Czytając Biblię, kilkakrotnie napotykamy starotestamentowe historie, które pokazują nam Boga jako Zaopatrzyciela. Manna na pustyni, przepiórki spadające z nieba, woda płynąca ze skały (w Księdze Exodus), cudownie pomnażająca się oliwa (II Księga Królewska). Jahwe Jireh - Bóg zaopatruje - to jedno z Bożych imion. Znamy też ewangeliczne przykłady o nakarmieniu przez Jezusa kilkutysięcznych tłumów. Dokonywał On cudownego rozmnożenia chleba w takich ilościach, że nie tylko wystarczyło dla wszystkich potrzebujących, ale jeszcze pozostały pełne kosze resztek.
Oczywiście, pamiętamy, że Jezus do rozmnożenia użył tego, co przynieśli ludzie. Konkretnie - mały chłopiec. To on oddał Jezusowi swoje dwa chlebki i pięć rybek.
Kiedy obserwuję dzisiejszą sytuację, związaną z zaangażowaniem Polaków w pomaganie ukraińskim uchodźcom, to właśnie ta wspomniana historia przychodzi mi na myśl. Jezus, patrząc się na głodne tłumy, powiedział swoim uczniom - To wy dajcie im jeść (Ew. Łukasza 9:13). I pokazał im jak można wykorzystać nawet najmniejszy dar.
Do Polski zmierzają tłumy uchodźców wojennych i okazuje się, że każdy najmniejszy dar się liczy. Nie jest ważne, czy ktoś przyniesie jedną butelkę wody czy całą zgrzewkę. Dostarczy 10 zrobionych przez siebie kanapek, czy sto. (Znajoma opracowała prostą logistykę na szybkie przygotowanie 120 kanapek z tostów i sera. Z udziałem swoich dzieci. Wystarczy smarowaczka, nakładaniec i pakowaczka :-) Liczy się serce i chęć podjęcia wyzwania „Wy dajcie im jeść”.
W naszej fundacji codziennie doświadczamy cudownego rozmnożenia, a też zauważamy, że czymkolwiek się podzielimy, zaraz wraca do nas z nadwyżką i znowu mamy czym się dzielić. A lista osób, czy miejsc, gdzie potrzebna jest natychmiastowa pomoc jest wielka!
Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy nas zaopatrują:
Bankowi Żywności i za jego pośrednictwem sklepowi Macro za zaopatrzenie na nasze bieżące potrzeby oraz na rzecz uchodźców, Burger Kingowi za hamburgery i nuggetsy, Galerii Wypieków za naszego busa cotygodniowo wypełnionego szerokim asortymentem pysznych wypieków, Fundacji ESPA za umożliwienie współpracy ze sklepem ALDI, który zaopatruje nas raz w tygodniu w owoce, warzywa i produkty suche.
To wszystko są regularne dostawy dla naszej Arki. Obecnie, w związku z pojawieniem się uchodźców w Polsce, w Warszawie, na Pradze Południe obserwujemy jak wiele jest szeroko otwartych serc i otwartych dłoni, gotowych dzielić się z potrzebującymi.
Auchan Polska przekazał na potrzeby małych dzieci z Ukrainy duże ilości produktów żywnościowych (odżywek), wilgotnych chusteczek, pieluch. Pewna firma consultingowa, na nasz apel, zakupiła 100 sztuk folii izotermicznej (koce) oraz podstawowe artykuły szkolne, aby dzieci, oczekujące na Dworcu Wschodnim mogły się czymś zająć. Zaprzyjaźniony młody człowiek, pracujący w małym sklepie spożywczym swojego znajomego, dostarczył nam zawartość jednego sklepowego wózka, zapełnionego przez stałych klientów. Ktoś inny przekazał kilka niewielkich pakunków, w każdym niezbędne produkty z opisem: na Dworzec Wschodni lub dla Arki. Odzież, klapki, kosmetyki, podstawowe leki. Młoda rodzina dostarczyła nam nowe ręczniki i koce oraz piękny wózek dziecięcy z gondolą i dodatkową zawartością (kocyk, śpiworek, pieluchy...).
Kolejna osoba zareagowała na naszą prośbę o wózek (spacerówkę). Też na Dworzec Wschodni. Pan wyskoczył z pracy, aby zaspokoić tę pilną potrzebę. Wcześniej dostarczył nam zapas wody niegazowanej i dobrej herbaty. Kilka kobiet przyniosło nam czyste zmiany pościeli, ręczniki. Zaprzyjaźniona z nami właścicielka stadniny koni umożliwiła dzieciom z Ukrainy, przebywającym w Arce, przejażdżki konne. (To swoista hipoterapia na ich zalęknione serca.) Na naszym fundacyjnym koncie i w kasie pojawiły się mniejsze i większe wpłaty na rzecz uchodźców. To wszystko chwyta za serce.
A uchodźcom zaczęliśmy pomagać od 28 lutego. Wtedy przyjechali do nas pierwsi goście. Kiedy piszę ten tekst (22.03.2022), przez Arkę przewinęły się już 93 osoby. Może komuś wydawać się, że to niewiele. Ale my mierzymy nasze wątłe siły na zamiary. Prowadząc bieżące działania naszej fundacji, jednocześnie przyjmujemy uchodźców. Przeważnie rodziny z dziećmi, czasem trzy pokolenia lub tylko matki z dziećmi. (Ojcowie zostali, aby walczyć o Ukrainę.) Bolesna jest ta nieobecność mężczyzn.
Uchodźcy przyjeżdżają w grupach od kilku do kilkunastu osób. Na noc lub dwie. Potem jadą dalej - w Polskę lub w daleki, obcy świat. Czasem wpadają po drodze, dla krótkiego wytchnienia. Zjedzą ciepłą strawę i odjeżdżają.
Taki u nas mamy cykl - witamy się i żegnamy się. Czasem po kilku dniach, czasem po jednej nocy. Nigdy nie zapomnę wtulającego się we mnie, przy pożegnaniu, czternastolatka... I dłoni jednej z matek, symbolicznie układających się w serce. Najbardziej bolesny jest fakt, że jeszcze miesiąc temu takiej podróży nikt z nich nie planował. To wielki przywilej, że mogą znaleźć swoją chwilową przystań w Arce.
Dzięki Bogu, niczego tu nie brakuje - możemy zapewnić im noclegi, posiłki, czystą pościel i ręczniki. No i dobrą obsługę - wiernych wolontariuszy i personel Arki.
O tym, że niczego nie brakuje już pisałam, wspominając tych, którzy nasze zasoby uzupełniają. Tylko, dziwna rzecz, nasze magazyny nie pękają w szwach, a półki nie uginają się pod ciężarem towaru. Dlaczego? Po prostu - dzielimy się. W myśl biblijnej zasady „darmo wzięliście, darmo dawajcie” (Ew. Mateusza 10:8).
I tu przypomina mi się pewna postać z serialu „Było sobie życie”. Ulubiona postać mojego synka, chociaż nie jako wzór do naśladowania. Zafascynował go sposób działania i ciemny charakter tej postaci. Otóż, był to magazynier jodu. Nasz kilkuletni synek zwykł na niego mówić „magazynier jordu”. Bardzo mocno strzegł on zapasów jodu w magazynie, sknerzył, powodując stan jego niedoboru w organizmie. Co, jak wiadomo nie jest korzystne dla zdrowia. W nawiązaniu do tej postaci często zdarzało nam się używać tego określenia „magazynier jordu” w określeniu osób, które pilnie strzegły nagromadzonych przez siebie zapasów. Wolały, aby zjadły je mole lub zalęgły się w nich larwy, a puszki pokryła rdza. Absolutnie, nie chcemy tego w Arce! Nasze spichlerze nie mogą stać pełne.
Nasze zasoby dzielimy na dwa ośrodki naszej fundacji (Arkę 1 - przebywa tam spora grupa dzieci i seniorów z Ukrainy i Arkę 2 - czyli naszą praską Arkę). Nie rezygnujemy ze stałych działań, czyli np. Obiadu Czwartkowego dla naszych podopiecznych, wtorkowych i sobotnich obiadów regeneracyjnych dla uczestników regularnych spotkań. Zasoby te musimy rozdzielić również dla naszych stałych odbiorców (100 rodzin raz w tygodniu dostaje paczki z pomocą żywnościową) i na bezdomnych z Kościoła Ulicznego (raz w tygodniu na tzw. Patelnię dostarczamy kanapki, ciasta, drożdżówki, chleb). Ich sytuacja przecież się nie zmieniła.
Kiedy tylko przyjeżdża jakaś dostawa, szukamy miejsc, gdzie aktualnie jest najgorętsza potrzeba. Czasem ogłaszamy chęć podzielenia się produktami na FB. Wstawiamy zdjęcie z tym, co mamy i wysyłamy do znajomych, pomagających uchodźcom. Odpowiedź jest przeważnie jedna: Biorę wszystko. Wspieramy indywidualne osoby, które przyjęły pod swój dach rodziny z Ukrainy. Co któryś dzień zawożone są na Dworzec Wschodni pościele, koce, klapki; kosmetyki, kanapki, drożdżówki. Wystarczył telefon z OPS i już jedzie do nich karton (lub więcej) niezbędnych produktów: sucha żywność, kosmetyki. Szpital Dziecięcy przy ul. Niekłańskiej (kiedyś był tam operowany nasz synek) zgłosił zapotrzebowanie na odżywki i środki pielęgnacyjne. Czy mamy? Mamy. Zawieziemy!
Dajemy i... nie ubywa! A jeśli ubywa to na chwilę. Czasem się zastanawiam, czy mam dzielić się czymś, czego mam niewiele, ale za chwilę przychodzi refleksja - przecież to się zaraz uzupełni. To jest takie codzienne doświadczanie cudu ekonomicznego.
W Psalmie 23, w wersecie 5 padają takie słowa: Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. Tak, nasz kielich przelewa się, bo jak inaczej można sobie wyobrazić przeobfity kielich? Ten obraz symbolizuje obfitość darów, które dostajemy i którymi się możemy dzielić. A zastawiony stół wobec nieprzyjaciół? Czy nie doświadczamy tego na granicy, na dworcach, na ulicach, w naszych domach? Kiedy to pragnieniem wszystkich jest przyjąć, nakarmić, zatroszczyć się o podstawowe potrzeby tłumów, uciekających przed rosyjskimi przeciwnikami. Tłumów starców, bezradnych matek i ich dzieci...
Wojna jest straszna. Okrutna. Ale to, co jej towarzyszy, co dzieje się wokół nas, napełnia nadzieją, że dobro zwycięży. To kolejna biblijna lekcja dla nas: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj. (List do Rzymian 12:21)
Dziękuję wszystkim, którzy biorą udział w tym szczytnym dziele.
