czwartek, 31 marca 2011

Coffee break 1

Tytułem wstępu.
„Coffee break” to mini seria rozmyślań o życiu - w kontekście naszej zajętości i odpoczynku. Powstały one pod inspiracją książki „Coffee break with God” (Kawka z Bogiem :-). Dlaczego zachowałam ten angielski tytuł? Bo podoba mi się znaczenie i użycie słowa break. W języku angielskim funkcjonuje takie powiedzenie: Give me a break! Co oznacza po prostu: Daj mi spokój! Odczep się! Spadaj! Ale można to też przetłumaczyć dosłownie: Daj mi chwilę przerwy (chwilę wytchnienia)!
Potrzebujemy mieć takie chwile przerwy od rutyny dnia codziennego; od ciągłego wyścigu z czasem, od nadmiaru obowiązków, których lista się nigdy nie kończy; od stresów w pracy; od kłopotów rodzinnych, zdrowotnych, finansowych.
Wszystkim są potrzebne takie dłuższe chwile wytchnienia. Ale myślę też, że jest dobrą rzeczą nauczyć się lub przypomnieć sobie, jak możemy organizować sobie takie „przerwy” w życiorysie - każdego dnia - aby nie zwariować, nie wypalić się, nie paść na zawał czy udar… Aby po prostu żyć i pozwolić żyć innym.
Od razu mogę zdradzić wam główną zasadę - najlepsza przerwa na odpoczynek, to czas spędzony z Bogiem. Ale są też inne miłe sposoby na odpoczynek, do których równie gorąco zachęcam.

Coffee break - pozostawanie naładowanym

…Ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają … Ks. Izajasza 40:31

Czasy, w jakich żyjemy to czasy, które można określić czasami rzeczy do zrobienia, których i tak nie jesteśmy w stanie wszystkich przerobić. Stojąc twarzą w twarz z przytłaczającymi nas wymaganiami, trudno jest nam pozwolić sobie choć na chwilę odpoczynku, na zrobienie przerwy - bez wyrzutów sumienia. Ale pomyślcie o korzyściach - odświeżona perspektywa, jaśniejszy ogląd, odzyskana energia, duchowa gotowość! - Czyż nie są tego warte?

Zanim w samochodach nie wprowadzono komputerów i innych wynalazków, łatwo było zaparkować samochód i zostawić go na zapalonych światłach. Skutek był opłakany - wyładowany akumulator. Zanim samochód mógł ponownie zacząć nam służyć, trzeba było naładować mu bateryjkę. Podobnie jest z naszym zapasem energii. Ona nie jest wieczna. Musimy uzupełnić jej zapasy poprzez sen, odpoczynek, właściwe odżywianie i zwykły relaks. Nasze dni - wypełnione zajęciami, bez chwili przerwy - wysysają z nas wszystkie siły, wyczerpują nas. Działając na wysokich obrotach, wykorzystujemy nasze  wszystkie - fizyczne, emocjonalne, umysłowe i duchowe - zapasy. I zanim się zorientujemy, cała nasza energia zostanie zużyta.

I jeśli nie będziemy ostrożni, wyczerpiemy naszą baterię do takiego stanu, że „umrzemy na stojąco”. Bycie wyczerpanym może spowodować, że nasza percepcja zostanie zaburzona,  zniekształcona i nasze reakcje na innych ludzi mogą stać się negatywne (i wyładujemy się na żonie czy mężu, lub na dzieciach, lub na zwierzaku domowym… i listę naszych ofiar można by mnożyć :-). Co więcej, jeśli nic z tym nie zrobimy, to po jakimś czasie, stan ten może wywołać u nas choroby fizyczne lub psychiczne (a przynajmniej zaburzenia emocjonalne).

Charles Spurgeon, znany 19-wieczny kaznodzieja (zwany Księciem Kaznodziejów) powiedział: Bez stałej odbudowy nie jesteśmy zdolni do bycia w stałej gotowości do życiowych zmagań. Jeśli pozwolimy, aby to, co dobre w naszym życiu stało się słabe - albo, aby nasze światło stało się przyćmione - to diabeł z pewnością zbierze swoje siły i będzie z desperacją walczył o przejęcie władzy nad nami. Zastanawiam się: Co by Charles Spurgeon powiedział o dzisiejszych czasach?

Brat Wawrzyniec radził: …cokolwiek robicie powinniście zatrzymywać się na chwilę - na kilka minut - tak często, jak to jest możliwe i chwalić Boga z głębi waszego serca; ciesząc się Nim w skrytości serca. Te krótkie chwile wytchnienia (ucieczki) służą temu, aby uwolnić was od skupienia na sobie. To oczywiście nie oznacza, że macie porzucać swoje obowiązki; to raczej nie byłoby możliwe. Niech rozwaga będzie waszym przewodnikiem. Wierzę jednak, że powszechnym błędem osoby duchowej jest nie pozostawienie swojej zawodowej kariery i od czasu do czasu wychwalanie swojego Boga w swoim duchu oraz szukanie odpoczynku i pokoju w Jego Boskiej obecności - przez krótką chociaż chwilę.

Jesteś mądrym człowiekiem - jeśli umiesz robić sobie krótkie przerwy na odpoczynek w ciągu dnia. Jeśli potrafisz zgasić światło o odpowiedniej porze i pozwolić sobie na dobry, nocny odpoczynek. Już te rzeczy pomogą ci zadbać o zapas twojej energii na każdy dzień i uzdolnią cię do bycia bardziej produktywnym i zadowolonym.

I na zakończenie taka prosta rada Heinricha von Kleista na doładowanie (pisana kursywą, dodatki są moje):
Codziennie należy przeczytać jeden dobry wiersz (a na pewno werset z Biblii), obejrzeć piękny obraz (albo spojrzeć na dzieło Stwórcy), posłuchać lekkiej piosenki (albo samemu zaśpiewać pieśń uwielbienia; zachęcam do słuchania kanałów muzycznych Radia Chrześcijanin), porozmawiać serdecznie z przyjacielem (wysłać maila lub SMS-a i koniecznie nie zapomnieć o rozmowie z Bogiem).



sobota, 26 marca 2011

Hiobowe pytanie

Tekst ten powstał na podstawie wykładu wysłuchanego w Haggai Institute. Nie jest to mój pierwszy tekst o trudnych doświadczeniach, jakie przechodzimy w naszym życiu. I pewnie nie ostatni. Życie zawsze daje powody, aby o tych rzeczach pisać.

Dlaczego w życiu przechodzimy przez trudne doświadczenia, jak sobie z nimi radzić i jaka powinna być nasza postawa względem nich?

Najlepszym przykładem dla takiego rozważania będzie biblijny Job. Niektórych z nas wiele od Joba nie różni - może brakuje nam tylko popiołu i muszli do skrobania. To było ostatnie stadium jego nieszczęść, które dotknęło już konkretnie jego osoby - choroba.

Ale jak naprawdę było z tym Jobem? Przez lata nauczyliśmy się myśleć stereotypami. Po pierwsze, głosząc błędną teologię - tak też robili przyjaciele Joba - że ktoś, kto przechodzi przez trudne doświadczenia, musiał nieźle nagrzeszyć. Drugi stereotyp - to założenie, że Job był doskonały i wszystko, co go spotkało, niczemu nie służyło. Tak, Job był mężem nienagannym i prawym, bogobojnym i stroniącym od złego. Był takim, szczególnie w porównaniu z innymi bezbożnymi ludźmi, którzy żyli i mieszkali tuż obok. Niczym nie różnił się jednak od takich bohaterów wiary, jak Noe, Abraham, Eliasz, Dawid, Daniel... A poza tym fakt, że ktoś jest nienaganny, prawy, bogobojny, stroniący od złego, wcale nie świadczy o tej osobie, że jest już chodzącą doskonałością. Słowo Boże mówi, że nie ma sprawiedliwego ani jednego.

Czemu miały więc służyć doświadczenia, na jakie Bóg przyzwolił szatanowi, aby zesłał na Joba? W żargonie chrześcijańskim używamy zwrotu, że Bóg dopuszcza pewne doświadczenia w naszym życiu.
Nie trzeba zbyt wielkiej inteligencji, aby odkryć, że te doświadczenia dopuszczane są przynajmniej z dwóch powodów: 1. po to, abyśmy mogli doświadczeniem swojego życia służyć innym, i 2. po to, abyśmy nauczyli się lekcji na swój temat i poddali się Bożej korekcie.
W życiu Joba zadziałały obie opcje. Z tej pierwszej uczymy się my wszyscy - jak zwycięsko można przejść przez każdą życiową zawieruchę. Chociaż jest to długi i trudny proces.

My skupimy się na tej drugiej kwestii. Przyjrzyjmy się idealnemu Jobowi.

Job 9:32-35 Job był dumny z siebie. Może miał powody ku temu, bo to, co robił, było dobre. Ale to, co myślał o sobie w związku ze swoim sprawiedliwym życiem, było złe (wielokrotnie wspomina o swoim nienagannym życiu, o tym jak pomagał innym...). Duma to nasza słabość, szczególnie, gdy osiągamy sukces. Job był dumny - szanowany obywatel, opływający w bogactwo. Czyż nie miał powodów do dumy? Był tak pewny siebie, że gotów był sądzić się z Bogiem, jak równy z równym: Niech tylko zdejmie ze mnie swoją rózgę i niech mnie nie straszy jego rózga, a wtedy będę mówił bez bojaźni, bo nie jestem taki, za jakiego uchodzę... Duma Joba, może to był powód, dla którego Bóg podjął wyzwanie?

Job 30:1 Zwróćcie uwagę, jak Job mówi o innych ludziach: śmieją się ze mnie młodsi ode mnie wiekiem, których ojców nie chciałbym postawić przy psach mojej trzody... Arogancja, dyskryminacja, rodzaj rasizmu. Uważanie pewnych ludzi za gorszych od siebie. Każdą kulturę charakteryzuje dyskryminacja. Czy to, że czujemy się, z niewiadomo jakich powodów, lepsi od Słowaków czy Ukraińców, nie jest rasizmem? Traktowanie innych z góry jest jedną z rzeczy, która wciąż dzieli kościoły.

Job był sprawiedliwy, bał się Boga, ale w środku był pełen dumy i złych uczuć. Bóg znalazł w jego życiu dziedziny wymagające poprawy.

Job potrzebował wiele czasu, aby zrozumieć, o co w tej całej sytuacji chodzi. Pewny swoich racji, chciał dyskutować z Bogiem. Czy wiecie, że zadał Bogu 700 pytań i na żadne z nich nie otrzymał odpowiedzi? To chyba dobrze, bo gdyby je otrzymał, to miałby powody do jeszcze większej dumy. My też w trudnych chwilach zadajemy Bogu pytania. Ja tak robię. Wydaje mi się też, że słyszę na nie odpowiedzi. Ale teraz na przykładzie Joba odkrywam, że to może nie są Boże odpowiedzi, tylko moje własne myśli, moje pobożne życzenia na temat tego, co chciałabym usłyszeć.

Bóg nie odpowiada na żadne z pytań Joba. Tych teologicznych, mądrościowych, ani tych oskarżycielskich. W pewnym momencie przerywa słowotok Joba (i w pewnym sensie jego przyjaciół też) mówiąc 38:1 Któż to zaciemnia mój plan słowami bezmyślnymi? Niczego nie tłumaczy i nie wyjaśnia - Bóg nie musi nam niczego tłumaczyć. Jest Bogiem suwerennym, który wykonuje Swoją wolę w naszym życiu, czy nam się to podoba, czy nie. Bóg tłumaczy nam te rzeczy, które jesteśmy w stanie pojąć i zrozumieć. A nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć - teraz i tutaj, gdyż Boże myśli o nas są zupełnie inne, odmienne od naszych.

Teraz to Bóg zadaje Jobowi pytania (r. 38-41) Skonfrontowany z wielkością i mądrością Boga, Job odkrywa, jaki jest malutki. W r. 42:5 padają takie słowa: Tylko ze słyszenia wiedziałem o Tobie. Co można zinterpretować - tak naprawdę nie wiedziałem o Tobie nic, nie miałem o Tobie „zielonego pojęcia”, aż do tej pory - lecz teraz moje oko ujrzało Cię.
W naszym życiu też tak się często dzieje. Wiele wiemy o Bogu: z kazań, z książek chrześcijańskich, z wykładów, a obserwacji przyrody, ale tak naprawdę wcale Boga nie znamy. 
Potrzebujemy takiego osobistego spotkania z Bogiem. Poznania Go osobiście. W naszym chrześcijańskim życiu potrzebujemy również takiego doświadczenia z Bogiem, które nami wstrząśnie, obudzi nas z letargu. Do tego stopnia, że powtórzymy za Jobem: Przeto odwołuję moje słowa i kajam się w prochu i popiele. (42:6)

Wniosek z tej lekcji. To nieprawda, że Job cierpiał niesprawiedliwie. On musiał przejść przez tę lekcję, gdyż Bóg znał jego serce i wiedział, jaka kuracja jest Jobowi potrzebna.

Zastosowanie do naszego osobistego życia. Przez co aktualnie przechodzisz? Jak myślisz, dlaczego Bóg dopuścił to konkretne doświadczenie, albo całe ich pasmo w twoim życiu? Czy uważasz, że cierpisz niesprawiedliwie? Jeśli tak myślisz - to jesteś na etapie, w którym skupiasz się na swoich zasługach, zaletach, działaniach, które w twoim mniemaniu powinny ochronić cię od wszelkich nieszczęść. Czy myślisz, że ja nie miewam takich myśli, że skoro tak wiele robię dla Boga, to nie zasłużyłam na to, aby …? Teraz na szczęście jestem na etapie, w którym pytam: Boże, czego chcesz mnie nauczyć przez to doświadczenie? Co chcesz niewłaściwego pokazać mi w moim życiu, co wymaga Twojej korekty? Czy była to duma, samozadowolenie, a może osądzanie innych?

Jesteś na dobrej drodze, kiedy zaczynasz stawiać sobie podobne pytania. Nie w każdym przypadku to musi być nasza duma z powodu tego kim jesteśmy, czy co osiągnęliśmy. 
Czasem jest to egoizm - koncentrowanie się tylko na sobie, niezauważanie problemów innych ludzi. A jeśli my mamy problemy, to uważamy, że nasze problemy są największe, najtrudniejsze, a inni to mają życie usłane różami. Jednym słowem postępujemy na zasadzie: ja jestem pępkiem świata i wszystko musi kręcić się wokół mojej osoby. Bóg ma Swoje sposoby, aby nas upokorzyć i zniżyć do poziomu innych. 
Czasem jest to materializm. Nie jesteśmy w stanie nasycić swoich rosnących apetytów. Bóg w jednej chwili może zabrać nam wszystko. 
Czasem jest to brak wdzięczności i ciągłe niezadowolenie z tego, co nas w życiu spotyka. Rozumiem, trudno cieszyć się z nieszczęść, ale jeśli ktoś nie potrafi znaleźć w swoim życiu ani jednej rzeczy, która może sprawić radość, to przez ile nieszczęść musi wreszcie przejść, aby nauczyć się dziękować Bogu i ludziom za dobre rzeczy, których od nich doświadcza. Zauważyłam pewną zależność, że ludzie, którzy wiecznie są nieszczęśliwi, narzekający, niewdzięczni - chorują na duszy i na ciele. Zauważam tą zależność w moim kościele, w moim najbliższym środowisku, pośród znajomych i przyjaciół.

Jeśli przechodzisz przez trudne doświadczenia - pamiętaj: masz Boga i masz przyjaciół. Job miał przyjaciół. Może nie do końca się sprawdzili, ale byli przy nim. Najbardziej okazali się przydatni, kiedy siedzieli i milczeli - przez siedem dni i siedem nocy. (2:13)  Pamiętaj jednak o jednej rzeczy. Jeśli w obliczu doświadczeń jesteś w stanie wykrzesać z siebie odrobinę radości, wdzięczności, a nawet troski o innych - ludzie będą chętnie ci pomagać. Będą czuć się potrzebni, bo będą widzieli efekty swojej troski o twoje życie i twój stan. Jeśli jednak w obliczu swoich problemów będziesz wykazywać jedynie postawę roszczeniową; będziesz mieć wiecznie nieszczęśliwą minę; nie będzie stać cię na okazanie najprostszej wdzięczności w formie chociażby słowa dziękuję, ludzie zaczną być zmęczeni twoimi problemami. Zaczną ciebie unikać, aż w końcu odsuną się od ciebie w poczuciu wykorzystania i wyeksploatowania.

I na koniec - zapamiętaj. Rozwiązanie twoich problemów to jedno. Czasem jest to możliwe zupełnie, czasem tych częściowo, a czasem wcale. Drugie - to lekcja, jakiej na swój temat z tych problemów się nauczysz. Przy czym nie należy porównywać swoich problemów z problemami innych, a tym bardziej pomniejszać problemów innych ludzi względem tego, co ty doświadczasz. Pytanie „Dlaczego ja?” jest jak najbardziej poprawne, tylko akcent należy postawić inaczej. Na dlaczego, a nie na ja. Dlaczego ja, a nie Kowalski? Bóg dopuszcza na ciebie doświadczenia na twoją miarę. To tak, jakby krawiec uszył ci garnitur. Doświadczenie, jakie potrafisz znieść.

Życzę każdemu, jak najlepszego rozwiązania trudnych problemów i wyciągnięcia właściwej z nich lekcji, która będzie miała wymiar wieczny, ale niewątpliwie pomoże wam żyć tu w naszej doczesności. (I innym z wami też.) Pewna osoba pomodliła się takimi słowami: Boże pomóż, abyśmy nie zatracili się w cierpieniu...


wtorek, 22 marca 2011

Zaproszenie na spotkanie


Spotkanie odbędzie się w Zborze Stołecznym KZ przy ulicy Siennej 68/70.
Wejście od ulicy Siennej. Domofon nr 4.
Zapraszam...


poniedziałek, 21 marca 2011

Kącik dobrej książki

Książki kryzysowe

Richard Baxter pisze: O błogosławiony dzień, gdy… stanę na brzegu i spojrzę wstecz na szalejące morze, przez które bezpiecznie przeszedłem i gdy wspomnę moje bóle, smutki, lęki i łzy oraz posiądę chwałę, która wszystko uwieńczy.

„Wysłuchaj głosu mojego – Psalmy lamentacyjne w służbie duszpasterskiej”, Stanisław Blank, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa, 2011r.
Jan Kalwin o Księdze Psalmów pisze takie słowa: Nazwałbym tę księgę anatomią wszystkich części duszy, nie istnieje bowiem emocja, której doznaje człowiek, a która nie byłaby przedstawiona tu jak w lustrze. Ksiądz Korczago pisze: Psalmiści przypominają o potrzebie prowadzenia dialogu z duszą.  Z kolei autor książki nazywa Psalmy „krzykiem naszych dusz” a zarazem „miejscem terapii”. Tytułowe Psalmy lamentacyjne, nazwane przez Waltera Brueggemanna „psalmami dezorientacji”, zajmują 70% całości Księgi Psalmów. Psalmy te, zwane również błagalnymi, psalmami skarg, modlitwami błagalnymi opisują ból, cierpienie i nieszczęście człowieka wierzącego. To „modlitwy zrodzone z cierpienia”, pieśni skierowane do Boga z prośbą o ratunek, wyzwolenie, zbawienie, o Bożą interwencję, o zmianę położenia. Często wyrażają bolesne trudne uczucia, takie jak rozczarowanie, zwątpienie czy gniew. Psalmy są dla nas szkołą szczerości przed sobą i przed Bogiem. Szkołą uczciwego przyznawania się do tego, co dzieje się w naszej duszy. Wyrażanie trudnych i bolesnych emocji stwarza w nas przestrzeń dla nowych emocji, nowych pragnień, nowych sił, nowego spojrzenia, których łaskawym dawcą jest sam Bóg - Stwórca i Zbawiciel. Stąd, Psalmy te, nie są już zwykłymi błaganiami, lecz błaganiem, które zostało wysłuchane. Nie są już samą skargą, lecz skargą, która zamieniła się w chwalenie.
Więcej na ten temat w książce, do której napisania skłoniły autora osobiste przeżycia. Warto zapoznać się z analizą kilku wybranych przez niego Psalmów. Treść tej książki nie tylko może stanowić narzędzie dla duszpasterzy, już sama w sobie stanowi ogromną pociechę dla tych, którzy doświadczają swoich „dni niedoli” - Wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz… (Psalm 50:15).

Cytat: Psalmiści. Owi starotestamentowi pieśniarze posiedli szczególną zdolność dzielenia się swymi doświadczeniami. Fascynujący jest ich sposób szczerego i niezwykle otwartego wyrażania emocji, co sprawia, że pomiędzy autorami psalmów a współczesnymi ich czytelnikami nie ma historycznego dystansu. Ks. Adrian Korczago, Uzdrawiająca bezpośredniość - wkład psalmistów w dzieje duszpasterstwa,  Zwiastun 1/2011.

„Kryzys – Boża odpowiedź”, Ward Patterson, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa, 2010r.
Mam takie wrażenie, że Pięcioksiąg Mojżeszowy nigdy nie przestanie nas inspirować. Iluż to kazaniom, wykładom i książkom posłużył on za podstawę. A szczególnie Księga Rodzaju (Genesis). Do tej pory bardzo znamiennymi były dla mnie wykłady amerykańskiego wykładowcy w Szkole Poradnictwa Rodzinnego (Jima Kocha), który - w oparciu o losy rodzin patriarchów - nauczał nas na temat dysfunkcji panujących w tych rodzinach. Według niego ewangelia Księgi Genesis brzmi: Można odciąć się od panujących w rodzinie dysfunkcji, patologicznych zachowań, powtarzających się błędów i niewłaściwych postaw. Można - Józef jest tego najlepszym przykładem.

Tym razem, kolejny autor, również w oparciu o Księgę Genesis, szuka odpowiedzi na pytanie: Jak odnaleźć nadzieję w niepewnych czasach? Jak zapobiec kryzysom? Na pierwszych stronach książki czytamy: Na początku był… kryzys. […] Kryzys to sytuacja przełomowa, która wymaga od człowieka dokonania wyboru. […] Kryzysy z Bożego punktu widzenia obliczone są na zwycięstwo. […] Kryzys kojarzy nam się z o okresami presji, próby, niepewności, zagrożenia i porażki. A jednocześnie w czasie kryzysu człowiek najwyraźniej widzi swoje życie, wykorzystuje nadarzające się okazje i osiąga wielkość. […] To, co wydarzyło się w życiu postaci Starego Testamentu, jest dla nas ilustracją tego, co w wymiarze duchowym dzieje się w naszych własnych wyborach, kryzysach, pokusach i triumfach. […]
O jakich to kryzysach czytamy w tej książce? (Rozszerzenia moje.)
O kryzysie tożsamości - skąd się wzięliśmy i po co żyjemy.
O kryzysie wolności - czyli sprzeciw Adama i Ewy względem Bożego zakazu.
O kryzysie braterstwa - w historii Kaina i Abla.
O kryzysie wiary - czyli Noe na tle całej ludzkości.
O kryzysie zaufania - Abram „daje plamę” w Egipcie.
O kryzysie zwątpienia - Abram i Sara biorą sprawy w swoje ręce.
O kryzysie posłuszeństwa - Lot i jego rodzina w Sodomie.
O kryzysie egocentryzmu - Jakub, facet o niezbyt kryształowym charakterze.
O kryzysie relacji - Jakub, jego dwie żony, teść i brat.
O kryzysie rodziny - nieokiełznani i nieprzewidywalni synowie Jakuba.
O kryzysie uczciwości - Juda i Józef, jakby nie bracia.
O kryzysie miłości - spotkanie w Egipcie - ci sami, a jednak zmienieni bracia.
O kryzysie pojednania - happy end w rodzinie Jakuba.
Tak dotarliśmy do końca Księgi Rodzaju, jednakże opowieść o kryzysie wciąż trwa…

Zachęcam do przeczytania obydwu książek dla własnej korzyści.
Zachęcam również do zapoznania się z bogatą i bardzo wartościową ofertą wydawniczą Chrześcijańskiego Instytutu Biblijnego


wtorek, 15 marca 2011

Nastrojowo o wiośnie

Czy zauważyliście, że mamy już wiosnę?  I chociaż ta kalendarzowa nastanie dopiero za kilka dni, to świat przyrody wydaje się nie dbać o kalendarz. Ptaszki ćwierkają. Na drzewie za oknem pękają bazie i... zaczyna się alergia. Ale nie zamierzam narzekać.
Uliczne straganiki ożywiły się różnorodnością wiosennych kwiatów: tulipany, żonkile, hiacynty, prymule. Jakże dziwnie wyglądały one jeszcze niedawno na tle śnieżno-białej scenerii, wyhodowane w ciepełku szklarń i sztucznego słońca.
Kocham te wiosenne kwiaty, ale największą radość sprawia mi oglądanie ich w naturze. Odzywa się we mnie tęsknota za rodzinnym domem, gdzie ogród kwiatowy był chlubą i całym życiem moich rodziców. Dlatego, od pewnego czasu, zerkam na przydomowe piaseczyńskie ogródki, szukając w nich tych - naturalnych oznak wiosny - pierwszych kwiatów. A wiadomo, pierwsze zawsze są przebiśniegi. I wreszcie udało się. Wypatrzyłam! Są!
W piaseczyńskich ogródkach robi się już biało od przebiśniegów i kolorowo od krokusów. Nastała wiosna...
Przebiśnieg, po łacinie Galanthus, kwitnie na przełomie lutego i marca. Biała główka na wysmukłej łodydze, to pożegnanie zimy i nadzieja na wiosnę. Często przyprószona śniegiem, dzielnie zwiastuje jego odejście. Kwiat przebiśniegu zwiastuje wiosnę bielą na bieli. Bez kontrastów kolorów, w skupieniu. Główka skłoniona ku ziemi modli się w milczeniu. Czasem zasypana śniegiem - jest niewidoczna w pracy wzrastania. Jak to się dzieje, że taka delikatność przebija lody, przeciera drogi niby silnym kwiatom? Pięknie o nim pisze Dietrich Bonhoeffer:

Życzę Ci siły życiowej
tego kwiatu,
który nie daje się poskromić
przez zimno, lód i śnieg
i kwitnie w swoim czasie.

Każdy byt w naturze,
w człowieku, w miłości
musi poczekać, być cierpliwym,
aż nadejdzie czas by zakwitnąć.

Każdego roku zdarza się ten cud:
przez śnieg i lód
przebija się nowe życie.
Ażebyś nie przestał się
tym zachwycać,
tego Ci życzę.

Pozostańmy jeszcze w tym nastroju…

Marzec                             

Trudno, nie zawsze przecież mamy dni pogodne.
Czasem na promień słońca trzeba czekać długo
Widzisz, to marzec, kapryśny jak zawsze,
idzie pustą ulicą pod rękę z szarugą.

Patrzysz na świat przez okno, a tam na chodniku
żałosne szczątki śniegu leżą jeszcze,
jak zmięte, kiedyś białe, z papieru serwetki.
Czasem je niebo drobnym płucze deszczem.

A przecież nie jest brzydka marcowa pogoda:
trochę pochmurna, trochę smutno zamyślona,
 kiedy spogląda sennie szarymi oczyma
na budzące się miasto, spoza mgieł zasłony.

Gdy wieczór się światłami przegląda w kałużach,
a smutek na okiennym parapecie siada,
zmęczona dniem, w pokoju ciemnym spocznij sama
i słuchaj, jak marcowy deszcz za oknem pada.

To lekko w szybę stuknie, to znów się rozdzwoni
śpiewnie, dźwięcznie, jak gdyby w instrument nieznany
w mrokach nocy uderzał ktoś cicho
i subtelnymi ucho czarował tonami.

Więc choć piękniejsze są drzewa zielone,
choć chętniej na kwitnącą spoglądam przyrodę,
 to jednak, mądry Stwórco gwiazd, wiatrów i słońca,
 dzięki Ci i za szarą, marcową pogodę.
 Lidia Sacewicz

Daj Wiosnę!

Daj wiosnę, niech się zazieleni,
Niech trysną kwiaty jak na łanie,
Uderz tysiącem w nas promieni,
Daj wiosnę ducha nam, o Panie!

Niech prysną obojętne lody,
Niech zmiękną serca skamieniałe,
Niech wiosny duch w nas wstąpi młody,
By dzieło pełnić mógł wspaniale.

Daj wiosnę w kraju, świecie całym,
Tak jak ją dajesz kwiatom, drzewom,
Wstrząśnij nas prawd Twych gromem białym,
Daj wiosnę i nam - ludziom!
Maria Bagsik


[...] Imponującym fenomenem wciąż odnawiającej się wiosny był zawsze fakt, że ta pora roku pozwalała ludziom na całym świecie doznać przeczucia jakiejś pra-walki między ciemnością a światłem, w której to walce po ostrych potyczkach światło odnosi zwycięstwo - z ciemnej zimy staje się wiosna; każdego roku odnawia się ten ogromny spektakl natury i wzbudza w ludzkości poczucie zmartwychwstania; wszelka ciemność musi się w końcu stać jasnością. Takie jest prawo natury, bo przecież ciemność nie jest bytem samym w sobie; powstaje tylko przez brak światła; i jeden promyk słońca potrafi ciemność zniszczyć. A słońce przychodzi, przyjdzie z pewnością, a z nim zmartwychwstanie natury. W śmierci natury leżą już zarodki życia. Śmierć więc nie jest właściwie śmiercią, lecz okresem życia, które istnieje dalej, jako zarodek ukryty w pozornie zdrętwiałych ciałach. Życie i światło muszą zwyciężyć, a śmierć i ciemność są tylko formami zapowiadającymi ten fakt. [...]  Dietrich Bonhoeffer, 1928 r.




sobota, 12 marca 2011

Moja historia

Dzisiaj ukończyłam dwuczęściowe szkolenie na warsztatach pt. „Moja historia”, organizowanych przez Ruch Nowego Życia. Celem tych warsztatów było przygotowanie własnej zwięzłej historii poznania Jezusa i wydrukowanie jej w formie książeczki wraz z „Czterema Prawami Duchowego Życia”. W związku z tym uczestnicy szkolenia otrzymali kilka zadań do wykonania: napisanie zwięzłej historii, przekazanie jej do korekty poloniście, podzielenie się „Czterema Prawami...” z kilkoma osobami, podzielenie się z kimś swoją historią i przeczytanie książki „Ewangelizacja bez obaw” Billa Brighta. 
Bardzo sumiennie podeszłam do powierzonych mi zadań. W trakcie okazało się, że największy ból, no, może nie ból, ale trud sprawiło mi zwięzłe napisanie swojej historii. Nie umiem pisać krótko J. Wymóg 500 słów sprawił, że bardzo uważnie musiałam dobierać słowa, budować krótkie zdania i podawać zwięzłe informacje. Większość przymiotników i krągłych słówek poszło precz. A nadal tekstu było za dużo. I z czego tu ciąć? Wreszcie udało się. Poniżej przeczytacie efekt tej karkołomnej pracy.
Przy okazji tematu dotyczącego zwięzłego pisania i wyrażania myśli polecę wam mistrza w tej dziedzinie. Jest to ksiądz Eugeniusz Burzyk i jego codzienne micro-kazania. Zapraszam na stronę: Nie zanudzaj bliźniego swego (TUTAJ).
Oczywiście, po przeczytaniu mojej historii J.

Moja historia…

Urodziłam się i wychowałam w pięknej scenerii Karkonoszy. Codzienny widok na Kotlinę Jeleniogórską, na szczyt Śnieżki i zagłębienia Śnieżnych Kotłów oraz ukwiecony ogród moich rodziców dawały mi poczucie obcowania ze Stwórcą.

Wyrosłam w rodzinie zróżnicowanej wyznaniowo. Tata był katolikiem, Mama protestantką. To ona miała wpływ na mój rozwój duchowy. Dorastałam w poczuciu bliskości Boga. Biblia towarzyszyła mi od dzieciństwa. Kościół stanowił istotny element mojego życia.

W wieku 17 lat stwierdziłam, że czegoś mi brak. Odkryłam, że do tej pory żyłam wiarą mojej Mamy. Z obserwacji innych osób wywnioskowałam, iż brakuje mi osobistej relacji z Bogiem, którą one niewątpliwie posiadały. Owszem, uznawałam Jego istnienie swoim umysłem, ale moje serce nie należało do Niego. Czułam jednak wewnętrznie, że chcę żyć z Bogiem. Inne życie mnie nie pociągało. I chyba to spowodowało, iż postanowiłam jasno wyrazić swoje pragnienie. Wyznałam Jezusowi winy, które mi ciążyły, przyjęłam Jego przebaczenie i zawierzyłam Mu swoje życie.
Jezus wiele zmienił w moim życiu. Dał mi zamiłowanie do czytania Biblii. Pamiętam, że nie rozpoczynałam i nie kończyłam dnia bez modlitwy. Obecnie pasjonuję się literaturą chrześcijańską.

Jednak najpiękniejszym, co mnie spotkało, jest fakt, że Bóg powołał mnie i mojego męża do pracy dla Niego. Treść kazania ślubnego przyjęliśmy jako wyzwanie i Bożą wolę odnośnie  naszego życia. Stało się to w 1982 roku. Przez kolejne lata widziałam Boga działającego w moim życiu i w życiu setek ludzi, których On postawił na mojej drodze. Te lata udowodniły mi, że Bóg jest Bogiem prawdziwym.

A moje życie? Jest pełne Bożych cudów. Przykład? W pewnym momencie ‘zaszwankowało’ mi zdrowie. Zaburzenia hormonalne dotknęły wszystkie moje kobiece organy i przysadkę mózgową. Lekarze popełniali wiele błędów i leczyli mnie na „chybił trafił” - a nuż pomoże… Modlitwy wielu osób sprawiły, że wszystkie zmiany stopniowo ustępowały. Do tego stopnia, iż pewnego dnia przybyłam do szpitala w wyznaczonym mi terminie operacji i… zostałam odesłana do domu. To, co miało być obiektem pracy chirurgów, zniknęło! To był Boży cud!

Bóg zawsze pomagał, pomaga i nadal będzie pomagać mi pokonywać życiowe trudności i problemy. Nigdy mnie nie zawiódł. Posługując się obrazami zawartymi w Księdze Izajasza 43:1-4, mogę powiedzieć, że Bóg przeprowadzał mnie przez wody - te nie zalały mnie, ale umocniły moje duchowe mięśnie; przez pustynie - to one pozwoliły mi odkryć moją zależność od Niego; przez ogień - który mnie nie spalił, ale wypalił to, co było złe w moim charakterze…

Mogę powiedzieć, że życie z Jezusem jest wspaniałą przygodą. Moje życie potoczyło się inaczej niż zamierzałam. Chciałam pozostać w górach, a Bóg przeniósł mnie do warszawskich blokowisk. Swoje talenty chciałam wykorzystywać dla robienia kariery zawodowej, a Jezus pokazał mi, że mogę używać ich, służąc Jemu. Chciałam być pielęgniarką, a zostałam żoną pastora, skupiając się na duszy człowieka, a nie na ciele.

Lubię powracać w swoje rodzinne strony. Wtedy nagle ubywa mi lat i mogę zdobywać górskie szczyty. Dzieło Stwórcy nigdy nie przestaje mnie zachwycać. Ale teraz to, co zachwyca mnie najbardziej, to zmienione przez Jezusa życie moje i ludzi wokół mnie.


Cytat: Wszędzie, gdzie dokonuje się dobrowolne, szczere i prawdziwe oddanie swego życia na własność Panu i gdzie przyjmuje się Jego wolę za swoją własną, następuje nadzwyczajna przemiana życia. Ból ustępuje radości, szkoda cudownemu odzyskaniu, pożądliwość oczu staje się marnością, punkt widzenia się zmienia, a ofiara życia staje się nadzwyczajną przygodą z żywym Bogiem. Matka Ewa (Ewa v. Tiele Winckler)


czwartek, 10 marca 2011

Kącik dobrej książki

Tytułem wstępu:
Czytanie liter, czytanie w węższym znaczeniu, staje się zbędnym luksusem. W tej sytuacji można mówić nie tylko o końcu literatury, można również mówić o końcu kultury zachodniej i kresie historii we właściwym sensie. Społeczeństwo numeryczne jest nie tylko postliterackie, ale też postokcydentalne i posthistoryczne.
To jednak nie powód do popadania w nastrój katastroficzny. Przeciwnie: w takim kontekście czytanie liter (rozumiane dosłownie) staje się znów, jak niegdyś, elitarnym, niemal kapłańskim zajęciem, a ci, którzy mu się poświęcają, są opiekunami, piastunami i pomnożycielami cennego dziedzictwa - tak jak byli mnisi we wczesnym średniowieczu.
(Vilem Flusser, Społeczeństwo alfanumeryczne [w] Lettre Internnationale po polsku, 1993/94, s.50.)

A jednak… Wiadomości zapowiadające przybycie do Polski znanych autorów chrześcijańskich budzą w kręgach ewangelicznych (i myślę, że nie tylko) ogromne poruszenie. W kwietniu przyjeżdża John Eldredge autor książki dla prawdziwych facetów „Dzikie serce” (KLIKNIJ). W listopadzie przyjeżdża mój faworyt - Philip Yancey (KLIKNIJ). A pomiędzy nimi, w czerwcu, zagości w „Kongresowej” Joyce Meyer (KLIKNIJ).

Książki Joyce Meyer

O autorce: Joyce Meyer naucza Słowa Bożego od 1976 roku. Od 1980 roku prowadziła pełnoetatową służbę nauczania w kościele Life Christian Centre w ST. Louis Missouri. Działalność ta poprowadziła ją do założenia własnej służby Life in the Word (Życie w Słowie). Programy radiowe i telewizyjne służby Life in the Word można oglądać w Stanach Zjednoczonych i Europie. Jej nauczanie (nagrania - ponad 200 zestawów; książki - 39) cieszą się popularnością na całym świecie. Więcej: KLINIJ.
Tak się składa, że nie przepadam za telewizyjnymi kaznodziejami. Dlatego, nie jestem zaznajomiona ze służbą Joyce Meyer. Zdarzało mi się czasami słuchać jej nauczania w telewizji, ale pewne czynniki sprawiały, że nie wytrzymywałam zbyt długo.
Nie znałam również jej książek, chociaż już spora ich ilość jest przetłumaczona na język polski. (Prym tu wiedzie Instytut Wydawniczy Compassion.) Jednak, w związku z planowaną imprezą „Festiwal of Life – live, laugh, learn”, postanowiłam przeczytać te, które miałam w domowej biblioteczce. Oto one:

 „Boża Łaska”, Joyce Meyer, I.W. Compassion, Szczecin, 2005r. W podtytule autorka obiecuje życie wolne od frustracji i zmagań. O łasce pisze tak: Wszelka wiedza dotycząca wiary musi być oparta na jasnym i dogłębnym zrozumieniu łaski. Nie ma nic potężniejszego niż łaska. Wszystko, o czym czytamy w Biblii - zbawienie, wypełnienie Duchem Świętym, społeczność z Bogiem i zwycięstwo w codziennym życiu - jest oparte właśnie na niej. Bez łaski jesteśmy nikim, nic nie mamy i nic nie możemy. Dalej, po szerszym wyjaśnieniu czym jest łaska i jaka jest jej moc, autorka przechodzi do kwestii bardzo praktycznych. Mianowicie poucza - jak uwolnić się od zmartwień i frustracji, jak rozwinąć postawę wdzięczności i jak żyć świętym życiem. Spodobały mi się dwie myśli: „Świętość nie jest zaraźliwa. Brak świętości jest zaraźliwy”; „Mydło Ducha i woda Słowa są zawsze dostępne i to właśnie z ich pomocą powinniśmy czyścić wszelki brud pojawiający się w naszym życiu”.

Pewne spostrzeżenia. Autorka pisze lekko, z dużą dawką humoru. Jej książki czyta się szybko. Zwróciłam też uwagę, że posługuje się ona The Amplified Bible. Jest to tzw. „wzmocnione” tłumaczenie Biblii - poszerzone o pewne wyjaśnienia (komentarze czy słowa bliskoznaczne), a nawet interpretacje danego tekstu. Taki tekst (dosyć daleki od oryginału) może stwarzać niebezpieczeństwo niewłaściwej interpretacji. Łatwo do takiego tłumaczenia jest nagiąć swoje zrozumienie pewnych kwestii biblijnych. W tekście książki brzmi to dobrze, ale najlepszą zasadą jest badanie Pisma czy tak się rzeczy mają (Dzieje Ap. 17:11). Tym bardziej, że cóż tu ukrywać - nauczanie Joyce Meyer budzi pewne kontrowersje w kręgach chrześcijańskich. Jak już wspomniałam, nie znam jej 'teologii'. Myślę, że spotkanie z nią w Kongresowej wiele mi wyjaśni.


„Bitwa o umysł”, Joyce Meyer, I.W. Compassion, Szczecin, 2009r. W podtytule Jak odnosić w niej zwycięstwo. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie dobre wskazówki w przykładowych tematach: Miej pozytywne nastawienie, Zastanów się, o czym myślisz, Chaos w myślach, Wątpliwości i niewiara, Umysł pełen trosk i zmartwień, Osądzanie, krytyka i podejrzliwość i … pośród tego wszystkiego przebłysk nadziei Umysł Chrystusowy.
Bardzo podobała mi się trzecia cześć książki zatytułowana „Pustynna mentalność”. Skąd taka nazwa? Otóż, Izraelici pokonali jedenastodniową drogę w ciągu czterdziestu lat, ponieważ mieli pustynną mentalność. Po dalsze szczegóły odsyłam do książki.

„Radość – nowe oblicze”, Joyce Meyer, I.W. Compassion, Szczecin, 2010r. Cieniutka książeczka, która w sposób przystępny podaje receptę na prawdziwą radość w życiu chrześcijanina. Recepta brzmi: Kochaj Jezusa, Kochaj innych, Kochaj siebie.
Wydawca pisze: W niniejszej książce odkryjesz: różnicę pomiędzy religią a prawdziwą społecznością z Jezusem; sens pomocy innym, która otwiera drogę do błogosławieństwa w twoim życiu; sekret miłości do własnej osoby; klucze do znalezienia i trwania w radości każdego dnia. Warto spróbować.
I kończąc, może jakiejkolwiek innej osobie, obiecującej, że możliwe jest życie pełne nadziei, pokoju i radości, bym nie uwierzyła. Ale zapoznawszy się z okropnościami, jakich zaznała w swoim życiu Joyce, od najbliższych sobie ludzi, mogę jedynie powiedzieć - jej radość i pokój mogą mieć swoje źródło jedynie w Bogu. Jeśli Boża radość wypełniła życie tak boleśnie doświadczonej osoby, to może ona wypełnić życie każdego człowieka, jeśli tylko tego zapragnie. Wstrząsającą historię Joyce Meyer znajdziesz TUTAJ.

Relacja ze spotkania w Warszawie: TUTAJ.






poniedziałek, 7 marca 2011

Kobieta, jaką chciałabyś być

Samoocena:

Każda z nas ma już za sobą pewien etap życia. Może przyszła już pora na samoocenę? Co osiągnęłam do tej pory? Co pozostało mi jeszcze do osiągnięcia?
Jeśli jesteśmy kobietami, które wierzą w Boga, potrzebujemy wiedzieć coś jeszcze. Potrzebujemy znać wizję tego, co Bóg zamierza dla naszego życia - co Bóg chce przez nas osiągnąć? Tak więc, bądźmy bardzo dokładne w tej naszej samoocenie, jeżeli zależy nam, aby kolejne lata naszego życia przeżyć z poczuciem spełnienia, a nawet sukcesu. Receptą na sukces jest dalszy rozwój naszych umiejętności i wewnętrznych zasobów oraz poddanie Bogu tych dziedzin naszego życia, w których dokonanie przez Niego zmian jest konieczne.
Przyjdźmy do Boga z pragnieniem świeżego i całkowitego oddania. On chce, abyśmy zaprezentowały Mu siebie. To, co w nas jest dobre i piękne, ale też to, co jest naszą słabością, wadą naszego charakteru. To, czego się lękamy i to, czego pragniemy. A też wyznajmy Mu nasze dawne i obecne upadki. Bóg jest zainteresowany całym naszym życiem. On pragnie naszego uleczenia, odnowienia i pełni.

Kobieta piękna:

W dzisiejszych czasach, na kobietach wierzących spoczywa olbrzymia odpowiedzialność, jaką jest  życie zgodne z rolą daną im przez Boga i zgodne z chrześcijańskimi zasadami, ponieważ feminizm uczynił wiele dobrego, ale też wiele złego, zarówno w kulturze Wschodu, jak i Zachodu. Oczywistymi są dążenia do jednakowych płac, prawa do głosowania, do edukacji, do wykonywania zawodu itp. Bóg przecież nigdy nie zamierzał, aby kobieta była obywatelem trzeciej kategorii. On pragnął, aby kobieta otoczona była szacunkiem i czcią. A jednak roszczenia feministek sięgają już za daleko. Musimy być ostrożne, aby nie zatracić naszej kobiecej tożsamości. Ta kobiecość, to Boży dar dla nas, który czyni nas kimś szczególnym pośród Jego stworzenia. Cieszmy się z tego, jak jesteśmy stworzone!
W chwili obecnej, w świecie, równość oznacza prawie że bycie uniseksem. Mówiąc wprost, stajemy się babo-chłopami (a mężczyźni niewieścieją). Przyglądając się niektórym ludziom, aż trudno jest stwierdzić czy to jest „on” czy „ona”. Taka zamiana ról czy płci nigdy nie była Bożym zamierzeniem. Bóg uczynił nas - kobiety i mężczyzn -  bardzo różnymi: fizycznie, emocjonalnie i seksualnie.
A więc, im bardziej jesteśmy kobiece, tym większą chwałę przynosimy naszemu Stwórcy.
Nasze kobiece piękno czci Boga!

Piękno a dyscyplina:

Czasem, niektórym chrześcijankom, zdarza się popaść w pewną skrajność. Ich pragnieniem jest takie odcinanie się swoim wyglądem zewnętrznym od tego świata, aby przez to mogła być widoczna tylko ich duchowość (nie noszą butów na wysokich obcasach, modnych ciuchów; fryzury mają nie na czasie i nie stosują żadnego makijażu).
A przecież - Bóg nie dał nam wschodu i zachodu słońca ani nie stworzył całego świata w czarno-białym kolorze, ale w całej gamie kolorów. Oczywiście, że nie mamy być ekstrawaganckie, ale w sposób stonowany i wyważony mamy pokazywać swoje naturalne piękno.
Starajmy się wyglądać jak najlepiej i jak najatrakcyjniej - właśnie ze względu na Boga. Zaniedbany wygląd naprawdę Go nie chwali, a już na pewno wcale dobrze nie mówi o naszej duchowości. We wszystkim najzdrowszy jest balans. Zarówno przedobrzony wygląd, czy wygląd, jakbyśmy były w „trakcie przebudowy” może zakłócić nasze świadectwo względem niewierzących. Z niczym nie przesadzajmy. Połową sukcesu będzie to, jeżeli zadbamy o podstawy: czystość, dobry wygląd skóry i lśniące uczesane włosy.
Dbanie o siebie, ćwiczenia, dieta, odpoczynek, uprawianie sportu, hobby, robienie ulubionych rzeczy, słuchanie muzyki... Po prostu znajdowanie czasu dla siebie jest ważne i powinno znajdować się na wysokiej pozycji pośród naszych życiowych priorytetów. Pamiętajcie jednak - Bóg zawsze ma pozostać na pierwszym miejscu!
Jesteśmy szafarzami naszego czasu i pieniędzy. Potrzebujemy Bożej mądrości do tego, jak tymi rzeczami zarządzać. Kosmetyki, ciuchy i temu podobne są tylko pomocą, abyśmy przez chwilę mogły wyglądać dobrze i tak się czuć. Nie wiążmy jednak zbyt silnie naszego dobrego samopoczucia z naszym wyglądem. Nie stawiajmy karety przed koniem. Nasze prawdziwe piękno pochodzi od Boga.
I ważna uwaga: nie ma skrótów na to, aby stać się piękną - zewnętrznie i wewnętrznie. I też nie próbujmy osiągnąć zewnętrznymi wysiłkami czegoś, co powinno wypływać tylko i wyłącznie z naszego wnętrza. Nie stwarzajmy pozorów świętości, pobożności i super duchowości. Bo jeżeli nie powstały one w wyniku silnej relacji z Jezusem - poprzez czytanie Słowa, modlitwę, służbę, społeczność z wierzącymi i świadczenie o Nim - to pękną szybko, jak bańka mydlana i nikt nie da się naszemu „czarowi” oszukać.


Piękno spokoju (ostoja spokoju):

Spokój jest pięknem sam w sobie. Nawet najbardziej przeciętnej urody kobieta, jeśli roznosi wokół siebie aurę spokoju, natychmiast staje się piękna. Mówiąc o spokoju mówimy o opanowaniu, pogodzie ducha, harmonii wewnętrznej, zrównoważeniu, łagodności, zgodzie, porozumieniu, ładzie, ciszy, uspokojeniu... Możemy też dodać beztroskę, odpoczynek, poczucie bezpieczeństwa...
Najpiękniejszy jest stan spokoju „ponad wszelkie zrozumienie”, który pochodzi od Boga (Filip 4:7). Można to porównać do basenu, w którym tylko na powierzchni widać jakieś poruszenie, ale w głębi woda jest spokojna. Podobnie jest z kobietą, w życiu której okoliczności życiowe zakłócają jedynie jej życie zewnętrzne, ale wewnątrz wiara zostaje nienaruszona. Taka kobieta jest spokojna i opanowana.
Pragnijmy tej cechy dla siebie. Jest to cecha ludzi, którzy odnaleźli swoje bezpieczeństwo w Chrystusie.
Jeśli jesteś taką kobietą, to dowodem na to jest obecny w twoim życiu pokój, siła, równowaga i urok osobisty.

Pokój

Pokój jest oznaką dojrzałości duchowej. A taka dojrzałość jest wynikiem oddanej, zdyscyplinowanej i trwałej relacji z Jezusem. Wtedy rośniemy w Jego łasce i poznaniu. Nie musimy robić zbyt wiele - po prostu weźmy ten pokój z Jego rąk (Ew. Jana 14:27).  Pokój jest duchowym pięknem.

Siła
To moc Ducha Świętego w nas. To ona utrzymuje nas w jednym akordzie z niebem i podtrzymuje nasze piękno, ubogacając je równowagą i osobistym urokiem.

Opanowanie

Równowaga umysłu, wstrzemięźliwość, samokontrola - to cechy osoby głęboko osadzonej w Bogu. Wraz z opanowaniem pojawia się inna cecha będąca esencją piękna - urok osobisty. Opanowanie ma związek z relacją z Bogiem, urok osobisty odnosi się do relacji z ludźmi.

Urok osobisty

Nasz urok osobisty, taki swoisty czar, przejawia się w naszej szczerej trosce o innych ludzi. A określenie to nie oznacza nic innego, jak bycie osobą atrakcyjną, przyjemną w swoim sposobie bycia. I niekoniecznie wiąże się z naszym wyglądem zewnętrznym - urodą. Co czyni kobietę czarującą? Nie jej powalające piękno, ani też mądrość i wiedza, ale jej postawa względem ludzi, jej troska, jej dbałość o dobro innych. Jest to osoba, która nie skupia na sobie uwagi, a jednak przyciąga do siebie ludzi jak magnes. Jest to osoba, która posiada radość życia. Osobisty urok nie zależy on naszego zewnętrznego wyglądu;  jest to coś bardziej związanego z byciem niż z wyglądem.



Kobieta promienna - odzwierciedlenie piękna: 


Promieniejąca osobowość, promieniejąca kobieta, to kobieta, która przynosi chwałę Jezusowi. Jest ona odbiciem Jego charakteru. Przynosi Mu chwałę poprzez to, jak żyje w swoim domu, w swoim Kościele i w swoim społeczeństwie. Słowo promienny można zastąpić słowami: promienisty, świetlisty, świetlany, lśniący, iskrzący się, promieniejący, błyszczący, jaśniejący, odbijający blask.
Jezus jest odblaskiem chwały i odbiciem Boga (Hbr. 1:3).
Spójrzmy na Niego, a (my) zajaśniejemy (Psalm 34:5a).
Taka promieniejąca kobieta jest dla tego świata światłem (Flp. 2:15). Świecącą gwiazdą (Daniel 12:3).
Świećmy blaskiem Bożej miłości i miłosierdzia. Dotykajmy innych prawdami Bożej Ewangelii. Jeśli Jezus jest kimś realnym dla nas, możemy Go, poprzez swoje życie, uczynić kimś realnym dla innych. Wszystkie możemy być promiennie. To nie jest cecha, na którą tylko niektóre osoby mają wyłączność.

Cechy kobiety biblijnej:

Dzielna kobieta jest koroną swojego męża (Przyp. 12:4) - dobra, moralna, wyjątkowa, sprawiedliwa, rozważna, posiadająca hart ducha i pogodne usposobienie, cnotliwa i czysta.
Bojąca się Boga  bogobojna żona jest godna chwały (Przyp. 31:30) - pełna szacunku do Boga, poddana Panu i posłuszna Jego Słowu.
Mądra mądrość kobiet buduje ich dom (Przyp. 14:1) - mądrość w zarządzaniu finansami, w  planowaniu domowego budżetu, w gospodarowaniu domem, kierująca się mądrością i wykorzystująca swoje rozmaite talenty na rzecz swojego domostwa i domowników.
Kobieta biznesu:
-         inwestor gdy zechce mieć rolę, nabywa ją, pracą swoich rąk zasadza winnicę (Przyp. 31:16),
-         dobry pracownik wyczuwa pożytek ze swojej pracy (Przyp. 31:18),
-         producent/handlowiec wyrabia spodnią bieliznę i sprzedaje ją i pasy dostarcza kupcowi (Przyp. 31:24).
Ciężko pracująca rześko porusza ramionami (Przyp. 31:17); pracuje żwawo swoimi rękami (Przyp. 31:13); nie jada chleba nie zapracowanego (Przyp. 31:27).
Pełna współczucia i troski otwiera swoją dłoń przed ubogim, a do biedaka wyciąga swoje ręce (Przyp. 31:20).
Dostojna i zadbana jej szata jest z purpury i bisioru (Przyp. 31:22); dziarskość i dostojność jest jej strojem (Przyp. 31:25).

Taki oto obraz kobiety możemy sobie stworzyć, czytając Biblię. Może jeszcze długa droga przed nami, ale najważniejsze, jeśli wiemy, że takie chcemy być. To już połowa sukcesu. 


Z okazji Dnia Kobiet

Przepisy na kobiece piękno

1. Aby mieć piękne usta - używaj uprzejmych słów.
2. Aby mieć piękne oczy - wypatruj w ludziach dobra.
3. Aby mieć szczupłą sylwetkę - dziel się pokarmem z tymi, którzy są głodni.
4. Aby mieć piękne włosy - pozwól  dzieciom, aby ci je czochrały swoimi paluszkami, przynajmniej raz dziennie.
5. Aby zachować właściwą postawę - chodź wiele i zawsze ze świadomością, że nigdy nie kroczysz sama.
6. Aby mieć piękne serce - odkryj, że masz dwie ręce; jedną po to, aby była pomocna tobie; a  drugą, aby pomagała innym.
7. Aby mieć właściwe relacje - pamiętaj, że ludzie - bardziej niż rzeczy - potrzebują być odrestaurowywani, odnawiani, poddawani okresowemu przeglądowi, odzyskiwani, i odkupywani; ale przenigdy nie wolno ich wyrzucić precz. wg Audrey Hepburn

***

Kobieta nie rodzi się kobietą. Nie staje się nią też w momencie, gdy poślubia mężczyznę, rodzi dziecko i zabiera się za pranie brudnej bielizny, ani nawet wtedy, gdy przyłącza się do ruchu na rzecz wyzwolenia kobiet. Kobieta jest kobietą jedynie wtedy, gdy stanie się tym, kim Bóg chce, żeby była.

Dla chrześcijanki spełnienie zaczyna się od poddania panowaniu Chrystusowi każdej dziedziny życia.

Prawdziwe szczęście można odnaleźć jedynie we właściwej społeczności z Bogiem. Niezależnie od tego, co propagują współczesne trendy wyzwolenia kobiet - to, co odbiega od Bożego zamiaru dla kobiet, nie jest dobre.

Jeśli samotna kobieta wkracza na drogę kariery lub małżeństwa bez świadomości, że prawdziwą pełnię da jej tylko Chrystus, to czeka ją rozczarowanie.

Jedynie ta kobieta, która rozumie - jak ważne jest szukanie pełni w Chrystusie - jest wystarczająco dojrzała, by być pomocą, uzupełnieniem.

(Niestety, nie odnotowałam źródła.)