niedziela, 10 stycznia 2016

Niepozorna służba

Czasem zdarza mi się mieć odczucie, że służba, którą obecnie pełnię, w porównaniu z działaniami innych osób jest mało istotna, mało ważna. Nie jest to służba na  świeczniku. Działania podejmowane są lokalnie, w obrębie jednej warszawskiej dzielnicy. Nawet nie w skali miasta, nie mówiąc już o zasięgu krajowym, a i tak bywało. „Target” (jak to niektórzy zwykli nazywać) nie jest konkurencyjny - docieramy do tych najuboższych, zagubionych, bez żadnych perspektyw na lepsze życie. Ktoś nam powiedział: „Z tego owocu nie będzie …”. Rzeczywiście, owoce służby zbierane są powoli, ale czy ich nie ma? Z tym bym dyskutowała.

W związku z powyższym, od czasu do czasu zastanawiam się nad tym, co jest najważniejsze. Czy ważne są liczby, czy ważna jest skala, zasięg działania, a może ranga odbiorcy wszelakich działań? I zwykle tak się dzieje, że kiedy nurtują mnie jakieś myśli, to wtedy też bardziej jestem wyczulona na to, co myślą o danym temacie inni. Myśli te przeważnie odnajduję w różnych książkach czy artykułach. I te, co ciekawsze, spójne z moimi i przeważnie o wiele lepiej wyrażone, sobie przepisuję, próbując z nich potem zrobić sensowną całość.

Tym razem też tak się zadziało. Oto niektóre odpowiedzi na moje pytania, rozterki, obserwacje.
C.S. Lewis „Milcząca planeta”: W moim kraju panuje prawo, które zabrania mówienia o wielkości i liczbie… Sprawia ono, że odnosimy się z szacunkiem do rzeczy małych i nie przywiązujemy wagi do rzeczy naprawdę wielkich. Może u mnie nie działa to tak dosłownie, bo lubię te wielkie rzeczy, które mają miejsce w środowisku, w którym się poruszam. Wielką i ważną rzeczą była dla mnie ewangelizacja z Franklinem Grahamem, były dla mnie ważne wszystkie edycje ewangelizacyjnej gali w Teatrze Roma - każda dla tysiąca kobiet, i w takiej samej mierze ważne jest dla mnie każde spotkanie dla trzydziestu kilku praskich kobiet, które raz w miesiącu organizuję. Jednak pewna racja w opisie Lewis’a  jest.

David Roper: Bóg nie wymaga, abyśmy odnajdywali spełnienie w ilości wykonywanej dla Niego pracy, ani w liczbie osób w niej uczestniczących, lecz w wiernym wykonywaniu zadania dla Jego chwały. Służba wielkiemu Bogu w Jego mocy w mało ważnym miejscu nie jest szczeblem do wielkości - to jest wielkość. I znowu pojawia się tu kwestia wielkości i liczb. W dobie mega kościołów naprawdę można wpaść w kompleksy. Już nawet u nas w Polsce, w Warszawie, idzie się w tym kierunku. A jak doda się do tego jeszcze tendencję do budowania tzw. emerging church albo fun church, które bardziej skupiają się na zadawalaniu człowieka niż na chwale Boga, tym samym sprzyjając wzrostowi kościoła (bardziej liczebnie niż jakościowo) - to niesienie pomocy i poświęcanie swojego czasu i energii kilkunastu maluchom, 20-stce młodzieży i 50-100 dorosłym rozbitkom życiowym, może dla obserwatora z zewnątrz wydawać się idealistyczne, bez sensu czy mało ważne. Dla mnie jednak takie nie jest, ponieważ liczy się każdy człowiek.

W tekście Edyty Dawid-Leutgeb odkryłam takie słowa: Nie zwracajmy uwagi na sztucznie stworzone bariery, podziały na bogatych i ubogich, zdrowych i chorych, na rasy, narodowości języki. Dla Boga każdy jest cenny. Każdy jest „na wagę złota”, każdy jest bezcenny i niepowtarzalny. Żadne bariery ani prawa nie powinny nam przeszkodzić w czynieniu dobra. (Postylla kobiet, str. 253.)
Sofokles twierdził: Czynienie dobra jest najchwalebniejszym zadaniem człowieka.
A Abraham Joshua Heschel  napisał: Najgłębsza mądrość, jaką może posiąść człowiek, to zrozumieć, że jego przeznaczeniem jest pomoc i służba.

Zapisałam sobie też słowa tej pięknej modlitwy:  Spraw, Panie, byśmy byli godni służyć naszym bliźnim na całym świecie, którzy żyją i umierają w biedzie i w głodzie. Daj im dzisiaj, poprzez nasze ręce, chleba powszedniego, a przez naszą miłość, daj im pokój i radość. Niestety, nie wiem, kto jest autorem tych słów, ale doskonale wyrażają one to, co czuję w głębi mojego serca. W naszej fundacji trzy razy w tygodniu wydajemy potrzebującym chleb. Tak naprawdę, dopiero w tym miejscu poznałam znaczenie ‘chleba powszedniego’. I wciąż uczę się (uczymy się wszyscy, jako wolontariusze), jak ten chleb z miłością podawać. Nawet wtedy, gdy nie jest łatwo, bo ktoś się awanturuje, ktoś inny przeklina, ktoś brzydko pachnie, a jeszcze innych zachowanie wskazuje na spożycie...

I tutaj przydają się słowa Johna Henry Newmana: Daj, Panie, abym Ciebie głosił również bez zwiastowania - nie poprzez słowa, ale przez mój przykład, poprzez oddziaływujące na innych moje czyny, przez objawiającą się pełnię miłości, która moje serce ku Tobie kieruje

Czy zawsze tak było, że chciałam robić to, co teraz? Nie, chociaż jestem w Bożej  służbie już ponad 30 lat. Moje życie zaznaczyło się kilkoma ważnymi etapami, krótszymi lub dłuższymi, z większymi lub mniejszymi sukcesami. Zawsze była to praca z ludźmi i dla ludzi. Teraz, patrząc na wszystko z perspektywy przeżytych lat oraz następujących po sobie etapów, a też życiowych turbulencji, mogę stwierdzić, że Bóg bardzo konsekwentnie prowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Ja, znałam to miejsce od jego początków, i nigdy z własnej woli nie chciałam się w nim zaangażować. Moja postawa zaczęła się zmieniać, kiedy pozwoliłam Bogu zmieniać swoje myślenie i nastawienie. Kiedy mój umysł zaczął współpracować z moim sercem, bo ono pierwsze pokochało… Nie to miejsce, tylko ludzi. Miłość do miejsca i dbałość o nie też przyszła.

Oswald Chambers napisał: Bez względu na to, gdzie nas Bóg posyła, naszym wielkim celem jest służenie Mu z całego serca w pracy, którą nam zlecił. A Randy Kilgore stwierdził, że: Tajemnicą prawdziwej służby jest absolutna wierność bez względu na to, gdzie Bóg nas postawił.
I tego się trzymam. Tyle samo serca wkładam w sprawy porządkowe, gospodarcze, administracyjne, co w organizowanie spotkań dla kobiet, imprez dla dzieci, uroczystości dla naszych podopiecznych (ostatnio byliśmy na wspaniałej wycieczce), czy w zdobywanie pomocy dla nich i robienie przez pół nocy stu paczek... Trzymam się przy tym zasady ze Słowa Bożego, aby cokolwiek czynię, z duszy czynić jako dla Pana (Kolosan 3:23a). Daje mi to ogromną radość i satysfakcję oraz poczucie spełnienia, a inni też z tego korzystają.

***
Modlitwa:
Panie! pomóż mi być Twoimi ustami i wypowiadać właściwe słowo we właściwym czasie. Pomóż mi być Twoimi rękoma i modlić się również za niezrozumiałą i obcą niedolę. Pomóż mi być Twoimi ramionami, które niosą ciężary bliźniego. Pomóż mi stać się Twoim sercem, by czynić to, do czego mnie powołujesz! Ruth Nother 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.