Mija 10 lat, kiedy to
na ekranach naszych kin pojawił się film Mela Gibsona „Pasja”. W chwili obecnej
do kin trafia kolejna wielka ekranizacja nowotestamentowych wydarzeń z życia
Jezusa - „Syn Boży”. Jeszcze nie widziałam tego filmu, z zainteresowaniem
jednak przeczytałam pewien artykuł na jednym z Internetowych portali. Moją
uwagę zwróciły słowa: Rozgłos i ranga
artystyczna „Pasji”, a także popularność autora, sprawiły, że mimo upływu 10
lat film ciągle żyje w świadomości odbiorców. Zestawienie „Syna Bożego” w
reżyserii Christophera Spencera z dziełem Mela Gibsona sprzed dekady jest
nieuniknione. (więcej - tutaj)
Jak wspomniałam, filmu jeszcze nie obejrzałam, więc nie mam porównania. Tak więc na razie, filmem, którym zrobił na mnie niesamowite wrażanie, wciąż pozostaje „Pasja”.
Dlatego, na okoliczność
10-lecia istnienia tej ekranizacji, postanowiłam przytoczyć pewien wywiad.
Wywiad, przeprowadzony
przez Jane Johnson Struck, ukazał się w marcowo/kwietniowym wydaniu Today’s
Christian Woman Magazine, w 2004 roku, pod tytułem „Mel’s Passion”.
Autorka wyraziła zgodę na przetłumaczenie i wykorzystanie go do moich celów.
Oto treść wywiadu:
Co skłoniło Pana do
podjęcia się tego dzieła?
Moim
zamierzeniem nie było zrobienie „religijnego filmu”. Po prostu chciałem
opowiedzieć historię, która stała się dla mnie niesamowicie żywa, rzeczywista.
Około trzynastu lat temu znalazłem się w trudnym momencie mojego życia. Byłem
pełen bólu, poczucia winy i żalu. Czułem się zraniony przez życie. Jednak
Bóg użył mojego bólu, aby mnie obudzić, zwrócić na Siebie moją uwagę.
Zacząłem modlić się i rozmyślać nad cierpieniem, jakie znosił Chrystus. Pomimo,
że słyszałem tę historię tak wiele razy, dopiero teraz zacząłem zdawać sobie
sprawę, że On przeszedł przez to wszystko dla nas - dla mnie. I
wreszcie doszedłem do takiego punktu, kiedy zrozumiałem, że muszę tę
historię pokazać.
W jaki sposób udało
się Panu połączyć Pismo Święte z Pana artystyczną interpretacją tych wydarzeń?
Pismo nie
podlega zmianom. Dlatego, moim podstawowym obowiązkiem było być mu tak wiernym,
jak tylko jest to możliwe. Na tyle, na ile nie było zagrożenia zafałszowania
Ewangelii, rozumiałem, że mam szerokie pole do popisu w wypełnianiu pewnych
luk. Dla przykładu - scena, w której Judasz popełnia samobójstwo. Znajduje się
on na stoku góry i widzi martwego osła.
Używa jego uprzęży, aby się powiesić. Biblia niczego nie mówi o tym, czy tam
był osioł czy też nie. Więc dlaczego miałoby go nie być?
Jak Pana dzieci, te
starsze, zareagowały na ten film?
Były
poruszone. To dobrze, bo wydawałoby się, że są już z tym osłuchane. Jednak
najbardziej interesująca była reakcja chłopca z sąsiedztwa. Zna się z naszymi
dziećmi od małego. Zajrzał do nas, wziął sobie coś do zjedzenia z lodówki i
usiadł razem z nami przed telewizorem. Po chwili był tak pochłonięty filmem, że
zapomniał o jedzeniu. Kiedy było koniec oglądania, siedział milcząc
oszołomiony, a potem wydukał: Stary,
to było obrazowe... .
To brzmiało raczej
niewygórowanie!
Tak. Ale to oznacza, że brakowało mu słów, aby
wyrazić to, co czuł. Ten film ma moc, aby pozostawić w widzu przeróżne obrazy i
odczucia, które zmuszą go do głębszego zastanowienia. On stanowi tylko bazę do
dalszej wędrówki. Ten film jest o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu.
Jeśli rozbudzi on te rzeczy w ludziach, to będzie sukces. Mam nadzieję, że ten
film zmusi ludzi do zadawania wielu pytań, a może też będą chcieli czytać, albo
na nowo zaczną czytać Bożą Księgę.
Czy doświadczał Pan
duchowej opozycji podczas kręcenia tego filmu?
O, tak. Sama
produkcja była bardzo trudna. A post-produkcja była jeszcze trudniejsza... . Psuły się komputery. Miały miejsce, jakieś dziwne mechaniczne uszkodzenia.
Opozycja staje się tym silniejsza, im bliżej jesteś jakiegoś duchowego
przełomu. Tak to wygląda, gdy patrzymy na to z szerszej perspektywy,
nieprawdaż? Wydaje się, że jesteśmy jak hamburger w kanapce! A jednak, z
jakiegoś powodu, coś znaczymy.
Czy był Pan świadkiem
wysłuchanych modlitw?
Moja
przyjaciółka (pastor) zapytała mnie: „W jakiej ilości kin chciałbyś, aby ten
film był wyświetlany?” Podałem jej pewną liczbę - nie zdradzę jaką! Ale powiem,
jesteśmy już blisko.
Czyli ona
zaangażowała ludzi, którzy modlili się o Pana?
Nie, myślę, że
dokonała tego sama... (śmiech). A tak serio, to będzie bardzo ciekawe zobaczyć
czy utrafiliśmy w naszych oczekiwaniach.
Co zamierza Pan robić
dalej?
Nie sądzę,
abym teraz zakończył swoje poszukiwania historii godnych opowiedzenia. Jednak,
moim zdaniem, historia na temat cierpienia, śmierci i zmartwychwstania
Chrystusa jest najwspanialszą ze
wszystkich.
***
Na
zakończenie, zacytuję jeszcze jego dwie wypowiedzi Mela Gibsona:
„Dorastałem w religijnym domu. W katolickim
domu. Ale wyrosłem na dzikiego potwora. Kiedy jesteś potworem, zwykle kończysz
głęboko zraniony. I wszystko, co mogę wam powiedzieć to to, że Jego rany
uleczyły moje - a jeśli myślicie, że to brzmi banalnie, wiedzcie, że naprawdę
nic mnie to nie obchodzi.”
„Byłem tak pogrążony w narkomanii i
alkoholizmie, że nie zjawiałem się na planie bez wypicia kilku piw.” Dalej
czytamy, że z depresji i myśli samobójczych pozwoliły mu wyjść: „Modlitwa,
lektura Ewangelii i poświęcenie się żony.” (Duży Format/23 lutego 2004/Ostanie
kuszenie 2)
Mam świadomość
tego, że dziś Mel Gibson znowu znajduje się w tej samej, opłakanej kondycji. W chwili
obecnej wydaje się być wielkim przegranym. Przegrał rodzinę, karierę. Znalazł
się na czarnej liście Hollywoodu. Stracił fanów i przyjaciół… ale nie
wszystkich. Zachęcam do obejrzenia tego niesamowitego przykładu męskiej przyjaźni - KLIKNIJ.
I do ponownego
obejrzenia „Pasji”- też.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.