poniedziałek, 25 marca 2013

Niedziela Wielkanocna


Zmartwychwstanie Jezusa to centralny punkt całego posel-stwa Nowego Testamentu. O zmartwychwstaniu czytamy w nim więcej niż sto razy i jest ono wzmiankowane prawie w każdej z jego 27 ksiąg. 
Wraz z podważeniem zmar-twychwstania, podważa się całą naukę nowtestamentową. Jeśli zmartwychwstanie to prawda, cuda jakich dokonywał Jezus za swego życia, nie stanowią żadnego problemu. Jeśli jednak Jezus nie zmartwychwstał, to cała chrześcijańska wiara jest niczym innym, jak tylko wielką pomyłką. Jeśli tak jest, to chrześcijanie począwszy od tych, którzy cierpieli pierwsze prześladowania i ginęli za wiarę w Chrystusa, aż po wszystkich współcześnie rozsianych po świecie, to ludzie żyjący w wielkim błędzie, bo wierzą i pokładają swoją nadzieję w martwym Mesjaszu, o którym myślą, że żyje! Ks. Leszek Czyż

 […] Zmartwychwstanie nadało sens wszystkiemu, co je poprzedzało. Dzięki niemu krzyż stał się czymś więcej niż tragiczną śmiercią a życie Jezusa czymś więcej niż pięknym przykładem człowieczeństwa. Na fakcie zmartwychwstania opiera się istota chrześcijaństwa i zbawcza wiara. […]   Pastor Waldemar Lisiecki

***
Pieśń "Żyje Pan! Alleluja!" - śpiewa Beata Bednarz z chórem TGD (KLIKNIJ)


Życzę Wam, aby tegoroczna Wielkanoc była dla Was cudownym pretekstem do spotkania z Jezusem. 
Pod krzyżem dla obciążonych i zawstydzonych, 
przy pustym grobie dla wystraszonych i wątpiących, 
w drodze do Galilei dla spragnionych Jego obecności... 
Błogosławionych Świąt!








Wielka Sobota



***
stało się coś wielkiego
Niewinny umarł...
przestępca wyszedł na wolność
tłum wpatrzony w Umierającego
nie dostrzegł absurdu sytuacji...

wciąż
narody nazywają dobro złem
zdążają w pośpiechu do wymarzonej wolności
potykający się o Krzyż
odwracają oczy jakby czegoś zapomniały

czasem jednak
przemykając jak wielbłąd przez ucho igielne
ktoś spojrzy w oczy Niewinnego
by zobaczyć tylko miłość
zapłacze jak Piotr
zrozumie jak Zacheusz
narodzi się duszą jak Nikodem

Krzyż wpisany w życie jak smuga światła
nie gaśnie nigdy
odmienia życie na zawsze

 na lepsze...

 Katarzyna Zychla

***

"Tam na wzgórzu" - śpiewa Beata Bednarz (KLIKNIJ)



Wielki Piątek



Świst bicza - pręga na twarzy
Usta blade, usta drżące -
Świst bicza - niech się krew pokaże -
Prędzej,
Słyszysz?
Ja każę!

Świst bicza -
Mało!
Niech się zapieni,
Aż się falą rozhuśta rytmiczną!

Świst bicza - może dosyć -
Nie rozpoznać czerwonej miazgi

Świst bicza - bo dlaczego oczy
ciągle płoną, płoną jak gwiazdy...
Bo dlaczego są, jak oczy dziecka,
czemu nie krzyczą buntem i rozpaczą,
czemu ciągle smugą niebieską
grożą: Przebaczam... Przebaczam...

Maciej Józef Kononowicz „Z głębi serc”- zbiór wierszy chrześcijańskich, 1973


Pieśń "Golgota" - śpiewa Beata Bednarz (KLIKNIJ)



















Wielki Czwartek


… wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów… Ewangelia Mateusza 26:27-28

"Pieśń przymierza" - śpiewa Beata Bednarz (KLIKNIJ)





środa, 20 marca 2013

O czytaniu Biblii

Nasze duchowe ćwiczenia - lektura Bożego Słowa, wraz z towarzyszącym jej studium lub czytaniem literatury biblijnej, modlitwą i wspólnym uwielbianiem - nie powinny być celem samym w sobie. Czynności te stanowią raczej środek by bardziej upodobnić się do Chrystusa, by stać się pobożniejszym i bardziej poddanym Duchowi. Nasza duchowa dyscyplina powinna sprawić, że "Słowo Chrystusowe" będzie "obficie" w nas mieszkać (Kolosan 3:16). Przejawy tego będą widoczne we wszystkim, co czynimy i mówimy. Studiowanie Biblii nie tylko ma nas informować, lecz przemieniać. Dave Branon

Zapraszam do zapoznania się z ciekawą metodą czytania Biblii, przypominając ją swoim starym postem (KLIKNIJ).
Ponieważ podany tam link przestał działać, wstawiam go w postaci zdjęć. Wystarczy kliknąć, aby powiększyć.





sobota, 16 marca 2013

Kącik dobrej książki


Pisaniu książek o kobietach biblijnych nie widać końca. Ja sama mam ich w domu z ‘naście’. Ostatnio przeczytałam dwie kolejne.

Niegrzeczne dziewczynki w Biblii, Czego możemy się od nich nauczyć?, Liz Curtis Higgs, Wydawnictwo Aetos, Wrocław, 2010r.

Wydawca pisze: Dziesięć najsłynniejszych femme fatal w Biblii paraduje na stronach „Niegrzecznych dziewczynek w Biblii” w sytuacjach, które dobrze znamy.
Ewa miała problem z apetytem, żona Potifara i Dalila z mężczyznami. Żona Lota i Mikal nie potrafiły oderwać się od przeszłości. Safira była chciwa pieniędzy, a Jezebel wszystkiego. Kobieta przy studni zaspokoiła swe pragnienie prawdy, a Rachab i Jawnogrzesznica zostawiły za sobą złą przeszłość, udowadniając, że „niegrzeczne dziewczynki” mogą mieć dobrą przyszłość.

Autorka książki dzieli swoje bohaterki na 3 kategorie:
- zła do szpiku kości,
- zła przez chwilę,
- zła przez jakiś czas, ale nie na zawsze.
No, i oczywiście, jest ta pierwsza niegrzeczna.

Pisząc swoją książkę, Liz Curtis Higgs, myślała o czterech rodzajach czytelniczek: (1.) Byłe Niedobre, które zamieniły stare życie na nowe w Chrystusie i usiłują się „dopasować” do Bożej rodziny; (2.) Tymczasowo Niedobre, które wyrosły w kościele, w pewnym momencie odłożyły na bok swoje życie z Bogiem, a teraz obawiają się, że może nie być im naprawdę wybaczone; (3.) Weteranki Grzeczne Dziewczynki wzrastające w zrozumieniu i współczuciu dla kobiet wokół nich, które nie są „chrześcijankami od kołyski”; i (4.) Dążące do bycia Grzecznymi Dziewczynkami, którym się wydaje, że musi być coś więcej w życiu, ale nie wiedzą, gdzie szukać.

To taka „książka lustro”. W przeglądaniu się w tym lustrze pomagają, znajdujące się po każdym rozdziale pytania do rozważenia. W moim odczuciu, jest to książka do osobistego studiowania. Nie każda kobieta ma w sobie tyle odwagi, aby tak szczerze przyznać się do swoich błędów, czy do faktu, że było się niegrzeczną dziewczynką, tak jak czyni to autorka.

Polecam, cytując Ramonę Cramer Tucker z „Today’s Christian Woman”: Świeży pomysł - spojrzenie na kobiety, które zbłądziły, w celu odkrycia, jak mamy żyć. Konwersacyjny styl i bezpośredni, przyjacielski ton są wspaniałe - zabawne i inspirujące. A pytania są w dziesiątkę!


Gotowe  na wszystko kobiety Starego Testamentu”, Robert J. Strand, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa, 2011r.

Autor ‘wziął pod lupę’ dwadzieścia dwie bohaterki. Oto jego wybór: Ewa, Abigail, Abiszag, Sara, Debora, Dalila, Jokebed,Mikal, Rachela, Lea, Ketura, Rispa, Rachab, żona Lota, Rut, królowa Saby, królowa Izebel, wdowa z Sarepty, królowa Estera, Gomer, Rebeka, dzielna niewiasta. Jak pisze Strandt Każda z nich prezentuje interesujący aspekt życia ludzkiego: są wśród nich prostytutki, bezwzględne władczynie, prorokinie, matki, wdowy, ciotki, babki, kobiety majętne i ubogie, młode i sędziwe, są też kobiety skrzywdzone.

Każdy rozdział rozpoczyna się krótkim wprowadzeniem do historii, wyjaśnieniem jej okoliczności, czasu i miejsca. Dalsza część rozdziału to opowieść danej kobiety, pisana w pierwszej osobie. Rozdział kończy krótka lekcja biblijna -  jaka nauka płynie z danej historii.

Sam autor wyjaśnia: Sposób, w jaki będziemy przyglądać się tym kobietom, jest właściwy midraszom. Co to znaczy? Hebrajskie słowo „midrasz” oznacza „badać”, „dociekać”. Midrasze powstały jako rezultat badań żydowskich rabinów doszukujących się prawdziwego znaczenia pism. Midraszami starano się wypełnić istniejące w pismach luki.

Przyznaję, że luki, w historiach naszych biblijnych bohaterek, Robert Strand wypełnił całkiem ciekawie i przekonywująco. Co prawda w kilku przypadkach miałam lekko mieszane uczucia. Z tyłu głowy wciąż drążyło mnie pytanie: Czy naprawdę takie jesteśmy? Czy możliwe jest, aby mężczyzna mógł tak dobrze znać psychikę kobiety? Chyba nie. I dlatego wydaje mi się, że w niektórych momentach, w ocenie czy opisie bohaterek, nawet mocno przesadził. W tym przypadku mam porównanie z inną książką, autorstwa Abidemi Sanusi „God has daughters too” i zdecydowanie jestem za jej midraszami…

Lekcje biblijne mnie rozczarowały. Od lat prowadzę spotkania dla kobiet. Praca nad kobietami biblijnymi nie zajmuje mi całego czasu. Studiujemy konkretne księgi biblijne lub ciekawe książki, o różnej praktycznej tematyce chrześcijańskiej. Jednak, co kilka lat wracam do kobiet z Biblii. Zwykle sięgam do książek z dobrze opracowanym materiałem do przemyśleń i rozmowy. W przypadku tej książki nie jest to możliwe.

Proszę się jednak nie zniechęcać. Książkę na pewno warto przeczytać. Chociażby z tego powodu, jaki podaje autor: Każdy ma swój słaby punkt… może odkryjesz swój




czwartek, 14 marca 2013

Wielkanocne Spotkanie


Zapraszam serdecznie.
Więcej o gościu:
Tutaj - KLIKNIJ
I tutaj - KLIKNIJ




środa, 13 marca 2013

Kącik dobrej książki


Janet i Geoff Benge, Rachel Saint – Gwiazda w dżungli, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Młoda kobieta wraca statkiem z pełnego wrażeń pobytu w Wielkiej Brytanii. Bogata przyjaciółka proponuje jej u swojego boku dostatnią przyszłość, w zamian za towarzystwo i opiekę. Dla kobiety, która doświadczyła tego, co to jest niedostatek, propozycja wydaje się być gwiazdką z nieba. Zanim dopływa do portu w Nowym Jorku już wie, że Bóg zaplanował dla niej coś innego. Wizja półnagich i miedzianoskórych ludzi, zapraszających ją przyjaznym gestem do dżungli, w jednej chwili zmieniła jej życiowe plany. Rachel Saint wiedziała, że gdzieś daleko, jeszcze nie wie gdzie i kiedy, ktoś czeka na jej przybycie.
Ta poruszająca historia o Nimu (Gwiazda), bo tak dekady później nazwali Rachel przyjaciele z plemienia Waodani, opisuje je niesamowitą wiarę w powołanie, determinację w dążeniu do wyznaczonego celu oraz pełne oddanie służbie misyjnej i tłumaczeniowej.
Służba Rachel wśród Indian Waodani, zwanych Auca rozpoczęła się dramatycznie. Śmiercią jej brata Nate’a i czwórki innych misjonarzy, którzy również próbowali zaprzyjaźnić się z tymi okrutnymi i dzikimi ludźmi. W liście do rodziców Rachel napisała: Powiedziałam kiedyś naszemu Panu, że jestem gotowa ponieść wszelką ofiarę, by dotrzeć do tych Indian, i to jest pierwsza rzecz, o jaką mnie poprosił.
Ta wielka osobista strata nie zamyka serca Rachel. Jakimi drogami Bóg doprowadził ją do Acua „dzikich”, Czytelnik musi dowiedzieć się sam. Ja mogę tylko zdradzić, że jej wizja stała się rzeczywistością, a Rachel Saint spędziła z zabójcami swojego brata dwadzieścia lat.
Niech zachętą do sięgnięcia po tę lekturę będą dwa wybrane przeze mnie cytaty:
Dla mnie, która widziałam, jak wyraz twarzy Auca zmienia się do nienawiści do przyjaźni, od niewiary do wiary, największym błogosławieństwem było widzieć ich rozpromienione twarze, gdy wchodzili do wody. Nasze serca radowały się odpowiedzią na ofiarę i modlitwy tak wielu ludzi. (opis pierwszego chrztu)
Wierząc w Boga i Jego Syna Jezusa żyjemy dobrze. Nie zabijamy włóczniami naszych małych dzieci i nie dusimy ich. Żyjemy szczęśliwie z naszymi rodzinami. … Nie zabijamy innych. Nie  bierzemy też sobie siostry żony ani żadnej innej kobiety, która nie chce być naszą żoną. Jesteśmy posłuszni Bożym Znakom. Żyjemy szczęśliwie iw pokoju, wierząc w Boga, który stworzył nas wszystkich. (wyznania nawróconych Auca)


Steve Saint, Ostrzem włóczni, Wydawnictwo Pojednane, Lublin 2010
Steve Saint jest synem zamordowanego przez Indian Auca pilota Nate’a Sainta. Dzięki swojej ciotce Rachel Saint już w dzieciństwie, mając dziewięć lat, mógł nawiązać relację z ludźmi z tego plemienia. Poznać ich i gorąco, szczerym sercem pokochać.
Jest rok 1994. Steve Saint wraca do dżungli z ciałem swojej ciotki. „Gwiazda” umarła na raka w wieku osiemdziesięciu lat. I stało się tak jak chciała. Została pochowana w domu: w dżungli, wśród Waodani, ludzi, których kochała.
Szybko okazuje się, że Indianie nie za bardzo wyobrażają sobie dalszą swoją przyszłość bez obecności wśród nich białego człowieka. Konkretnego człowieka. Tym człowiekiem jest Steve Saint. Po kilku miesiącach rozterek, przemyśleń, modlitw, rozmów z rodziną zapada pomyślna dla Waodani decyzja. W 1995 roku Steve, jego żona i dwójka dzieci zamieszkują w amazońskiej dżungli i cofają się do epoki kamiennej. No, nie dosłownie. Osiągnięcia współczesnej techniki pozwalają na prawie wszystko, nawet oglądanie telewizji. Jednak najważniejszym wyposażeniem był samolot. Steve wiernie i dzielnie kontynuuje misję ojca, będąc pilotem niesie Indianom pomoc żywnościową, medyczną, duchowej nie zaniedbując.
W Nemompade, nowopowstałej osadzie, centralne miejsce zajmował Waengongi onco (dom Boży). Odbywały się tu spotkania, których celem było rozmawianie z Waengongi i uczenie się o Nim. Mnie rozbawił i urzekł ten oto opis: Spotkanie trwało prawie pięć godzin. Jedyna przerwa miała miejsce wtedy, gdy nasza świnka Odae uwolniła się jakoś od liany, którą była przywiązana i dołączyła do nas. W budynku były już nasze wszystkie psy gończe, kilka małpek i przeróżne oswojone ptaki. Gdy pokazała się Odae, w pogoń za nią rzucił się nieustraszony jamnik, Dobson. Odae przebiegła przez cały dom i wybiegła na zewnątrz. Po minucie wrócili - tym razem Odae goniła Dobsona. Wszystkie psy zaczęły ujadać, a potem rzuciły się w pogoń za Odae, Dobsonem i sobą nawzajem. Ludzie wskoczyli na ławki i zaczęli krzyczeć na zwierzęta. Kazanie akurat wygłaszał Wini. Nie zważając na nic, po prostu mówił dalej. Sądzę, że większość z tego, co mówił, docierała do wszystkich. Waodani są przyzwyczajeni do prowadzenia kilku konwersacji w samym środku chaosu. Tutaj przerwę, chociaż akcja trwa dalej… .
Relacja z rocznego pobytu Saint’ów pośród Waodani (już nie Auca) jest warta przeczytania. Po powrocie do Stanów życie Steve Sainta i jego przyjaciół z Amazońskiej dżungli odbywa się niejako pomiędzy dwoma światami. Steve często odwiedza Nemompade. Ale, co ciekawsze, jego przyjaciele również zaczynają poznawać obcy świat.
Zaletą Steva jest to, że pisze lekko i z poczuciem humoru, dlatego ten fragment książki można momentami porównać z filmem Goście, goście z Jeanem Reno w roli głównej.
W książce nie brakuje elementów dramatycznych, związanych z bolesnymi stratami jakie poniósł autor w dalekiej przeszłości i całkiem niedawno. W każdej z tych sytuacji porusza jego głęboka wiara i zaufanie do Boga.
Trzeba przeczytać całą tę książkę, aby zrozumieć słowa: Będę więc dalej kochał moją rodzinę z dżungli, która pierwsza pokochała mnie. I będę cieszył się, widząc moje wnuki, teraz już czwarte pokolenie, kochające Waodani i kochane przez nich. Gorąco zachęcam.

Polecam jeszcze trzy książki tematycznie związane: W cieniu Wszechmogącego Elisabeth Elliot, Elisabeth Elliot - radość w uległości Janet i Geoff Benge, Nate Saint: skrzydłem i modlitwą Janet i Geoff Benge


Agnieszka i Michał Domagała, Syberia z okna misjonarza, Biblijne Stowarzyszenie Misyjne, Ustroń 2008

A teraz coś dla ochłody :-). Przeniesiemy się z gorącej, wilgotnej dżungli do mroźnej Chakasji. Tutaj mówi się, że osiem miesięcy trwa zima, a potem to już tylko lato i lato…
Agnieszka i Michał i ich dwóch synków to misjonarze. Nasi, polscy misjonarze. Na misji w Chakasji spędzili sześć lat, zajmując się tłumaczeniem Nowego Testamentu na język chakaski i docieraniem do żyjących tam ludzi z Ewangelią. Do ludzi z pięknym sercem i utrudzonym ciałem. Niełatwe stało przed nimi zadanie w środowisku, gdzie na zadane pytanie mogli otrzymać trzy odpowiedzi: jestem prawosławny, jestem ateistą lub jestem szamanistą.
Ta książka pisana lekko i z humorem pokazuje nam, jak dzielnie radzili sobie nasi misjonarze w tym trudnym duchowo, mentalnie i  klimatycznie środowisku. Niewątpliwie to zasługa ich otwartych i przyjaznych osobowości oraz łaska Boża sprawiły, że udało im się zbudować prawdziwe mosty łączące poniekąd dwa różne światy.
Książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem. Trudno się od niej oderwać. I trudno wybrać, co ciekawsze - informacje o nowej, nieznanej nam kulturze, o tym obcym acz pięknym miejscu na ziemi; czy opisywane, z pamiętnikarską nutą, zmagania, perypetie, wyzwania i sukcesy (czasem drobne porażki) naszych bohaterów.
Dodatkowym walorem są piękne, kolorowe zdjęcia. Z nimi Czytelnik może się poczuć, jakby osobiście oglądał Syberię z okna własnego domu. Zachęcam, spróbujcie.


PISANE NA ZAMÓWIENIE BIULETYNU "IDŹCIE"



poniedziałek, 11 marca 2013

XVII-wieczna modlitwa



Panie, Ty wiesz lepiej, niż ja to wiem, że się starzeję i pewnego dnia będę zupełnie stary. Proszę, zachowaj mnie od tego fatalnego przekonania, że zawsze muszę coś powiedzieć - na każdy temat i przy każdej okazji. Uwolnij mnie od pokusy prostowania i naprawiania spraw innych ludzi. Uczyń  mnie wrażliwym, ale nie humorzastym. Pomocnym, ale nie narzucającym się z zasobami mojego ogromnego magazynu mądrości. Nie korzystanie z tego wszystkiego wydawać się może szkodą , ale Ty, Panie, wiesz, że chcę na końcu moich dni mieć jeszcze kilku przyjaciół.

Uwolnij mój umysł od nieistotnych szczegółów; dodaj mi skrzydeł, abym szybko docierał do sedna. Zapieczętuj moje usta od narzekania na moje dolegliwości i bóle. One się pogłębiają, a próba ich polubienia, z upływem lat, staje się coraz słodsza. Nie proszę o łaskę, aby cieszyć się opowieściami o bólu innych, ale pomóż mi znosić je z cierpliwością. Nie śmiem prosić o lepszą pamięć, ale o wzrost pokory i zmniejszenie zadufania w sobie, kiedy moja pamięć wydaje się być rozbieżna z pamięcią innych. Naucz mnie tej wspaniałej lekcji, że czasami mogę się mylić.

Zachowaj we mnie dość słodyczy. Nie chcę być starym zgorzkniałym człowiekiem - z niektórymi ludźmi jest tak trudno żyć. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i talenty w ludziach, u których ich nie oczekuję. I daj mi, Panie, łaskę, abym umiał im o tym powiedzieć. Amen.

Modlitwa z XVII wieku – anonim. Moje tłumaczenie.
Tekst angielski: KLIKNIJ



piątek, 8 marca 2013

Duch czasów a nasze chrześcijańskie DNA



Chrześcijaństwo, które nie postrzega moralnego i religijnego doświadczenia jako zjawisk zbiegających się w nieskończoności, nie nieskończoności negatywnej, lecz pozytywnej - w żywym a jednak ponad osobowym Bogu - na dłuższą metę niczym się nie różni od kultu szatana; zaś filozofia, która nie przyjmuje wartości jako wiecznych i obiektywnych, prowadzić może tylko do ruiny. (...) Jeżeli nie powrócimy do tradycyjnej, podstawowej wiary w obiektywne istnienie wartości, przepadniemy. C. S. Lewis Rozważania o chrześcijaństwie, 1943 rok.

Od pewnego czasu obserwuję toczące się wokół dyskusje i zastanawiam się, co dzieje się ze światem, w którym żyję. Co dzieje się moralnością i systemem wartości, które jeszcze tak niedawno rządziły w tym świecie? Nie chcę tu niczego idealizować - od upadku w raju, poprzez karę potopu za bezbożne życie, a później zniszczenie Sodomy i Gomory (uznawanych za  symbol rozpusty i grzechu), aż po dzień dzisiejszy, już nic nie było tak, jak w pierwotnym planie zamierzył to Bóg.  Jednak, myślę sobie z ciężkim sercem, że tak źle, jak dziś, nie było, a boję się, że będzie jeszcze gorzej.

Niedawno przeczytałam takie słowa: Każda epoka ma swoje koncepcje, idee i wartości, które wpływają na kulturę i na „ducha czasu”. Ów duch, to coraz większe społeczne przyzwolenie, które moralnie nas usypia; to stopniowo narastająca akceptacja wartości dotychczas nam obcych. (Dennis Fisher) Dodałabym, że te wartości są nie tylko nam obce, ale nawet wrogie. Za przykład niech posłuży informacja, że  dwie organizacje, promujące homoseksualizm, wnioskują do Komisji Etyki Poselskiej o ukaranie posła Johna Godsona (PO), za cytowanie słów Pisma Świętego, dotyczących homoseksualizmu.

Nie zamierzam tu podejmować dyskusji na ten konkretny temat. Bardziej chcę się skupić na tym, pod jaką presją się znajdujemy, jako ludzie wierzący i jak sobie radzimy. Z moich obserwacji wynika, że bardzo różnie. W dużym uproszczeniu, widzę wokół siebie dwie kategorie chrześcijan. Jedni to ci, dla których autorytet Słowa Bożego jest jedynym słusznym kryterium oceny zachodzących w świecie zmian. Oni nie akceptują i „nie chodzą według nowych zwyczajów tego świata” (Efezjan: 2:1-2). Drudzy wykazują postawę szerokiej tolerancji, a cytowanie wersetów biblijnych i niezgodę na to, co się dzieje, nazywają brakiem miłości bliźniego i osądzaniem. Takim osobom mam ochotę zadać pytanie, które zapożyczyłam u ew. ks. Karola Macury: Jak ma się twoje sumienie? Czy nie choruje? I zgadzam się z tym, co on dalej twierdzi: Współcześnie powszechny relatywizm postaw powoduje zupełne rozregulowanie naszego wewnętrznego kompasu - sumienia. Nie umiemy nazwać grzechu po imieniu. Dlatego potrzebujemy lekarza. I chyba wiem, do Kogo się udać...

Należę do tej pierwszej kategorii ludzi. Dla mnie Biblia jest księgą ponadczasową i jej wartości stanowią dla mnie podstawę do poruszania się w tym zagmatwanym świecie. Żyjąc w nim, nie jestem w stanie całkowicie uciec przed jego wpływem. Jednak, czytane przeze mnie codziennie Boże Słowo, przenika moje myślenie do tego stopnia, że nie grozi mi przyjęcie i zaakceptowanie wartości współczesnego świata (Rzymian 12:1-2). Ktoś napisał: Choć chrześcijanie żyją w tym świecie, są lojalni wobec nieba. Póki co, z Bożą pomocą, udaje mi się tak żyć. Pięknie ujął to Leonard Ravenhill (brytyjski ewangelista): Największy cud jaki Bóg może dzisiaj uczynić, to wziąć nieświętego człowieka z nieświętego świata, uczynić go świętym, a potem wysłać go z powrotem do nieświętego świata i sprawić, że żyjąc w nim pozostanie święty.

I chyba dlatego szeroko pojęta tolerancja i akceptacja jest mi pojęciem obcym. W relacjach ogólnoludzkich staram się trzymać zasady „Kochaj bliźniego, nienawidź grzechu”. Biblia przecież wyraźnie pokazuje nam, że sam Bóg miłuje człowieka, ale brzydzi się grzechem. Stąd Jego oferta wybawienia nas od naszych grzechów, dzięki ofierze Jezusa Chrystusa. Każdy człowiek, dopóki żyje, ma szansę tę ofertę przyjąć.

Bardzo spodobały mi się kiedyś te dwie myśli, które, w konfrontacji z „duchem tych czasów”, mogą okazać się pomocne. Mogą również stać się wielkim wyzwaniem. I z tymi myślami i waszą ich interpretacją was pozostawiam.
Pierwsza: Wartości są jak odciski palców. Zostawiasz je na wszystkim, co robisz. Elvis Presley
Druga: Łatwiej jest podejmować decyzje, jeśli wiesz, jaki masz system wartości. Roy Disney
W konfrontacji z duchem tych czasów” mogą one stać się dla mnie wielkim wyzwaniem. Jeżeli rzeczywiście chcę, aby to, co mówię i jak postępuję, było spójne z tym, w co wierzę i co głoszę. Wniosek jest jeden: tylko silnie zakorzeniony we mnie system Bożych, biblijnych wartości pomoże mi zachować integralność i nie da się ogłupić w tym zwariowanym świecie. Te wartości to takie moje chrześcijańskie DNA.