Niedawno dowiedziałam się o bardzo ciekawej metodzie
ratowania potłuczonej porcelany. Nazywa się ona kintsugi. Jest to tradycyjna
japońska metoda regeneracji potłuczonych glinianych lub porcelanowych naczyń,
mająca swój początek w XV wieku.
Polega ona na sklejeniu kawałków ceramiki przy pomocy
spoiwa żywicznego, zmieszanego z drobinkami złota, srebra lub innych metali
szlachetnych. W wyniku tych zabiegów powstaje zupełnie nowe, jedyne w swoim
rodzaju naczynie, nierzadko bardziej interesujące od oryginału. Można
powiedzieć zaczyna ono nowe życie. Nie raz oglądałam zdjęcia tak sklejonej
ceramiki, robiło to na mnie wrażenie i podobało mi się, ale w swojej ignorancji
myślałam, że złote nitki są elementem ozdobnym i przypadkowym, a nie działaniem
ratunkowym.
Od razu przypomniałam sobie, że podobną metodę stosuje moja
siostra, która od prawie 30 lat pasjami maluje pisanki. To małe dzieła sztuki,
dopracowane, wypieszczone. Traktowane są przez nią z ogromną delikatnością, choć
już nieraz zdarzył się jej przykry wypadek, kiedy ukończona pisanka uległa
zniszczeniu. Ot, sturlała się i stłukła. Moja siostra ratuje taką pisankę,
naklejając zebrane skorupki na świeżo ugotowane jajko, bez ścisłego
dopasowywania do siebie ich krawędzi. Efekt jest taki, że pisanka, uratowana
dzięki podwójnej skorupce i warstwie kleju, jest mocniejsza, często ciekawsza i
piękniejsza niż jej pierwotna wersja.
Te dwa sposoby ratowania czegoś, co ktoś inny po prostu by
wyrzucił, jakoś szczególnie kojarzą mi się z życiem wielu ludzi, których przez
minione lata mogłam spotkać na swojej drodze. Byli to ludzie uzależnieni,
kobiety doświadczające przemocy domowej, dzieci z dysfunkcyjnych rodzin,
rozbite małżeństwa, osoby borykające się z problemami zdrowotnymi lub
psychicznymi. I dużo bym tu jeszcze mogła wymieniać. Nie powiem, zdarzało mi
się też spotykać ludzi szczęśliwych, spełnionych, ale po pewnym czasie
okazywało się, że na ich życiu również widnieje jakaś bolesna rysa.
Ogromnym przywilejem było i jest takim ludziom służyć. Widziałam, jak Bóg, najwspanialszy mistrz
kintsugi, w cudowny sposób scalał te potłuczone naczynia ludzkich żyć, a wcześniejsze pęknięcia i rysy bolesnych
doświadczeń stały się w ich życiu rzeczywistym źródłem nadziei dla innych oraz przemawiającym
świadectwem działania Bożego. Nie
ukrywam, że i ja niejednokrotnie czułam się jak taka potłuczona skorupa, którą Bóg na nowo skleił.
Pewnie te słowa po kimś powtarzam, ale zwykłam często mówić : „Nie ma w życiu nic piękniejszego, jak
oglądać cud zmienionego życia”. Bo
poskładane ze skorup życie, powrót do normalności, uwolnienie z nałogów, zerwanie
więzów, scalenie rodziny, zmiana sposobu życia jest cudem. I takich cudów
widziałam wiele i wciąż oglądam. I wiem, że są to cuda prawdziwe, realne,
nieudawane. Słowo Boże mówi: … jeśli ktoś
jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało
się nowe (II Kor. 5.17). Z ręką na sercu twierdzę, że tak rzeczywiście jest!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.