poniedziałek, 30 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - chęć przypodobania się

Cykl poniższych rozważań jest 'efektem ubocznym' :-) studium biblijnego "Kobiety wobec pokus", które zostało przeprowadzone w ramach "Spotkań Babskich". Jest to posłusznie odrobiona praca domowa :-).

Chęć przypodobania się, czy pragnienie zadowolenia Boga nigdy nie wyjdzie nam na złe. Jego przykazania są dobre. Jego wola dla naszego życia jest dobra. On nigdy nie żąda od nas rzeczy, które wyjdą nam na szkodę, spowodują uszczerbek w naszym życiu czy na naszej opinii. Nawet, jeśli może nam się wydawać, że coś tracimy w oczach ludzi, wyraźnie określając się po stronie Boga, w końcowym rozrachunku i tak korzyść będzie po naszej stronie. Sprawiając Bogu zadowolenie swoim życiem, postępowaniem, sposobem myślenia - jednego możemy być pewni: To jest dobre! Dlatego, nie idźmy nigdy na kompromis, nie róbmy nigdy niczego niewłaściwego.

Odwrotnie jest z ludźmi - przeważnie próba przypodobania się ludziom zmusza nas do zrobienia czegoś, z czego Bóg raczej nie ma zadowolenia. Jeśli chcemy mieć z ludźmi pokój, pragniemy ich akceptacji, przyjaźni, uwagi, to mierzmy ich intencje miarą Bożych wartości. Jeśli ich oczekiwania względem nas mają biblijne, Boże podstawy dajmy się im przekonać - bo i do takich postaw zachęca nas Słowo Boże. Ale jeśli nie mamy co do tego pewności to trzeba bardziej Boga słuchać niż ludzi (Dz. Ap. 5:29b) .

A, czy mamy rezygnować z zadowolenia z siebie samych? Myślę, że niekoniecznie. Jeśli zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, a On po każdym swoim akcie stworzenia zachwycał się Swoim dziełem i mówił, że jest dobre, to i my mamy prawo cieszyć się z tego, co uda się nam osiągnąć. Tylko musimy pamiętać, że Bóg jest doskonały, a my nie. Nam samozadowolenie grozi pychą i upadkiem. Więc lepiej zachwycać się sobą ze wstrzemięźliwością...

wtorek, 24 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - zazdrość

Szczerze i z odwagą przyznaję - uczucie zazdrości, takiego delikatnego, bolesnego ukłucia w sercu nie jest mi obce. Chociaż na szczęście zdarza mi się bardzo rzadko. Przeważnie, to lubię cieszyć się czyimś szczęściem, powodzeniem, radością.

Zazdrość pojawia się wtedy, gdy mamy poczucie jakiejś dziwnej niesprawiedliwości losu. W moim życiu był taki konkretny moment, kiedy trudno było mi się pogodzić z tym, że nie bardzo było mnie stać na to, aby coś nowego sobie kupić. Dla kobiety jest to ważne, a ja czułam się jak Kopciuszek :-). Wtedy najbardziej drażniły mnie rozmowy kobiet o ich nowych sukienkach, butach, torebkach, kiedy ja musiałam zadowolić się tym, co już dawno przestało być modne i ładne. Czasem też zdarzało mi się porównywać z ludźmi, którzy pełnią taką samą służbę. Widziałam duże rozbieżności, szczególnie w sferze materialnej (finansowej). Pytałam Boga: Dlaczego tak jest? Po jakimś czasie zrozumiałam, że taka zależność od Niego, w tej właśnie sferze, pomaga mi służyć Mu z większą radością i oddaniem. A poza tym, naprawdę nie mam powodów by narzekać!

Kiedy pojawia się zazdrość - a dotyczy przecież ona przeważnie konkretnej rzeczy czy sytuacji - to staram się zastąpić to uczucie wdzięcznością do Boga za wszystko, co od Niego mam. Jestem ostatnią osobą, która odważyłaby się powiedzieć „nie mam nic”, bo mam wiele, bardzo wiele. Jestem bogata i to w każdej sferze mojego życia. Uświadamiam to sobie, patrząc na biedę i niedostatek innych.

Jest też kwestia, jak traktować osobę, której się zazdrości. Mam prostą radę - przestać zazdrościć! Wtedy zaczniemy ją akceptować, lubić a może nawet znajdziemy wspólny język... Osoba, której zazdrościmy, przeważnie nie ma o tym pojęcia - chyba że sama lubi swoją postawą pobudzać do zazdrości, bo i takie osoby bywają. Myślę, że dlatego warto czasem zadać sobie samej pytanie: Czy nie sprawiam komuś przykrości? Czy nie powoduję, że ktoś z mojego powodu czuje się źle? Czy nie pobudziłam kogoś - swoją postawą, kreacją, chwaleniem się - do zazdrości? Myślę, że nas chrześcijan w tym względzie obowiązuje szczególna delikatność i wrażliwość.

piątek, 20 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - martwienie się

Słowa z Listu do Filipian 4:6-7 - Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie... - są wspaniałą obietnicą. Są jedyną rozsądną radą na nasze większe i mniejsze dramaty. Gwarantują nam pokój i jasność umysłu, co jest podstawą do tego, abyśmy mogli podjąć właściwe działania.

Chyba najgorsze chwile w życiu chrześcijanina to te, kiedy - w obliczu przeciwności - zamyka się na Boga. Nie czyta Jego Słowa, nie modli się, unika społeczności. Taki stan doprowadzi go do duchowej ruiny i bardzo mocno nadwątli jego wiarę. Taki człowiek nie jest już w stanie służyć Jezusowi, innym ludziom, a przede wszystkim nie jest w stanie zadbać o siebie.

Ksiądz Henryk Czembor pisze tak: Potrzeba nam ducha dzielnego, który pomaga w wytrzymaniu choroby, cierpienia czy innych przeciwności losu. Chodzi więc o to - w jaki sposób go osiągnąć, skąd brać cierpliwość, wytrwałość i odporność. To jest pytanie o to, o kogo się oprzeć, w kim znaleźć pomoc i nadzieję, gdy sami jesteśmy słabi i obciążeni ponad miarę. Słowo Boże wskazuje jednoznacznie na Boga i na naszego Zbawiciela - Jezusa Chrystusa. Nasz Zbawiciel przeszedł przez dolinę cierpienia, męki i śmierci. Przeszedł zwycięsko i najlepiej wie, jak nam pomóc, jak duchowo nas umocnić, abyśmy posiedli dzielnego ducha, który pomoże nam oprzeć się wszelkim przeciwnościom losu. Dzielnego ducha mamy dzięki i przez wiarę, dzięki znalezieniu oparcia w naszym Bogu, a także pewności ratunku i zbawienia w naszym Zbawicielu.

czwartek, 19 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - materializm

Czasem mam wrażenie, że urodziliśmy się z rękami stworzonymi do brania. Przez całe życie oczekujemy, że coś dostaniemy od innych, że weźmiemy z życia to, co się nam podoba i sprawia nam przyjemność. Jesteśmy rozczarowani, gdy nie dostajemy tego, o co prosimy, gdy odmawiają nam ludzie, gdy Bóg nie daje nam tego, czego od Niego oczekujemy, albo nam samym nie uda się zdobyć tego, co zamierzyliśmy. (Tak pisał luterański duchowny ks. Henryk Czembor.)

Taka postawa dotyczy przede wszystkim rzeczy materialnych, albo szeleszczących papierków, za które te rzeczy możemy nabyć. Świat kusi nas tyloma pięknymi świecidełkami; nęci i przekonuje, że tylko tego brakuje nam do szczęścia. Kiedy damy się wciągnąć w tę zabawę, już nikt nie będzie musiał nas do niczego przekonywać - bo my sami będziemy autorami najlepszych argumentów, na poparcie swoich kolejnych zachcianek.

Jak więc się przed tym bronić?

1. Zająć swoje myślenie czymś pożytecznym. Żeby niczego samej nie tworzyć, zacytuję werset ze Słowa Bożego „...szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Ew. Mat. 6:33). Moim skromnym zdaniem - służba jest najlepszym antidotum przeciw zbytniemu myśleniu na temat spraw przyziemnych.

2. Nauczyć się poprzestawać na tym, co się ma i być wdzięczną (Flp. 4:11,12). Kilka praktycznych wskazówek. Jeśli masz dużo - nie przechwalaj się i nie wynoś nad tymi, którzy mają mniej - bądź wdzięczna. Jeśli masz w sam raz - przestań biadolić, że nie masz nic, naucz się mądrości od dziecka. Pewien dwunastolatek po wizycie u Cyganów na Ukrainie napisał: „Jakże często my, polskie dzieci, nie doceniamy tego, co posiadamy i jak często narzekamy, bądź okazujemy niezadowolenie, że czegoś tam nie mamy... Dzieci cygańskie żyją w glinianych chałupkach bez ogrzewania i bez wody. Żadne z dzieci nie ma swojego łóżka, nie mówiąc o zabawkach czy komputerach. Pomimo swojej biedy dzieci były wesołe, uśmiechnięte i wspaniale śpiewały pieśni uwielbiające Boga. Zamiast narzekać na swoją 'ciężką dolę' pomyślmy o dzieciach Romów na Ukrainie.” A więc, bądź wdzięczna. Jeśli cierpisz biedę - bądź wdzięczna, bo Bóg ma szczególne miejsce w Swoim sercu dla biednych i ubogich. „Bo ocali biedaka, który woła o ratunek i ubogiego, który nie ma pomocy. Zlituje się nad nędzarzem i biednym i wybawi dusze biednych. Z ucisku i gwałtu wyzwoli ich życie” (Ps. 72:12-14).

3. Zacząć dawać. „Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać aniżeli brać” (Dz. Ap. 20:35). Dawanie, to myślenie o innych, otwieranie się na nich i ich potrzeby. Dawanie sprzyja duchowemu rozwojowi, jest podstawowym warunkiem realizacji przykazania miłości bliźniego. Mamy komu dawać i mamy co dawać. Nigdy nie mów, że jesteś biedna, jeśli wokół ciebie żyje pełno ludzi, którym dzisiaj nie starczyło na bochenek chleba. Najlepszym lekarstwem na materializm jest zobaczenie nędzy innych i przyjście im z pomocą.

sobota, 14 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - pożądanie

Media są okrutne, wyrachowane i przebiegłe. My, ludzie, znamy doskonale swoje słabości, a ci, którzy na słabościach ludzkich potrafią zarobić pieniądze i zrobić z nich użytek - wykorzystują ku temu wszelkie możliwości.

Człowiek XXI wieku, to człowiek zepsuty, bezwstydny. Całe zepsucie dzisiejszego świata dociera do nas głównie w postaci wyuzdanych obrazów i błazeńskich mów. Nawet jeśli nie chcemy, to cały ten „brud” (chociaż chciałoby się użyć dosadniejszego określenia) wdziera się w naszą podświadomość i skaża nasze myślenie, rozmywa nasze poczucie dobra i zła, odróżnienie świętego od skalanego (sacrum i profanum), zobojętnia naszą czujność. Nasze umysły i serca ulegają skażeniu.

Jak się przed tym bronić?

  • Po pierwsze - nie patrzeć, nie słuchać, nie czytać - tego, co nie należy. Jeśli jest to tylko w naszej mocy.

  • Po drugie - założyć na nasze oczy, uszy, myśli filtr Słowa Bożego, Bożych standardów i wartości, abyśmy natychmiast potrafili odrzucić rzeczy niewłaściwe.

  • Po trzecie - być świadectwem. Nie stawać się konformistą. Nie płynąć z prądem, lecz pod prąd. Nie upodabniajcie się do tego świata (Rzym. 12:2). Postępujcie jak dzieci światłości (Ef. 5:8). Dochodźcie tego, co jest miłe Panu (Ef.5:10). Taka zachęta płynie ze Słowa Bożego. To czasem boli, ale równie często budzi szacunek i przynosi chwałę Bogu.

  • Po czwarte - zająć się służbą dla Pana. Wtedy nie będziemy mieli czasu na głupoty - chociażby na puste rozrywki.

środa, 11 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - rozgoryczenie

Gniew jest dla mnie emocją trwającą krócej lub dłużej; mniej lub bardziej intensywną. Aby miał miejsce gniew musi być przyczyna - obiektywna lub subiektywna.

Rozgoryczenie natomiast jest stanem, postawą, jest przyjemnością pielęgnowania zagniewania. Jest formą zachowania bardziej szkodliwą dla nas i dla otoczenia, niż gniew. Wybuch gniewu przeważnie można usprawiedliwić. Gniew jest jak impuls lub reakcja na bodziec. Usprawiedliwić rozgoryczenie jest trudniej, bo jest to świadomy wybór pielęgnowania goryczy. Gorycz jest sprawą naszej decyzji. Gorycz jest nieradzeniem sobie z gniewem, który jest w nas niewyrażony. Kipimy pod powierzchnią, nakładamy maskę spokoju, udajemy, że nic się nie dzieje - ale tak naprawdę ten płomień nas trawi, a potem zaczyna trawić innych.

Z czym mamy walczyć? Na pewno nie z gniewem, który jest jedną z podstawowych naszych emocji. Powinniśmy nauczyć się jednak wyrażać go we właściwy sposób i we właściwym czasie, po to, aby nierozładowany nie spowodował w nas goryczy. Najlepiej stosować się do zasady biblijnej, zapisanej w Liście do Efezjan 4:26 - Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym....

Najważniejsze jest więc to, co zrobimy z czasem pomiędzy wybuchem gniewu a goryczą, która się w nas rozwinie. Im szybciej uporamy się z gniewem, tym większe szanse, że tylko na nim problem się skończy.

wtorek, 10 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - plotkowanie

Panowanie nad językiem... Chyba najlepszym początkiem będzie zastanowienie się nad tym: Jak używam swojego języka? Jeśli otwieram usta, to po co? Aby krytykować, dokuczać, kłócić się, plotkować? A może lubię zachęcać, mówić miłe słowa, zachwycać się, pocieszać?

Panowanie nad językiem zaczyna się wtedy, gdy zdefiniujemy, na czym polega nasz problem w używaniu go. Jeśli szczerze, sama przed sobą, przyznam się do swoich błędów, to już będzie połowa sukcesu! Każdy człowiek - siłą własnej woli, zdyscyplinowaniem - może wiele zmienić w sobie. Również w sferze mowy, ale to wymaga ciężkiej pracy.

Jako chrześcijanie mamy o wiele łatwiej - nie musimy niczego zmieniać sami. Wystarczy, że złożymy nasze słabości na Boga - On ma moc, aby zrobić z nimi porządek. Mamy też Kogoś innego do dyspozycji - Ducha Świętego, który zamieszkuje w nas. Przejawem tej obecności jest widoczny w naszym życiu owoc Ducha, którego jedną z cech jest wstrzemięźliwość, czyli inaczej samokontrola. A to oznacza, że posiadamy wszystko, abyśmy mogli kontrolować swój język. Jest to więc tylko sprawa naszego wyboru czy wybierzemy plotkowanie czy zachęcanie, budowanie, wspieranie, pocieszanie, dziękczynienie. Potraktujmy to jako codzienne ćwiczenie.

środa, 4 listopada 2009

Kobiety wobec pokus - niezadowolenie

W zasadzie, to stosunkowo niedawno uświadomiłam sobie, jak ważne jest znać atrybuty Boga. Przypominać sobie jaki On jest. Uświadomić sobie Jego miłość, dobroć, Ojcowską troskę. Bóg zawsze daje nam dobre dary. On nawet zło obraca ku dobremu.

Nie będę niezadowolona, kiedy zrozumiem i uwierzę, że wszystko, co mam zawdzięczam Bogu. A jeśli czegoś nie mam i to czyni mnie nieszczęśliwą, to nie mam prawa winić za to Boga. Czasem - na nasze nieszczęście, biedę i pohańbienie - zapracowujemy sobie sami, mając źle poukładane priorytety, będąc nieposłusznymi albo niewdzięcznymi w stosunku do Boga. Należy przyznać się uczciwie, że nasze niezadowolenie przeważnie dotyczy rzeczy materialnych - nie mam tego, czy tamtego... W każdym z nas siedzi coś z natury żony rybaka, który złapał złotą rybkę...

Myślę, że Bóg zupełnie inaczej patrzy na sytuację, kiedy okazujemy niezadowolenie z powodu grzechu w czyimś życiu; z powodu zepsucia jakie nas otacza; z powodu tego, że nasze dzieci oddalają się od Boga. Sądzę, że taki smutek i taka troska jest jak najbardziej po Bożej myśli.

Dla mnie źródłem zadowolenia jest to, że widzę żywego Boga w działaniu. To, że mogę temu Bogu służyć. Że - każdego dnia na nowo - mogę Go odkrywać i uczyć się czegoś nowego o Nim i o tym, że zawsze ma dla mnie coś dobrego w zanadrzu.