadnego
znaczenia. To, co ma znaczenie, to osobista wiara lub niewiara widza w fakt
istnienia nieba i możliwości spędzenia w
nim wieczności.
Dlatego film ten nie potraktowałam jako
objawienia o tym, jak wygląda niebo, ale jako przyczynek do rozmowy na temat
potrzeby nawrócenia, które jest furtką do życia wiecznego, w takim niebie,
jakiego nie potrafimy sobie wyobrazić.
I nieważne jest, by już teraz wiedzieć, jak tam jest. Ważne jest, aby tam się kiedyś
znaleźć.
Pięknie oddają to słowa piosenki Janusza Bigdy „OJCA DOM”
Jak jest cudowny Ojca dom,
Dzisiaj jeszcze
tego nie wiem,
Ale w słowa
Jego wierzę.
Chcę kiedyś z
Tobą mieszkać tam,
I oglądać nowe
niebo,
Nową ziemię,
wszystko nowe tak.
Cóż na ziemi
robić mam
Będę modlił się
do Ciebie
Będę myślał
wciąż o Tobie Jezu
Chcę tak, jak
drzewo owoc dać
Owoc miły Tobie
Panie
By uwielbić
Twoje Imię tak...
Ref. Tylko
dotrzeć tam
Tylko wytrwać w
nim
Z wiarą w końcu
dni
Znalezionym być