Już dawno nie pisałam o tym, co ciekawego dzieje się w
relacji: mój kot Junior i mój wnuczek Julek.
Otóż, jest postęp! Nie polega on na widocznym wzroście
sympatii mojego kota do wnuczka, ale na przejawach pogodzenia się z faktem, że
chowanie się po szafach i pod stołami, niczego nie zmieni. Tym bardziej, że
Julek już nie prosi nas o otwarcie szafy wnękowej - azylu naszego kota, ale sam
sobie tę szafę otwiera. Zachęcając, a raczej zmuszając śpiącego kota do
wyjścia.
A często też się zdarza, że Julek po prostu otwiera kotu
szafę, kiedy ten staje przed nią i cichym pomiaukiwaniem daje znać, że chce już
sobie w ciszy odpocząć.
Potrzebę wyjścia z szafy sygnalizuje podobnie. Wtedy
wołamy do Julka: „Julek, wypuść Juniora!”.
Mały tylko na to czeka. Otwieranie i zamykanie szafy to fajna zabawa.
Zmianie uległy głównie zwyczaje związane z popołudniową
drzemką Julka. Kiedy kot widzi, że rozkładam Julkowi pościel, pierwszy wskakuje
na kołdrę i mości sobie legowisko. Najwyraźniej wie, co to oznacza - ciszę i
spokój w domu :-). Skończyło się więc: miauczenie, wskakiwanie do szafy i
wyskakiwanie z niej, wbieganie i wybieganie do sypialni, dopominanie o wzięcie
na kolana i pogłaskanie. Junior po prostu czeka spokojnie, aż babcia (czyli ja
:-) położy małego brzdąca do łóżka i zasypia przy nim błogim snem. Jednego
ululam, drugiego pogłaszczę i w ten sposób mam dwie godziny wytchnienia… .
Najdziwniejszy dla nas jest fakt, że Junior sypia przy
Julku. To jest już nasz trzeci kot i jako jedyny, z własnego wyboru, nie sypia
z nami w łóżku. Z tego powodu nazywamy go „podłogowym kotem”. Skąd ta odmiana? Nie mam pojęcia.
Poza tym, Junior przeważnie unika Julka i obchodzi go
szerokim łukiem. Jest jednak jeden wyjątek. Wspólna zabawa magnesami. Na naszej
zamrażarce umieściłam sporą ilość kolorowych magnesów. Dzieci lubią ściągać
magnesy z lodówek. Julek też bardzo lubi. Te zmiata jednym ruchem ręki. Cieszy
się, kiedy z hukiem spadają na podłogę. Na to tylko czeka kot, który, natychmiast, kilkoma uderzeniami łapki
sprawia, że magnesy po kolei lądują pod zamrażarką. Potem, kiedy Julka już nie
ma i nikt kotu nie przeszkadza, wraca na miejsce zabawy i próbuje magnesy spod
zamrażarki wyciągać. Już z gorszym skutkiem.
Od czasu do czasu długą linijką sama
wyjmuję garść kolorowych magnesów, ku uciesze Julka i Juniora, oczywiście.
Jak się ma w domu żywego, ruchliwego prawie dwulatka i jeszcze
młodego kota nie można się nudzić.
Jest to też świetna terapia na wszelkie zgryzoty, smutki, a
nawet bolączki. Sprawdziłam… .

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.