sobota, 8 maja 2021

Kącik dobrej książki

 Bieżący dobór książek o misji nie ma powiązania geograficznego. To, co jedynie może te historie wiązać, to wyjątkowość i specyfika pola misyjnego. Oczywiście, można powiedzieć, że każde pole misyjne ma swoją wyjątkowość, specyfikę, poziom trudności dotarcia z Ewangelią do słuchaczy. I to jest prawda dotycząca każdego kontynentu, każdej grupy etnicznej. A jednak głoszenie Jezusa muzułmanom, gdzie bycie chrześcijaninem grozi śmiercią); Żydom - w obliczu zgotowanego im piekła na ziemi w czasie II Wojny Światowej oraz... narkomanom, prostytutkom i alfonsom, których umysł został zniszczony i spaczony przez uzależnienie i grzech, jest wyjątkowo trudne. I o tym dzisiejsze książki.


Mary Hajos, Ze względu na Jego Imię, Logos Press, Cieszyn 2003

Autorka tej autobiograficznej książki urodziła się w 1903 roku  w rodzinie Żydowskiej, na Węgrzech. Dosyć szczegółowo i ciekawie opowiada historię i losy swojej rodziny oraz stosunek poszczególnych członków rodziny do wyznawanej religii.

Opisuje swoje pomysły na życie, początki małżeństwa i poszukiwanie, już dla dwojga, życiowej drogi. Cokolwiek by nie planowali zostało zdmuchnięte przez wybuch II Wojny Światowej. Stało się też jednocześnie to, czego nie mogli w tej zawierusze wojennej przewidzieć. W ogóle tego nie byli w stanie przewidzieć. Dzięki posłudze szkockiego pastora oddali swoje życie Jezusowi. Od tego dnia, aż do końca wojennej pożogi, zaangażowani byli w pomaganie i ratowanie węgierskich Żydów. Jednocześnie głosząc im poselstwo o Jezusie Chrystusie.

Po wojnie odkryli, co następuje: Teraz zajęliśmy się w pierwszym rzędzie tym, co już rozpoczęliśmy w tamtym trudnym czasie, mianowicie rozprzestrzenianiem poselstwa o przebaczającej miłości Bożej w Jezusie. (...) Pan wziął nas w Swoje posiadanie i powierzył wyłącznie służbę zwiastowania Słowa.  

Ich służba miała również wymiar praktyczny - zajęcie się żydowskimi sierotami, które po wojnie zostały bez rodziców.

Niestety, ich wspólną i piękną służbę przerywa śmierć męża Mary. Nie była to nagła śmierć, ponieważ Emil długo i bardzo poważnie chorował. To smutne doświadczenie i bolesne rozstanie otworzyło Mary drogę do rozszerzenia swojej służby misyjnej poza granice Węgier. Wcześniej też podróżowała, ale koncentrowała się bardziej na prezentowaniu tego, co działo się na Węgrzech i jak przebiegała ich służba. Teraz wyruszyła w podróż misyjną po Europie i Ameryce z innym celem. Pisze: Zrozumiałam, że moja służba nie ma być, jak dotąd, skierowana głównie do członków mojego ludu, lecz jej polem powinien stać się wielki i szeroko rozumiany Kościół Jezusa Chrystusa. Aby musiano sobie na podstawie Pisma Świętego uświadomić, że w tym samym zborze, w jednym ciele Chrystusowym, jest miejsce dla Żydów i nie-Żydów.


Floyd McClung, Na progu piekła, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1994

Jest to opowieść z drogi, na której znalazł się autor i bohater naszej misyjnej opowieści. A znalazł się na szlaku narkotykowym z Kabulu do Amsterdamu.

Miałem nieomylne przekonanie, że Bóg powołuje mnie do wyruszenia na ów szlak - abym nawiązał kontakt z tymi ludźmi właśnie tam, gdzie się teraz znaleźli i wyciągnął do nich rękę z miłością, wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebują. Wydawało mi się też, że powinienem zająć się tym natychmiast, wyłącznie i na stałe, co takiemu jak ja dobrze ułożonemu lalusiowi, który nigdy w życiu nawet nie palił trawy, miał młodą, ładną żonę i marzył o szczęściu rodzinnym w małym domku, zdawało się z początku pomysłem całkowicie absurdalnym.

Ten ‘absurdalny pomysł’ powstał w głowie McClung’a, ale w niej nie pozostał. Jego życie, życie jego żony, a też dzieci zostało całkowicie podporządkowane temu pomysłowi. I niezależnie od tego, gdzie było ich pole misyjne - czy był to Kabul czy Amsterdam - wiernie go realizowali. A służyli ludziom możliwie najbardziej zdeprawowanym moralnie, uzależnionym od narkotyków, ludziom często niebezpiecznym, w związaniach demonicznych. A jednak ci ludzie zaczęli powoli zauważać, że chcemy ich kochać, nie prawić karcących kazań, nie cmokać, nie kiwać głowami nad ich deprawacją, ale naprawdę kochać i mówić im o Jezusie Chrystusie, który kochał ich już na długo przed nami.

Historia misyjna ze szlaku narkotykowego Kabul - Amsterdam jest poruszająca. Losy rodziny McClung’ów oraz ich współpracowników przeplatają z opisami strasznej deprawacji i tragicznej kondycji ludzi pogrążonych w grzechu, na przemian z opisami cudownych Bożych cudów, dokonywanych na sercach zgubionych dusz.

Bardzo przemówiły do mnie te słowa: Tak ostentacyjnie eksponowany grzech jest bardzo agresywny i okazało się, że bez współczucia i modlitwy za ludzi, do których chcemy dotrzeć, możemy ugiąć się pod jego ciężarem. To jest niebezpieczeństwo stania na progu piekła.

W książce jest też wiele wspaniałych świadectw opowiadających o Bożym zaopatrzeniu i cudach jakich dokonał Bóg w sferze materialnej tej misji. (McClung’owie służą w międzynarodowej organizacji misyjnej - „Młodzież z misją”. Historia powstania tej misji opisana jest w jednym z wcześniejszych numerów Biuletynu „Idźcie”.)

* Aktualnie Floyd McCloud przebywa w szpitalu w ciężkim stanie zdrowia.

https://www.facebook.com/floydmcclungprayer/


Roland Muller, Człowiek z Gadary, Wydawnictwo KEFAS, Warszawa 2011

Książka ta jest opowieścią o życiu i służbie Abdalli Hawatmehema. Jest to spisane jego świadectwo, jego słowa. Dlatego książka pisana jest w pierwszej osobie. Gadara to wieś, z której pochodzi Abdalli.

Pierwsza część książki przedstawia historię Abdalli począwszy od lat dzieciństwa w Jordanii, przez okres studiów w Stanach Zjednoczonych. Tam zainteresował się Biblią i, właściwie poprowadzony przez jednego ze swoich wykładowców, doszedł do poznania prawdy o Jezusie Chrystusie. W tej części śledzimy również jego karierę zawodową, założenie rodziny, a też rodzące się w jego sercu pragnienie zrezygnowania z dobrej posady i zajęcie się służbą dla Boga. W jego sercu rodziło się coraz większe pragnienie ewangelizacji wśród muzułmanów.

Naprawdę chciałem działać wśród muzułmanów i miałem poczucie, że Jordania jest najwłaściwszym miejscem, gdzie mógłbym to robić. (...) Abdall, jak Gedeon, wystawił Boga na próbę: Panie, jeśli naprawdę chcesz, żebym został tu, w Jordanii, proszę, niech jeszcze w tym tygodniu zobaczę trzy muzułmańskie nawrócenia. I zobaczył... Bóg chciał, by moja służba miała miejsce tu, pośród mojego narodu.

W książce nie brakuje opisów, jak niebezpieczna jest to służba. Nawet zagrażająca życiu. Abdalli narażony jest na prześladowania ze strony najbliższej rodziny, ze strony władz państwowych i ze strony fundamentalistów muzułmańskich. Te wątki często pojawiają się w jego opowieści. Łącznie z dokładnym opisem przesłuchań i pobytu w więzieniu.

Druga część książki dotyczy życia kościoła. Niewielkiej wspólnoty nawróconych na chrześcijaństwo muzułmanów. Kościół, zbór, wspólnota funkcjonuje pod nazwą Kościół Filadejfijski. Czytamy o wzlotach i upadkach tej wspólnoty. Często spowodowanych nasilonym prześladowaniem, a tym samym strachem wiernych o swoje życie i bezpieczeństwo. Abdalli bardzo szczerze opowiada o wilkach w owczej skórze, którzy przez grzech lub donosicielstwo niszczyli Boże dzieło. Ale nie przemogli.

Na zakończenie historii człowieka z Gadary, czytamy te piękne słowa: Tu czy tam, Pan wciąż gromadzi chrześcijan wywodzących się z tradycji muzułmańskiej. Gdy rozwijamy się i wzrastamy, odkrywamy inne wspólnoty, które Pan powołał do istnienia. Spotykamy się z nimi i stwierdzamy, że łączy nas wspólna tożsamość. Wszyscy pokonaliśmy drogę od półksiężyca do krzyża.

Zachęcam do ciekawej lektury.

***

Napisano na zamówienie Biuletynu "Idźcie". 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.