Mija lipiec, a tu tylko trzy wpisy! Przyznajcie sami - trudno o twórczą wenę przy
ponad 30stostopniowych upałach. Ale mam
też inne wytłumaczenie. Mianowicie, ostatnie dwa tygodnie spędziłam bardzo
intensywnie, zajmując się gromadą (w porywach do 40) rozhasanych i rozkrzyczanych
dzieciaków. Właśnie zakończyło się „Lato w Mieście”, które - w kilkuosobowym składzie
- zorganizowaliśmy na warszawskiej Pradze.
Przed nami kilka dni wytchnienia i już w piątek zaczynamy
nowy projekt - obóz językowy. Trwają przygotowania. Nie myślcie więc, że coś
więcej napiszę. Osoby zarejestrowane na Facebooku zapraszam na stronę „Przyjaciele
Praskiej Arki”. Tam zobaczycie pełną relację zdjęciową z dziesięciu pięknych i intensywnych
dni „Lata w Mieście”.
Moja rola była skromna: administracja - finanse i biurokracja; opieka
medyczna; troska o potrzeby dzieci: głównie picie i arbuzy dla ochłody; dyżury
na tzw. zmywaku; i pilnowanie dyscypliny. Tak się złożyło, że „wujkowie” wzięli
na siebie sprawy duchowe i rozpieszczanie najmłodszych uczestniczek naszego
przedsięwzięcia :-).
Może trudno tu o dosłowne przyrównanie, ale to jest podobnie,
jak z rolą Marii i Marty w Kościele. Potrzebne są obie. W pewnej książce przeczytałam: Słuchanie ( w tym przypadku nauczanie) Słowa Bożego i diakonia (usługiwanie) w Kościele są jak dwie siostry, które razem
żyją w domu, w którym przebywa Jezus.
Dlatego, po wykonaniu swoich zadań, wszyscy wracaliśmy do domów
z ogromną satysfakcją z właściwie
spełnionej misji. No i ciutkę zmęczeni :-).
***
Link do strony na FB: KLIKNIJ


