Powoli zbliżam się do końca prezentowania tej niezwykle inspirującej
serii „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś” - autorstwa Janet i Geoff’a
Benge. Już teraz rozglądam się za dalszymi propozycjami dla naszego kącika
dobrej książki o misji. Na szczęście mam jeszcze kilka tytułów w żelaznym zapasie.
Jeśli chodzi o wybór bieżący, to skupiłam się na lekturze biografii
trójki niezwykłych misjonarzy - społeczników. Jakkolwiek prawie wszyscy, z
przedstawianych tu wcześniej misjonarzy czy misjonarek, byli również aktywnie
zaangażowani w sprawy społeczne i działali na rzecz poprawy warunków bytowych,
zdrowotnych i socjalnych ludzi, do których docierali z Ewangelią, to ci trzej,
poniżej opisani, byli wyjątkowi.
Mam nadzieję, że będziecie chcieli dowiedzieć się dlaczego.
Janet
i Geoff Benge, George Müller – Ojcem dla sierot, Wydawnictwo
„Pojednanie”, Lublin 2015
Ty zawsze chodzisz ze mną na piwo. Ja mogę więc przynajmniej pójść na
jedno spotkanie biblijne z tobą.
To przynajmniej jedno spotkanie stało się dla młodego George’a Müllera
przełomowym. Ten chłopak, któremu nie były obce drobne kradzieże, oszustwa,
alkohol, puste zabawy i głupie dowcipy zmienił się do tego stopnia, że nawet
jego koledzy, studiujący razem z nim teologię, byli oburzeni. Jakimś dziwnym
trafem woleli jego poprzednią wersję - tę bardziej rozrywkową. George, niczym
niezrażony, wzrastał w wierze i jasno widział swoją przyszłość - zostanie
misjonarzem. I chociaż jego ojciec był odmiennego zdania, George nie
zrezygnował ze swojego powołania. W marcu 1829 roku opuścił swoje rodzinne
Prusy, udając się do Anglii i pragnąc głosić Ewangelię każdemu, kto będzie
chciał jej słuchać
Przez kolejne 4 lata George
próbował swoich sił jako ewangelista, kaznodzieja i pastor - z pozytywnymi, jak
na młodego człowieka, wynikami. Wciąż jednak nie był pewien swojego
specyficznego powołania. Zastanawiał się, czy czasem Bóg nie powołuje go na
misję do Bagdadu. Olśnienie przyszło w styczniu 1833 roku. Udzielona pomoc
małej osieroconej dziewczynce i jej młodszemu bratu uświadomiła mu, że właśnie
stoi w środku pola misyjnego. George nie wiedział, jak ma rozpocząć swoją misję
ani, co może zrobić jako osoba bez regularnych dochodów, ale wiedział jedno: z
pomocą Boga zrobi coś, by pomóc biednym, bezdomnym dzieciom w Bristolu.
Zaczęło się skromnie - od
śniadania dla kilkorga dzieci, połączonego z lekturą Pisma Świętego. A dalsze
życie służby i wiary zakończyło się na kilku wybudowanych domach dla sierot, w
których - przez 36 lat wytężonej pracy George’a Müllera i jego współpracowników - pomoc
otrzymało ponad dziesięć tysięcy dzieci.
Drogi Czytelniku, chcesz wiedzieć
jak było to możliwe? To proste - tę historię musisz koniecznie przeczytać.
George Müller, ojciec sierot - ukradł okrutnym
ulicom tysiące ich ofiar, więzieniom zabrał tysiące skazanych, a przytułki
pozbawił tysięcy bezradnych sierot - żył w latach 1805-1898.
Janet
i Geoff Benge, William Booth – Zupa, mydło i zbawienie, Wydawnictwo
„Pojednanie”, Lublin 2015
Pod koniec 1848 roku, William
Booth, kiedy jako piętnastolatek oddał swoje życie Jezusowi, obiecał sobie
jedno: Bóg będzie miał całego Williama
Bootha.
Nie trzeba było długo czekać, aby
jego pasją stało się głoszenie Ewangelii na ulicach. W slumsach Nottingham. Przyzwyczaił się do kontaktu z ludźmi
odrzuconymi przez społeczeństwo: kobietami noszącymi na biodrze cuchnące
dzieci, mężczyznami z oddechem przesyconym whiskey, z trudem utrzymujących się
na nogach przy ladzie, chłopców, którym cały czas trzeba było patrzeć na ręce,
by czegoś nie ukradli… Obiecał sobie, że się nie podda. Musi być jakiś sposób
nie tylko na to, by dotrzeć z Ewangelią do najbiedniejszych z biednych, ale
także, by wydobyć ich z nędzy.
Na przestrzeni wielu lat
Williamowi udało się zarazić swoją wizją i misją całą najbliższą rodzinę i
wielu oddanych współpracowników. Głoszenie Ewangelii i spotkania przebudzeniowe
stanowiły trzon działalności zorganizowanej już misji. Gdy misja wzrastała,
William Booth dbał o to, by nie stracić z oczu prostej Ewangelii i pomocnej
dłoni dla biednych.
„Armia Zbawienia” - taką nazwę
przyjęto dopiero w 1878 roku – podejmowała się szeregu wyzwań społecznych:
ratowanie młodych dziewcząt przed prostytucją, tworzenie ośrodków opieki dla
małych dzieci, pomoc bezdomnym, prowadzenie sklepów z tanią żywnością, tworzenie
giełdy pracy, poprawą warunków pracy robotników, tworzenie programów pracy dla
bezrobotnych i wiele, wiele innych.
Pożyteczna służba Williama
Bootha, która rodziła się wbrew wielkiemu sprzeciwowi kościoła,
uprzywilejowanych warstw społecznych a nawet władzy nieustannie rozwijała się i
wzrastała, uzyskując ostatecznie ogólne poparcie. Dziś „Armia Zbawienia” działa
w kilkudziesięciu krajach, a jej nieoficjalnym hasłem wciąż pozostają słowa:
„Zupa, mydło i zbawienie”. Trzy raz „s” - soup, soap and salvation”.
Warto poznać historię życia
człowieka, który w taki sposób ujął swoje życiowe credo: Gdy kobiety płaczą, tak jak teraz, ja będę walczył; gdy małe dzieci chodzą
głodne, tak jak teraz, ja będę walczył; gdy mężczyźni idą do więzienia, gdy wchodzą
i wychodzą, wchodzą i wychodzą, ja będę walczył; gdy zostanie jeszcze choćby
jedna mroczna dusza bez Bożego światła, ja będę walczył - będę walczył do
samego końca!
William Booth żył w latach 1829-1912.
Janet
i Geoff Benge, Wilfred Grenfell – Rybak ludzi, Wydawnictwo
„Pojednanie”, Lublin 2012
Bez zapachu słonej wody nigdy nie potrafił naprawdę być szczęśliwy.
Czy kiedykolwiek mógł
przypuszczać, że umiłowanie do morza, budowania łodzi, pływania kutrami i
łowienia ryb, w połączeniu z wybranym bez większego przekonania zawodem
lekarza, doprowadzi go do jego życiowej misji i służby, jaką była misja wśród
rybaków Morza Północnego, Nowej Funlandii i wybrzeży Labradoru?
Jakże mocne musiało być działanie
Boże, aby młody człowiek bez pomysłu na życie, uznający służbę pastora i
misjonarza za największą nudę, po usłyszeniu świadectw Siódemki z Cambridge i
przesłania D.L. Moody’ego całkowicie zmienił kierunek swojego życia?
Wilfred Grenfell całe swoje życie
poświęcił rybakom, którzy pracowali w najgorszych i najniebezpieczniejszych
warunkach. Wykorzystywani przez pracodawców cierpieli wraz ze swoimi rodzinami
okrutną biedę, oddając się alkoholowemu nałogowi. O ich warunki życiowe, o ich
zdrowie i edukację nikt się nie troszczył.
Ten jeden człowiek rzucił
wyzwanie biedzie panującej w osadach
rybackich Nowej Funlandii i Labradoru. Na początku pioniersko, ale z czasem
zarażając swoją wizją i odwagą wielu wpływowych i majętnych ludzi budował
szpitale, szkoły, domy dla sierot i spółdzielnie rybackie. Ewangelią, dobrocią,
wiernością i oddaniem zdobywał serca ludzi dla Boga.
Historia Wilfreda Grenfella to
historia pełna niebezpiecznych przygód i wspaniałych Bożych cudów. Zachęcam,
warto ją przeczytać.
Wilfred Grenfell żył w latach 1865-1940.
***
Napisane na zamówienie redakcji Biuletynu "Idźcie".




