Kilka dni temu, dokładnie 11 maja, minął miesiąc od śmierci mojej mamy. Dożyła pięknego wieku, prawie 92 lat. Przekroczyła biblijne 70-80 z nawiązką. W psalmie 90 w. 10 czytamy Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; a to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy. Można powiedzieć, że 91 lat to stan, który można określić mianem sytości lat. Tak, jak to czytamy o Abrahamie, który dożył (bagatela) 175 lat: I opadł z sił, i umarł w pięknej starości, sędziwy i syty dni, i został przyłączony do przodków swoich (I Ks. Mojżeszowa 25:8). Czy o Izaaku, który dożył 180 lat: Potem Izaak opadł z sił i umarł, i został przyłączony do przodków swoich, sędziwy i syty dni (I Ks. Mojżeszowa 35:29). Biblia wspomina o sytości dni jeszcze przy innych postaciach.
Moja Mama też opadła z sił. I choć umysł funkcjonował doskonale, organizm wydawał się być jeszcze silny i tylko nogi jej nosić nie chciały, to ostatnie 3,5 miesiąca życia już tylko leżała, odmawiając, wciąż głośnym głosem i stanowczym tonem, wszelkim propozycjom jej uaktywnienia. Odeszła niespodziewanie, spokojnie, o poranku, we śnie...
Kiedy dane było nam (mi i mojej siostrze Dorocie) po raz ostatni oglądać spokojne oblicze naszej Mamy, rzeczywiście, jakby we śnie; pogłaskać po dłoniach, policzku, włosach - moja siostra nagle powiedziała „Mamy już tutaj nie ma”. I miała rację. Tu na ziemi pozostało tylko ciało. Jej dusza i duch znalazły się już w innej rzeczywistości. Jako ludzie mamy tendencję, aby skupiać się głównie na ciele, jakby to ono miało żyć wiecznie. Teraz, jeśli ktoś nie ćwiczy, nie biega, nie przestrzega którejś z topowych diet, nie je kiełków i nie stosuje detoksu - tak naprawdę „nie żyje”. Nam, ludziom, po prostu wydaje się, że jesteśmy ciałem z duszą i może też trochę... duchem. (Często myląc przy tym duchowość z duszewnością.) W rzeczywistości jest zupełnie inaczej - jesteśmy duszą z ciałem, w którym też przebywa nieożywiony, bądź ożywiony duch. Biblia określa nas jako martwych duchowo, jeśli żyjemy bez Boga i ożywionymi duchowo, jeśli poddajemy nasze życie Bogu. Dla wielu to może brzmieć bardzo dziwnie, ale w rzeczywistości jest to prosty, nieskompilowany biblijny opis człowieka. (Ostatnio określany mianem holistycznego - holistyczne (gr. holos znaczy całość) spojrzenie na istotę ludzką polega na widzeniu człowieka jako niepodzielnej całości, która składa się równocześnie z pierwiastka fizycznego, umysłowego i duchowego. Pomiędzy tymi sferami istnieje ścisła zależność. I tak oto człowiek odkrył to, o czym Biblia pisze od zarania dziejów ;-))
A zatem, skoro mojej Mamy już tutaj nie ma, to gdzie ona jest? Nie zamierzam tutaj roztrząsać różnych koncepcji eschatologicznych, odpowiadających na pytanie, co się dzieje z człowiekiem po jego śmierci. Uchwyciłam się i zamierzam się skupić na kilku najpiękniejszych fragmentach Pisma Świętego, które tchną we mnie nadzieję i utwierdzają moją wiarę.
Pierwszy fragment, to słowa Jezusa skierowane do jednego ze złoczyńców, ukrzyżowanych po Jego lewicy i prawicy. I rzekł (jeden z nich): Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego. I rzekł mu (Jezus): Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju (Ew. Łukasza 23:42-43).
Drugi fragment pochodzi z Ewangelii Jana 14:1-3: Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.
I mój ulubiony opis naszej pozaziemskiej rzeczywistości (Objawienie Jana 21:1-4): I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I widziałem miasto święte, nowe Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, przygotowane jak przyozdobiona oblubienica dla męża swego. I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły.
Od razu na myśl przychodzą mi piękne słowa piosenki Janusza Bigdy:
Jak jest cudowny Ojca dom?
Dzisiaj jeszcze tego nie wiem,
ale w słowa Jego wierzę.
Chcę, kiedyś z Tobą mieszkać tam
i oglądać nowe niebo,
nową ziemię, wszystko nowe tak...
Cóż na ziemi robić mam?
Będę modlił się do Ciebie,
będę myślał wciąż o Tobie, Jezu.
Chcę tak, jak drzewo owoc dać,
owoc miły Tobie, Panie,
by uwielbić Twoje Imię tak...
Tylko dotrzeć tam,
tylko wytrwać w Nim.
Z wiarą w końcu dni
znalezionym być.
Dzisiaj jeszcze tego nie wiem,
ale w słowa Jego wierzę.
Chcę, kiedyś z Tobą mieszkać tam
i oglądać nowe niebo,
nową ziemię, wszystko nowe tak...
Cóż na ziemi robić mam?
Będę modlił się do Ciebie,
będę myślał wciąż o Tobie, Jezu.
Chcę tak, jak drzewo owoc dać,
owoc miły Tobie, Panie,
by uwielbić Twoje Imię tak...
Tylko dotrzeć tam,
tylko wytrwać w Nim.
Z wiarą w końcu dni
znalezionym być.
Dzień po śmierci Mamy oglądałam z przyjaciółmi film pt. „Dotknij nieba”. Film opowiada prawdziwą historię życia Barta Millarda - muzyka i autora jednej z najpiękniejszych pieśni chrześcijańskich. Bart, porzucony przez matkę, doświadczył bardzo trudnego dzieciństwa u boku przemocowego i uzależnionego ojca. Wszystko zmieniło się w chwili, kiedy jego ojciec w pełni świadomie powierzył swoje życie Bogu i całkowicie zmienił też swoje postępowanie względem syna. Tekst piosenki powstał już po śmierci ojca i dla niego. Kiedy w finałowych scenach filmu Bart po raz pierwszy publicznie śpiewa ze sceny swoją piosenkę i wydaje mu się, że audytorium jest puste i przed sobą widzi tylko uśmiechającego się ojca, rozpłakałam się. Ta piosenka - „I can only imagine” - w tym momencie była moją piosenką. Próbowałam sobie jedynie wyobrazić, czego doświadczyła moja Mama po przejściu na drugą stronę.
Słowa tej piosenki są wyjątkowo piękne. Wykorzystuję tu tłumaczenie znalezione w Internecie, z kilkoma moimi poprawkami:
Mogę sobie tylko wyobrażać, jak to będzie,
jak już idę tuż przy Tobie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, co zobaczą moje oczy,
kiedy Twoja twarz jest tuż przede mną.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
Gdy otoczy mnie Twa chwała,
co poczuje serce me?
Czy zatańczę Tobie, Jezu,
czy zastygnę w zachwycie ?
Będę stać w Twej obecności,
albo padnę na kolana?
Czy zaśpiewam „Alleluja”,
albo słów zabraknie mi?
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
Mogę sobie tylko wyobrażać, kiedy nadejdzie ten dzień
kiedy odnajdę w Synu samego siebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, że wszystko, co będę robić,
to wiecznie Cię wielbić. Wiecznie wielbić Ciebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
jak już idę tuż przy Tobie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, co zobaczą moje oczy,
kiedy Twoja twarz jest tuż przede mną.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
Gdy otoczy mnie Twa chwała,
co poczuje serce me?
Czy zatańczę Tobie, Jezu,
czy zastygnę w zachwycie ?
Będę stać w Twej obecności,
albo padnę na kolana?
Czy zaśpiewam „Alleluja”,
albo słów zabraknie mi?
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
Mogę sobie tylko wyobrażać, kiedy nadejdzie ten dzień
kiedy odnajdę w Synu samego siebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać, że wszystko, co będę robić,
to wiecznie Cię wielbić. Wiecznie wielbić Ciebie.
Mogę sobie tylko wyobrażać,
mogę sobie tylko wyobrażać...
Podczas oglądania filmu, pomyślałam sobie o mojej Mamie. Mama zawsze modliła się głośno. O poranku i z wieczora z jej pokoju docierały do mnie głośnie, wyraźne słowa jej modlitwy. Modlitwa i czytanie Biblii - to była jej codzienność. Pierwsza czynność o poranku. Przed moimi załzawionymi oczami stanął mi pewien jej obraz, wspomnienie. Jest wczesny, słoneczny poranek. Zza okna dociera do mnie głośna, przepełniona wzruszeniem modlitwa mojej Mamy. Widzę ją spacerującą po ogrodzie - wśród swoich różnorodnych, pięknych kwiatów - uwielbiającą Boga. Taka była jej codzienność od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Kiedyś mój szwagier utrwalił „na kliszy aparatu” postać Mamy pośród dalii, które były jej ukochanymi kwiatami. Jest to moje ulubione zdjęcie mojej Mamy. I kiedy wyobrażam sobie, jak jej teraz jest, to widzę ją tam, w tej Bożej rzeczywistości, tak szczęśliwą, jak jest szczęśliwa na tym zdjęciu. Może Bóg, specjalnie dla niej, zasadził w nowym Jeruzalem dalie? A jeśli ogląda tam coś zupełnie innego - coś, czego oko nie widziało - to jestem przekonana, że chwali Boga tak samo głośno i tak samo szczerze, jak to robiła za życia.
Nie jest moją intencją idealizowanie Mamy. Nikt nie jest ideałem. Czasem nasze relacje bywały szorstkie. Czasem padały niepotrzebne słowa. Czasem, po prostu się nie rozumiałyśmy. Teraz to już nie ma znaczenia...
Chcę pielęgnować we wspomnieniach te chwile, które spędzałam z nią w ostatnich latach jej życia. Podczas moich u niej odwiedzin. Dużo rozmawiałyśmy, wspominałyśmy. Cieszę się, że udało mi się uzupełnić książkę dla wnuków „Opowiedz mi, Babciu” z jej udziałem i jej pomocą przy rozdziałach o dziadkach i pradziadkach. W innych rozdziałach miałam też możliwość napisać o tym, jak ją wspominam i widzę. Przywoływałam wtedy te najpiękniejsze i najlepsze chwile.
Po pogrzebie obejrzałam wiele jej zdjęć, z czasów, kiedy mieszkała w swoim ukochanym domku na górce w Jeżowie. Te zdjęcia pozwolą mi zapamiętać ją uśmiechniętą, figlarną, zadziorną i niewątpliwie szczęśliwą.
Do zobaczenia, Mamo!
***
Zachęcam do posłuchania:
Jak jest cudowny Ojca dom - KLIKNIJ.
I can only imagine - KLIKNIJ.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.