poniedziałek, 9 października 2017

„Wonderful world” czy „Dziwny jest ten świat”?

Kilka dni temu moja przyjaciółka zamieściła na FB post: „Wspaniałego nowego dnia - bo świat jest piękny!” i w załączeniu piosenkę „What a wonderful world” w wykonaniu Louis’a Armstrong’a. (Nawiasem dodam, że tak jak nikt nie jest w stanie piękniej wykonać utworu „Dziwny jest ten świat” niż sam Czesław Niemen, tak samo nikt nie dokona tego z piosenką Lous’a Armstrong’a „What a wonderful world”.)  

W normalnych okolicznościach dałabym „lajka”. Lubię Jagodę i lubię załączony utwór. Jednakże wydarzenia dziejące się wokół mnie skłaniają mnie raczej do tego, aby nie myśleć o tym świecie jako pięknym i wspaniałym, ale jako dziwnym, okrutnym, złym.

Kiedy czytam czy oglądam wiadomości z kraju i ze świata, kiedy przeglądam posty zamieszczane na FB, mam wrażenie, że świat jest chyba w zenicie wszechpanującego zła. Pomijam tu kataklizmy przyrody. Skupiam się na informacjach opisujących zło i okrucieństwo człowieka wobec drugiego człowieka, wobec tych najbardziej bezbronnych - dzieci i zwierząt, również wobec przyrody (żywy przykład bezmyślnej wycinki drzew w Białowieży). Kiedy słyszę informacje o pijanym polskim kierowcy, który pozbawia życia kilka osób, o gwałcie dokonanym we Włoszech na Polce, o zwyrodnialcu, który gwałci maleńkie dziecko i pozbawia je życia, o oprawcy z Krakowa, o zamachach terrorystycznych, o ofiarach wojny na Bliskim Wschodzie, o ofiarach prześladowań religijnych, czy o rzezi w Las Vegas - stawiam sobie jedno wielkie pytanie: „Boże, jak długo jeszcze?”.

Wobec tego cierpienia i bólu, jaki dotyka tak wielu ludzi blisko mnie i gdzieś w świecie, mam wyrzuty sumienia, że moje życie przebiega tak gładko i wydawać by się mogło bezrefleksyjnie (chociaż tak jednak nie jest). Zamieszczam na FB zdjęcia z zabawy z wnukami, ze spacerków z mężem, filmiki ze śmiesznymi zwierzakami, fajne piosenki, wiersze... Jakby to, co dzieje się wokół mnie, w ogóle mnie nie obchodziło. Zastanawiałam się nad tym i odkryłam, że jest to działanie zamierzone - chcę, w obliczu wszechobecnego zła - rozsiewać wokół dobro, pokój, radość życia, ciepło. Wewnętrznie jestem jednak niepokojona obrazami, słowami, informacjami, które do mnie dotarły i wciąż docierają. Są chwile, kiedy wracają one do mnie w momentach najmniej odpowiednich. Nagle ściska mi gardło i zaczynają mocno szczypać oczy. Ogarnia mnie smutek i poczucie bezradności - dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż mieści się wiele zła. Gdzie wydaje się ono tryumfować. I wtedy pytam: „Boże, jak długo jeszcze?”.

Niektórzy mogą powiedzieć, że zło zawsze było na świecie, tylko brakowało Internetu i telewizji, aby o nim informować. Ja się z tym nie zgadzam. Moim zdaniem zło eskaluje, a nam się tylko wydaje, że nic gorszego już się wydarzyć nie może. Błąd! Wydawało się, że szok po drugiej wojnie światowej i holokauście wpłynie pozytywnie na działania człowieka. Że człowiek człowiekowi już nigdy więcej nie zgotuje takiego losu. Niestety, ten szok nie potrwał zbyt długo. Współczesna historia pokazuje nam, że nic się nie zmieniło. Co gorsze, w tym tryumfie zła wszystko się zrelatywizowało. Nie ma jednej prawdy, wartości chrześcijańskie straciły na wartości, to, co kiedyś nazywane było zboczeniem i grzechem (i nadal jest tak nazywane w Piśmie Świętym) jest teraz sankcjonowane i bronione prawem. Upadają wszelkie autorytety.

Kiedy patrzę na to wszytko, przypominają mi się czasy Noego i potopu. W Księdze Genesis 6:5-6 czytam: „A gdy Pan widział, że wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe, żałował Pan, że uczynił człowieka na ziemi i bolał nad tym w sercu swoim”. Zastanawiam się, jak Bóg patrzy na nasz świat dziś. Czy żałuje, że po potopie dał człowiekowi drugą szansę? Wtedy stracił cierpliwość, dlaczego znosi nas dziś?

Zastanawiam się, czy patrzy i nie ingeruje? Czy patrzy i ingeruje? Jak ingeruje? Nie znam odpowiedzi. Znam tylko wyrwane z kontekstu i nie przystające do dramaturgii sytuacji frazesy - wszystko służy ku dobremu; wszystko ku wzrostowi i wzmocnieniu; nic ponad to, co człowiek może znieść... .   

Czasem słucham ‘świadectw’ tego typu: Bolała mnie głowa, pomodliłem się i przestała. Czekałam długo na autobus, pomodliłam się i przyjechał. Spóźniłem się na samolot, a on uległ katastrofie. Bóg uratował mi życie.
To nie jest nawet śmieszne, to jest tragiczne. Jak to się ma do reszty ofiar katastrofy? Jak to się ma do plaży zbroczonej krwią ściętych głów? Oni wszyscy się modlili. Jak to się ma do bólu torturowanej studentki z Krakowa? Jak to się ma do bólu gwałconego trzylatka, który nie znał żadnych słów modlitwy? Boże, ja tego po prostu nie rozumiem!!! Boże, jak długo jeszcze?

Aby lepiej się wyrazić posłużę się słowami niemieckiego katolickiego publicysty: „Panie, nie znam miary, według której rozdzielasz cierpienia. Nie wiem, dlaczego pozwalasz odbierać dzieci matkom i matki dzieciom. Panie! Mam wiele pytań. Nie przejdź obok nich obojętnie”. Boże, proszę, nie przejdź też obojętnie obok moich.
Czy obrażam tymi pytaniami Boga? Myślę, że nie, że - tak jak Jobowi - mi też dał prawo pytać...

***

Dokądże, Panie, będę wołał o pomoc, a Ty nie wysłuchasz? Jak długo będę krzyczał: Pomocy! a Ty nie wybawisz? Dlaczego dopuszczasz, bym patrzył na złość i spoglądał na bezprawie? Uciski i przemoc dzieją się na moich oczach, panuje spór i zwada? Dlatego zamiera prawo, a sprawiedliwość nie wychodzi na jaw, gdyż bezbożny osacza sprawiedliwego, i tak prawo bywa łamane.  Księga Habakuka 1:2-4





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.