Już wielokrotnie pisałam na moim blogu, że kiedy nurtuje mnie jakiś
temat, drąży jakaś myśl, przygniata jakaś troska, to zawsze znajduję dla siebie
odpowiedź, wskazówkę czy pociechę w codziennej lekturze Biblii i w różnych rozważań,
którymi się posiłkuję.
Tak dzieje się i teraz.
Ostatnio nie sypiam najlepiej. Pewne troski, niepokoje,
obawy nie pozwalają mi na spokojny sen i błogi nocny odpoczynek. Przyczyny
swoich trosk znam. Pomysłu na rozwiązanie problemu nie mam. Nie pozostaje mi
nic innego, jak zaufać Bogu i czekać na Jego interwencję.
W takich też momentach szczególnie uważnie śledzę to, co
czytam:
11 stycznia czytałam opis powołania Abrama (I Mojżeszowa
12:1-20).
Na nowo uderzyło mnie to, że Abram
uwierzył słowom Bożej obietnicy (w. 2 i 3) i wyszedł poza granice strefy swojego
bezpieczeństwa. Poza granice stabilizacji i komfortu, w jakich żył on i jego
rodzina. Pomyślałam sobie o swoim życiu. Uczciwie mogę przyznać, że ponad 30
lat temu zrobiłam podobnie. I chociaż Bóg nie przemówił do mnie w taki sposób,
jak rozmawiał z Abramem, to jednak bardzo mocno wierzyłam, że Bóg ma dla mojego
życia wspaniały plan.
Od tamtej pory wielokrotnie opuszczałam kolejne strefy komfortu, aby podejmować nowe wyzwania,
które przede mną stawiał Bóg. To, czego szczególnie mocno uczyłam się przez te
lata, to to, że ‘życie przez wiarę’ wymaga wiary :-). Nauczyłam się też, że Bóg
zawsze spełnia swoje obietnice.
I to daje mi nadzieję na dziś, jak jest napisane: Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo wierny jest Ten, który dał obietnicę (Hebr. 10:23).
I to daje mi nadzieję na dziś, jak jest napisane: Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo wierny jest Ten, który dał obietnicę (Hebr. 10:23).
12 stycznia śledzę rozstanie Abrama z Lotem (I Mojżeszowa
13:1-18).
Dzielą między sobą terytorium. Abram ustępuje Lotowi pierwszeństwa
wyboru. Ten, jak to małe dziecko, sięga po większy i lepszy kawałek czekolady.
Uczę się od Abrama tego, że nie na sobie samym, lecz na Bogu kładzie odpowiedzialność
za wypełnienie obietnicy. Nie boi się zaprzestać kontrolowania sytuacji, całkowicie
zawierzając ją Bogu. Ta historia jest
hołdem dla wiary Abrama. Oddając się w
Boże ręce, Abram pozwala Bogu na bezkolizyjne wypracowywanie Swojego planu.
Wciąż nie do końca wiedziałam, jak jeszcze mogę odnieść ten kawałek historii życia Abrama do siebie. Pomógł mi w tym autor
rozważania, kierując do mnie (tak wierzę) dwa proste pytania: Co jest twoją dzisiejszą potrzebą? Czy
możesz powierzyć ją Bogu i ufać, że On zatroszczy się o jej zapewnienie?
Czy miałam inne wyjście? Tak, pewnie nie jedno, ale wybrałam to sugerowane w pytaniu.
14 stycznia w jednym z rozważań znajduję następujący opis: Pomimo wszelkich naszych wysiłków - kręcenia
się w łóżku, przewracania z boku na bok, zruszania poduszki i przyklepywania
jej - czasami nie jesteśmy w stanie zasnąć. (…) Istnieje wiele przyczyn spędzających
sen z powiek, którym przeważnie nie możemy zapobiec. Niekiedy jednak bezsenne
noce wynikają z niespokojnych myśli, zmartwień … (…) Coś o tym wiem...
Autor rozważania odesłał mnie do Psalmu 4. W moim
tłumaczeniu Biblii nadano mu tytuł „Ufna modlitwa wieczorna”. Pośród wielu
zawołań do Boga, znajduję tam cenne słowa: Drżyjcie
i nie grzeszcie! Rozmyślajcie w sercu swym na łożu i milczcie! Składajcie sprawiedliwe
ofiary i ufajcie Panu (w. 5 i 6). Z
nadzieją przeczytałam wyznanie Dawida w ostatnich słowach tego Psalmu: Spokojnie się ułożę i zasnę, bo Ty sam,
Panie, sprawiasz, że bezpiecznie mieszkam (w. 9).
I, rzeczywiście,
dzisiejsza noc była zupełnie inna, niż wiele poprzednich.
15 stycznia Z samego poranka przemawiają do mnie słowa Jezusa: Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy
jeść? Albo: Co będziemy pić? Albo: Czym się będziemy przyodziewać? Ale
szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne
będzie wam dodane (Ew. Mateusza 6:31 i 33). Czy mam wiarę w Boże
zaopatrzenie? Jeśli wystarczy wiara, mała jak ziarnko gorczyczne, to mam…
Moje dzisiejsze poranne rozmyślania dopełniają jeszcze dwie myśli:
Zmartwienie nie
pozbawia jutra jego smutku, lecz okrada dzień dzisiejszy z jego siły.
Corrie ten Boom
Boże, dla Ciebie moje
łzy są oczywistym dopełnieniem słów niewypowiedzianych. Katarzyna Zychla
Pomyślałam sobie, że te moje wynurzenia najlepiej będzie
zamknąć modlitwą.
To piękne wyznanie Marcina Lutra, przyjęłam na dziś, jako
słowa mojej modlitwy: Nie pokładam swej nadziei
w żadnym człowieku na ziemi, również w sobie samym, mojej mocy, moich umiejętnościach,
mojej pobożności, czy w tym, co posiadam. Ośmielam się pokładać moje zaufanie
jedynie w Tobie, niewidzialnym, niepojętym i jedynym Bogu, który stworzył niebo
i ziemię. Amen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.