Janet i Geoff Benge, Brat Andrzej – Za żelazną kurtynę,
Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2011
… Ewangeliczne audycje radiowe doprowadzały go do szaleństwa, podobnie
jak chodzenie w każdą niedzielę do kościoła reformowanego. Jego jedynym pocieszeniem
było to, że nie musiał siadać z całą rodziną w pierwszej ławce…
Urodzony w 1929 roku, w Sint
Pancras - Holandia, Andrew van der Bijl jako nastolatek musiał zmierzyć się z
okrucieństwem II wojny światowej. Wrodzona brawura, odwaga i upodobanie do
podejmowania ryzyka sprawiły, że zaangażował się w działalność ruchu oporu. Czy
zdawał sobie sprawę, że te cechy w przyszłości przysłużą się Bożej sprawie?
Chyba nie, w tym czasie chciał trzymać się z dala od Boga.
W 1946 roku zaciągnął się do
armii holenderskiej, której zadaniem było stłumienie buntu wśród skolonizowanych
narodów na terenie Indii Wschodnich. Kiedy opuszczał dom, matka wcisnęła mu coś
w rękę. Poczuł, jak zamiera mu serce. To
była osobista Biblia jego mamy. A miał nadzieję, że wyjedzie z domu bez żadnej
religijnej literatury.
W dalszej lekturze książki
dowiadujemy się, jakie dramatyczne przeżycia i okoliczności spowodowały, że
wreszcie sięgnął po Biblię swojej matki. Śledzimy powolny i złożony proces jego
nawrócenia. Razem z nim dziwimy się zawiłym etapom przygotowywania go do służby,
która stała się jego życiową służbą. Podobnie, jak on zaskoczeni, oczami
wyobraźni oglądamy porzucone w ciemnej piwnicy czasopismo, którego treść
zmieniła bieg jego życia.
I wreszcie, razem z nim,
‘lądujemy’ za żelazną kurtyną. I to gdzie? - w samej Warszawie! Na festiwalu
młodzieży - oczywiście, komunistycznej! Był rok 1955. W każdą z trzech niedziel był w kilku kościołach protestanckich,
katolickich i prawosławnych. Rozdał na ulicach setki egzemplarzy „Drogi zbawienia”,
rozmawiał o Ewangelii z niezliczonymi ludźmi. (…) Było dla niego jasne, że Bóg
chce, żeby przemycał Biblie do krajów komunistycznych i rozdawał je żyjącym w
ciężkich warunkach chrześcijanom.
Po wizycie w Warszawie, jego
służba ruszyła, jak efekt domina. W tzw. międzyczasie ożenił się i kilkakrotnie
został ojcem. A Bóg otworzył przed nim nie tylko żelazną, ale też bambusową
kurtynę (w komunistycznych krajach Azji Wschodniej). Otworzył też drzwi do
krajów muzułmańskich.
Jego służba sformalizowała się w
postaci organizacji misyjnej „Open Doors”. Za rok obchodzić będzie ona 60 lat
swojego istnienia.
Drogi Czytelniku, zachęcam Cię - poznaj
grozę i błogosławieństwo, jakie były udziałem „brata Andrzeja” w podróżach do
Czechosłowacji, Jugosławii, Węgier, Albanii, Związku Radzieckiego i innych… .
Zaręczam, przeżyjesz prawdziwą przygodę.
John
Piper, Niech się radują narody! – Nadrzędność Boga w misjach,
Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2010
Już we wstępie do książki John
Piper deklaruje: Moją pasją jest widzieć
ludzi, kościoły, organizacje misyjne i służby społeczne stające się
skoncentrowanymi na Bogu, wywyższającymi Chrystusa, wyposażonymi w moc przez
Ducha, nasyconymi Biblią, mobilizującymi do misji, zdobywającymi dusze i dążącymi
do sprawiedliwości. Nadrzędność Boga we wszystkim dla radości wszystkich
narodów przez Jezusa Chrystusa jest centralnym, kierującym, jednoczącym
wszystko zaangażowaniem mojego życia.
Pisze też: Chcę tchnąć jak najwięcej małych iskier gorliwości dla Boga w duszę
czytelnika.
Autor pozostaje konsekwentny tej
deklaracji od pierwszej do ostatniej strony swojej książki.
John Piper widzi nadrzędność Boga
w misjach przez: uwielbienie – celem
misji jest rozradowanie narodów wielkością Boga; modlitwę – modlitwa jest otwartym przyznaniem, że bez
Chrystusa nic nie możemy zrobić; cierpienie – Chrystus umarł za nas po to, żebyśmy nie musieli umierać z powodu
grzechu, nie po to, żebyśmy nie musieli umierać za innych; nadrzędność
Chrystusa – Chrystus jest świadomym
centrum misji; nadrzędność Boga pośród wszystkich narodów – by misje docierały do każdej grupy
narodowościowej ze świadectwem o Chrystusie.
W dużym skrócie można to podsumować
tytułem jednego z rozdziałów - wszelkimi działaniami misyjnymi powinna kierować
pasja dla nadrzędności Boga i współczucie
dla duszy człowieka.
Nie jest to łatwa do czytania
książka, wymaga skupienia i wnikliwej analizy toku myślowego autora. Nie jest
to też książka, która li tylko ma czytelnika poinformować i przekonać o nadrzędności
Boga w misjach. Ta książka jest zaproszeniem do głębszego i osobistego zaangażowania
się w sprawę misji, z odczuwaną w sercu, skoncentrowaną na Bogu pasją.
Czy jesteśmy gotowi przyjąć takie
wyzwanie?
Neal Pirolo, Jak wspierać misjonarzy?, OM Polska, JACK.PL,
Ustroń 2007
Książkę tę otrzymaliśmy (ja i mój
mąż) w 2009 roku od pewnej młodej pary, która właśnie wyruszała na dwa lata
trwającą misję. W pewnym sensie została nam powierzona nad nimi opieka duchowa.
Autor książki wymienia sześć dziedzin
wsparcia, jakie są niezbędne do tego, aby służba pracownika misyjnego się
powiodła. Są to:
- wsparcie moralne – zachęta
- wsparcie logistyczne
- wsparcie finansowe
- wsparcie modlitewne
- wsparcie komunikacyjne – listy,
maile
- wsparcie po powrocie
Pamiętam, że bardzo sumiennie
podchodziliśmy do powierzonego nam zadania. Dzisiejsza technologia pozwalała
nam prawie na co dzień śledzić to, co działo się w życiu naszych misjonarzy. Dużym
ułatwieniem był prowadzony przez nich blog i regularnie przysyłane raporty z
misji. Po pewnym czasie wpadłam na pomysł, aby te raporty, treść bloga i
krążącą pomiędzy nami korespondencję wydrukować. Odpowiednio posortowane i spięte
w segregatorze materiały pozwoliły nam na częste ich przeglądanie, czytanie,
rozmowy i modlitwę.
Wydaje mi się, że dobrze spełnialiśmy
swoją rolę. Niestety, nie znamy opinii drugiej strony. Żałuję, że pewne okoliczności
życiowe uniemożliwiły nam spotkanie się z naszymi misjonarzami po ich powrocie
do Polski. A pytać przez Facebooka? Tu o głębszych sprawach się nie pogada J.
Uważam, że w dobie, kiedy nasze
polskie kościoły wysyłają coraz więcej misjonarzy, ta książka powinna stać się
obowiązkową lektura dla każdego członka kościoła. Jest bardzo praktyczna.
Zawarte w niej rady są proste, konkretne, sprawdzone. Przytoczone przykłady z
życia misjonarzy - te pozytywne i negatywne - doskonale uzupełniają treść książki
i pozwalają lepiej zrozumieć ideę wspierania misjonarzy. Z tej książki
czytelnik na pewno się dowie, jak należy i jak nie należy postępować.
Nie należy też martwić się tym,
że w zasięgu naszego wzroku nie ma żadnego misjonarza. Wystarczy dobrze wczytać
się w biuletyn „Idźcie”. Tu znajdziecie misjonarzy, którzy potrzebują wsparcia
w każdej z sześciu wymienionych powyżej dziedzin. Czy może być coś prostszego, niż
wybranie sobie jednego z nich na swojego misjonarza, o którego będziemy modlić,
do którego będziemy pisać listy, którego będziemy zachęcać i o którym nie
zapomnimy, kiedy powróci już do domu i nie będzie się mógł odnaleźć w nowej
rzeczywistości?
Warto spróbować… .
A ja, zabieram się do napisania
listu do pewnej misjonarki, która służy Bogu w Afganistanie i nie jest jej tam
lekko.
***
Opracowane za zamówienie redakcji Biuletynu "Idźcie".
***
Opracowane za zamówienie redakcji Biuletynu "Idźcie".
***



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.