W miniony wtorek odbyłam
wizytę lekarską u pulmonologa. Tak się składa, że od października kilkakrotnie przechodziłam różne infekcje. Dosłownie przechodziłam,
ponieważ ani razu nie miałam gorączki, więc uważałam, że poważnie chora nie
jestem. Jedyne, co mi dokuczało, to
uporczywy kaszel. Dwukrotnie przyjmowałam antybiotyk. Przy ostatniej infekcji
moja pani doktor skierowała mnie na prześwietlenie płuc. Wynik nie wykazał
świeżego zapalenia, ale uwidocznił jakieś niepokojące zwłóknienia. Stąd wizyta
u pulmonologa, poprzedzona spirometrią (niezbyt przyjemne badanie pojemności pracy
płuc).
Panu doktorowi również nie spodobało się moje zdjęcie i
zalecił dalsze badania. Tym razem tomografię komputerową. Korzystając z tej wizyty i
dobrej opinii na temat pana doktora, postanowiłam wykorzystać przysługujące mi
15 minut i porozmawiałam sobie z nim o różnych rodzajach i przyczynach mojego
kaszlu.
Ustaliliśmy, że kaszlę też z powodów alergicznych. Zwykle od
końcówki lutego do czerwca funkcjonuję na tabletkach, kroplach i lekach wziewnych. Dziwnym trafem, w tym roku
moja alergia bardzo mnie oszczędza. Jak stwierdził pan doktor – ten kaszel nie
rzutuje na obraz moich płuc i nie ma związku ze zleconymi dalszymi badaniami.
Mam też inny rodzaj
kaszlu – uparcie drążyłam temat. I to jest prawda. Męczy mnie od ponad
dwóch lat. Przez cały dzień coś drapie
mnie w gardle, tracę głos, odkasłuję, chrypię, chrumkam, a wieczorem,
kiedy kładę się do łóżka… doznaję wręcz ataku kaszlu. W ostatnim miesiącu
objawy się nasiliły. Zanim zasnę aplikuję sobie wziewny lek, krople A+E, krople
Miramile, by wreszcie zasnąć z cukierkiem na kaszel w ustach. To też nie dotyczy naszej jednostki - powiedział pan doktor. Konieczna jest wizyta u laryngologa...
Ależ ja byłam u laryngologa! Pani doktor niczego w gardle
nie znalazła, ale za to skupiła się na złej kondycji śluzówki mojego nosa (typowej dla sezonu grzewczego),
jako potencjalnej przyczynie moich dolegliwości. Skoro to ma pomóc… wykupiłam zlecone leki:
sól morską, maść, krople oleiste i krople sterydowe. Rachunek? Bagatela –
wyniósł 120,00 PLN. Stan mojego nosa
zdecydowanie się poprawił, ale wspomniane dolegliwości pozostały.
Udręczona fizycznie i psychicznie tym stanem, pytałam o
opinię każdego napotkanego lekarza. Miałam nadzieję, że mój endokrynolog
powiąże moje objawy z chorobą Hashimoto – wreszcie jest to ciągły stały stan zapalny
tarczycy sąsiadującej z krtanią. Niestety, takiego związku endokrynolog nie widział…
Pan doktor pulmonolog cierpliwie słuchał moich skarg i
wynurzeń. A na co jeszcze pani się leczy?
Na nadciśnienie od prawie trzech lat. I
jaki lek pani przyjmuje? Tritace. Proszę
panią, musi pani natychmiast odstawić ten lek! To, co pani opisuje, to
działanie uboczne tego leku. Ach, to dlatego objawy ostatnio się tak
nasiliły! Moja internistka zwiększyła mi miesiąc temu dawkę.
Wyszłam od lekarza lekka, jakby mi urosły skrzydła. Co tam zwłóknienia.
Tym będę martwić się później. A teraz, jeśli to prawda, co mówi mi lekarz i
uporczywe objawy ustąpią, będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Moja
internistka, zgodnie z sugestią pulmonologa, natychmiast zmieniła mi lek. Przyjmuję go od minionej
środy, a mój organizm powoli oczyszcza się z pozostałości poprzedniego leku. W
nocy z soboty na niedzielę wydarzyło się coś cudownego – przestałam kaszleć. W
niedzielę mogłam śpiewać Bogu na chwałę podczas wielkanocnego nabożeństwa – i ani
razu nie straciłam głosu, a dawałam z siebie wszystko. Dziś minęła kolejna noc
bez kaszlu. Do mojego słoiczka wdzięczności wrzuciłam karteczkę z zapiskiem – po ponad dwóch latach przestałam kaszleć!!!
Ot, wydarzył się taki „wielki mały” cud. Dla kogoś to w
ogóle nie musi być cud, bo przecież pomógł mi lekarz. Albo, jeśli cud, to taki
mały – naprawdę bywają większe cuda, a Bóg leczy większe choroby niż drapiące
gardło i uporczywy kaszel. Dla mnie, to jest wielki cud, w którym Bóg posłużył
się cierpliwym i empatycznym lekarzem. Może inny potraktowałby mnie jak
histeryczkę czy hipochondryka i uraczył zastrzykiem z Hydroxiziny, ale nie ten.
I to też jest powód do wdzięczności. Kolejna karteczka wpada
do słoika…
***
