wtorek, 12 sierpnia 2014

Lekki jak ptak...

Dziś lekki, coraz lżejszy jak ptak
do niebieskiego domu jakbyś już go znał
stół już zastawiony jest
i drzwi już tam otwarte są.
Powiedz Wincenty, gdzie idziesz,
co Ciebie ciągnie tam?
Mate.O

***

Kilka dni temu wróciłam z wypoczynku na Roztoczu. Świat bez telewizora i komputera (i głównie Facebooka) okazuje się być o wiele ciekawszy i piękniejszy. Niestety, po powrocie do rzeczywistości, zawsze wskakuje się na dobrze utarte ścieżki :-(.

Zaczęłam od sprawdzenia Facebooka i z przykrością odkryłam, na administrowanej przeze mnie grupie Pokolenie Wiecznie Młodych, smutną informację o śmierci szczególnego człowieka - Wincentego Bryćko. Śmierć kogoś, kto dożył prawie 101 lat nie powinna zapewne nikogo zaskakiwać i ja też zaskoczona nie byłam. Pojawiło się jednak w moim sercu przeogromne poczucie straty i wrażenie, że bez Wincentego Bryćko świat już nigdy nie będzie taki sam.

Powodów do takiego wrażenia mam wiele. Wymienię kilka  najważniejszych:
- osobiste jego poznanie,
- możliwość słuchania jego krótkich, ale pełnych treści, prostych i praktycznych lekcji ze Słowa Bożego i z życia,
- znajomość jego wierszy - z osobistą dedykacją dla „…umiłowanych Pawła i Wali…” ,
- fantastyczny reportaż radiowy z jego udziałem „Szepty dzieciństwa”
- oraz świeżo przeczytana biografia „Gdy na ten świat…” i moje 100 lat.
I jeszcze słowa piosenki napisanej o nim przez jednego z wnuków (Mateusza Otrembę - Mate.O) - „Lekki jak ptak”. (Zacytowana na wstępie.)

Cieszę się, że Wincenty Bryćko zdążył napisać swoją biografię. Jestem pełna podziwu, jak w mistrzowski sposób potrafił zwięźle, na zaledwie 100 stronach formatu A5, zawrzeć swoje bogate i zawiłe losy. Te bolesne i te piękne, ciekawe i zaskakujące. Opowiedział przeróżne historie ze swojego długiego życia. Historię swojej rodziny, swojej pracy, służby pastorskiej i pasji pszczelarskiej.

W moich wspomnieniach zawsze pozostaną te momenty, kiedy, na nasze ostródzkie zjazdy Pokolenia Wiecznie Młodych, przyjeżdżał ten najstarszy okoliczny kierowca swoim - też wiekowym - samochodem, w którego bagażniku stały pełne wiaderka miodu z jego pasieki. Nic dziwnego, że nazwano Wincentego Bryćko „Dziadkiem Miodkiem”.  

Pamiętam też, że zawsze ubogacał nasz pobyt w Ostródzie swoim świadectwem, wierszem czy refleksją ze Słowa Bożego.
Kiedyś (rok 2008) zapytany o receptę na długą i piękną starość, odpowiedział słowami Jezusa: Trwajcie we Mnie, a Ja w was… (Ew. Jana 15:4a). Dodając przy tym komentarz: To jest takie proste i takie do przyjęcia.

Podczas spotkania w 2009 roku, patrząc na nas, powiedział: Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni Mu ją oddawać w duchu i w prawdzie… (Ew. Jana 4:24). To, że tu jesteście, świadczy o tym, że takimi czcicielami jesteście… .

Innym razem, zapytany przez kogoś z nas: Jak sobie radzisz, Bracie? Odpowiedział: O, lepiej niż Eliasz nad strumykiem. Jemu kruki przynosiły pożywienie, a mi Bóg dał pszczoły i braci, którzy się o mnie troszczą… .

Taki był Wincenty Bryćko.

Szczególnie jednak zapadł mi do serca dzień, kiedy przemawiał do nas w 2012 roku. To brzmiało, jak pożegnanie. I niekoniecznie miało to oznaczać, że czuł nadchodzący koniec, bo Bóg w swojej łaskawości dał mu dożyć do 5 sierpnia 2014 roku. Wtedy słuchałam go w przekonaniu, że on to wie, a my to czujemy, że tu w Ostródzie już nigdy więcej w takim składzie się nie spotkamy. I rzeczywiście tak się stało. 
W swojej książce napisał: Rok 2012 był rokiem przełomowym dla mego życia. Wczesną jesienią poczułem się bardzo źle i zabrano mnie karetką do ostródzkiego szpitala. (…) Osłabienie organizmu sprawiło, że nie mogłem już sam „gospodarować” w mojej ukochanej Liwie, i tak znalazłem się dość niespodziewanie w Kołobrzegu.

To nasze ostatnie spotkanie w Ostródzie w czerwcu 2012 roku opisałam następującymi  słowami: Wzruszającym momentem była pożegnalna mowa brata Wincentego Bryćko. Ten dziewięćdziesięciodziewięcioletni staruszek powiedział nam: „Pora odlatywać”. Mówił to pogodnie i jakby z tęsknotą. W swoim krótkim przesłaniu do nas, trzykrotnie i z naciskiem wypowiedział słowo „Gwarancja”, w kontekście pewności bycia Bożym stworzeniem, posiadania pewności zbawienia i pewności życia wiecznego. Długo będę wspominać tę chwilę. Na pewno dłużej niż przetrwa słoik miodu z pasieki brata Wincentego. Pomoże mi w tym tomik jego poezji i fotografia.

Jestem wdzięczna Bogu, że przez osobę Wincentego Bryćko tak bardzo ubogacił moje życie.  I żałuję, że już go nie ma, bo bez niego świat, nawet mój świat, już nigdy nie będzie taki sam.

***
Piosenka „Lekkki jak ptak” – KLIKNIJ

Reportaż „Szepty dzieciństwa” – KLIKNIJ

Przykład jednego z wystąpień na spotkaniu PWM – KLIKNIJ (źródło Facebook)

Tomik poezji:











Autobiografia:












Najwyższą sztuką życia jest umieć się z wdziękiem zestarzeć. 
William Sommerset Maugham

Jesień życia, jak jesienny las, może być pełna radosnych barw. Tylko przyjmijmy ją jako dar Boga. (autor nieznany)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.