środa, 15 stycznia 2014

Nie troszczcie się...

Już wielokrotnie pisałam  na moim blogu, że kiedy nurtuje mnie jakiś temat, drąży jakaś myśl, przygniata jakaś troska, to zawsze znajduję dla siebie odpowiedź, wskazówkę czy pociechę w codziennej lekturze Biblii i w różnych rozważań, którymi się posiłkuję.
Tak dzieje się i teraz.

Ostatnio nie sypiam najlepiej. Pewne troski, niepokoje, obawy nie pozwalają mi na spokojny sen i błogi nocny odpoczynek. Przyczyny swoich trosk znam. Pomysłu na rozwiązanie problemu nie mam. Nie pozostaje mi nic innego, jak zaufać Bogu i czekać na Jego interwencję.

W takich też momentach szczególnie uważnie śledzę to, co czytam:

11 stycznia czytałam opis powołania Abrama (I Mojżeszowa 12:1-20).  
Na nowo uderzyło mnie to, że Abram uwierzył słowom Bożej obietnicy (w. 2 i 3) i wyszedł poza granice strefy swojego bezpieczeństwa. Poza granice stabilizacji i komfortu, w jakich żył on i jego rodzina. Pomyślałam sobie o swoim życiu. Uczciwie mogę przyznać, że ponad 30 lat temu zrobiłam podobnie. I chociaż Bóg nie przemówił do mnie w taki sposób, jak rozmawiał z Abramem, to jednak bardzo mocno wierzyłam, że Bóg ma dla mojego życia wspaniały plan. 
Od tamtej pory wielokrotnie opuszczałam kolejne strefy komfortu, aby podejmować nowe wyzwania, które przede mną stawiał Bóg. To, czego szczególnie mocno uczyłam się przez te lata, to to, że ‘życie przez wiarę’ wymaga wiary :-). Nauczyłam się też, że Bóg zawsze spełnia swoje obietnice.
I to daje mi nadzieję na dziś, jak jest napisane: Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo wierny jest Ten, który dał obietnicę (Hebr. 10:23).

12 stycznia śledzę rozstanie Abrama z Lotem (I Mojżeszowa 13:1-18). 
Dzielą między sobą terytorium. Abram ustępuje Lotowi pierwszeństwa wyboru. Ten, jak to małe dziecko, sięga po większy i lepszy kawałek czekolady. 
Uczę się od Abrama tego, że nie na sobie samym, lecz na Bogu kładzie odpowiedzialność za wypełnienie obietnicy. Nie boi się zaprzestać kontrolowania sytuacji, całkowicie zawierzając ją  Bogu. Ta historia jest hołdem dla wiary Abrama. Oddając się w Boże ręce, Abram pozwala Bogu na bezkolizyjne wypracowywanie Swojego planu.
Wciąż nie do końca wiedziałam, jak jeszcze mogę odnieść ten kawałek historii życia Abrama do siebie. Pomógł mi w tym autor rozważania, kierując do mnie (tak wierzę) dwa proste pytania: Co jest twoją dzisiejszą potrzebą? Czy możesz powierzyć ją Bogu i ufać, że On zatroszczy się o jej zapewnienie? 
Czy miałam inne wyjście? Tak, pewnie nie jedno, ale wybrałam to sugerowane w pytaniu.

14 stycznia w jednym z rozważań znajduję następujący opis: Pomimo wszelkich naszych wysiłków - kręcenia się w łóżku, przewracania z boku na bok, zruszania poduszki i przyklepywania jej - czasami nie jesteśmy w stanie zasnąć. (…) Istnieje wiele przyczyn spędzających sen z powiek, którym przeważnie nie możemy zapobiec. Niekiedy jednak bezsenne noce wynikają z niespokojnych myśli, zmartwień …  (…) Coś o tym wiem... 
Autor  rozważania odesłał mnie do Psalmu 4. W moim tłumaczeniu Biblii nadano mu tytuł „Ufna modlitwa wieczorna”. Pośród wielu zawołań do Boga, znajduję tam cenne słowa: Drżyjcie i nie grzeszcie! Rozmyślajcie w sercu swym na łożu i milczcie! Składajcie sprawiedliwe ofiary i ufajcie Panu (w. 5 i 6). Z nadzieją przeczytałam wyznanie Dawida w ostatnich słowach tego Psalmu: Spokojnie się ułożę i zasnę, bo Ty sam, Panie, sprawiasz, że bezpiecznie mieszkam (w. 9).
I, rzeczywiście, dzisiejsza noc była zupełnie inna, niż wiele poprzednich.

15 stycznia Z samego poranka przemawiają do mnie słowa Jezusa: Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? Albo: Co będziemy pić? Albo: Czym się będziemy przyodziewać? Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane (Ew. Mateusza 6:31 i 33). Czy mam wiarę w Boże zaopatrzenie? Jeśli wystarczy wiara, mała jak ziarnko gorczyczne, to mam…

Moje dzisiejsze poranne rozmyślania dopełniają jeszcze dwie myśli:

Zmartwienie nie pozbawia jutra jego smutku, lecz okrada dzień dzisiejszy z jego siły. Corrie ten Boom

Boże, dla Ciebie moje łzy są oczywistym dopełnieniem słów niewypowiedzianych. Katarzyna Zychla

Pomyślałam sobie, że te moje wynurzenia najlepiej będzie zamknąć modlitwą. 
To piękne wyznanie Marcina Lutra, przyjęłam na dziś, jako słowa mojej modlitwy: Nie pokładam swej nadziei w żadnym człowieku na ziemi, również w sobie samym, mojej mocy, moich umiejętnościach, mojej pobożności, czy w tym, co posiadam. Ośmielam się pokładać moje zaufanie jedynie w Tobie, niewidzialnym, niepojętym i jedynym Bogu, który stworzył niebo i ziemię. Amen






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.