piątek, 23 września 2011

środa, 21 września 2011

Każda sprawa pod niebem ma swój czas...


Mój dom rodzinny idzie pod młotek. Polecam wielbicielom ciszy i pięknych widoków od Rudaw Janowickich, poprzez Śnieżkę, po Śnieżne Kotły, a pomiędzy nimi, w kotlinie - Jelenia Góra.

Więcej tutaj: KLIKNIJ


wtorek, 20 września 2011

Wspomnienie pewnego spotkania

Wrzesień to miesiąc, który jeszcze wielu żyjącym kojarzy się z wybuchem wojny. Oczywiście, bardzo różnie dzisiaj wyglądają te skojarzenia - wystarczy wspomnieć profanację obelisku poświęconego zamordowanym Żydom z Jedwab-nem (31 sierpnia tego roku).

Ja, chociaż nie mam bezpośrednich, osobistych skojarzeń z wojną, chciałam przypomnieć pewne spotkanie, które miało miejsce 13 września 2002 roku, w siedzibie Społeczności Chrześcijańskiej, przy ulicy Puławskiej, w Warszawie. A przy okazji zaproponuję lekturę kolejnej wartościowej książki.

Otóż, odbywało się tam wtedy co tygodniowe nabożeństwo szabasowe, ale tym razem było wyjątkowe, gdyż zjawił się na nim szczególny gość. Była to Maria Anna Hirschmann zwana „Hansi” (czyli Jasiek!), dawna nazistka, fanatycznie oddana Hitlerowi i jego ideologii. Z racji tego, że wspomniane tu zostały raczej odległe czasy, Hansi w chwili spotkania była 76 letnią pełną energii i życia staruszką.

Zanim udałam się na spotkanie z Hansi, zdążyłam przeczytać jej autobiograficzną książkę.  Polski tytuł tej książki brzmi: „Kochałam swastykę”. Mnie zainteresował tytuł oryginału, a brzmi on następująco: „Hansi - the girl who left swastyka”, czyli „Hansi - dziewczyna, która porzuciła swastykę”.

Hansi opowiedziała w skrócie o swoich przed i po wojennych losach. W głównej mierze jednak, chciała przekazać dwie ważne, w życiu człowieka, prawdy. Prawdę o wolności i prawdę o przebaczeniu. Otwar-cie przyznawała się, że w czasach hitleryzmu, kiedy jej mózg został całkowicie „wy-prany”, nie wiedziała, co to znaczy być wolnym człowie-kiem. Prawdziwej wolności doświadczyła w Ameryce, myśląc nawet przez dłuższy czas, że to Amerykanie wymyślili wolność. Na szczęście, pewien Żyd, którego w przeszłości nienawidziła, i którym pogardzała, Żyd o imieniu Jezus, pokazał jej, że prawdziwa wolność pochodzi od Niego. To On nauczył Hansi, że wolność - to możliwość wyboru (czego „wyprany mózg” nie wie). Wolność czyni ludzi dobrych lepszymi, a złych gorszymi. Niestety, Amerykanie (i chyba nie tylko) na nowo muszą uczyć się wolności. Robienie tego, co się tylko chce, nie jest wolnością - to jest anarchia. Należy uczyć się właściwie wykorzystywać wolność - powiedziała Hansi. 

Hansi, prawdę o przebaczeniu, skierowała do licznie zebranych na sali przedstawicieli rasy żydowskiej. Z wielką otwartością wyznała, że nie wierzyła i nie przyjmowała wiadomości na temat Holokaustu, aż do lat siedemdziesiątych (XX-wieku). Do momentu spotkania z nikim innym, jak z Corrie ten Boom - głosicielką przebaczenia.
Ucieszyłam się, że to, o czym dalej mówiła Hansi na temat Corrie, było doskonale mi znane (z książki i filmu „Bezpieczna kryjówka”). Szczególnie świadectwo, kiedy Corrie poczuła się wolna, aby dokonać bardzo ważnego wyboru - przebaczyć oprawcy swojej siostry z obozu z Ravensbruk, który śmiał prosić ją o przebaczenie.

Na zakończenie, Hansi - w imieniu własnym i swojego narodu - prosiła Żydów, obecnych na sali, o przebaczenie. Powiedziała, jak bardzo jest to ważne, aby na narodzie niemieckim nie ciążyło już dłużej przekleństwo winy, a na narodzie żydowskim braku przebaczenia. Polaków wezwała do błogosławienia narodu żydowskiemu, myśl Słowa Bożego: „i będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę...” (I Mojż. 12:3). Z jej wypowiedzi wynikało, że znała pewne, niestety niechlubne, momenty w historii Polski, dotyczące kwestii żydowskiej.

To był wzruszający wieczór. Szczególny klimat całości dodawała rozświetlona menora, starzy Żydzi w jarmułkach i hebrajskie pieśni - śpiewane wspólnie, w duecie, a nawet solo. A solo, „Pieśni nad Pieśniami”, śpiewała nam Towa, żydowska piosenkarka z Izraela.




poniedziałek, 19 września 2011

Błogosławiona przez Pana ziemia - Boże Dożynki

„...Błogosławiona przez Pana ziemia jego,
najcenniejszym darem niebios, rosą,
i otchłanią, która jest rozlana w dole,
najcenniejszym darem, który dojrzewa w słońcu,
najcenniejszym darem, któremu księżyce wzrost dają,
najcenniejszymi płodami odwiecznych gór,
najcenniejszymi darami wzgórz wiekuistych,
najcenniejszymi darami ziemi i napełnienia jej...”
V Mojżeszowa 33:13-16        

***

„Jeżeli będziecie postępować według moich ustaw i przestrzegać moich przykazań i je wykonywać, to dam wam deszcz w swoim czasie właściwym, a ziemia dawać będzie swój plon i drzewo polne swój owoc. Młocka trwać będzie u was do winobrania, a winobranie trwać będzie do siewu, będziecie jedli swój chleb do syta i będziecie mieszkać bezpiecznie w swojej ziemi. Udzielę pokoju temu krajowi...”  III Mojżeszowa 26:3-6a

***

„Słuchajże tego, ludu głupi i nierozumny,
wy, którzy macie oczy, a nie widzicie,
macie uszy, a nie słyszycie!
Czy nie ma u was bojaźni przede mną? - mówi Pan -
 i nie drżycie przed moim obliczem?
Ja wytyczyłem morzu jako granicę piasek nadbrzeżny,
wieczystą zaporę, której przebyć nie może,
i choć się burzy, jednak jej nie przemoże,
choć szumią jego fale, jednak jej nie mogą przekroczyć.
Lecz ten lud ma serce krnąbrne i przekorne;
odstąpili i odeszli, i nie pomyśleli w sercu swoim:
Bójmy się Pana, naszego Boga, który daje w czasie właściwym
zarówno deszcz wczesny, jak i późny, który nam zapewnia
ustalone tygodnie żniwa.
Wasze winy obaliły ten porządek,
a wasze grzechy pozbawiły was dobrego.”
Ks. Jeremiasza 5:21-25

***

Złote kłosy

Kłosy, złote kłosy znowu ziemia
składa ci do stóp,
byś nie wiedział, co niedostatek
i nie odczuł, jak dokucza głód.
Za radosną sytość ziemi zbóż
Stwórcy sercem
kłos wdzięczności złóż.

Choć nad łanem groźne wichry wiały,
chociaż burze szalały nie raz,
za spokojnym stołem jesz chleb biały,
kwiatów woń i ciepło słońca znasz.
Za szczęśliwą cichość czasu dróg
kłos ufności Stwórcy złóż u nóg.

Wiele sił potrzeba do uprawy,
kropel potu i srebrzystych łez,
by łan szumiał wdzięcznie kłosem złotym,
by zapachniał upieczony chleb.
Że cień bólu płoszy pociech pieśń,
kłos miłości Stwórcy w darze nieś.

Gną się kłosy złotem swego ziarna,
cicho płynie łanem
hymn wspaniały.
To plonami nuci ziemia czarna
Stwórcy świata wdzięcznie pieśni chwały.
I ty serce ton swój pośpiesz wpleść
w tę pochwalną złotych kłosów pieśń.                                  
                                               (Maria Bagsik)


wtorek, 13 września 2011

Kącik dobrej książki

Książki o uczniostwie

A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Ew. Mateusza 28:19-20

Ktoś mógłby, patrząc na tytuły, powiedzieć: O uczniostwie i o ewangelizacji. A to zupełnie inny temat. Ja jednak sobie myślę, że posłuszeństwo największemu Bożemu nakazowi „Idźcie tedy...” jest największym aktem dojrzałego uczniostwa. Przekonacie się o tym, czytając te książki. Perełki w swoim rodzaju.

„Nikt nie rodzi się uczniem Chrystusa ”, Walter A. Henrichsen, Wydawnictwo Ewangeliczne, Poznań, 1990r.
W przedmowie do tej książki znajdujemy takie słowa: Przedstawiamy Czytelnikowi elementarz wychowywania w wierze, przeznaczony dla tych, którzy pragną iść śladami Chrystusa i wytrwałą służbą przysparzać Mu uczniów.
I rzeczywiście, autor rozpoczyna od podstaw.  Rozdziałem „Człowiek, jakiego potrzebuje Bóg”. I dalej poznajemy kolejne wymagania czy cechy tego człowieka. Jest to człowiek, który uzna, że to Jezus, a nie on, jest Panem jego życia i zrozumie relację ja-Bóg we właściwej perspektywie. Człowiek, który będzie gotowy zapłacić cenę uczniostwa. Człowiek, który będzie głosicielem Ewangelii, i który będzie czynił uczniami innych - powoływał ich na uczniów.
Druga część książki skupia się na procesie wychowywania ucznia. Autor proces ten nazwał „duchową pediatrią”. Od momentu powtórnych narodzin do momentu samodzielności. W tym procesie ważna jest pomoc uczniowi w kształceniu podstawowych cech ucznia, w umacnianiu przekonań i rozwijaniu wizji (i celu) oraz w odkrywaniu swoich darów i powołań do służby w Kościele. Henrichsen posłużył się tu pewną definicją wychowawcy (którą dziś odnosi się do roli trenera - coacha): Rola wychowawcy sprowadza się do pomagania danej osobie w stawaniu się tym, kim ona sama chce się stać.

Cenne myśli dla mnie:
„Wszyscy posiadamy dary potrzebne do czynienia uczniów.”
„Każdy chrześcijanin powinien zadać sobie dwa pytania:
  1. Kto jest moim Pawłem? Od kogo uczę się i kto pomaga mi stawać się uczniem, który pomnażać będzie dalszych uczniów?
  2. Gdzie znajduje się mój Tymoteusz? Gdzie znajduje się człowiek, któremu ja mam z kolei pomóc stawać się uczniem i pokazać, jak czynić dalszych uczniów?”
„Praca nad czynieniem uczniów nie ma w sobie blasku i atrakcyjności, jakimi odznacza się działalność polegająca na głoszeniu kazań i prowadzeniu wielkich spotkań ewangelizacyjnych.”

I tak zupełnie na marginesie, w oderwaniu od książki, cytat o uczniostwie: Nie ma nikogo szczęśliwszego od chrześcijanina ponieważ dla niego przygotowane jest Królestwo Niebios; nie ma też nikogo bardziej utrudzonego, bo każdego dnia jego życie jest w niebezpieczeństwie. Nie ma nikogo silniejszego od niego, ponieważ on triumfuje nad diabłem: nic też nie jest słabsze, bo on sam jest pokonany przez ciało (…) Ścieżka, którą kroczy, jest śliska, a chwała zwycięstw jest mniejsza niż hańba porażki. Hieronim

„Idźcie więc… ”, Mats Tunehag, Fundacja Misyjna Świeckich, Warszawa, 1992r.
Jak to możliwe - katolickie wydawnictwo i protestancki autor (pastor ze Szwecji)? A jednak… W słowie od wydawcy czytamy: Książka Matsa Tunehaga, […], w zamierzeniu wydawcy ma być skromną cegiełką w budowaniu uniwersalnego, ekumenicznego myślenia o misji jako nakazie Chrystusa, skierowanym do wszystkich chrześcijan bez względu na narodowość czy przynależność do Kościoła. Oddajemy tę książkę z usilnym apelem do Kościołów, organizacji chrześcijańskich, wspólnot, indywidualnych chrześcijan o współdziałanie w duchu miłości i głoszenie w pierwszym rzędzie Chrystusa przed głoszeniem Kościoła czy innej partykularnej organizacji. […]  Głośmy razem, głośmy wszyscy, głośmy Chrystusa!

Autor podchodzi do ewangelizacji całościowo. Jak pisze, cytując Magnusa Kalena, Boży plan - zbawienia -  jest i zawsze był uniwersalny. I był już zanim powstał świat… Tunehag bardzo ciekawie przeprowadza swoje studium nad zagadnieniem misji i ewangelizacji, śledząc losy patriarchów, narodu wybranego, królów i proroków. Kończąc na wydarzeniach ewangelicznych. Ta wędrówka wyraźnie wskazuje na jedną z podstawowych prawd: Biblia jest Księga misyjną w całej swej rozciągłości (Bruce Ker).

Ta niewielka książeczka wyjaśnia wiele, tłumaczy wiele, odkrywa rzeczy oczywiste, ale jakoś niezauważone, zachęca. A skoro zachęca - słowami zachęty zakończę: Bóg nie szuka przede wszystkim misjonarzy. Szuka ludzi chętnych do poznawania Go i posłusznych Mu. Naszym najwyższym priorytetem jest poznanie Chrystusa, musi to jednak iść w parze z Boskim celem - uczynić wszystkie narody Jego uczniami. Najważniejszym celem wspólnoty powinna stać się ewangelizacja - tak długo, jak istnieją ludy, które dotychczas nie słyszały Dobrej Nowiny. Niemożliwe jest bowiem bycie uczniem Chrystusa, a jednocześnie niezidentyfikowanie się z chrześcijaństwem rozumianym w sensie globalnym. Chrystus jest Zbawicielem świata. […]

***
I chyba to wyjaśnia dlaczego te książki połączyłam jednym hasłem.



poniedziałek, 12 września 2011

Napominać czy zachęcać, a może jedno i drugie?

Od czasu do czasu zdarza mi się przysłuchiwać czy uczestniczyć w dyskusji na temat, występujących w polskim tłumaczeniu Biblii, słów: napominać, zachęcać. Wśród rozmówców zdarzają się zwolennicy napominania, mając na przeciwnym biegunie zwolenników zachęcania. Inni z kolei twierdzą, że słowo napominać i zachęcać znaczy to samo - z naciskiem na zachęcać. Lekko zdezorientowana, sama postanowiłam zbadać sprawę :-).

I oto - mały wykład z języka greckiego, jeśli chodzi o słowo: napominać i zachęcać.
Poniżej jest podane greckie słowo, miejsce w jakim zostało użyte oraz jego szerokie znaczenie (dosłowne tłumaczenie, użycie - w języku greckim).

napominać  - νουθετέω - kłaść do rozumu, pouczać, napominać, ganić, ostrzegać kogoś; występuje w Dz. 20:31; Rzym. 15:14; I Kor. 4:14; Kol. 1:28; 3:16; I Tes. 5:12,14; II Tes. 3:15; Tyt.1:11 (tu jest użyty w polskim tłumaczeniu zwrot - że należy komuś zatkać usta (czyli powiedzieć po prostu: zamknij się! :-)

napominanie, napomnienie - νουθεσία - przemawianie do rozumu, napominanie, napomnienie, pouczenie, przestroga; występuje w I Kor. 10:11; Ef. 6:4; Tyt. 3:10

zachęcać - ραραγγέλλω - rozkazywać, nakazywać, polecać, przykazywać komuś, przekazywać coś, wzywać, zachęcać kogoś, zachęcać do czegoś; występuje w Dz. 17:30; Mat. 10:5, 15:35; Mar. 6:8, 8:6; Łuk. 5:14, 8:29 i 56, 9:21; Dz. 1:4, 5:28 i 40; I Kor. 7:10; Dz. 4:18, 5:28 i 40, 15:5, 16:18 i 23, 23:22 i 30; I Kor. 11:17; I Tes. 4:11; II Tes. 3:4 i 6 i 10 i 12; I Tm. 1:3, 4:11, 5:7, 6:13 i 17

zachęcać - παραινέω - zachęcać, namawiać kogoś, radzić, polecać komuś; występuje w Dz. 27:9 i 22
zachęcać - παρακαλεω - przywoływać, wzywać do siebie, zapraszać, wzywać na pomoc, pobudzać, zachęcać, prosić, błagać, pocieszać, dodawać otuchy, krzepić, zagadywać, odzywać się życzliwie; występuje aż 109 razy w Nowym Testamencie; nie będę tego wypisywać :-(

zachęcać - παραμυθέομαι - zachęcać, dodawać otuchy, umacniać, pocieszać kogoś; występuje w J 11:19 i 31; I Tes. 2:12, 5:14

zachęcać - παροτρύνω - ma znaczenie negatywne: podżegać, poganiać, pobudzać, zachęcać; występuje w Dz. 13:50

zachęcać - σωφρονίζω - przywracać do zdrowych zmysłów, uczyć być umiarkowanym, uczyć być cnotliwym, zachęcać, nauczać; występuje w Tyt. 2:4

Przy tej okazji odkryłam, jak wielkie jest znaczenie obydwu tych słów w Słowie Bożym. I jak ważne jest, aby właściwie one były tłumaczone i stosowane. Szczególnie słowo: zachęcać. Ma ono bardzo mocny wydźwięk i wcale nie zawsze oznacza 'głaskanie po głowie' :-).



czwartek, 8 września 2011

Wielbicielom kotów polecam...

... dobrą dawkę śmiechu.

Filmy z kotem Simona.
Simon's cat. KLIKNIJ

Znajomość Boga

... znoszę cierpienia, ale nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem...
II Tym. 1:12

Czasem potrzebujemy postawić sobie pytanie: Czy znam Boga?
Ale co to oznacza?

Nasza znajomość Boga, wbrew pozorom, nie pochodzi głównie z tego, że czytamy regularnie Biblię, albo uczymy się w szkole biblijnej, albo słuchamy wielu wykładów czy kazań. Czy też czytamy literaturę chrześcijańską albo słuchamy chrześcijańskiej muzyki. Czy też ze względu na to, że jesteśmy ochrzczonymi członkami jakiegoś kościoła.

Bo tak naprawdę nie chodzi tu o to, ile wiem na Jego temat - czyli, jakie prawdy znam na Jego temat - tylko czy znam Go osobiście. Z książek i z lektury Biblii uczymy się wiedzy o Bogu. Ale prawdziwa znajomość Boga nie kończy się na naszej wiedzy i poznaniu intelektualnym. Ona ma dotrzeć do głębi naszego serca i ma mieć wpływ na nasze życie. Prawdziwą znajomość Boga zdobywa się, doświadczając Go poprzez relację, jaką z Nim mamy i poprzez Jego charakter, jaki On nam w tej relacji objawia.

Najlepszą wiedzę o Bogu zdobywamy w tyglu naszych życiowych doświadczeń. Lepiej poznajemy Go na pustyniach rozpaczy niż na wyżynach obfitości.

W naszym życiu, głębia naszej znajomości z Bogiem objawia się w tym, że niezależnie, co dzieje się w naszym życiu, dochowujemy pewności wiary. I nic nie osłabi naszego zaufania i miłości do Niego. Musimy się przyznać, że w obliczu wyzwań codzienności, taka postawa też jest naszym codziennym wyborem.

Postanówmy sobie, że żadne cierpienie, żadna próba, nowy ból czy rozczarowanie nie pozbawi nas radości, jaką mamy w Jezusie. Żadne nieprzyjemności, grzech, smutek czy trudne ciężkie doświadczenie nie będzie dla nas aż tak wielkim obciążeniem, jak to bywa w życiu ludzi, którzy żyją bez Boga. A kiedy to będzie możliwe? Wtedy, kiedy naprawdę będziemy Go znali.

Znajomość Boga, to pewność wiary. Niezależnie od okoliczności, wierzę, że Bóg jest ze mną. I nie ma znaczenia, jak wysokie są góry do pokonania, czy jak głębokie są nasze ciemne doliny, albo jak silny jest ból, czy jak przykre są rozczarowania, żal czy smutek - jakich doświadczam. Nigdy nie stracę wiary i nie zacznę się zamartwiać, nie utracę swojej radości, nie popadnę w depresję, nie będę się bać, narzekać albo użalać się nad swoim losem.

Łatwiej mówić niż zrobić. Może tak. Ale będzie nam łatwiej, jeżeli każde nowe doświadczenie, cierpienie, problem będzie dla nas wyzwaniem do świeżego oddania się Bogu. A to oddanie przyniesie nam pewność Bożej obecności, zapewnienie o Jego wierności, da nam pokój i siłę do życia na Jego chwałę.

Znać Boga
Znać Go w dolinach i na szczytach gór
Znać Go, gdy pada cień i kiedy jest jasno
Znać Go w słońcu i w deszczu
Znać Go w ciszy i w sztormie
Znać Go w chorobie i w zdrowiu
Znać Go w radości i w smutku
Znać Go w sukcesach i w porażkach
Znać Go w triumfie i w tragedii
Po prostu - znać Boga
Znajomość Boga wymaga hartu ducha - jest jego inspiracją.
(Audrey Bowie - moje tłumaczenie)


niedziela, 4 września 2011

Bóg ma zawsze pozytywne odpowiedzi



TY MÓWISZ
BÓG MÓWI
WERSETY Z BIBLII
Mówisz: To jest niemożliwe.
Bóg mówi: Wszystko jest możliwe.
Łukasz 18:27
Mówisz: Jestem zbyt zmęczona.
Bóg mówi: Dam Ci ukojenie.
Mateusz 11:28-30
Mówisz: Nikt mnie nie kocha.
Bóg mówi: Kocham Cię.
Jan 3:16 i Jan 3:34
Mówisz: Już dłużej nie dam rady.
Bóg mówi: Moja łaska Ci wystarczy.
II Koryntian 12:9 i Psalm 91:15,16
Mówisz: Nie wiem co robić dalej.
Bóg mówi: Pokieruję Twoimi krokami.
Przypowieści 3:5-6
Mówisz: Nie potrafię tego zrobić.
Bóg mówi: Możesz wszystko.
Filipian 4:13
Mówisz: Nie jestem w stanie.
Bóg mówi: Ja jestem władny...
II Koryntian 9:8
Mówisz: To jest nic niewarte.
Bóg mówi: Zaręczam Ci, że się mylisz...
Rzymian 8:28
Mówisz: Nie potrafię sobie przebaczyć.
Bóg mówi: Ja Ci wybaczam.
I Jana 1:9 i Rzymian 8:1
Mówisz: Chyba mi się nie uda.
Bóg mówi: Zaspokoję twoją wszelką potrzebę.
Filipian 4:19
Mówisz: Boję się.
Bóg mówi: Nie dałem Ci ducha bojaźni.
II Tymoteusz 1:7
Mówisz: Zawsze jestem zalękniona i sfrustrowana.
Bóg mówi: Złóż swoje troski na MNIE.
I Piotra 5:7
Mówisz: Nie jestem wystarczająco mądra.
Bóg mówi: Obdarzę Cię mądrością.
I Koryntian 1:30
Mówisz: Czuję się taka samotna.
Bóg mówi: Nie porzucę Cię ani Cię nie opuszczę.
Hebrajczyków 13:5

 

piątek, 2 września 2011

Oddanie w służbie Pańskiej

Zaczyna się wrzesień. Prawie w każdej dziedzinie naszego życia powracamy do codziennej ru-tyny. (Wtrącę, że użyte w tym artykule słowo rutyna tym ra-zem, nie ma zabarwienia nega-tywnego.) Rutyny, związanej z ustalonymi obowiązkami, zaan-gażowaniem, nakładem czasu i energii - w naszych rodzinach, domach, miejscach nauki czy pracy. Kościół jest również miejscem poddanym rutynie. Widzę to po sobie. Od dłuż-szego czasu nie robię nic innego poza planowaniem działalności powierzonych mi służb, ustalaniem kalendarzy spotkań i określaniem zadań, jakie przede mną stoją. Wierzę, że wielu ludzi, czynnie zaangażowanych w życie swojego Kościoła, również tak robi. Czyniąc to z pełnym oddaniem i poświęceniem.
I dlatego wrzesień jest dla mnie miesiącem, kiedy wszystko w Kościele powraca do normy. Jedni powracają do swoich zadań, dwojąc się i trojąc, aby Królestwo Boże się rozwijało. Drudzy zasiadają wygodnie w ławkach i przez kolejne 10 miesięcy, z większym lub mniejszym zadowoleniem, konsumują to, co zostanie im podane na tacy. Jakby myśleli, że służenie Bogu jest kwestią wyboru, a nie propozycją nie do odrzucenia.

A mi się wydaje, że „zbawienie + służba” dane nam zostały w jednym pakiecie. Że podstawą naszego wzrostu duchowego oraz sukcesu w życiu duchowym jest pełne oddanie sprawie Pańskiej. Oddanie Jezusowi jest fundamentem, na którym budowane jest nasze życie, dodajmy jeszcze - nasze integralne życie. W rzeczywistości, efektywne życie chrześcijańskie jest swoistą kombinacją oddania i integralności.

Jedną z lepszych definicji oddania podał dr. Paul J. Meyer. Mówi on, że oddanie jakiejś sprawie jest nałożeniem się na siebie naszych nieprzerwanych wysiłków, skupionej uwagi i skoncentrowanej energii. Oznaką rozwoju naszego oddania czemuś i zgody na osobistą odpowiedzialność za oczekiwane rezultaty jest odmowa bycia odwiedzionym od czegoś, bycia sprowadzonym na manowce albo zboczenia z kursu.

Czyli czym jest oddanie?
-         stałością, konsekwencją - nigdy się nie poddaję;
-         skupioną uwagą - nasza uwaga nakierowana na jasno określony cel, nie jest podzielona na drobne (rozproszona);
-    skoncentrowaną na jednym celu energią - z całego serca wyrzekamy się siebie i podporządkowujemy nasze życie Bogu.

Oddanie można też zdefiniować słowem ‘stałość’. Dr. John E. Haggai powiedział: Oddanie oznacza, że cała osoba wykonuje pracę dla osiągnięcia konkretnego celu. Każdy element naszej osobowości - intelekt, emocje i wola w sposób stały i nieprzerwany zmierzają do wyznaczonego celu.

Główną siłą motywującą życie każdego chrześcijanina powinno być polecenie Jezusa, aby iść i czynić uczniami narody. Przy takim nastawieniu nasze oddanie Chrystusowi będzie polegało na byciu świadkiem Chrystusa - gdziekolwiek się znajdujemy. Ewangelizacja stanie się w tym momencie osią naszego życia i stanie się stylem naszego życia. Nie musimy jechać na misję zagraniczną. Wokół nas wciąż jest wiele do zrobienia.

Dlatego, tak naprawdę, prawdziwe oddanie się Jezusowi, jest podporządkowaniem wszelkich naszych życiowych planów Bożemu Królestwu. Co zresztą, sam Jezus, w prostych słowach nam nakazuje: ... Szukajcie najpierw Królestwa Bożego ...

Żyjemy w bardzo trudnych czasach. Relacje i zaufanie łatwo można utracić. Narody toczą wojny. Nasze rodziny, kościoły i społeczeństwo są narażone na niszczące wpływy (materializm, brak czasu, zmęczenie…). W naszych rodzinach nie ma pokoju, a słowo „dysfunkcja” jest nagminnie używanym słowem dla określenia tego, co dzieje się w wielu domach. To wszystko pokazuje nam, że nie mamy lepszego wyjścia, niż życie w bliskiej relacji z Bogiem i oddanie Mu we władanie każdej sfery naszego życia.

A wtedy, to nasze oddanie Bogu będzie miało wpływ na nasze rodziny, małżeństwa, naszą służbę, na nasz Kościół, na nasze społeczeństwo. Oddanie się nie jest czymś pasywnym. Jest czynne w swoim wypełnianiu obietnicy, jaką składamy Bogu, oddając Mu swoje życie. Pasywne zaangażowanie w relację z Bogiem, tak naprawdę, nic nie znaczy. Kiedy nasza relacja z Bogiem jest pasywna - ponieważ nie czytamy Biblii, nie modlimy się, mamy nieregularną społeczność z wierzącymi, nie szukamy sposobów do pogłębiania  naszego duchowego rozwoju - wtedy nie mamy w naszym życiu świadectwa, nie angażujemy się w służbę, nie odnosimy w naszym życiu zwycięstwa.

Oddanie jest dawaniem siebie Bogu w każdych okolicznościach, a rezultatem tego jest sukces, poczucie spełnienia i satysfakcji z życia - już tu na ziemi.

Nasze chrześcijańskie świadectwo wtedy będzie miało wpływ na otoczenie, kiedy nasze oddanie będzie całkowitym oddaniem siebie - będzie to oddanie Bogu naszego serca, umysłu i ciała. Takie oddanie jest dowodem naszej miłości do Boga. Sam Jezus powiedział, że fundamentem naszego chrześcijańskiego życia jest miłość do Boga, która płynie z naszego serca, duszy i umysłu (jest to najważniejsze i największe przykazanie). Aby dobrze służyć Bogu i ludziom, takie całościowe oddanie jest wymagane. Narażamy się na mierność, jeżeli w jakiejkolwiek sferze naszego życia występuje brak takiego całościowego oddania.

Słowo Boże wielokrotnie zwraca na to uwagę. Czytamy o letniości naszej miłości  - to sprawa zaangażowania emocjonalnego, zaangażowania naszej duszy. Czytamy o mdłym ciele - to sprawa zaangażowania naszego fizycznego ciała. Widzę, co dzieje się w Kościele. Wiem na kogo można liczyć, kiedy jest jakaś potrzeba - niezależnie czy jest to po linii służby tej osoby czy jej obdarowania. Wiem też od kogo usłyszę, że czegoś nie lubi - co automatycznie oznacza, że tego nie zrobi, nie zaangażuje się. Nie zrobienie czegoś dobrego wbrew sobie - oznacza brak oddania umysłowego i fizycznego Bogu. Niektórzy wydają się mieć uszy głuche na wszelkie apele, lub uważają, albo udają, że sprawa ich nie dotyczy.
A gdzie jest nasza chrześcijańska odpowiedzialność? Oddanie Bogu, to również oddanie braciom i siostrom. Słowo Boże wielokrotnie używa zwrotu: sobie nawzajem, jedni drugim...

Oddanie nie jest proste i łatwe - ono  wymaga poświęceń (czasu, energii, pieniędzy, zrezygnowania z odpoczynku, poświecenia się sprawie lub drugiemu człowiekowi). Oddanie przeważnie wymaga wysiłku, czasem ryzyka, i bardzo często zaparcia się samego siebie.

Niedawno przeczytałam takie zdanie: Kościół jest jak stadion - na środku 22 ludzi śmiertelnie potrzebujących odpoczynku (przyznam, że taki stan nie był mi obcy), a dookoła 22 tysiące ludzi śmiertelnie potrzebujących ruchu. Co to oznacza? A mianowicie to, że w Kościele jest wielu tzw. niedzielnych chrześcijan, nominalnych chrześcijan (czyli tylko z nazwy), chrześcijan, którzy są słuchaczami Słowa, ale jego wykonawcami nie są. Po prostu chrześcijan, którzy nigdy w pełni nie oddali swojego życia Bogu.

Niektórzy mogą powiedzieć, że Królestwo Boże, to nie jest przecież tylko Kościół. To prawda, ale jeśli nie widzę w kimś gorącego oddania sprawie Bożej na gruncie kościelnym, to nie uwierzę, że taka osoba jest w ogóle czynnie zaangażowana w sprawy Królestwa.

Dla mnie to, co dzieje się w naszym życiu z Bogiem, zawsze ma przełożenie na Kościół. Przekonuje mnie do tego Słowo Boże. Zwróćcie uwagę na listy - one wszystkie odnoszą się do naszego życia w kontekście Kościoła. Są skierowane do społeczności wierzących, a nie do prywatnych osób. A nawet jeśli są wyjątki: list do Filemona, dwa listy do Tymoteusza, list do Tytusa czy dwa listy Jana - to głównym tematem poruszanym w tych listach są relacje w Kościele.

Tak więc, oddanie żąda ofiarowania Bogu całej naszej osoby. Można by to podsumować pewną piękną pieśnią ze Śpiewnika Pielgrzyma - nr 220: Wszystko Tobie dziś oddaję, wszystko Twoim musi być; chcę Cię, Jezu, kochać zawsze, w obecności Twojej żyć. Wszystko daję dziś, Jezusowi, memu Zbawcy, wszystko daję dziś… Szkoda tylko, że czasem tak łatwo nam się o tym śpiewa, kiedy nasze życie pokazuje zupełnie coś innego.

Jeżeli nasze oddanie Chrystusowi nie będzie pełne, to nigdy nie osiągniemy poziomu, kiedy w pełni zostanie wykorzystany nasz potencjał, a nasze życie chrześcijańskie i służba będą mierne i staną w miejscu. A kto stoi w miejscu, ten tak naprawdę się cofa. Ktoś powiedział: Jeśli kiedykolwiek żyłeś bliżej Boga niż ma to miejsce teraz, to oznacza, że cofasz się w wierze.

Wierzę, że głównym powodem tego, że chrześcijanie nie oddają się Bogu całkowicie, jest brak bojaźni Bożej, brak lęku przed czekającym nas sądem. Jest nim też brak świadomości tego, jak wiele tracą. Rick Warren powiedział: Jeśli oddajesz Bogu całe swoje życie, On błogosławi je w całości. A jeśli oddajesz Mu tylko część, błogosławi jedynie część. Ja bym jeszcze dodała, że czasem (podkreślam - czasem) nie błogosławi wcale.


Warto zadać sobie czasem pytanie i rozsądzić odpowiedź z bojaźnią: Jakie jest moje oddanie Chrystusowi?