Bardzo podoba mi się spot reklamowy Dolnego Śląska. Dolny
Śląsk pokazany jest w nim jako tajemniczy: „Nie do opowiedzenia.
Do zobaczenia.” Aby jeszcze bardziej podkreślić tajemniczość tego regionu, jako podkład muzyczny
wykorzystano piosenkę z pierwszej części „Wiedźmina” - „Sou Au” - autorstwa Me Myself And I.
Pod jednym ze spotów znalazłam wpis: „Dolny
Śląsk.... najpiękniejsza i najbardziej tajemnicza kraina w Polsce. Można tam spędzić
całe swoje życie, a i tak nie pozna się wszystkich tajemnic tej ziemi.”. Zgadzam się z autorem postu
całkowicie.
Dla mnie Dolny Śląsk jest nie
tylko piękny, tajemniczy, ale też ciekawy. Poprzez swoją interesującą historię.
Szczególnie historię protestantyzmu, który pozostawił wiele śladów na tych ziemiach.
Kilka lat temu (listopad 2010) w „Kąciku
dobrej książki” zamieściłam opis książki pt. „Powierzony klucz”.
Przytaczam go ponownie.
Powierzony
klucz,
Małgorzata Lutowska, AD REM, Jelenia Góra, 2008r.
Wydawca pisze: „Powierzony klucz” to książka o niezwykłych losach
protestantów na Dolnym Śląsku, o ich wielkim wkładzie w rozwój duchowy i dorobek
materialny tych ziem. Bohater, Krzysztof, który ze względów sentymentalnych
przyjeżdża w rodzinne strony, przemierzając Dolny Śląsk śladami Reformacji,
odkrywa zapomnianych bohaterów, dowiaduje się wielu ciekawych historii,
przeżywa przygodę spotkania z przeszłością.
Opowieść, mimo niezbędnych wyjaśnień dotyczących tła historycznego, snuje się
lekko, ubarwiana raz po raz zarówno zwykłymi, jak i absolutnie wyjątkowymi
zdarzeniami z życia autentycznych postaci, jakie wpisały się w dzieje Dolnego
Śląska.
Jest to lektura dla wszystkich, którym te tereny są bliskie oraz dla
każdego, kto otwierając książkę chciałby po prostu odpocząć, na moment oddalić
się od codzienności, zanurzyć w innym świecie… .
Pochodzę z Dolnego Śląska. Kocham ten region i jego historię. Ta książka
została napisana dla mnie. Odpoczywałam przy niej i rozkoszowałam się
nieznanymi mi dotąd dziejami moich rodzinnych stron. I kto by pomyślał?...
. Zorganizowałam kilka wyjazdów
wakacyjnych dla dorosłych i młodzieży - właśnie na Dolny Śląsk. Wydawało mi
się, że opowiedziałam im wszystko i pokazałam już wszystko, co było do
obejrzenia. A teraz widzę, że to moje ‘wszystko’ to zaledwie czubek góry
lodowej.
W moim sercu dojrzewa pragnienie, aby któregoś pięknego lata pojechać na
dłuższy czas do mojej Mamy i wraz z moim mężem, z którym 28 lat temu (teraz już
będzie 32) pobraliśmy się w Świątyni Wang w Karpaczu, przewędrować wszystkie miejsca,
o których opowiada „Powierzony klucz”. I to ta książka będzie moim
przewodnikiem, żadna inna!
Książka zaczyna się następującym opisem: Gdy się jedzie z Wrocławia
do Jeleniej Góry, to na wysokości Dobromierza jest pewne charakterystyczne
miejsce, kończy się równina, a zaczynają góry. Zaznacza się wyraźna linia,
granica. Droga pnie się mozolnie wzwyż, aby wykutym wśród skał przesmykiem, jak
przez bramę, wprowadzić przybysza do innego świata. To był świat mojego
dzieciństwa, mojej młodości i naszej romantycznej miłości...
***
Podczas tegorocznych Świąt Wielkanocnych ponownie zawitałam w rodzinne
strony. Pomyśleć, na zrealizowanie mojego marzenia czekałam ponad trzy lata.
To, oczywiście, nie znaczy, że nie odwiedzałam tamtych stron. Po prostu, w tym
roku mało napięty program świąteczny i piękna wiosenna pogoda na to mi pozwoliły.
Razem z moim mężem, bo bez niego te wojaże nie byłyby możliwe, ciesząc oczy budzącą się do życia przyrodą,
docieraliśmy do miejsc, które zwykle pomijaliśmy w drodze do… lub z… . Tym
razem znaleźliśmy czas na obejrzenie kilku dolnośląskich kościołów, pałaców i
parków. Wiele tych miejsc wymienia autorka wspomnianej książki: Wojanów,
Łomnica, Karpniki, Staniszów, Bukowiec, Mysłakowice. Tu nie darowaliśmy sobie,
aby znowu nie obejrzeć charakterystycznych domów Tyrolczyków.
Stałym punktem programu zawsze jest Karpacz, więc i tym razem go nie
pominęliśmy. A w Karpaczu zmiany – najruchliwsza ulica Karpacza stała się teraz
deptakiem. Ruch drogowy puszczony został tunelem. Jadąc drogą przez góry, zajechaliśmy
też w nasz ulubiony zakątek - do Wangu. Ze zgrozą patrzyliśmy, co stało się z widokiem,
jakim kiedyś się syciliśmy, jadając posiłki w barze nomen omen „Widok”. Zniknął,
a zamiast lasów i zbocza góry ‘podziwiać’ tylko można olbrzymie połacie dachu Hotelu
Gołębiewski. Kto do czegoś takiego dopuścił? Zgroza. Za to sam Hotel Gołębiewski
ma się dobrze i poszczycić się może najpiękniejszym widokiem na Śnieżkę i
Karkonosze.
Piękna pogoda i doskonała widoczność zawiodła nas też na słynną Górę
Szybowcową w Jeżowie Sudeckim. (Tu dorastałam.) Nie ma lepszego miejsca na podziwianie
Karkonoszy i Kotliny Jeleniogórskiej. Okazało się, że w tym dniu wiele osób
wpadło na podobny pomysł. Spotkaliśmy kilku dobrych znajomych. Fajnie było
wypić dobrą kawę z widokiem i pogadać
z przyjaciółmi. Z tym miejscem związana jest cząstka mojej historii. Tu
chodziłam na jagody (od mojego rodzinnego domu stromo, ale blisko, bo na skróty). Tu
podziwiałam zawody szybowcowe i lotniarskie. Tu bawiłam się z owcami,
wypasanymi przez baców z Podhala. Tu spędził ostatnie lata swojej pracy mój
tata, kierując naprawami szybowców. Zawsze z ciekawością zaglądałam do hangarów z samolotami i szybowcami. Lubiłam
ten zapach laminatów, klejów i farby.
Zjeżdżaliśmy serpentyną w dół. Z prawej strony, oświetlony promieniami zachodzącego
słońca, przyciągnął nasz wzrok tajemniczy Stromiec (wszyscy na niego
mówiliśmy Spitzberg). Porośnięte drzewami wzgórze. Pójście tam na wycieczkę
było czynem odwagi. Mówiło się, że w sztolniach, zasypanych po wydobyciu srebra
i złota, wciąż straszą duchy górników. Brr… .
Kilkaset metrów dalej mijamy zabytkowy, rozpadający się ‘dom gwarków’ -
karczma dla górników wydobywających złoto i srebro.
Oj, chciałoby się zostać jeszcze dłużej,
ale obowiązki wzywają do Warszawy.
Wypadek drogowy na trasie Jelenia Góra - Wrocław, w okolicach Kaczorowa, zmusza nas
do objazdu. Wybraliśmy drogę przez Jawor. Skoro postawiliśmy na zwiedzanie ;-).
Naszym celem był słynny Kościół Pokoju. Oglądanie kościoła, okupione bolesnym
upadkiem i stłuczonym kolanem, opłaciło się. Wrażenie niesamowite, zwłaszcza,
że za budulec służyło tylko drewno, glina, piach i słoma. Zacytuję tylko za informatorem:
Kościół o wymiarach 44 na 25 m.
Powierzchnia wnętrza wynosi 1180 m2 i może wraz z 4 emporami (to takie loże) pomieścić
6000 wiernych. (…) Wrażenie bogactwa i przepychu sprawiają malowidła na
wszystkich emporach. Całości dopełnia strop kasetonowy pokryty biało-niebieskimi
ornamentami w śląskim stylu.
Z Jawora ‘rzut beretem’ do wrocławskiej autostrady, i tak aż do zjazdu na Łódź
(w Walichnowach). Że tak się po Polsce będzie jeździć… . No, no, no… .
Znowu odwiedziłam miejsca mi znane, te do których chętnie wracam. I poznałam nowe, nieznane. I wciąż mam uczucie
niedosytu. Słusznie wspomniany już ktoś zauważył - można
tu spędzić całe swoje życie, a i tak nie pozna się wszystkich atrakcji i
tajemnic tej ziemi. Ale spróbować warto. Zachęcam!
***
Spoty reklamowe:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.