sobota, 7 marca 2015

Audycja na Dzień Kobiet


Powtórka w poniedziałek, 9 marca, godz. 15:45.







Heaven is wonderful place

Kiedy  mój syn był małym dzieckiem, ktoś podarował mu kilka kaset magnetofonowych z nagraniem dziecięcego zespołu. Seria miała tytuł „Kids praise” i składała się z bardzo wesołych i żywych religijnych piosenek dziecięcych. Jedną z moich ulubionych była piosenka „Niebo jest wspaniałym miejscem”.

To, że niebo jest wspaniałym miejscem możemy przyjąć  jako pewnik. Wystarczy przeczytać kilka biblijnych opisów, których i tak nasz ograniczony umysł nie jest w stanie do końca ogarnąć. Nic więc w tym dziwnego, że na temat rzeczywistości niebiańskiej - ile ludzi, tyle pomysłów :-). Niektóre nawet bardzo ciekawe… .
Poza nimi funkcjonuje też kilka stałych i podobnych doświadczeń nieba u osób, które przeżyły stan śmierci klinicznej. Przeważnie jest to świetlane spotkanie z Jezusem po przejściu ciemnego tunelu. Z racji podobieństw tych relacji, wydaje się to całkiem prawdopodobne, że osoby w stanie śmierci klinicznej mogą mieć takie doznania. Ale, czy naprawdę spotykają Jezusa? - nie mam co do tego pewności.

O takim przeżyciu opowiadał też pewien chłopiec -  Alex Malarkey. Na podstawie jego historii powstał film „The Boy Who Came Back from Heaven” (2010 r.). Kilka tygodni temu świat obiegła wieść, że historia Alexa nie ma nic wspólnego z prawdą,  a chłopiec przyznaje się do tego, że wszystko wymyślił, aby skupić na sobie ogólną uwagę.

W takiej sytuacji, trudno nie pomyśleć, czy kolejny mały chłopiec - Colton Burpo  - też nie wymyślił swojej historii . On jednak wciąż utrzymuje, że naprawdę odwiedził niebo, chociaż od tego wydarzenia minęło 10 lat. Niebiańskie spotkanie Coltona z Jezusem opisał w książce „Niebo istnieje naprawdę” jego ojciec  -  pastor Todd Burpo. Na podstawie tej książki powstał film („Heaven Is for Real” / 2014 r.).

I właśnie ten film zaproponowałam do wspólnego obejrzenia grupie przyjaciół. Przyznaję, zupełnie w ciemno. Nie czytałam książki i nie obejrzałam wcześniej filmu. Miałam jednak taką cichą nadzieję, że pomimo medialnego szumu wokół obydwu chłopców, film okaże się wyważony i zdroworozsądkowy.  I nie zawiodłam się.  Film w bardzo subtelny sposób pokazał wizję nieba, widzianą oczami małego chłopca. Scenariusz bardziej skupiał się na dylematach ojca chłopca oraz członków kościoła, którego był pastorem, związanych z wizytą chłopca w niebie, niż na samej wizycie. Co uważam za słuszne -  bo prawdziwe niebo, a to jak widział je i opisał chłopiec, a potem jak usiłował pokazać to reżyser filmu  - to trzy różne nieba.

Zachowanie samego chłopca było bardzo naturalne i przekonujące. O swoich przeżyciach opowiadał mimochodem, czasem bardziej skupiając się na ulubionej zabawce, niż na stawianych mu przez ojca pytaniach. Ojca, jak też widza, do prawdziwości przeżyć chłopca może przekonać fakt, że wspominał on o rzeczach, które nie mogły być przez niego wcześniej zasłyszane. 

Pozytywne jest też to, że film nie zmusza widza do tego, aby uwierzył, że te przeżycia są prawdziwe, ani nie przekreśla takiej możliwości. Widz musi zdecydować sam, chociaż to i tak nie ma żadnego znaczenia. To, co ma znaczenie, to osobista wiara lub niewiara widza w fakt istnienia nieba i możliwości  spędzenia w nim wieczności.
Dlatego film ten nie potraktowałam jako objawienia o tym, jak wygląda niebo, ale jako przyczynek do rozmowy na temat potrzeby nawrócenia, które jest furtką do życia wiecznego, w takim niebie, jakiego nie potrafimy sobie wyobrazić.

I nieważne jest, by już teraz wiedzieć, jak tam jest. Ważne jest, aby tam się kiedyś znaleźć.
Pięknie oddają to słowa piosenki Janusza Bigdy „OJCA DOM”

Jak jest cudowny Ojca dom,
Dzisiaj jeszcze tego nie wiem,
Ale w słowa Jego wierzę.
Chcę kiedyś z Tobą mieszkać tam,
I oglądać nowe niebo,
Nową ziemię, wszystko nowe tak.

Cóż na ziemi robić mam
Będę modlił się do Ciebie
Będę myślał wciąż o Tobie Jezu
Chcę tak, jak drzewo owoc dać
Owoc miły Tobie Panie
By uwielbić Twoje Imię tak...

               
Ref. Tylko dotrzeć tam
Tylko wytrwać w nim
Z wiarą w końcu dni
Znalezionym być

Posłuchajcie: KLIKNIJ.






środa, 4 marca 2015

Kącik dobrej książki

„Miedzianka. Historia znikania”, Filip Springer, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011 r.

W tym regionie się urodziłam i przeżyłam ponad 20 lat - Dolny Śląsk nigdy nie przestaje mnie fascynować. Zachwyca mnie jego zróżnicowany krajobraz. Urzekają miasta i miasteczka. Intryguje jego pełna tajemnic historia.

Ostatnio nie mogłam się oderwać od niesamowitej opowieści Filipa Springera (redaktora i fotografa) o niewielkim miasteczku nieopodal Jeleniej Góry (miasta mojego urodzenia). Miasteczku, którego już nie ma.
To Kupferberg - Miedzianka, miasteczko, które po 700 latach istnienia zniknęło z powierzchni ziemi!

Miasteczko to było miastem górniczym. Jak nazwa wskazuje, wydobywano tu miedź. Górniczy charakter miasta nie przeszkodził mu w staniu się perłą turystyczną i wytchnieniem dla kuracjuszy. Do czasu… . Po II wojnie światowej do Miedzianki przybywa Armia Czerwona. Rozpoczyna się rabunkowe wydobycie odkrytych tu rud uranu, prowadzone w latach 1948-1952. Zaczyna się też powolny początek końca miasteczka.

Dziś Miedzianki po prostu już nie ma. Nie ma gospody Ratuszowej. Nie ma browaru, papierni, zakładu kamieniarskiego, warsztatów rzemieślniczych. Nie ma cmentarza. Kilkadziesiąt kamieniczek, pałac, rozlewnia wody, kościół z żółtą elewacją - to wszystko zniknęło, zniszczone, rozgrabione, zrównane z ziemią, wywiezione, zaorane, zapadnięte.

Dlaczego? Odpowiedzi należy szukać u Filipa Springera, który przez dwa lata odkrywał i odtwarzał fascynującą historię Kupferbergu - Miedzianki. Warto pójść jego tropem. I, ciekawy Czytelniku, na pewno nie będziesz zawiedziony. Książkę czyta się z zapartym tchem. Bo, czyż może być coś bardziej fascynującego, niż prawdziwe dzieje realnych ludzi i rzeczywistych miejsc?


Mam nadzieję, przy okazji kolejnej wizyty w moich rodzinnych stronach, choć na chwilę zajechać i stanąć po środku łąki i oczami wyobraźni zobaczyć to, co kiedyś było, istniało, żyło i czego już nie ma.

***

Przy okazji przypominam: KLIKNIJ.