Czasem zdarza mi się mieć odczucie, że służba, którą obecnie
pełnię, w porównaniu z działaniami innych osób jest mało istotna, mało
ważna. Nie jest to służba na świeczniku. Działania podejmowane są
lokalnie, w obrębie jednej warszawskiej dzielnicy. Nawet nie w skali miasta, nie
mówiąc już o zasięgu krajowym, a i tak bywało. „Target” (jak to niektórzy zwykli nazywać) nie
jest konkurencyjny - docieramy do tych najuboższych, zagubionych, bez żadnych
perspektyw na lepsze życie. Ktoś nam powiedział: „Z tego owocu nie będzie …”. Rzeczywiście, owoce służby zbierane są
powoli, ale czy ich nie ma? Z tym bym dyskutowała.
W związku z powyższym, od czasu do czasu zastanawiam się nad
tym, co jest najważniejsze. Czy ważne są liczby, czy ważna jest skala, zasięg
działania, a może ranga odbiorcy wszelakich działań? I zwykle tak się dzieje, że kiedy nurtują
mnie jakieś myśli, to wtedy też bardziej jestem wyczulona na to, co myślą o
danym temacie inni. Myśli te przeważnie odnajduję w różnych książkach czy
artykułach. I te, co ciekawsze, spójne z moimi i przeważnie o wiele lepiej
wyrażone, sobie przepisuję, próbując z nich potem zrobić sensowną całość.
Tym razem też tak się zadziało. Oto niektóre odpowiedzi na moje pytania, rozterki,
obserwacje.
C.S. Lewis „Milcząca planeta”: W moim kraju panuje prawo, które zabrania mówienia o wielkości i
liczbie… Sprawia ono, że odnosimy się z szacunkiem do rzeczy małych i nie
przywiązujemy wagi do rzeczy naprawdę wielkich. Może u mnie nie działa to tak dosłownie, bo
lubię te wielkie rzeczy, które mają miejsce w środowisku, w którym się
poruszam. Wielką i ważną rzeczą była dla
mnie ewangelizacja z Franklinem Grahamem, były dla mnie ważne wszystkie edycje
ewangelizacyjnej gali w Teatrze Roma -
każda dla tysiąca kobiet, i w takiej samej mierze ważne jest dla mnie każde
spotkanie dla trzydziestu kilku praskich kobiet, które raz w miesiącu
organizuję. Jednak pewna racja w opisie Lewis’a
jest.
David Roper: Bóg nie wymaga, abyśmy odnajdywali
spełnienie w ilości wykonywanej dla Niego pracy, ani w liczbie osób w niej
uczestniczących, lecz w wiernym wykonywaniu zadania dla Jego chwały. Służba
wielkiemu Bogu w Jego mocy w mało ważnym miejscu nie jest szczeblem do
wielkości - to jest wielkość. I
znowu pojawia się tu kwestia wielkości i liczb. W dobie mega kościołów naprawdę
można wpaść w kompleksy. Już nawet u nas
w Polsce, w Warszawie, idzie się w tym kierunku. A jak doda się do tego jeszcze
tendencję do budowania tzw. emerging church albo fun church, które bardziej
skupiają się na zadawalaniu człowieka niż na chwale Boga, tym samym sprzyjając wzrostowi kościoła (bardziej liczebnie niż
jakościowo) - to niesienie pomocy i poświęcanie swojego czasu i energii
kilkunastu maluchom, 20-stce młodzieży i 50-100 dorosłym rozbitkom życiowym,
może dla obserwatora z zewnątrz wydawać się idealistyczne, bez sensu czy mało
ważne. Dla mnie jednak takie nie jest, ponieważ liczy się każdy człowiek.
W tekście Edyty Dawid-Leutgeb odkryłam takie słowa: Nie zwracajmy uwagi na sztucznie stworzone
bariery, podziały na bogatych i ubogich, zdrowych i chorych, na rasy,
narodowości języki. Dla Boga każdy jest cenny. Każdy jest „na wagę złota”,
każdy jest bezcenny i niepowtarzalny. Żadne bariery ani prawa nie powinny nam
przeszkodzić w czynieniu dobra. (Postylla kobiet, str. 253.)
Sofokles twierdził: Czynienie
dobra jest najchwalebniejszym zadaniem człowieka.
A Abraham Joshua Heschel napisał: Najgłębsza
mądrość, jaką może posiąść człowiek, to zrozumieć, że jego przeznaczeniem jest
pomoc i służba.
Zapisałam sobie też słowa tej pięknej modlitwy: Spraw,
Panie, byśmy byli godni służyć naszym bliźnim na całym świecie, którzy żyją i
umierają w biedzie i w głodzie. Daj im dzisiaj, poprzez nasze ręce, chleba
powszedniego, a przez naszą miłość, daj im pokój i radość. Niestety, nie
wiem, kto jest autorem tych słów, ale doskonale wyrażają one to, co czuję w
głębi mojego serca. W naszej fundacji trzy razy w tygodniu wydajemy potrzebującym
chleb. Tak naprawdę, dopiero w tym miejscu poznałam znaczenie ‘chleba
powszedniego’. I wciąż uczę się (uczymy
się wszyscy, jako wolontariusze), jak ten chleb z miłością podawać. Nawet
wtedy, gdy nie jest łatwo, bo ktoś się awanturuje, ktoś inny przeklina, ktoś
brzydko pachnie, a jeszcze innych
zachowanie wskazuje na spożycie...
I tutaj przydają się słowa Johna Henry Newmana: Daj, Panie, abym Ciebie głosił również bez
zwiastowania - nie poprzez słowa, ale przez mój przykład, poprzez
oddziaływujące na innych moje czyny, przez objawiającą się pełnię miłości,
która moje serce ku Tobie kieruje.
Czy zawsze tak było, że chciałam robić to, co teraz? Nie,
chociaż jestem w Bożej służbie już ponad
30 lat. Moje życie zaznaczyło się kilkoma ważnymi etapami, krótszymi lub dłuższymi, z większymi
lub mniejszymi sukcesami. Zawsze była to praca z ludźmi i dla ludzi. Teraz,
patrząc na wszystko z perspektywy przeżytych lat oraz następujących po sobie
etapów, a też życiowych turbulencji, mogę stwierdzić, że Bóg bardzo
konsekwentnie prowadził mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Ja, znałam to
miejsce od jego początków, i nigdy z własnej woli nie chciałam się w nim
zaangażować. Moja postawa zaczęła się zmieniać, kiedy pozwoliłam Bogu zmieniać
swoje myślenie i nastawienie. Kiedy mój umysł zaczął współpracować z moim sercem, bo ono pierwsze pokochało… Nie to
miejsce, tylko ludzi. Miłość do miejsca i dbałość o nie też przyszła.
Oswald Chambers napisał: Bez
względu na to, gdzie nas Bóg posyła, naszym wielkim celem jest służenie Mu z
całego serca w pracy, którą nam zlecił. A Randy Kilgore stwierdził, że: Tajemnicą prawdziwej służby jest absolutna
wierność bez względu na to, gdzie Bóg nas postawił.
I tego się trzymam. Tyle samo serca wkładam w sprawy
porządkowe, gospodarcze, administracyjne, co w organizowanie spotkań dla
kobiet, imprez dla dzieci, uroczystości dla naszych podopiecznych (ostatnio
byliśmy na wspaniałej wycieczce), czy w zdobywanie pomocy dla nich i robienie
przez pół nocy stu paczek... Trzymam się przy tym zasady ze Słowa Bożego, aby cokolwiek czynię, z duszy czynić jako
dla Pana (Kolosan 3:23a). Daje mi to
ogromną radość i satysfakcję oraz poczucie spełnienia, a inni też z tego
korzystają.
***
Modlitwa:
Panie! pomóż mi być Twoimi ustami i wypowiadać właściwe słowo we właściwym czasie. Pomóż mi być Twoimi rękoma i modlić się również za niezrozumiałą i obcą niedolę. Pomóż mi być Twoimi ramionami, które niosą ciężary bliźniego. Pomóż mi stać się Twoim sercem, by czynić to, do czego mnie powołujesz! Ruth Nother
***
Modlitwa:
Panie! pomóż mi być Twoimi ustami i wypowiadać właściwe słowo we właściwym czasie. Pomóż mi być Twoimi rękoma i modlić się również za niezrozumiałą i obcą niedolę. Pomóż mi być Twoimi ramionami, które niosą ciężary bliźniego. Pomóż mi stać się Twoim sercem, by czynić to, do czego mnie powołujesz! Ruth Nother

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.