Wydawnictwo Biblioteka „Świadomego Chrześcijaństwa” z Torunia wydało swoją kolejną książkę z dziedziny historii misji (ostatnio w 2023 i 2024 roku). Pierwszą prezentowałam w poprzednim numerze - Jonathan Edwards „Życie i Pamiętnik Dawida Brainerda”. To daje mi nadzieję, że będzie tych książek więcej.
Eileen Fraser Crossman, Górski deszcz (Biografia Jamesa Frasera Misjonarza pioniera w Chinach), Biblioteka „Świadomego Chrześcijaństwa”, Toruń 2024 r.
Najlepszym streszczeniem tej książki są słowa wydawcy: James Fraser miał jedynie 22 lata, gdy porzucił zawód inżyniera i wyjechał do Chin. Kiedy pierwszy raz zobaczył ludzi z plemienia Lisu zamieszkującego prowincję Junnan, coś od razu przyciągnęło go do nich. Przez resztę swego życia podróżował na mułach po dzikich górach, ponosząc wielki trud, by zanieść im dobrą nowinę o Chrystusie.
Na pewno, dla tych, którzy są żywo zainteresowani historią misji, słowa te będą zachętą, aby sięgnąć po tę doskonale napisaną biografię Jamesa Frasera. O tym, co kryje się pod tym określeniem „przez resztę swojego życia”, a dokładnie przez 30 lat, opowiada jego córka. Znała ojca tylko pięć lat. Wiedzę o jego życiu i służbie nabyła z historii i relacji przekazywanych przez ludzi oraz z jego listów, pisanych głównie do wspierających go w modlitwie przyjaciół i rodziny.
James Outram Fraser (1886-1938), podobnie jak wspomniany wyżej Dawid Brainerd, niósł Ewangelię do prostych plemion, żyjących z dala od cywilizacji. W prymitywnych warunkach życia, w brudzie, w bezgranicznym ubówstwie. Bez edukacji. W demonicznych związaniach. Szybko zrozumiał że: „Ludzie ci być może trzęsą się z zimna w swoich łachmanach. Są biedni, brudni, niewykształceni i przesądni, ale są oni Bożem darem dla ciebie”.
Dla Frasera dodatkowym wyzwaniem były niebezpieczne wędrówki po górach. Dotarcie do plemion Lisu nie było łatwe. Dodatkowo pojawiały się zagrożenia związane z polityczną sytuacją w Chinach, która zmieniała się zdecydowanie na niekorzyść misjonarzy i chrześcijan.
Fraser, podobnie jak Brainerd, doświadczał często poczucia nieadekwatności, porażki, zniechęcenia. I podobnie odkrył znaczenie i moc modlitwy. W jednym z listów napisał: „Wiedziałem, że nadszedł czas na modlitwę wiary. A potem, wiedząc w pełni, co robię i ile to może mnie kosztować, w zdecydowany sposób oddałem samego siebie w tej prośbie w wierze. Zrzuciłem brzemię na Pana”.
Był on też w o tyle lepszej sytuacji, że żył w kolejnych dwóch stuleciach i możliwości komunikacji i kontaktu ze światem były zdecydowanie łatwiejsze. Fraser korzystał z tego, powołując całą sieć przyjaciół modlicieli, których regularnie informował o przebiegu swojej służby oraz o potrzebach modlitewnych. Na podstawie tych listów możliwe było powstanie tej biografii.
Fraser miał też jeszcze dodatkowy atut. Był człowiekiem pogodnym, z dużym poczuciem humoru ...(niewielu z tych, którzy go znali, mogło zapomnieć, jak odrzucał głowę do tyłu i śmiał się...). Niełatwo poddawał się zniechęceniom. Co nie oznacza, że ich nie było. Jak to trafnie ujął: „Człowiek, który oczekiwałby łatwej przeprawy w jakimkolwiek Bożym dziele, byłby misjonarzem naiwniakiem”. Innym razem napisał, po tym jak nowonawróceni Lisu wracali do swoich demonicznych praktyk, takie wyznanie: „Przez pewien czas byłem całkowicie przygnieciony smutkiem, ale pomogło mi podjęcie wysiłku, gdy modliłem się poza wioską - prosta, bezpośrednia modlitwa zwrócona przeciwko szatanowi przywróciła wiarę i pokój. Trzeba było całkowicie wypędzić ducha depresji, aby osiągnąć zwycięstwo”.
Był kontaktowy i utalentowany w wielu dziedzinach (np. muzycznie). I był dżentelmenem w każdej sytuacji i warunkach, choć obojętny na wygodę i rzeczy materialne. Jak to sam ujął: „Daj mi nawróconych Lisu i będę mógł prawdziwie powiedzieć, że jestem szczęśliwy nawet w chlewie”.
Jego wielka duchowa i fizyczna wytrzymałość sprawiły, że po pozornie jałowych latach spędzonych z Lisu, rodzina za rodziną i wioska za wioską zaczęły wołać do Boga o zbawienie. Pisał wtedy: „Wyobraźcie sobie, co to znaczy mieć pomiędzy pięćset a sześćset rodzin (ok. 3000 ludzi), które liczą na ciebie, że będziesz ich matką, ojcem, nauczycielem, pasterzem, doradcą, itd., itd. To jest wielka odpowiedzialność”.
James Fraser zmarł przedwcześnie, ale to Bóg określa liczbę naszych dni. I chociaż nie mógł już oglądać owocu swojej służby, to on trwa i jest obecny również w dniu dzisiejszym. W roku 1978 z okazji 58 rocznicy powstania kościoła Lisu, James Fraser otrzymał od wierzących z Birmy ‘certyfikat uhonorowania’: „...ponieważ służyłeś ochotnie i z gorącym sercem, wykonując dzieło Kościoła Jezusa Chrystusa w posłuszeństwie wobec nakazu Boga...”.
Na zakończenie i zachętę jeszcze jeden ważny cytat: „Wiecie, że słusznie czy niełusznie, pragnąłem wielkich rzeczy, kiedy podjąłem się pracy wśród plemion i nie żałuję tego. Wierzę, że w dużym stopniu otrzymujemy to, czego pragniemy od Boga - jedynie czasami mamy błędne pojęcie, jak to się ziści”.
***
Napisane dla biuletynu "Idźcie".


