Wiele lat temu (rok 1987/88) podczas pobytu w szkole
biblijnej (Torchbearers Bible School, Niemcy) usłyszałam po raz pierwszy - chyba
najprostszą i najpiękniejszą - definicję ewangelizacji. Brzmiała ona: „Evangelism is just one beggar telling another beggar where to find
bread” - D.T. Niles. W tłumaczeniu: Ewangelizacja to - jeden żebrak mówi drugiemu żebrakowi, gdzie można znaleźć
chleb.
Od tego czasu wielokrotnie i przy różnych okazjach
przytaczałam tą prostą, ale jakże obrazową myśl. Przyznaję, że szczególnie
teraz, kiedy więcej czasu spędzam z ludźmi, którym brakuje środków nawet na ten
powszedni chleb, to porównanie nabrało dla mnie większego znaczenia. Trzy razy
w tygodniu wydajemy w naszej organizacji kilkaset kilogramów chleba. Za każdym
razem przychodzi wielu chętnych. Przychodzą stali odbiorcy, ale pojawiają się też nowe twarze. „Ktoś nam
powiedział, że tu dają chleb” - mówią nieśmiało, ustawiając się na końcu kolejki.
Ale nie o tym chcę pisać.
Myśl D.T. Niles’a wróciła do mnie podczas czytania
starotestamentowej historii za czasów proroka Elizeusza (II Królewska
6:24-7:20). Przytoczę sytuację skrótowo. W oblężonej Samarii panuje klęska
głodu. Dochodzi do tego, że głodujący zjadają nawet swoje dzieci. Aż tu nagle… prorok Elizeusz ogłasza, że następnego dnia będzie można ‘przednią mąkę’ i
jęczmień kupić za przysłowiowe grosze. Nikt nie wierzy słowom proroka, aż do
momentu, kiedy czterej trędowaci znajdują opuszczony obóz wroga, a w nim zapasy
wszelkiego dobra materialnego oraz jedzenia, i ogłaszają tę wieść w okupowanym mieście.
„Wtedy lud wypadł i splądrował obóz
Amorejczyków. I była miara przedniej mąki za sykla i dwie miary jęczmienia za
sykla, według słowa Pana” (7:16). Czyli dokładnie tak, jak przepowiedział
prorok.
W historii tej zwróciłam uwagę na moment, w którym trędowaci
mają pokusę, aby swoje odkrycie zatrzymać tylko dla siebie. Jednak, po krótkim
czasie, przychodzą wyrzuty sumienia i rodzi się refleksja: „Niedobrze
robimy. Dzień dzisiejszy jest dniem radosnej wieści; jeżeli to przemilczymy i
będziemy zwlekać, aż zaświta ranek, spotka nas kara. Nuże więc, chodźmy teraz i
donieśmy o tym w domu królewskim” (7:9). I tak zrobili. Żebracy powiedzieli
innym żebrakom, gdzie można znaleźć chleb.
Dziś odnoszę powyższą sytuację do zbliżającego się wielkiego
wydarzenia. Do „Festiwalu Nadziei”, w dniach 14-15 czerwca 2014 r., w
Warszawie, na stadionie „Pepsi Arena”. Teraz trwają intensywne przygotowania. I
tu najwyraźniej widać ewangeliczny obraz, że żniwo wprawdzie wielkie, ale
robotników mało. Co gorsze, jedni dwoją się i troją, aby to wielkie
przedsięwzięcie ogarnąć, a drudzy stoją z boku, sceptycznie kiwając głowami: „Na pewno się nie uda…” lub narzekają,
krytykują, oceniają - bo oni zrobiliby to lepiej, inaczej, nie z tym, ale z
tamtym… . W rezultacie nie robią nic, a nawet szkodzą sprawie, zamiast wykorzystać
czas, bo do wydarzenia pozostały jeszcze 62
dni radosnej wieści, którą trzeba teraz rozgłaszać i propagować w całym królestwie.
Nie tylko w domu królewskim.
Nie można milczeć, zatrzymując informację o Festiwalu dla siebie.
I nie chodzi tu li tylko o strach przed ewentualną karą (bo zakładam, że każdy
z nas jakąś bojaźń Bożą ma), ale bardziej o uczciwe przyznanie się: „Niedobrze robimy…”.
Nie można milczeć i nie można zwlekać - jeśli chcemy, aby
stadion zapełnił się w liczbie 30 tys. osób. Przez dwa dni trwania Festiwalu, będzie
on największą „piekarnią żebraków”. Każdemu z nas, kto kiedykolwiek znalazł ten
właściwy chleb, chleb żywota, powinno
zależeć na tym, aby umożliwić znalezienie go innym. I tylko to, w obliczu tej jedynej w
swoim rodzaju szansy, powinno mieć znaczenie.
***
Jezus powiedział: „Chleb
Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. (…) Ja jestem chlebem
żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie… .” Ew. Jana 6:33,35a

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.