sobota, 12 kwietnia 2014

W nawiązaniu do Festiwalu Nadziei

Wiele lat temu (rok 1987/88) podczas pobytu w szkole biblijnej (Torchbearers Bible School, Niemcy) usłyszałam po raz pierwszy - chyba najprostszą i najpiękniejszą - definicję ewangelizacji. Brzmiała ona: „Evangelism is just one beggar telling another beggar where to find bread” - D.T. Niles. W tłumaczeniu: Ewangelizacja to - jeden żebrak mówi drugiemu żebrakowi, gdzie można znaleźć chleb.

Od tego czasu wielokrotnie i przy różnych okazjach przytaczałam tą prostą, ale jakże obrazową myśl. Przyznaję, że szczególnie teraz, kiedy więcej czasu spędzam z ludźmi, którym brakuje środków nawet na ten powszedni chleb, to porównanie nabrało dla mnie większego znaczenia. Trzy razy w tygodniu wydajemy w naszej organizacji kilkaset kilogramów chleba. Za każdym razem przychodzi wielu chętnych. Przychodzą stali odbiorcy, ale pojawiają się też nowe twarze. „Ktoś nam powiedział, że tu dają chleb” - mówią nieśmiało, ustawiając się na końcu kolejki.  

Ale nie o tym chcę pisać.
Myśl D.T. Niles’a wróciła do mnie podczas czytania starotestamentowej historii za czasów proroka Elizeusza (II Królewska 6:24-7:20). Przytoczę sytuację skrótowo. W oblężonej Samarii panuje klęska głodu. Dochodzi do tego, że głodujący zjadają nawet swoje dzieci. Aż tu nagle…  prorok Elizeusz ogłasza, że  następnego dnia będzie można ‘przednią mąkę’ i jęczmień kupić za przysłowiowe grosze. Nikt nie wierzy słowom proroka, aż do momentu, kiedy czterej trędowaci znajdują opuszczony obóz wroga, a w nim zapasy wszelkiego dobra materialnego oraz jedzenia, i ogłaszają tę wieść w okupowanym mieście. „Wtedy lud wypadł i splądrował obóz Amorejczyków. I była miara przedniej mąki za sykla i dwie miary jęczmienia za sykla, według słowa Pana” (7:16). Czyli dokładnie tak, jak przepowiedział prorok.

W historii tej zwróciłam uwagę na moment, w którym trędowaci mają pokusę, aby swoje odkrycie zatrzymać tylko dla siebie. Jednak, po krótkim czasie, przychodzą wyrzuty sumienia i rodzi się refleksja: „Niedobrze robimy. Dzień dzisiejszy jest dniem radosnej wieści; jeżeli to przemilczymy i będziemy zwlekać, aż zaświta ranek, spotka nas kara. Nuże więc, chodźmy teraz i donieśmy o tym w domu królewskim” (7:9). I tak zrobili. Żebracy powiedzieli innym żebrakom, gdzie można znaleźć chleb.

Dziś odnoszę powyższą sytuację do zbliżającego się wielkiego wydarzenia. Do „Festiwalu Nadziei”, w dniach 14-15 czerwca 2014 r., w Warszawie, na stadionie „Pepsi Arena”. Teraz trwają intensywne przygotowania. I tu najwyraźniej widać ewangeliczny obraz, że żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Co gorsze, jedni dwoją się i troją, aby to wielkie przedsięwzięcie ogarnąć, a drudzy stoją z boku, sceptycznie kiwając głowami: „Na pewno się nie uda…” lub narzekają, krytykują, oceniają - bo oni zrobiliby to lepiej, inaczej, nie z tym, ale z tamtym… . W rezultacie nie robią nic, a nawet szkodzą sprawie, zamiast wykorzystać czas, bo do wydarzenia pozostały jeszcze 62 dni radosnej wieści, którą trzeba teraz rozgłaszać i propagować w całym królestwie. Nie tylko w domu królewskim.   

Nie można milczeć, zatrzymując informację o Festiwalu dla siebie. I nie chodzi tu li tylko o strach przed ewentualną karą (bo zakładam, że każdy z nas jakąś bojaźń Bożą ma), ale bardziej o uczciwe przyznanie się: „Niedobrze robimy…”.
Nie można milczeć i nie można zwlekać - jeśli chcemy, aby stadion zapełnił się w liczbie 30 tys. osób. Przez dwa dni trwania Festiwalu, będzie on największą „piekarnią żebraków”. Każdemu z nas, kto kiedykolwiek znalazł ten właściwy chleb, chleb żywota, powinno zależeć na tym, aby umożliwić znalezienie go innym. I tylko to, w obliczu tej jedynej w swoim rodzaju szansy, powinno mieć znaczenie.

***

Jezus powiedział: „Chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. (…) Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie… .” Ew. Jana 6:33,35a

FESTIWAL NADZIEI - KLIKNIJ.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.