piątek, 5 listopada 2010

Kącik dobrej książki

Polski ewangelicyzm

Cieszyński szlak kobiet, Władysława Magiera, wydawca Stowarzyszenie Klub Kobiet Kreatywnych w Cieszynie, przy współpracy Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, Czeski Cieszyn 2010r.

Trzymam w ręku książkę, w której zapisana jest taka dedykacja: Bliskiej sercu, kreatywnej kobiecie, jednej z wielu na szlaku… drogiej Wali - z miłością Aleksandra; Warszawa, 18 września 2010.

Pozwólcie, że za pewną czeską stroną Internetową (Sušská Rybka, blog sboru SCEAV, Haviřov-Suchá) na temat tej unikatowej pozycji, z punktu widzenia historiografii Śląska Cieszyńskiego, przedstawię jej treść. Autorką „Cieszyńskiego szlaku kobiet” jest Władysława Magiera, historyk z Cieszyna. Autorami dwóch przyczynków zamieszczonych w publikacji są także teolog diak. Aleksandra Błahut-Kowalczyk (to ona podarowała mi tę książkę) oraz dziennikarz Tadeusz Kopoczek.

Książka zawiera biogramy 11 kobiet, które swą pracą, trudem, postawą niezmiernie zasłużyły się dla naszego społeczeństwa - choć mało kto po dziś dzień o tym wie. Jak pisze we wstępie sama autorka: „Ich osiągnięcia są prawie nieznane. W tamtych czasach zasługi przypisywano tylko mężczyznom, oni mają tablice, książki, ich imieniem nazywane są ulice. (...) Pamięć o naszych poprzedniczkach zaginie, jeśli my, kobiety, o nich nie napiszemy”.
Większość z opisywanych niewiast to ewangeliczki. Nie trzeba jednak odwoływać się do wyznania, by stwierdzić iż wszystkie je łączy wspólny duch, etos tak charakterystyczny dla mieszkańców naszego Śląska Cieszyńskiego, stawiający na piedestale codzienności służbę dla innych, na rzecz społeczeństwa, na rzecz bliźniego - i to w szerokim tego słowa rozumieniu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że to duch iście ewangeliczny był przyczyną takich a nie innych postaw, pracy i służby opisywanych bohaterek. Tym, co otrzymały w życiu jako dar, starały się w myśl Chrystusowego podobieństwa jak najlepiej szafować, pomnożyć i rozdawać to dalej, dla dobra drugiego człowieka, dla dobra społecznego. Z tego punktu widzenia książeczka stanowi szczególne świadectwo, tak bardzo w każdych, a zwłaszcza dzisiejszych czasach potrzebne dla ugruntowania tożsamości i świadomości własnej roli dla dalszych dziejów i pokoleń nas wszystkich, którzy dziś kształtujemy nasze „jutro”.

Gorąco polecam wejście na ten szlak i wspólną wędrówkę z bohaterkami tejże książki.

Powierzony klucz,  Małgorzata Lutowska, AD REM, Jelenia Góra, 2008r.
Wydawca pisze: „Powierzony klucz” to książka o niezwykłych losach protestantów na Dolnym Śląsku, o ich wielkim wkładzie w rozwój duchowy i dorobek materialny tych ziem. Bohater, Krzysztof, który ze względów sentymentalnych przyjeżdża w rodzinne strony, przemierzając Dolny Śląsk śladami Reformacji, odkrywa zapomnianych bohaterów, dowiaduje się wielu ciekawych historii, przeżywa przygodę spotkania z przeszłością.
Opowieść mimo niezbędnych wyjaśnień dotyczących tła historycznego snuje się lekko, ubarwiana raz po raz zarówno zwykłymi, jak i absolutnie wyjątkowymi zdarzeniami z życia autentycznych postaci, jakie wpisały się w dzieje Dolnego Śląska.
Jest to lektura dla wszystkich, którym te tereny są bliskie oraz dla każdego, kto otwierając książkę chciałby po prostu odpocząć, na moment oddalić się od codzienności, zanurzyć w innym świecie…

Pochodzę z Dolnego Śląska. Kocham ten region i jego historię. Ta książka została napisana dla mnie. Odpoczywałam przy niej i rozkoszowałam się nieznanymi mi dotąd dziejami moich rodzinnych stron. I kto by pomyślał, zorganizowałam kilka wyjazdów wakacyjnych dla dorosłych i młodzieży - właśnie na Dolny Śląsk. Wydawało mi się, że opowiedziałam im wszystko i pokazałam już wszystko, co było do obejrzenia. A teraz widzę, że to moje ‘wszystko’ to zaledwie czubek góry lodowej. 

W moim sercu dojrzewa pragnienie, aby któregoś pięknego lata pojechać na dłuższy czas do mojej Mamy i wraz z moim mężem, z którym 28 lat temu pobraliśmy się w Świątyni Wang w Karpaczu, przewędrować wszystkie miejsca, o których opowiada „Po-wierzony klucz”. I to on będzie moim przewodnikiem, nie żaden „Pascal” czy cokolwiek innego.
Książka ta zaczyna się następującym opisem: Gdy się jedzie z Wrocławia do Jeleniej Góry, to na wysokości Dobromierza jest pewne chara-kterystyczne miejsce, kończy się równina, a zaczynają góry. Zaznacza się wyraźna linia, granica. Droga pnie się mozolnie wzwyż, aby wykutym wśród skał przesmykiem, jak przez bramę, wprowadzić przybysza do innego świata. To był świat mojego dzieciństwa, mojej młodości i naszej romantycznej miłości...


„Matka Ewa” Audiobook, Wydawnictwo Parafia Ewangelicko-Augsburksa, Bytom-Miechowice, 2010r.
Płyta zawiera:
Wspomnienia - Ewa von Tiele-Winckler, czyta Aleksandra Błahut-Kowalczyk
Działanie Ducha Świętego - Ewa von Tiele-Winckler, czyta Ale-ksandra Błahut-Kowalczyk
O Ewie, co chciała pokonać smoka - ks. Jan Kurko, czyta Jerzy Latos, Paulina Dulla
Na płycie wykorzystano fragment utworu w wykonaniu Andrzeja Rayskiego Gdy wpatruję się w Twą świętą twarz (When I Look Into Your Holiness) z płyty Andrzeja Rayskiego Chcę do Ciebie podobnym być (I Wanna Be More Like You). Projekt zrealizowano dzięki Gminie Bytom.

Ewa von Tiele-Winckler, zwaną Matką Ewą z Miechowic (1866-1930), urodziła się w rodzinie magnatów węglowych. Ewa wyszła z pałacu i zamieszkała w małej drewnianej chatce, w której też umarła. Jej powołaniem była dobroczynność i praca charytatywna na rzecz najbardziej potrzebujących, a życiowym mottem: Być dla innych błogosławieństwem. Założyła ponad 50 domów dla bezdomnych dzieci, opiekowała się samotnymi kobietami i więźniami, przygotowywała diakonise do pracy misyjnej, głownie w krajach Afryki i Azji. Była autorką popularnej literatury religijnej. (Posiadam i polecam jej „Myśli wybrane”, Wyd. Zwiastun, Warszawa, 1990r.)
O Matce Ewie ktoś powiedział: Tak naprawdę jej dzieło bardzo przypomina pracę, jaką wykonała Matka Teresa. Teresę z Kalkuty zna jednak cały świat. O Ewie z Miechowic niewiele wiedzą nawet mieszkańcy Śląska. A szkoda. Wierzę, że ten audiobook wiele zmieni.

W testamencie Matki Ewy są napisane takie słowa: Nigdy nie powinien duch świeckiego wyrachowania czy ludzkich kalkulacji brać górę nad świętym impulsem miłości Jezusowej.
A z tomiku „Myśli wybrane” wybrałam:

Nie o to chodzi, aby być szczęśliwym,
lecz by uszczęśliwiać innych.
Nie o to chodzi, by być kochanym,
lecz by kochać i być dla innych błogosławieństwem.
Nie o to chodzi, by samemu używać,
lecz by udzielać innym.
Nie o to chodzi, by się w życiu przebijać,
lecz by zapierać się siebie.
Nie o to chodzi, by życie zdobyć,
lecz by je utracić.
Nie o to chodzi, by szukać własnego zadowolenia,
lecz by znajdować swoje zadowolenie w zadawalaniu innych.
Nie o to chodzi, by Bóg czynił naszą wolę,
lecz byśmy Jego wolę czynili.
Nie o to chodzi, byśmy długo żyli,
lecz o to, by życie nasze posiadało właściwą treść.
Nie o to chodzi, co ludzie o nas myślą i mówią,
lecz o to, czym jesteśmy przed Bogiem.
Nie o to chodzi, co czynimy,
lecz o to, jak i dlaczego czynimy.


czwartek, 4 listopada 2010

Wycieczka na Dolny Śląsk

MYSŁAKOWICE / ZILLERTAL-ERDMANNSDORF
- świadectwo ostatniego uchodźstwa religijnego w Europie Środkowej

Nieopodal Karpacza, jadąc w kierunku Jeleniej Góry, znajduje się niewielka miejscowość o nazwie Mysłakowice. Zachował się tu unikatowy zespół zabytków architektury z I połowy XIX w. Na uwagę zasługują m.in. domy, które zbudowali protestanccy uciekinierzy z Tyrolu oraz kościół ewangelicki (obecnie stanowi własność parafii rzymskokatolickiej). Są to obiekty powstałe dzięki mecenatowi królewskiemu na obszarze dóbr należących do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III oraz jego następcy. 

Od czasów kontrreformacji w XVIII wieku w odległej dolinie Zillertal w Tyrolu zachowały się liczne, małe grupy protestantów. Religię swoją praktykowali oni potajemnie na prywatnych nabożeństwach lub pod gołym niebem. Zwierzchność państwowa i kościelna uważała ich za sekciarzy i wrogów. Wszyscy mieszkańcy, osadnicy, robotnicy dzienni, pracownicy, włączone w dobra osoby, parobkowie i usługujący obydwu płci, którzy ukończyli 12 rok życia i czują się przynależni do jednej z powyższych religii (augsburskie lub zreformowane wyznanie) mają w ciągu 8 dni, wziąwszy swoje tłumoki, wyprowadzić się stąd i to szybko... 
(Patent Emigracyjny 1731 r.)

Uciskani od stu lat protestanci, w roku 1832, napisali petycję do cesarza Franciszka z prośbą o swobodę praktyk religijnych, petycję jednak załatwiono odmownie. Tyrolczycy zdecydowali się więc na emigrację. Ponieważ już sto lat wcześniej król Fryderyk Wilhelm I na mocy Patentu Imigracyjnego z 1732 roku - My Fryderyk Wilhelm z Bożej Łaski... ogłaszamy i podajemy do wiadomości, że w naszym chrześcijańsko-królewskim miłosierdziu i z serdecznego współczucia wobec naszych napastowanych okrutnie w biskupstwie salzburskim i prześladowanych ewangelickich krewnych wyznaniowych, z powodu iż owi sami z woli swej wiary i przekonań moralnych, zmuszeni są do opuszczenia swej ojczyzny postanowiliśmy podać im przyjazną i pomocną dłoń i w końcu przyjąć ich w naszym kraju i ulokować w urzędach naszego Królestwa Pruskiego... - przyjął w Prusach ponad 2200 uchodźców protestanckich z Salzburga, w 1835 roku została wysłana do Berlina delegacja z elokwentnym szewcem Johannem Fleidlem na czele, która to miała prosić króla Fryderyka Wilhelma III o przyjęcie w Prusach. Opinia na temat Fleidla brzmiała tak: ...Heretyk werbujący nowych wyznawców, cytujący nieodpowiednie pasusy z Biblii, pełen pasji, złości i kłamstwa; już nawet jego fizjonomia ma w sobie coś strasznego, odrażającego. Usunięcie tego człowieka byłoby czynem koniecznym i dobroczynnym... (jego pomnik znajduje się na terenie pałacu mysłakowickiego). Król, który sam uważał siebie za gwaranta protestantyzmu, przyrzekł delegacji wszelkie możliwe wsparcie.

Jako że krajobrazy przedgórskie Karkonoszy najbardziej odpowiadały warunkom geograficznym starej ojczyzny, na nową ojczyznę wybrano Kotlinę Jeleniogórską. Jesienią 1837 roku 416 osób przybyło na Śląsk Pruski. Rok później w południowej części Mysłakowic zbudowano osadę „Zillertal”. Tereny pod budowę bezpłatnie udostępnił sam król. Pierwsza zagroda była zamieszkana już w listopadzie 1838 r. W przeciągu kilku lat gmina Tyrolczyków rozrosła się do 67 domostw. Część kosztów na pokrycie wydatków związanych z budową kolonii tyrolskiej pochodziła ze środków królewskich, za co przybysze z okolic Salzburga odwzajemnili się pruskiemu władcy, umieszczając na jednym ze swoich domów napis Boże chroń króla Fryderyka III. My wypędzeni z powodu wyznania Tyrolczycy z Zillertal dotarliśmy szczęśliwie do nowej ojczyzny na Śląsku Pruskim i zostaliśmy, Bogu dzięki, przyjaźnie przyjęci. ... Dziękujemy za wielką łaskę i miłosierdzie naszemu Królowi, których na ciele i na duszy doświadczamy już teraz, w tym, że mamy własnego nauczyciela dla młodzieży, dorosłych i tych starszych, którzy nie potrafią czytać, a chcieliby sami móc czytać Pismo Święte. Dziękujemy szczególnie za udzielane przez duchownego lekcje religii, z których rozpoznajemy i uczymy się z całego serca, jak ważne znaczenie ma Komunia Święta. Prosimy także... abyśmy... pozostali razem w tej przyjaznej okolicy, gdyż przypomina nam ona w wielu rzeczach nasz ojczysty kraj... Tak brzmiało podziękowanie dla Fryderyka Wilhelma III.

Najbardziej znamiennym elementem tych domów są balkony, charakterystycznie stylizowane na kształt rozwiniętego tulipana, lilii, serca, kwadratu i gwiazdy. Tyrolskie domy były zwykle budowlami jednopiętrowymi o drewnianej konstrukcji, często ustawionej na kamiennej lub ceglanej podmurówce. Wejścia  do nich były  projektowane z frontu lub z boku zewnętrznej elewacji. W domach mieszkalno - gospodarczych, część gospodarcza zajmowała dwie trzecie budynku.
Nowopowstała osada wkrótce otrzymała własną szkołę, świetlicę dla panien i kawalerów, kuźnię i młyn. W 1840 roku zbudowana została przędzalnia i tkalnia lnu. (Mysłakowice do dziś słyną z produkcji pięknych wyrobów lniarskich.)
W tym samym czasie w pobliżu pałacu budowano kościół protestancki (na zdjęciu Pomnik Tyrolczyków, mężczyzna przy sercu trzyma Biblię). Początkowo miał to być kościół pałacowy, z czasem został on powiększony na potrzeby Tyrolczyków, zapewniając miejsce 800 osobom. Kościół, usytuowany na południe od mysłakowickiego pałacu, posiada wysmukłą bryłę architektoniczną wzorowaną na konwencji włoskich kościołów romańskich. Wnętrze swoją budową przypomina starochrześcijańskie bazyliki. Przed wejściem do świątyni znajduje się parterowy portyk wsparty na dwóch marmurowych, oryginalnych, pochodzących z Pompei, kolumnach.

Ponowne wygnanie:
Na wiosnę 1946 roku, postępując zgodnie z postanowieniami poczdamskimi, ludność narodowości niemieckiej została wypędzona i przesiedlona do sektora brytyjskiego i sowieckiego. Nielicznym fachowym pracownikom tkalni i przędzalni i ich rodzinom pozwolono tymczasem pozostać. Z końcem maja z jeleniogórskiego dworca towarowego zaczęły odjeżdżać pociągi na zachód. Zezwolono na zabranie 20 kg bagażu podręcznego, do tego kołdry i poduszki oraz najpotrzebniejsze sprzęty gospodarstwa domowego. W dniu 30 maja pierwszy transport opuścił osadę. Największa liczba przesiedleńców została przydzielona do regionu wokół Hannoweru i Braunschweigu. W taki oto sposób czwarta generacja dawnych Tyrolczyków, nosząca nazwiska starych rodów tyrolskich, musiała opuścić powtórnie swe strony rodzinne, tym razem nie z powodów religijnych, lecz dlatego, że byli oni Niemcami.
Rozproszeni po niemalże całym terenie Bundesrepubliki potomkowie tyrolskich przesiedleńców przyzwyczaili się do swych nowych siedzib. Dawne zwyczaje, zarówno dialekt, jak i ubiór czy sporządzanie typowych potraw, zanikły zupełnie. Pozostały tylko nazwiska i wspomnienia...

Przy głównej drodze z Jeleniej Góry do Karpacza znajduje się starannie odrestaurowany „Dom Tyrolski” - dawna zagroda Rieserów. Obecnie mieści się tu godna polecenia restauracja oraz małe muzeum historii uchodźców religijnych (z tego muzeum pochodzą wszystkie wytłuszczone cytaty). Obiekt ten jest własnością dwóch Tyrolczyków z Austrii i Włoch.

środa, 3 listopada 2010

Święta będą piękniejsze!