środa, 24 kwietnia 2013

Kącik dobrej książki


Adela Bajko, Pod osłoną Najwyższego
Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa, 2013

Kiedy piszę te słowa, książka jest jeszcze w druku. Mnie poproszono o wcześniejsze jej przeczytanie i krótką refleksję. Pomyślałam sobie, że najlepszym towarzyszem do zapoznania się z jej treścią będzie moja mama. Wiedziałam, że losy bohaterów żywo ją zainteresują. Zaplanowałam sobie, że pojadę do niej i będę jej czytać na głos, a ona będzie komentować. Nie wiedziałam tylko, jak na tę dziwną propozycję zareaguje. Mama jest bowiem osobą bardzo niezależną i czyta pasjami – samodzielnie. Wyruszyłam w drogę – bagatela, 450 kilometrów w jedną stronę, noc spędzona w autobusie. Niestety, dostępu do Internetu tam nie będzie, zrobiłam więc sobie roboczy wydruk z pdf-u (w takiej postaci dostałam tę książkę) – bez zdjęć i w pomniejszeniu.
Mama, spojrzawszy na plik kartek z drobną czcionką, ze zrozumiałych względów nie upierała się, że poczyta sama. Zająwszy jak najwygodniejsze pozycje, zagłębiłyśmy się w lekturze. Starałam się czytać najpiękniej jak tylko potrafię, od czasu do czasu rzucając mamie kontrolne pytanie: Słuchasz? Słuchała. Wydawało się, że w pewnym momencie przeniosła się w okres swojego dzieciństwa - lata przedwojenne i czas wojny. Z uwagą śledziła losy głównej bohaterki i autorki – Adeli Bajko.
Szczególnie ożywiła się, kiedy we wspomnieniach Adeli pojawił się jej przyszły mąż Paweł. Stąd „opowiadania Pawła” wywołały w mamie najwięcej emocji i wzruszeń. Przywoływały ich splatane życiowe drogi. Mówiąc o swoich losach, opowiadał o jej rodzinnych stronach. O Polesiu i początkach Kościoła Chrystusowego w Polsce. Paweł Bajko jest zaledwie pięć lat starszy od mojej mamy. Pamięta go jako aktywnego, oddanego Bogu młodego człowieka. Znajome są dla niej wszystkie miejsca, które wymienia, wydarzenia, jakie wspomina, nazwiska, których nie sposób było w tej biograficznej opowieści pominąć. W jej oczach szkliły się łzy.
Zatrzymałam się na chwilę, aby posłuchać jej wspomnień o nabożeństwach, które odbywały się również w jej rodzinnym domu, o słynnej orkiestrze dętej z Targoszyc, o chrzcie, który przyjęła z rąk Grzegorza Bajko. O zsyłce na roboty do Niemiec…
Wróciłyśmy do lektury. Kolejny etap życia naszych bohaterów to koniec wojny i pobyt w Niemczech, połączony z oczekiwaniem na emigrację do Ameryki. W obozie dla uchodźców śledzimy rozwój pięknej, czystej i romantycznej miłości Adeli i Pawła. Ale nie głównie na tym upływał ich tam pobyt. Jak pisze autorka: Ludzie wierzący potrafią wykorzystywać czas. Przebywający w obozie kaznodzieje zorganizowali Seminarium Biblijne. Odbywały się wspaniałe nabożeństwa, powstał chór, rozwijała się praca wśród dzieci i młodzieży.
Te lata ukształtowały i przygotowały naszych młodych bohaterów do służby. Służby, którą nieprzerwanie prowadzili po dzień dzisiejszy, mając teraz obydwoje powyżej 90 lat. Śledząc ich losy, czasem mocno pogmatwane, bez zastrzeżeń można przyznać rację Adeli Bajko. Zaiste, byli pod osłoną Najwyższego. Bo to On pozwolił im rozwinąć wspaniałą służbę – Polską Chrześcijańską Misję. Z książki poznajemy szerokie spectrum działań tej misji, a tak naprawdę - tych dwojga niezwykle aktywnych i oddanych Bożej sprawie ludzi. Warto o tym przeczytać. Sama czytałam zadziwiona, a moja słuchaczka też z uznaniem kiwała głową.
Nic więc dziwnego, że swoją opowieść, Adela Bajko, kończy słowami: Gdy patrzę wstecz na nasze życie, dziękuję Bogu z całego serca za ogrom Jego błogosławieństw. Tyle radości, tyle miłości, tyle szczęścia! Bóg był z nami na każdym kroku. Towarzyszył nam przez całe nasze życie. Cudownie jest żyć „pod osłoną Najwyższego”.
Książka zawiera również kilkanaście wybranych wierszy autorki. Czując już uciążliwe drapanie w gardle, chciałam zrezygnować z odczytywania niektórych z nich. Spojrzałam na mamę. - Tak, znam wiersze Adeli Bajko – powiedziała. – Czytałam je. Recytowałam. Są piękne. No, czytaj...
Nie mogłam, niestety, pokazać mamie fotografii, a jest ich tu kilkadziesiąt, zwłaszcza w ostatnim dziale „Kartki z albumu”. Już widzę, jak będzie się nimi delektować, oglądając po wielokroć.
Ze „Wspomnieniami” Adeli Bajko spędziłam dwa popołudnia. Podwójnie cenne. Z powodu samej jej treści, przedstawionej przez autorkę w sposób niezwykle ciepły, plastyczny, poruszający. Oraz z powodu czasu spędzonego z mamą, rozmów z nią i jej wspomnień.
Polecam tę niezwykle wartościową pozycję, która pokazuje, że życie z Bogiem i służba dla Niego, mimo bolesnych i trudnych momentów, jest wspaniałą przygodą, jest życiem obfitym, spełnionym, przeżytym z pasją. Takie życie jest warte przeżycia. A naszym bohaterom wypada jedynie pogratulować słusznych wyborów, wierności i wytrwałości. I podziękować, również za tę książkę.




piątek, 19 kwietnia 2013

Pocieszające...



Szukając wiosny

Wiosna jest porą roku, w której Bóg przypomina nam, że świat nie zawsze jest taki, na jaki wygląda. To, co jest beznadziejnie martwe, w ciągu kilku krótkich tygodni wraca do życia. Posępne lasy nabierają barw. Drzewa, których nagie konary wyciągały się do nieba przez całą zimę, jak gdyby błagały o przyodziewek, nagle przyozdobiły się koronkowymi, zielonymi szatami. Kwiaty, co zblakły i opadły na ziemię pod wpływem zimna, znowu budzą się z kolan w buncie przeciwko śmierci. … Niezawodne, coroczne pojawienie się wiosny napawa mnie otuchą, gdy doświadczam pozornie beznadziejnych sytuacji. Z Bogiem jednak takich sytuacji nie ma. Bez względu na to, jak posępnie wygląda krajobraz życia, Bóg może go przemienić we wspaniały ogród pełen barw i zapachów. Julie Ackerman Link / „Nasz codzienny chleb”, 18 kwietnia 2013
(Zdjęcie - szukamy wiosny w pobliskim Żabieńcu, 17 kwietnia 2013)

Życie jak ciasto

Przywołując w pamięci swe chłopięce lata, Randy Alcron opowiada, jak często przyglądał się pieczeniu cista przez swoją mamę. Pewnego dnia, gdy miała już przygotowane wszystkie składniki - mąkę, cukier, proszek do pieczenia, jajka i wanilię - mały Randy, ukradkiem, spróbował każdego z nich po kolei. Poza cukrem, każda z tych ingrediencji smakowała dość koszmarnie. Następnie mama zmieszała je wszystkie razem, włożyła do formy, a następnie do piekarnika. „Nie potrafiłem zrozumieć” - wspomina Alcorn - „że połączenie tak niesmacznych z osobna rzeczy, dało tak smakowity efekt końcowy”.  Dalej Alcorn pisze, że Bóg czyni podobnie – „bierze wszystkie niepożądane w naszym życiu stresy, miesza je ze sobą, umieszcza w żarze kryzysu, którego właśnie doświadczamy i w końcu otrzymuje doskonały produkt”.  „Nasz codzienny chleb”, 2012




środa, 10 kwietnia 2013

Polecam ten film


„Październikowe dziecko”
Przeczytane w Internecie: Nieczęsto się zdarza, by filmowcy w Hollywood sięgali po tak kontrowersyjny temat jak aborcja. Z uwagi na to, że większość największych gwiazd kina wspiera finansowo aborcję i granie w filmach pro-life nie jest „trendy”, pewnie dlatego film nie obfituje w wielkie gwiazdy w obsadzie. Obraz opowiada dramatyczną historię zainspirowaną życiem antyaborcyjnej działaczki Gianny Jessen. Historia Jessen jest tak niebywała, że gdyby powstała tylko w głowie filmowców, nikt by nie uwierzył, że jest prawdziwa.
Zajawka  filmu. Gianna Jessen wykonała główną piosenkę do filmu - „Ocean Floor”. Po seansie powiedziała: „Śmiałam się, płakałam i się mocno oczyściłam wewnętrznie. Dziękuję twórcom” KLIKNIJ

Więcej o Giannie
Gianna Jessen (ur. 6 kwietnia 1977 w Los Angeles) - urodziła się jako córka 17-letnich rodziców, w 30-tym tygodniu ciąży, w wyniku nieskutecznej aborcji metodą wstrzyknięcia roztworu soli do worka owodniowego. Została odratowana przez personel medyczny. Dziś Gianna Jessen mieszka w Nashville. Działa aktywnie w organizacjach antyaborcyjnych. Jest działaczką ruchu pro-life.
Gianna opowiada o sobie: „Powinnam być ślepa i poparzona, powinnam być martwa, ale urodziłam się żywa. Przeżyłam aborcję. Moja biologiczna matka była w siódmym miesiącu ciąży, gdy zgłosiła się do kliniki Planned Parenthood w Południowej Kalifornii, gdzie doradzono jej późną aborcję roztworem soli. Aborcja roztworem soli polega na wstrzyknięciu roztworu soli fizjologicznej do macicy matki. Dziecko łyka roztwór, który pali je z zewnątrz i od wewnątrz. Następnie, w ciągu 24 godzin matka rodzi martwe dziecko. Tak było ze mną! Pozostawałam w roztworze przez około 18 godzin i urodziłam się żywa! W akcie urodzenia mam napisane: „urodzona w trakcie aborcji”, a poniżej jest podpis lekarza, który tę aborcję przeprowadzał”.

W wieku 17 miesięcy Gianna została oddana pod opiekę matce zastępczej. Wtedy rozpoczęto rehabilitację dziewczynki. Z powodu niedotlenienia podczas aborcji cierpi na porażenie mózgowe i ma kłopoty z poruszaniem się. Pomimo tego jest bardzo aktywna i stała się niestrudzoną działaczką ruchu pro-life. Jest jedną z najsłynniejszych obrończyń praw nienarodzonych ludzi. Przemawiała między innymi w amerykańskim Kongresie, w brytyjskim parlamencie i w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych, w Parlamencie Australii, i w wielu innych miejscach i różnych programach telewizyjnych. Jeździ po świecie, aby dzielić się własną opowieścią. Z siłą i determinacją twierdzi, że została uratowana „mocą Jezusa Chrystusa”. W swojej działalności szerzenia kultu życia ma atrakcyjny atut: „Najlepszą rzeczą, jaką mogę pokazać innym, by bronić życia, jest moje własne życie. To był wielki dar. Zabijanie nie jest odpowiedzią na żaden problem lub sytuację. Każde życie ma wartość. Każde życie jest darem od naszego Stwórcy”. „… Kiedy słyszę, że należy dopuścić aborcję w sytuacji, gdy dziecko może być upośledzone, to w moim sercu rozgrywa się horror. Cóż to za arogancja silnych, którzy chcą decydować, kto może żyć, a kto nie. A przecież tym, co ich samych utrzymuje przy życiu, jest miłosierdzie Boga, nawet jeśli oni Go nienawidzą” - mówi kobieta. 

Polecam pieśń Gdy pokój niebieski... ze „Śpiewnika Pielgrzyma(nr 297) w wykonaniu Gianny. KLIKNIJ

Projekcję tego filmu zorganizowałam 6 kwietnia (dopiero na spotkaniu uświadomiłam sobie, że w tym dniu są urodziny Gianny). Obecnych było około 30 osób. Kobiety i, ku mojemu miłemu zaskoczeniu, wielu mężczyzn. Reakcje widzów były przewidywalne: skupienie, cisza, łzy… Po projekcji poprosiłam moją Teściową, aby podzieliła się z nami swoją historią z życia. W typowy dla siebie ciepły, dobrotliwy i nie pozbawiony elementów humoru sposób opowiedziała o przebiegu swojej trzeciej ciąży, która stanowiła dla niej zagrożenie życia. Przemęczenie, wyczerpanie, anemia oraz dotkliwe poparzenie stanowiły dla lekarzy wystarczający powód do podjęcia decyzji o usunięciu dziecka. Na szczęście do matki należało ostatnie słowo, a ono brzmiało tak: „Dzieci są darem Pana. Jestem osobą wierzącą i ufam Bogu, że ja i dziecko jesteśmy bezpieczni w Jego ręku, aż do rozwiązania”. I postawiła na swoim. Wzięła jednak sobie do serca swój stan fizyczny i przez kolejne miesiące, oszczędzając się, walczyła skutecznie z anemią. Jedząc surową wątrobę!!! Pomogło… Urodziła się śliczna, pogodna, zdrowa i jedyna córeczka. Z czasem rodzinie przybyły kolejne dwa maleństwa...
Myślę, że to był dobry i cenny akcent na zakończenie naszego spotkania z ‘październikowym dzieckiem’.  

***
Zapraszam do zapoznania się z moim wcześniejszym postem, który porusza kwestię aborcji. KLIKNIJ 




wtorek, 2 kwietnia 2013

Kącik dobrej książki


„Syn Hamasu”, Musab Hasan Jusuf / Ron Brackin, AETOS, Wrocław, 2010r.

Zanim sięgnęłam po tę książkę, słyszałam na jej temat wiele pozytywnych opinii. A, kiedy przez kilka ostatnich miesięcy pomagałam przy sprzedaży literatury chrześcijańskiej, zauwa-żyłam, że właśnie ta książka była najczęściej kupowana. Przeważnie przez mężczyzn. Trudno się dziwić - kulisy palestyńskiego terroru, intryga tajnych służb izraelskiego wywiadu i pośród tego wszystkiego nasz bohater. Palestyńczyk, mu-zułmanin, syn czołowego lidera Hamasu, nie dość, że staje się agentem wrogiego wywiadu, to jeszcze nawraca się na chrześcijaństwo. Fre-derick Forsyth nie wymyśliłby lepszej fabuły. A tę stworzyło samo życie. Musab Hasan Jusuf jest człowiekiem z krwi i kości.

Chociaż czytelnik może się domyślać, że bohater, i zarazem autor książki, żyje i ma się dobrze, to książkę czyta się w ogromnym napięciu, w trosce o jego los i powodzenie zadania, jakiego się podjął. Odsłonięte kulisy palestyńskiego terroru przygnębiają i przerażają. Mimo to, Musab napisał: Prawda i przebaczenie to jedyne rozwiązanie problemu bliskowschodniego. Od napisania tej książki minęły 3 lata. Obecne wydarzenia na Bliskim Wschodzie pokazują, niestety, że to rozwiązanie jest wciąż bardzo odległe. Należy mieć jedynie nadzieję i modlić się, aby wielkie ryzyko tego młodego człowieka (w chwili obecnej ma 35 lat) i oddanie sprawie nie poszło na marne.

Polecam. Również kobietom :-).


„Pielgrzymka życia”, David Zeidan, Wydawnictwo Credo, Katowice, 2006r.

Książkę tę czytałam dawno, bo w 2008 roku. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Trudno jest, niestety, po tylu latach, przelać na papier jakieś świeże myśli. Dlatego posiłkuję się opisem wydawcy. Wybrałam tę książkę ze względu na bliskowschodnią tema-tykę. Bolesny jest również fakt, że w chwili obecnej Syria (rodzimy kraj autora i bohatera książki) jest rozpalona bratobójczą wojną. A jej bogactwo kultu-rowe i historyczne ulega zniszczeniu na oczach całego świata.

Bliski Wschód potrzebuje naszych modlitw. Bliski Wschód potrzebuje Jezusa Chrystusa. Zmienione życie Musaba i Nabila są na to dowodem.

Cytuję za wydawcą: Syria, lata siedemdziesiąte. Na tle bliskowschodnich zawirowań politycznych rozgrywa się dramat młodego muzułmanina, Nabila, który nie potrafi znaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. Choć urodził się i wychował w islamie, jest inny. Nie zgadza się, żeby prawo religijne decydowało o każdym aspekcie jego życia. Chce być sobą, lecz szariat nie przewiduje takiej możliwości. Spragniony głębokiej duchowości, bezskutecznie usiłuje zbliżyć się do Boga poprzez rytuały. Przerażony religijnym fanatyzmem współwyznawców, zniechęcony tradycyjnymi formami islamskiej pobożności, zaczyna interesować się Biblią. Natychmiast popada w poważne tarapaty. Miłość do europejskiej kobiety tylko pogłębia społeczną izolację i odrzucenie.
Jak to jest być obcym wśród swoich? Co robić, gdy własna rodzina wydała na ciebie wyrok śmierci? Czy rzeczywiście można w jednej chwili stracić wszystko - dobre imię, pracę, rodzinę, pozycję społeczną - tylko dlatego, że w twoim mieszkaniu znaleziono Ewangelię? Tak! Są jeszcze takie miejsca! Opisane w tej książce autentyczne wydarzenia dobitnie świadczą o tym, że baśniowy świat Orientu wbrew pozorom kryje w sobie okrutną, bezwzględną rzeczywistość. Czy muzułmanin, który nawrócił się na chrześcijaństwo, ma jeszcze jakąś szansę na normalne życie? Zobaczymy. Akcja trzyma w napięciu do samego końca.

Równie gorąco polecam.