wtorek, 16 maja 2017

Ja jestem pierwszy, a on ostatni!

Mija już dziewięć miesięcy, w czasie których mój wnusio opuścił zaciszne domowe gniazdko babci i dziadka, i we wrześniu 2016 r. stał się małym dzielnym przedszkolakiem. Dom wtedy nagle opustoszał, ucichł, a my zaczęliśmy na nowo uczyć się starego trybu życia.

Na szczęście bliskość  zamieszkiwania wnuczków, rozplanowanie naszych tygodniowych zajęć i… tu powinnam napisać ‘niestety’ … normalne w życiu każdego przedszkolaka  przeziębienia, sprawiły, że Julcio i Hania, a szczególnie Julcio, bywali częstymi gośćmi w naszym domu. Ku uciesze i radości dziadków i, w pewnym sensie, kota też.

W przeszłości kilkakrotnie opisywałam tę szczególną relację pomiędzy Julkiem a naszym kotem Juniorem. Obserwowanie tego duetu wciąż mnie fascynuje. Junior nie miał wyjścia – po dwóch latach prawie codziennej obecności Julka w naszym domu – musiał zaakceptować taką kolej rzeczy. Zauważyłam, że wciąż utrzymuje dystans, ale jest w nim więcej akceptacji niż strachu, czy niechęci.  W miarę upływu  czasu coraz więcej czasu spędzał z nami, leżąc na kanapie czy siedząc na stole i obserwując nas – głównie jednak poczynania tego małego człowieka. Często zdarzało  mu się przychodzić i ocierać o nogi wszystkich – nie wyłączając Julka. Nie przestały go też interesować Julkowe zabawki . Każdą nową musiał obejrzeć, powąchać, czasem dotknąć łapką, gdzieś przesunąć, a piłeczki poturlać pod szafę. Bliskość Julka, nawet bardzo bliska, już mu wcale nie przeszkadzała i nie czuł zagrożenia. W zacisze swojej ulubionej szafy znikał raczej dla świętego spokoju i na drzemkę.

Julcio również dojrzał w tej wzajemnej relacji. Nie powiem, kilka pacnięć łapą i kłapnięć zębami zrobiło swoje.  Julek nauczył się, że kotu nie należy dokuczać. Kiedy Junior układał się na jego ubraniach, wsadzał nos w jego buciki lub skradał jakąś zabawkę – Julcio zawsze wołał babcię na pomoc w rozwiązaniu nagłego problemu. Nie za bardzo akceptował fakt, że Junior przywłaszcza sobie jego rzeczy…

Tylko jedna rzecz się nie zmieniła – walka o miejsce na babcinych kolanach. Kiedy Junior choć na chwilę umości się na mnie i leniwie przymknie oczy, Julcio – choćby był zajęty najfajniejszą zabawą – pojawia się natychmiast i woła „Teraz ja chcę!”. Kot, który nie znosi hałasu, zrywa się i ucieka, gdzie ‘pieprz rośnie’ J.

Ostatnio Julcio wymyślił sobie pewną frazę. Wyliczając tacie wszystkich członków rodziny, których lubi, został zapytany też o kota Juniora: „Lubię go – odpowiedział – ale on jest ostatni”. Kilka dni później mówię do bawiącego się Julcia: „Julciu, kot wyszedł z szafy i idzie na moje kolana.” „Nie, on nie może! Ja jestem pierwszy, a on ostatni!”. I szybko się na mnie wgramolił, by go kot czasem nie ubiegł.

Wczoraj Julcio odwiedził z dziadkiem piaseczyńską bibliotekę. Dzień wcześniej powiedział swoim słodkim dziecinnym głosikiem: „Dziadku, ty nie musisz chodzić z Hanią do biblioteki. Chodź ze mną”. Więc poszli i wypożyczyli film „Paddington”. „To będzie straszny film” – stwierdził Julek. „To nie chcesz go oglądać?” – spytał dziadek. „Chcę, ale muszę się do ciebie przytulić”. „A może przytulisz się do babci?” – dalej pytał dziadek. „O, tak. Lubię przytulać się do babci!”. „A jeśli u babci na kolanach będzie już spał kot?” – dziadek drążył temat. „To go wygonimy. Ja jestem pierwszy, a on ostatni!”. J

***

Inne w tym temacie: KLIKNIJ.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.