poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mel Gibson i jego "Pasja"

Mija 10 lat, kiedy to na ekranach naszych kin pojawił się film Mela Gibsona „Pasja”. W chwili obecnej do kin trafia kolejna wielka ekranizacja nowotestamentowych wydarzeń z życia Jezusa - „Syn Boży”. Jeszcze nie widziałam tego filmu, z zainteresowaniem jednak przeczytałam pewien artykuł na jednym z Internetowych portali. Moją uwagę zwróciły słowa: Rozgłos i ranga artystyczna „Pasji”, a także popularność autora, sprawiły, że mimo upływu 10 lat film ciągle żyje w świadomości odbiorców. Zestawienie „Syna Bożego” w reżyserii Christophera Spencera z dziełem Mela Gibsona sprzed dekady jest nieuniknione. (więcej - tutaj)

Jak wspomniałam, filmu jeszcze nie obejrzałam, więc nie mam porównania. Tak więc na razie, filmem, którym zrobił na mnie niesamowite wrażanie, wciąż pozostaje „Pasja”.

Dlatego, na okoliczność 10-lecia istnienia tej ekranizacji, postanowiłam przytoczyć pewien wywiad.
Wywiad, przeprowadzony przez Jane Johnson Struck, ukazał się w marcowo/kwietniowym wydaniu Today’s Christian Woman Magazine, w 2004 roku, pod tytułem „Mel’s Passion”. Autorka wyraziła zgodę na przetłumaczenie i wykorzystanie go do moich celów.

Oto treść wywiadu:

Co skłoniło Pana do podjęcia się tego dzieła?

Moim zamierzeniem nie było zrobienie „religijnego filmu”. Po prostu chciałem opowiedzieć historię, która stała się dla mnie niesamowicie żywa, rzeczywista. Około trzynastu lat temu znalazłem się w trudnym momencie mojego życia. Byłem pełen bólu, poczucia winy i żalu. Czułem się zraniony przez życie. Jednak Bóg użył mojego bólu, aby mnie obudzić, zwrócić na Siebie moją uwagę. Zacząłem modlić się i rozmyślać nad cierpieniem, jakie znosił Chrystus. Pomimo, że słyszałem tę historię tak wiele razy, dopiero teraz zacząłem zdawać sobie sprawę, że On przeszedł przez to wszystko dla nas - dla mnie. I wreszcie doszedłem do takiego punktu, kiedy zrozumiałem, że muszę tę historię pokazać.

W jaki sposób udało się Panu połączyć Pismo Święte z Pana artystyczną interpretacją tych wydarzeń?

Pismo nie podlega zmianom. Dlatego, moim podstawowym obowiązkiem było być mu tak wiernym, jak tylko jest to możliwe. Na tyle, na ile nie było zagrożenia zafałszowania Ewangelii, rozumiałem, że mam szerokie pole do popisu w wypełnianiu pewnych luk. Dla przykładu - scena, w której Judasz popełnia samobójstwo. Znajduje się on na  stoku góry i widzi martwego osła. Używa jego uprzęży, aby się powiesić. Biblia niczego nie mówi o tym, czy tam był osioł czy też nie. Więc dlaczego miałoby go nie być?

Jak Pana dzieci, te starsze, zareagowały na ten film?

Były poruszone. To dobrze, bo wydawałoby się, że są już z tym osłuchane. Jednak najbardziej interesująca była reakcja chłopca z sąsiedztwa. Zna się z naszymi dziećmi od małego. Zajrzał do nas, wziął sobie coś do zjedzenia z lodówki i usiadł razem z nami przed telewizorem. Po chwili był tak pochłonięty filmem, że zapomniał o jedzeniu. Kiedy było koniec oglądania, siedział milcząc oszołomiony, a potem wydukał: Stary, to było obrazowe... .

To brzmiało raczej niewygórowanie!

Tak. Ale to oznacza, że brakowało mu słów, aby wyrazić to, co czuł. Ten film ma moc, aby pozostawić w widzu przeróżne obrazy i odczucia, które zmuszą go do głębszego zastanowienia. On stanowi tylko bazę do dalszej wędrówki. Ten film jest o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu. Jeśli rozbudzi on te rzeczy w ludziach, to będzie sukces. Mam nadzieję, że ten film zmusi ludzi do zadawania wielu pytań, a może też będą chcieli czytać, albo na nowo zaczną czytać Bożą Księgę.

Czy doświadczał Pan duchowej opozycji podczas kręcenia tego filmu?

O, tak. Sama produkcja była bardzo trudna. A post-produkcja była jeszcze trudniejsza... . Psuły się komputery. Miały miejsce, jakieś dziwne mechaniczne uszkodzenia. Opozycja staje się tym silniejsza, im bliżej jesteś jakiegoś duchowego przełomu. Tak to wygląda, gdy patrzymy na to z szerszej perspektywy, nieprawdaż? Wydaje się, że jesteśmy jak hamburger w kanapce! A jednak, z jakiegoś powodu, coś znaczymy.

Czy był Pan świadkiem wysłuchanych modlitw?

Moja przyjaciółka (pastor) zapytała mnie: „W jakiej ilości kin chciałbyś, aby ten film był wyświetlany?” Podałem jej pewną liczbę - nie zdradzę jaką! Ale powiem, jesteśmy już blisko.

Czyli ona zaangażowała ludzi, którzy modlili się o Pana?

Nie, myślę, że dokonała tego sama... (śmiech). A tak serio, to będzie bardzo ciekawe zobaczyć czy utrafiliśmy w naszych oczekiwaniach.

Co zamierza Pan robić dalej?

Nie sądzę, abym teraz zakończył swoje poszukiwania historii godnych opowiedzenia. Jednak, moim zdaniem, historia na temat cierpienia, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa jest najwspanialszą ze wszystkich.

***
Na zakończenie, zacytuję jeszcze jego dwie wypowiedzi Mela Gibsona:

„Dorastałem w religijnym domu. W katolickim domu. Ale wyrosłem na dzikiego potwora. Kiedy jesteś potworem, zwykle kończysz głęboko zraniony. I wszystko, co mogę wam powiedzieć to to, że Jego rany uleczyły moje - a jeśli myślicie, że to brzmi banalnie, wiedzcie, że naprawdę nic mnie to nie obchodzi.”

„Byłem tak pogrążony w narkomanii i alkoholizmie, że nie zjawiałem się na planie bez wypicia kilku piw.” Dalej czytamy, że z depresji i myśli samobójczych pozwoliły mu wyjść: „Modlitwa, lektura Ewangelii i poświęcenie się żony.” (Duży Format/23 lutego 2004/Ostanie kuszenie 2)

Mam świadomość tego, że dziś Mel Gibson znowu znajduje się w tej samej, opłakanej kondycji. W chwili obecnej wydaje się być wielkim przegranym. Przegrał rodzinę, karierę. Znalazł się na czarnej liście Hollywoodu. Stracił fanów i przyjaciół… ale nie wszystkich. Zachęcam do obejrzenia tego niesamowitego przykładu męskiej przyjaźni - KLIKNIJ.

I do ponownego obejrzenia „Pasji”- też.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.