piątek, 12 stycznia 2024

Mędrcy ze Wschodu - autor Paweł Jarosz

 MĘDRCY ZE WSCHODU

 

Dziś trochę dłuższy tekst. Coś mi się urodziło w głowie i postanowiłem te moje myśli „przelać na papier” :-) Ale w temacie, jako że kilka dni temu wg. kalendarza kościelnego było Święto Trzech Króli. (Nie będę wchodził w dyskurs, czy to byli królowie, czy było ich trzech i jak, i kiedy trafili do Betlejem.)

 

Niedawno miałem okazję podzielić się z moimi czwartkowymi słuchaczami  myślą na temat misji Marii i Józefa. Panuje mylne przekonanie, że gdy Bóg daje nam jakąś misję do wypełnienia, to zabezpiecza też na to środki, czyli wyposaża nas we wszystko, co do tej misji jest nam potrzebne (np. mieszkanie, samochód, komputer, okrągłą pensję, itp.). A guzik prawda!

 

Czy Józef i Maria mieli kampera, którym podróżowali, złotą kartę, która otwierała im drzwi 4-gwiazdkowych hoteli, ubezpieczenie dające im najlepszą opiekę lekarską? NIE! Maria, w ostatnim miesiącu ciąży, jechała na chybotliwym grzbiecie osiołka, w przydrożnych gospodach nie znaleźli wolnego pokoju i wylądowali w stajence (jakkolwiek ona wyglądała). Później musieli jeszcze uciekać przed gniewem Heroda do Egiptu! A więc cały czas mieli pod górkę... Czy nie tak często jest w naszym życiu?

 

Ale czy na pewno Bóg się o nich nie troszczył? Czy odwrócił się do nich plecami? Czy zostawił ich samym sobie?  Też NIE!  I o tym jest Święto Trzech Króli. Bo dla nas, ludzi nie zawsze najważniejsza jest pomoc materialna, ale dobre słowo, docenienie, potwierdzenie, że idziemy (jedziemy) w dobrym kierunku! I kiedy tych zachęt zabraknie, czujemy się bardzo samotni, zapomniani „przez Boga i ludzi”...

Tymczasem Bóg posyła do nich kolejno: pasterzy (może to nie są to reprezentanci zbyt prominentnych sfer), a potem trzech królów (trzymając się terminologii kościelnej). A mędrcy przynoszą dary. Dary te mają charakter symboliczny - nie są, jak ktoś powiedział: wyposażeniem materialnym do misji.

 

I tu na horyzoncie pojawia się Wala i Paweł,  czyli my :-)  Kiedy rozpoczynaliśmy naszą przygodę z Arką na Pradze Południe w Warszawie - musieliśmy zaczynać wszystko „od początku”. Tak, była Arka - funkcjonalny budynek należący do fundacji EFPR. Ale brakowało finansowania, organizacji, personelu. Przed nami stał ogrom zadań - zaznaczę, że przy minimalnym wsparciu ze strony tych, którzy winni byli nas wspierać. Nasi holenderscy sponsorzy wycofali się wraz odejściem na wieczny spoczynek mojego ojca,  założyciela fundacji. Pierwsze lata to był czas wytężonej pracy: wysprzątania budynku i przywrócenia mu funkcjonalności, wygenerowania dochodów pozwalającymi na funkcjonowanie działań pomocowych i ewangelizacyjnych, stworzenia programów tych działań, znalezienia pracowników itp., itd.

 

Były też kłody rzucane nam pod nogi: nieprzychylne opinie, krzywdzące oskarżenia, ataki zmierzające do przejęcia budynku lub przynajmniej usunięcia nas (mnie i Wali) z Arki. Chwilami czuliśmy się jak Józef i Maria uchodzący nocą do Egiptu z niedojrzałym jeszcze dzieciątkiem (czytaj: Arką). Jedynym wsparciem dla nas byli nasi pastuszkowie: biedni i skromni ludzie przychodzący - nieprzerwanie od nastu lat - na Czwartkowe Obiady. To oni - swoją wdzięcznością, swoim  docenieniem, podziękowaniami - dodawali nam otuchy i chęci do kontynuowania tego dzieła. Oczywiście było też kilkoro przyjaciół którzy - choć przez telefon czy na Messengerze - chwalili naszą wierność, a niektórzy z nich wspierali nas datkami, byśmy służąc innym, sami nie znaleźli się w finansowych tarapatach.

 

I teraz przechodzę do sedna, czyli do „mędrców ze wschodu” (jak przedstawia ich Biblia Warszawska). Nie znamy ich rodowodu ani miejsca,  z którego przybyli. Najprawdopodobniej byli to pogańscy „maggoy” z Dalekiego Wschodu - astrologowie wertujący pradawne dokumenty i porównujący przepowiednie w nich zawarte ze współczesnymi dla nich wydarzeniami. A więc nie byli to nawet „chrześcijanie” -  jak byśmy to dziś określili. To oni właśnie przyszli z symbolicznymi darami,  bo uwierzyli w misję Marii i Józefa. Uwierzyli w Mesjasza.

 

Dziś chcę opowiedzieć Wam o takich współczesnych królach, magach, czy „mędrcach ze wschodu”...

Pomimo że nie doświadczyliśmy zbyt wiele wsparcia od rodzimych kapłanów i wsparcia płynącego z królewskiego pałacu (cokolwiek to może oznaczać), to Bóg posłał zachętę i wsparcie z zupełnie innej, nieoczekiwanej strony.

 

Nie będę się długo rozwodził na temat wielkości i ilości dotacji, jakie otrzymaliśmy od miejscowego Samorządu na nasze działania w ostatniej dekadzie. ( W zupełności zaspakajały one nasze potrzeby!)

 

Ale były też momenty (i nadal one są), kiedy dano nam odczuć docenienie naszej służby ze strony miejscowych władz. To, że otrzymaliśmy z rąk burmistrza dzielnicy Praga-Południe dyplom od Prezydenta Warszawy za wytrwałą pomoc społeczności Prażan w czasie epidemii Sars-Cov-19, to wynik naszej postawy: jako jedna z niewielu organizacji charytatywnych w Warszawie nie zamknęliśmy „się” przez cały czas pandemii, nadal pomagając darmową żywnością tym,  którzy stali w długich kolejkach przed Arką. (Dostosowaliśmy jedynie niektóre formy pomocy do restrykcji rządowych.)

 

Niedawno, jako placówka fundacji EFPR „Arka 2”, zostaliśmy wyróżnieni dyplomem uznania za całokształt pracy Arki na rzecz społeczności Pragi Południe. Dyplom wręczył mi Burmistrz Tomasz Kucharski. Dodatkowo Wala została wybrana Wolontariuszką Dziesięciolecia - też z inicjatywy lokalnych władz. Komisja przyznała Jej  ten tytuł w docenieniu ofiarnej służby na rzecz najbiedniejszych mieszkańców Pragi Południe.

 

W ciągu ostatniej dekady wielokrotnie dzwoniono do nas z Ratusza z zapytaniem, czy nie chcemy jakiejś pomocy rzeczowej lub finansowej. Zawsze używaliśmy tych środków na zapewnienie dodatkowych atrakcji naszym podopiecznym, np. wycieczki dla dzieci lub młodzieży. Dostawaliśmy też od Urzędu Dzielnicy pomoc rzeczową: np. żywą 3 metrową choinkę, paczuszki ze świątecznymi wiktuałami dla naszych podopiecznych (w liczbie ponad 100 rodzin), catering dla obsłużenia czterech różnych spotkań wigilijnych organizowanych w Arce - dla dzieci, młodzieży, dorosłych, seniorów.

 

Niecały tydzień temu zadzwoniła znajoma mi osoba z Urzędu,  pani Ewelina Lanc  z informacją, że szef, Pan Burmistrz Tomasz Kucharski kazał zapytać, czy państwo Jarosz nie wybraliby się na Wiedeński Koncert Noworoczny do Terminalu Kultury na Gocławiu. Odpowiedziałem, że skoro Pan Burmistrz zaprasza... Ale to, co przeczytaliśmy na stronie FB: Tomasz Kucharski Burmistrz Pragi-Południe przeszło nasze najszczersze oczekiwania. Okazało się, że w ocenie Pana Burmistrza jesteśmy „ludźmi o wielkim sercu” i jako „całoroczni mikołaje” - tu pojawiło się nasze zdjęcie w czapkach Mikołaja (zrobione podczas imprezy mikołajkowej dla dzieci) - zasługujemy na chwilę oddechu. I dlatego wybrał nas do tej nagrody. Wow! „Dziękujemy, Panie Burmistrzu”. Koncert był wspaniały!

 

Nie macie pojęcia, ile takie wyróżnienie dla nas znaczy! To jak dar przyniesiony przez mędrców. To takie serdeczne poklepanie po plecach ze słowami: „Robicie dobrą robotę. Trzymajcie tak dalej!”. Takie słowa/gesty dodają nam skrzydeł. Pan Bóg jest dobry, wie,  kiedy i kogo posłać, żeby dodać skrzydeł „jak u orłów” do dalszego wytrwałego pełnienia misji.

 

Tam, gdzie zawodzą kapłani i rodzimi królowie, tam Bóg posyła „mędrców ze wschodu”.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.