Mija już dziewięć miesięcy, w czasie których mój wnusio
opuścił zaciszne domowe gniazdko babci i dziadka, i we wrześniu 2016 r. stał się
małym dzielnym przedszkolakiem. Dom wtedy nagle opustoszał, ucichł, a my
zaczęliśmy na nowo uczyć się starego trybu życia.
Na szczęście bliskość zamieszkiwania wnuczków, rozplanowanie naszych
tygodniowych zajęć i… tu powinnam napisać ‘niestety’ … normalne w życiu każdego
przedszkolaka przeziębienia, sprawiły,
że Julcio i Hania, a szczególnie Julcio, bywali częstymi gośćmi w naszym domu.
Ku uciesze i radości dziadków i, w pewnym sensie, kota też.
W przeszłości kilkakrotnie opisywałam tę szczególną relację
pomiędzy Julkiem a naszym kotem Juniorem. Obserwowanie tego duetu wciąż mnie
fascynuje. Junior nie miał wyjścia – po dwóch latach prawie codziennej
obecności Julka w naszym domu – musiał zaakceptować taką kolej rzeczy. Zauważyłam,
że wciąż utrzymuje dystans, ale jest w nim więcej akceptacji niż strachu, czy
niechęci. W miarę upływu czasu coraz więcej czasu spędzał z nami,
leżąc na kanapie czy siedząc na stole i obserwując nas – głównie jednak poczynania
tego małego człowieka. Często zdarzało mu się przychodzić i ocierać o nogi wszystkich
– nie wyłączając Julka. Nie przestały go też interesować Julkowe zabawki .
Każdą nową musiał obejrzeć, powąchać, czasem dotknąć łapką, gdzieś przesunąć, a
piłeczki poturlać pod szafę. Bliskość Julka, nawet bardzo bliska, już mu wcale
nie przeszkadzała i nie czuł zagrożenia. W zacisze swojej ulubionej szafy
znikał raczej dla świętego spokoju i na drzemkę.
Julcio również dojrzał w tej wzajemnej relacji. Nie powiem,
kilka pacnięć łapą i kłapnięć zębami zrobiło swoje. Julek nauczył się, że kotu nie należy dokuczać.
Kiedy Junior układał się na jego ubraniach, wsadzał nos w jego buciki lub
skradał jakąś zabawkę – Julcio zawsze wołał babcię na pomoc w rozwiązaniu nagłego
problemu. Nie za bardzo akceptował fakt, że Junior przywłaszcza sobie jego
rzeczy…
Tylko jedna rzecz się nie zmieniła – walka o miejsce na
babcinych kolanach. Kiedy Junior choć na chwilę umości się na mnie i leniwie
przymknie oczy, Julcio – choćby był zajęty najfajniejszą zabawą – pojawia się
natychmiast i woła „Teraz ja chcę!”. Kot, który nie znosi hałasu, zrywa się i
ucieka, gdzie ‘pieprz rośnie’ J.
Ostatnio Julcio wymyślił sobie pewną frazę. Wyliczając tacie
wszystkich członków rodziny, których lubi, został zapytany też o kota Juniora: „Lubię
go – odpowiedział – ale on jest ostatni”. Kilka dni później mówię do bawiącego
się Julcia: „Julciu, kot wyszedł z szafy i idzie na moje kolana.” „Nie, on nie
może! Ja jestem pierwszy, a on ostatni!”. I szybko się na mnie wgramolił, by go
kot czasem nie ubiegł.
Wczoraj Julcio odwiedził z dziadkiem piaseczyńską
bibliotekę. Dzień wcześniej powiedział swoim słodkim dziecinnym głosikiem: „Dziadku,
ty nie musisz chodzić z Hanią do biblioteki. Chodź ze mną”. Więc poszli i
wypożyczyli film „Paddington”. „To będzie straszny film” – stwierdził Julek. „To
nie chcesz go oglądać?” – spytał dziadek. „Chcę, ale muszę się do ciebie
przytulić”. „A może przytulisz się do babci?” – dalej pytał dziadek. „O, tak.
Lubię przytulać się do babci!”. „A jeśli u babci na kolanach będzie już spał
kot?” – dziadek drążył temat. „To go wygonimy. Ja jestem pierwszy, a on
ostatni!”. J
***


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.