czwartek, 31 lipca 2014

Kącik dobrej książki

Janet i Geoff Benge, Brat Andrzej – Za żelazną kurtynę, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2011

… Ewangeliczne audycje radiowe doprowadzały go do szaleństwa, podobnie jak chodzenie w każdą niedzielę do kościoła reformowanego. Jego jedynym pocieszeniem było to, że nie musiał siadać z całą rodziną w pierwszej ławce…

Urodzony w 1929 roku, w Sint Pancras - Holandia, Andrew van der Bijl jako nastolatek musiał zmierzyć się z okrucieństwem II wojny światowej. Wrodzona brawura, odwaga i upodobanie do podejmowania ryzyka sprawiły, że zaangażował się w działalność ruchu oporu. Czy zdawał sobie sprawę, że te cechy w przyszłości przysłużą się Bożej sprawie? Chyba nie, w tym czasie chciał trzymać się z dala od Boga.

W 1946 roku zaciągnął się do armii holenderskiej, której zadaniem było stłumienie buntu wśród skolonizowanych narodów na terenie Indii Wschodnich. Kiedy opuszczał dom, matka wcisnęła mu coś w rękę. Poczuł, jak zamiera mu serce. To była osobista Biblia jego mamy. A miał nadzieję, że wyjedzie z domu bez żadnej religijnej literatury.

W dalszej lekturze książki dowiadujemy się, jakie dramatyczne przeżycia i okoliczności spowodowały, że wreszcie sięgnął po Biblię swojej matki. Śledzimy powolny i złożony proces jego nawrócenia. Razem z nim dziwimy się zawiłym etapom przygotowywania go do służby, która stała się jego życiową służbą. Podobnie, jak on zaskoczeni, oczami wyobraźni oglądamy porzucone w ciemnej piwnicy czasopismo, którego treść zmieniła bieg jego życia.
I wreszcie, razem z nim, ‘lądujemy’ za żelazną kurtyną. I to gdzie? - w samej Warszawie! Na festiwalu młodzieży - oczywiście, komunistycznej! Był rok 1955. W każdą z trzech niedziel był w kilku kościołach protestanckich, katolickich i prawosławnych. Rozdał na ulicach setki egzemplarzy „Drogi zbawienia”, rozmawiał o Ewangelii z niezliczonymi ludźmi. (…) Było dla niego jasne, że Bóg chce, żeby przemycał Biblie do krajów komunistycznych i rozdawał je żyjącym w ciężkich warunkach chrześcijanom.

Po wizycie w Warszawie, jego służba ruszyła, jak efekt domina. W tzw. międzyczasie ożenił się i kilkakrotnie został ojcem. A Bóg otworzył przed nim nie tylko żelazną, ale też bambusową kurtynę (w komunistycznych krajach Azji Wschodniej). Otworzył też drzwi do krajów muzułmańskich.
Jego służba sformalizowała się w postaci organizacji misyjnej „Open Doors”. Za rok obchodzić będzie ona 60 lat swojego istnienia.

Drogi Czytelniku, zachęcam Cię - poznaj grozę i błogosławieństwo, jakie były udziałem „brata Andrzeja” w podróżach do Czechosłowacji, Jugosławii, Węgier, Albanii, Związku Radzieckiego i innych… . Zaręczam, przeżyjesz prawdziwą przygodę.


John Piper, Niech się radują narody! – Nadrzędność Boga w misjach, Wydawnictwo „Pojednanie”, Lublin 2010

Już we wstępie do książki John Piper deklaruje: Moją pasją jest widzieć ludzi, kościoły, organizacje misyjne i służby społeczne stające się skoncentrowanymi na Bogu, wywyższającymi Chrystusa, wyposażonymi w moc przez Ducha, nasyconymi Biblią, mobilizującymi do misji, zdobywającymi dusze i dążącymi do sprawiedliwości. Nadrzędność Boga we wszystkim dla radości wszystkich narodów przez Jezusa Chrystusa jest centralnym, kierującym, jednoczącym wszystko zaangażowaniem mojego życia.
Pisze też: Chcę tchnąć jak najwięcej małych iskier gorliwości dla Boga w duszę czytelnika.

Autor pozostaje konsekwentny tej deklaracji od pierwszej do ostatniej strony swojej książki.

John Piper widzi nadrzędność Boga w misjach przez: uwielbienie – celem misji jest rozradowanie narodów wielkością Boga; modlitwę – modlitwa jest otwartym przyznaniem, że bez Chrystusa nic nie możemy zrobić; cierpienie – Chrystus umarł za nas po to, żebyśmy nie musieli umierać z powodu grzechu, nie po to, żebyśmy nie musieli umierać za innych; nadrzędność Chrystusa – Chrystus jest świadomym centrum misji; nadrzędność Boga pośród wszystkich narodów – by misje docierały do każdej grupy narodowościowej ze świadectwem o Chrystusie.
W dużym skrócie można to podsumować tytułem jednego z rozdziałów - wszelkimi działaniami misyjnymi powinna kierować pasja dla nadrzędności Boga i współczucie dla duszy człowieka.

Nie jest to łatwa do czytania książka, wymaga skupienia i wnikliwej analizy toku myślowego autora. Nie jest to też książka, która li tylko ma czytelnika poinformować i przekonać o nadrzędności Boga w misjach. Ta książka jest zaproszeniem do głębszego i osobistego zaangażowania się w sprawę misji, z odczuwaną w sercu, skoncentrowaną na Bogu pasją.

Czy jesteśmy gotowi przyjąć takie wyzwanie?


Neal Pirolo, Jak wspierać misjonarzy?, OM Polska, JACK.PL, Ustroń 2007

Książkę tę otrzymaliśmy (ja i mój mąż) w 2009 roku od pewnej młodej pary, która właśnie wyruszała na dwa lata trwającą misję. W pewnym sensie została nam powierzona nad nimi opieka duchowa.  

Autor książki wymienia sześć dziedzin wsparcia, jakie są niezbędne do tego, aby służba pracownika misyjnego się powiodła. Są to:
- wsparcie moralne – zachęta
- wsparcie logistyczne
- wsparcie finansowe
- wsparcie modlitewne
- wsparcie komunikacyjne – listy, maile
- wsparcie po powrocie

Pamiętam, że bardzo sumiennie podchodziliśmy do powierzonego nam zadania. Dzisiejsza technologia pozwalała nam prawie na co dzień śledzić to, co działo się w życiu naszych misjonarzy. Dużym ułatwieniem był prowadzony przez nich blog i regularnie przysyłane raporty z misji. Po pewnym czasie wpadłam na pomysł, aby te raporty, treść bloga i krążącą pomiędzy nami korespondencję wydrukować. Odpowiednio posortowane i spięte w segregatorze materiały pozwoliły nam na częste ich przeglądanie, czytanie, rozmowy i modlitwę.
Wydaje mi się, że dobrze spełnialiśmy swoją rolę. Niestety, nie znamy opinii drugiej strony. Żałuję, że pewne okoliczności życiowe uniemożliwiły nam spotkanie się z naszymi misjonarzami po ich powrocie do Polski. A pytać przez Facebooka? Tu o głębszych sprawach się nie pogada J.

Uważam, że w dobie, kiedy nasze polskie kościoły wysyłają coraz więcej misjonarzy, ta książka powinna stać się obowiązkową lektura dla każdego członka kościoła. Jest bardzo praktyczna. Zawarte w niej rady są proste, konkretne, sprawdzone. Przytoczone przykłady z życia misjonarzy - te pozytywne i negatywne - doskonale uzupełniają treść książki i pozwalają lepiej zrozumieć ideę wspierania misjonarzy. Z tej książki czytelnik na pewno się dowie, jak należy i jak nie należy postępować.

Nie należy też martwić się tym, że w zasięgu naszego wzroku nie ma żadnego misjonarza. Wystarczy dobrze wczytać się w biuletyn „Idźcie”. Tu znajdziecie misjonarzy, którzy potrzebują wsparcia w każdej z sześciu wymienionych powyżej dziedzin. Czy może być coś prostszego, niż wybranie sobie jednego z nich na swojego misjonarza, o którego będziemy modlić, do którego będziemy pisać listy, którego będziemy zachęcać i o którym nie zapomnimy, kiedy powróci już do domu i nie będzie się mógł odnaleźć w nowej rzeczywistości?
Warto spróbować… .

A ja, zabieram się do napisania listu do pewnej misjonarki, która służy Bogu w Afganistanie i nie jest jej tam lekko.

***

Opracowane za zamówienie redakcji Biuletynu "Idźcie".

***







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.