Już trzeci tydzień zajmuję się swoim 16-miesięcznym
wnuczkiem Julkiem. Od poniedziałku do piątku, od 8.00-17.00.
Jest to dla mnie ogromne wyzwanie. Głównie fizyczne. Za
takim małym człowieczkiem, który właśnie zaczął chodzić, trzeba wciąż podążać, a oczy i uszy mieć wokół głowy. Jak słyszę słodki okrzyk „opa!”, już wiem, że
Julek gramoli się na jedno z domowych siedzisk lub leżanek. Długo to nie trwa,
bo zaraz do moich uszu dobiega radosne „baaach” i Julek już stoi na podłodze. To
efekt minionego tygodnia, kiedy ćwiczyliśmy schodzenie z kanapy tyłem, a nie
przodem :-).
W domu trwa ciągła zabawa. Julek to mały mężczyzna -
najlepiej bawi się samochodzikami. Ostatnio odkrył, że samochodziki fajnie garażują pod szafkami. Ma tylko
za krótkie rączki, aby stamtąd je wyjmować. No, ale od czego jest babcia?
Lubi też oglądać, z babcią, różne kolorowe książeczki. A mamy
w domu w czym wybierać... .
Nasze wspólne dni przebiegają bardzo uporządkowanie: zabawa,
śniadanie, zabawa, drugie śniadanie, zabawa, plac zabaw i owoc, zabawa, zupka,
drzemka, zabawa, drugie danie, zabawa, oddanie małego skarbu rodzicom. Już się
przyzwyczaiłam, że teraz moje dni będą podporządkowane tym rytuałom.
Oczywiście, z upływem czasu troszkę się zmieniającym. Dojdzie poważne czytanie
bajek, kolorowanie i zabawa klockami. Pojawią się ulubieni bohaterowie
kreskówek. Będą puzzle i memorki. A w „magicznej szafie” babci (jak ją określa
moja 6 letnia wnuczka Hania) znajdą się jeszcze jakieś inne, ciekawe skarby.
Zauważyłam, że tą dosyć hałaśliwą i ruchliwą
odmianę najgorzej znosi nasz kot - Junior. Każdego poranka, zanim Julek przekroczy próg
naszego domostwa, Junior znika w „magicznej szafie”. Tylko głód jest w stanie
go stamtąd wyciągnąć. Oczywiście, obecność kota przy misce karmy, jest dla
Julka zaproszeniem, aby głośnym pokrzykiwaniem zachęcać futrzaka do jedzenia.
Co spotyka się z niezrozumieniem i kocia łapka od razu idzie w ruch. Na
szczęście - tylko na postrach.
Potem zaczyna się zabawa - gonitwa pod stołem i wokół
stołu. Kot znika pod obrusem, na którymś z krzeseł, od czasu do czasu wysuwając
pyszczek lub łapkę w kierunku małego „Denisa Zawadiaki”. Tak czasem określam
mojego wnuczka - z powodu blond czupryny i łobuzerskiego spojrzenia.
Kot nie odpuści sobie, aby nie obwąchać każdej nowej
zabawki, którą bawi się Julek. Niektóre z nich sobie podkrada.
Dziś mieli fajną
zabawę. Julek zrzucał ze stoliczka małe kolorowe kartoniki, a Junior wciągał je
łapką pod krzesło, pokryte w całości pokrowcem. Potem tylko coś szurało i
obrazek wypadał z innej strony stołu. A tuż za nim pojawiała się ruda łapka. Julek i
Junior świetnie się bawili, a ja razem z nimi.
Najśmieszniejsze są momenty, kiedy i wnuczek i kot, w jednym
czasie, domagają się mojej uwagi. Jak tylko usiądę z Julciem na fotelu i
wyciągnę nogi na ławie, natychmiast ląduje na nich kot. Zdarza się, że Julek
się bawi, a ja obserwuję jego zabawę z fotela. Kot szczęśliwy melduje się na
moich kolanach. To trwa chwilę, bo zaraz pojawia się Julek i, wykrzykując swoje
charakterystyczne „opaaaaa!”, gramoli się na trzeciego. Zgadnijcie, kto wygrywa?
Dzisiaj, siedząc na tymże ulubionym fotelu, zakładałam
Julkowi buciki. Babcia na fotelu, Julek na kolanach, a kot gdzie? Wylądował na moich plecach,
ostrząc sobie pazury na moim karku.
Z kolei, kiedy karmiłam Julka zupką, Junior wbijał swoje
ostre pazury w moje udo, wyrażając głośnym miauczeniem jakąś swoją potrzebę.
Michy pełne, to pewnie chciał pić, a pije wodę z kranu w łazience. No przecież
się nie rozerwę :-).
Czasem, jak do nich wołam, plącze mi się język. Junior czy Julek? Julek czy Junior? A
dziś już przeszłam samą siebie. Było: „Julek,
Junior, Jurek!... ha,ha,ha”.
Teraz jest pora drzemki. Już nikt nie walczy o moje kolana.
Julcio śpi słodko w naszej sypialni. Junior też śpi, zrelaksowany, na kanapie w
saloniku.
A my z Pawłem sobie stukamy. Każde w swoją klawiaturę. I
jest fajnie… .
***
Julcio właśnie się obudził.
Oczywiście, kot też został do tego zmuszony :-).
Oczywiście, kot też został do tego zmuszony :-).
W tej krótkiej scence wyłapałam, że Julek nazywa naszego
kota „Junio”.
„Kochany”- tak skwitowałby to mój Tata, gdyby żył... .
„Kochany”- tak skwitowałby to mój Tata, gdyby żył... .

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.