wtorek, 18 kwietnia 2017

Wielki mały cud do słoika wdzięczności

W miniony wtorek  odbyłam wizytę lekarską u pulmonologa. Tak się składa, że od października  kilkakrotnie przechodziłam różne infekcje.  Dosłownie przechodziłam, ponieważ ani razu nie miałam gorączki, więc uważałam, że poważnie chora nie jestem.  Jedyne, co mi dokuczało, to uporczywy kaszel. Dwukrotnie przyjmowałam antybiotyk. Przy ostatniej infekcji moja pani doktor skierowała mnie na prześwietlenie płuc. Wynik nie wykazał świeżego zapalenia, ale uwidocznił jakieś niepokojące zwłóknienia. Stąd wizyta u pulmonologa, poprzedzona spirometrią (niezbyt przyjemne badanie pojemności pracy płuc).

Panu doktorowi również nie spodobało się moje zdjęcie i zalecił dalsze badania. Tym razem tomografię komputerową.  Korzystając  z  tej  wizyty  i dobrej opinii na temat pana doktora, postanowiłam wykorzystać przysługujące mi 15 minut i porozmawiałam sobie z nim o różnych rodzajach i przyczynach mojego kaszlu.

Ustaliliśmy, że kaszlę też z powodów alergicznych. Zwykle od końcówki lutego do czerwca funkcjonuję na tabletkach, kroplach i  lekach wziewnych. Dziwnym trafem, w tym roku moja alergia bardzo mnie oszczędza. Jak stwierdził pan doktor – ten kaszel nie rzutuje na obraz moich płuc i nie ma związku ze zleconymi dalszymi badaniami.

Mam też inny rodzaj kaszlu – uparcie drążyłam temat. I to jest prawda. Męczy mnie od ponad dwóch lat. Przez cały dzień coś drapie  mnie w gardle, tracę głos, odkasłuję, chrypię, chrumkam, a wieczorem, kiedy kładę się do łóżka… doznaję wręcz ataku kaszlu. W ostatnim miesiącu objawy się nasiliły. Zanim zasnę aplikuję sobie wziewny lek, krople A+E, krople Miramile, by wreszcie  zasnąć  z cukierkiem na kaszel w ustach. To też nie dotyczy naszej jednostki  - powiedział pan doktor. Konieczna jest wizyta u laryngologa...

Ależ ja byłam u laryngologa! Pani doktor niczego w gardle nie znalazła, ale za to skupiła się na złej kondycji  śluzówki  mojego nosa (typowej dla sezonu grzewczego), jako potencjalnej przyczynie moich dolegliwości.  Skoro to ma pomóc… wykupiłam zlecone leki: sól morską, maść, krople oleiste i krople sterydowe. Rachunek? Bagatela – wyniósł  120,00 PLN. Stan mojego nosa zdecydowanie się poprawił, ale wspomniane dolegliwości pozostały.

Udręczona fizycznie i psychicznie tym stanem, pytałam o opinię każdego napotkanego lekarza. Miałam nadzieję, że mój endokrynolog powiąże moje objawy z chorobą Hashimoto – wreszcie jest to ciągły stały stan zapalny tarczycy sąsiadującej z krtanią. Niestety, takiego związku endokrynolog  nie widział…

Pan doktor pulmonolog cierpliwie słuchał moich skarg i wynurzeń. A na co jeszcze pani się leczy? Na nadciśnienie od prawie trzech lat. I jaki lek pani przyjmuje? Tritace. Proszę panią, musi pani natychmiast odstawić ten lek! To, co pani opisuje, to działanie uboczne tego leku. Ach, to dlatego objawy ostatnio się tak nasiliły! Moja internistka zwiększyła mi miesiąc temu dawkę.

Wyszłam od lekarza lekka, jakby mi urosły skrzydła. Co tam zwłóknienia. Tym będę martwić się później. A teraz, jeśli to prawda, co mówi mi lekarz i uporczywe objawy ustąpią, będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Moja internistka, zgodnie z sugestią pulmonologa, natychmiast  zmieniła mi lek. Przyjmuję go od minionej środy, a mój organizm powoli oczyszcza się z pozostałości poprzedniego leku. W nocy z soboty na niedzielę wydarzyło się coś cudownego – przestałam kaszleć. W niedzielę mogłam śpiewać Bogu na chwałę podczas wielkanocnego nabożeństwa – i ani razu nie straciłam głosu, a dawałam z siebie wszystko. Dziś minęła kolejna noc bez kaszlu. Do mojego słoiczka wdzięczności wrzuciłam karteczkę z zapiskiem – po ponad dwóch latach przestałam kaszleć!!!

Ot, wydarzył się taki „wielki mały” cud. Dla kogoś to w ogóle nie musi być cud, bo przecież pomógł mi lekarz. Albo, jeśli cud, to taki mały – naprawdę bywają większe cuda, a Bóg leczy większe choroby niż drapiące gardło i uporczywy kaszel. Dla mnie, to jest wielki cud, w którym Bóg posłużył się cierpliwym i empatycznym lekarzem. Może inny potraktowałby mnie jak histeryczkę czy hipochondryka i uraczył zastrzykiem z Hydroxiziny, ale nie ten.

I to też jest powód do wdzięczności. Kolejna karteczka wpada do słoika…

***

Słoik wdzięczności - KLIKNIJ
Zdrowotne perypetie - KLIKNIJ






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.