GODZ. 14.00-15.00
Od pewnego czasu szukam pomysłu, jak wyrazić swoją głęboką
frustrację i niezrozumienie dla
podziałów i niezgody (to delikatnie powiedziane L), jakie powstały wokół
odbywającego się dziś i jutro Festiwalu Nadziei.
Jednak, śledzenie eskalujących w
niebezpiecznym kierunku wpisów na Facebooku, skutecznie zniechęciło mnie od
wyrażania frustracji. Bo w czym byłabym lepsza?
Więc, postanowiłam raczej
poszukać rozsądnego biblijnego potwierdzenia, że organizowanie takiego
przedsięwzięcia i zapraszanie nań jak największej ilości ludzi ma sens i jest
zgodne z biciem Bożego serca. Bo przecież …tak
Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy
(i uwierzy - np. podczas FN), nie zginął,
ale miał żywot wieczny. (Ew. Jana 3:16)
W dzisiejszym porannym czytaniu Słowa, i zestawu różnych rozważań, znalazłam
pewną podpowiedź. Posłużyły mi za nią losy dawnego Izraela, za czasów, kiedy
znalazł się w niewoli babilońskiej. Nagle Izraelici stali się religijną mniejszością i oddawanie
czci Bogu nie było już takie łatwe. Otoczeni fałszywymi bogami i światowymi
religiami, musieli się uczyć żyć w tym
świecie, nie będąc z tego świata.
W Psalmie 137 ich bezradność wyrażona jest wołaniem: Jakże mamy śpiewać pieśń Pana na obcej
ziemi? (w. 4) Jaką otrzymują odpowiedź na swoje wołanie? Tak mówi Pan …: Budujcie domy i
zamieszkujcie je; zakładajcie ogrody i spożywajcie ich owoc! Pojmujcie żony i
płodźcie synów i córki; Wybierajcie też żony dla waszych synów, a wasze córki
wydawajcie za mąż, aby rodziły synów i córki, by was tam przybywało, a nie
ubywało. I, co chyba najważniejsze, Bóg
dodaje: A starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na
wygnanie, i módlcie się za nie do Pana, bo od jego pomyślności zależy wasza
pomyślność! (Ks. Jeremiasza 29:4-7)
Innymi słowy, Bóg mówił swojemu ludowi, aby nie tylko
ubolewał nad swoimi sąsiadami (bliźnimi), nad ich bałwochwalstwem i grzechami, ale troszczył się o nich; aby
angażował się w szukanie ich dobra, poprzez relację z nimi. Tak, to prawda, Bóg nienawidzi fałszywych bogów i pogardza
obcymi systemami religijnymi, ale nie nienawidzi samych ludzi. Przez proroka
Jeremiasza objawia bardzo wyraźnie to, że brzydzi się złem, ale miłuje
grzesznika. Jego jedynym pragnieniem jest, aby wszyscy nawrócili się do Niego i
zostali zbawieni. Nie tylko ta księga, czy kilka innych, ale cała Biblia jest
jednym wielkim poselstwem o Bożej miłości i przebaczeniu względem tych, którzy
wcale na to nie zasługują.
Ostatnio odniosłam wrażenie, że niektórzy o tym zapomnieli.
Dzisiejsze społeczeństwo, nawet to polskie, niewiele różni
się od tamtych społeczeństw. Wciąż większa część ludzkości nie wierzy w Boga,
pielęgnując swoje bożki i swoje religie (nawet ateizm jest religią). Jako
wierzący, często mamy pokusę, aby patrzeć na takich ludzi z góry, z pogardą (i
tego było ostatnio aż nadto - pogardy i mowy nienawiści), ignorować ich lub
traktować protekcjonalnie. Ale to nie jest Boży sposób. Tak samo, jak oczekuje
On od nas trzymania się naszej wiary i przekonań bez pójścia na kompromis (dziś na FN - nie widziłam żadnych przejawów kompromisu), tak
samo z naciskiem wskazuje na potrzebę okazywania przez nas miłości innym w
takim samym stopniu, jak On okazał ją nam.
Bóg mówi nam (na przykładzie Izraela), że ani obojętność ani
wrogość nie są właściwym sposobem traktowania niewierzących (lub w naszej opinii źle wierzących) bliźnich. Naszym
zadaniem jest szukać ich dobra wszelkimi możliwymi i dostępnymi środkami (np.
FN). Jeśli my, jako chrześcijanie, zawiedziemy w postawionych nam Bożych
standardach, nie okazując bliźnim uprzejmości i łagodności, to nie jesteśmy
ludźmi, jakimi Bóg chce nas widzieć. A On chce widzieć nas miłującymi nawet naszych wrogów... .
Przed śmiercią, Jezus, w modlitwie arcykapłańskiej, wyraził swoje
wielkie pragnienie: Jak mnie posłałeś na
świat, tak i ja posłałem ich na świat… aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy.
Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że
Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś. (Ew. Jana
17:18, 23) Bardzo, ale to bardzo brakowało mi tej jedności w ostatnich
miesiącach. Ten, który wybrał nas, abyśmy zanieśli światu poselstwo o Jego
miłości, został zawiedziony, a Jego imię narażone na pośmiewisko.
Stawiam sobie pytanie, jaka jest moja postawa wobec tych,
którzy nie są jeszcze naśladowcami Jezusa? Czy bardziej skupiam się na tym, aby
mówić im o swojej wierze i dowodzić im swoje racje, czy raczej traktuję ich z
miłością i uprzejmością? Modlę się o to, abym potrafiła zawsze
być gotowa do obrony i wytłumaczenia się z nadziei mojej (mojej wiary), lecz czyniła to z łagodnością i szacunkiem.
(I Piotra 3:15,16) Z szacunkiem wyrażała się do nich i o nich. Tego mi w
dyskusjach na temat Festiwalu Nadziei zabrakło.
GODZ. 22.36
Właśnie wróciłam ze stadionu Pepsi Arena. Jestem pod wrażeniem
tego ewangelizacyjnego spotkania. Zbudowała mnie frekwencja - wbrew
nagonce jego przeciwników i festiwalo-sceptykom. A
prostota i wyrazistość ewangelizacyjnego poselstwa mnie powaliła. Nic dziwnego,
że na wezwanie wyległy tłumy. Podaję statystyki dzisiejszego wieczoru - pierwsze
dane: 1559 osób wypełniło ankietę, 808 pierwszy raz przyjęło Jezusa, 70% to
kobiety. A uwielbianie na murawie stadionu - prowadzone przez Michael’a W. Smitha
- bezcenne.
Soli Deo gloria!!!
***
I cytat w nagrodę dla tych, ktorzy doczytali do końca :-):
Żadna inna przyczyna przyjścia nie była dla Chrystusa, jak tylko, aby zbawić grzeszników. Usuń choroby, usuń rany, a żadnej potrzeby lekarstwa nie będzie. Jeśli przyszedł z nieba wielki lekarz, to dlatego że wielki na świecie leżał chory. Tym chorym to rodzaj ludzki. Augustyn z Hippony
Myślalam o tym cytacie, patrząc na dzisiejsze tłumy, wychodzące na murawę z wyznaniem grzechów.
Soli Deo gloria!!!