poniedziałek, 18 marca 2019

Kącik dobrej książki

Z moich zapisanych plików wynika, że jest to mój 23 ‘odcinek’  recenzji misyjnych. Licząc średnio 3-4 książki na każdą recenzję, zaprezentowałam Wam już ponad 70 książek. Przeglądając swoje półki i śledząc nieliczne propozycje wydawnicze w tym temacie, zastanawiam się, na jak długo wystarczy mi zasobów. Aktualnie z mojej kolekcji pozostało mi zaledwie kilka tytułów - mniej niż 10. Już zaczęłam się martwić, ale nie na długo. Właśnie czekam na realizację pewnego zamówienia - za kilka dni dotrze do mnie przesyłka z trzema kolejnymi książkami. Uff...
A o oto propozycje bieżącego numeru.

Ruth A. Tucker, awni i nieznani, Wydawnictwo Vocatio, Warszawa 1995
Jeśli ktoś nie lubi dużo czytać - nie tylko książek, ale dostępnych w Internecie informacji o tematyce misyjnej, a chciałby dowiedzieć się jak najwięcej na temat misji, to proponuję właśnie tę książkę.
Jest to historia misji w pigułce. O ile sobie dobrze przypominam, to była moja pierwsza książka o tej tematyce, jaką przeczytałam. Zainspirowała mnie ona do dwóch rzeczy. Pierwsza, z której teraz pokutuję ;-), to napisanie krótkiego tekstu „Dziś prawdziwych misjonarzy już nie ma”, będącego oceną działań misyjnych, jakie rozwinęły się w Polsce po przemianach ustrojowych, kiedy to Polska stała się terenem działań różnych zachodnich misji. Druga rzecz - będąc odpowiedzialną za pracę młodzieżową w naszej wspólnocie, poprosiłam grupę młodych ludzi o przygotowanie na spotkania serii referatów o życiu i służbie najbardziej zasłużonych misjonarzy. Zrobili to doskonale.
Co takiego szczególnego jest w tej książce? Otóż, nie prezentuje ona tylko znane postaci z historii misji, przywołując te nazwiska, które już wcześniej na łamach biuletynu przedstawiałam. Autorka książki Sławni i nieznani - niezwykłe postaci z historii misji w bardzo ciekawy i przystępny sposób przedstawia historię misji od jej zarania, czyli aż od czasów apostolskich. Z lektury książki dowiadujemy się o rozwoju misji w imperium rzymskim, o pierwszych misjach katolickich, o początkach misji protestanckich. Czytamy o historii misji w Ameryce Północnej, Azji Środkowej, Czarnej Afryce, na Dalekim Wschodzie, na Wyspach Pacyfiku. Dowiadujemy się o udziale kobiet w pracy misyjnej, o zaangażowaniu studentów wolontariuszy. Poznajemy początki misyjnych specjalizacji takich jak: misje medyczne, tłumaczenie i lingwistyka, radio i nagrania, lotnictwo misyjne.
Co jest w tym cenne? Od wydania tej książki w USA minęło 26 lat. Praca misyjna trwa i rozwija się. Swoim zasięgiem obejmuje coraz dalsze i ukryte zakątki ziemi. Narzędziami misyjnymi stały się: filmy, telewizja, przekazy satelitarne, komputery. Może ktoś napisze kolejną książkę o rozwoju misji w XXI wieku.

C. Peter Wagner & Joseph S. McCullough, Kondor dżungli, Słowo Prawdy, Warszawa 1984
Bohater tej książki Walter (Wally) Herron urodzony w Australii żył w latach 1910-1964. Ponad dwadzieścia lat swojego życia spędził w Ameryce Południowej, w Boliwii. Za swoje zasługi na rzecz tego kraju i jego mieszkańców otrzymał zaszczytny Order Kondora Andów, chociaż swoim samolotem latał tam, gdzie nie zapuszczał się żaden kondor.
Zastanawiałam się, czy potrafię lepiej przedstawić jego sylwetkę niż zrobili to autorzy książki. I stwierdziłam, że nie.
Niech te dwa fragmenty stanowią dla Was zachętę, aby poznać historię życia i służby tego wyjątkowego człowieka.
„Był on autentycznym bohaterem misyjnym, gorliwym pionierem, fascynującą, oddaną Bogu osobowością. Prócz tego, że był pierwszym misjonarzem, który zastosował w swojej pracy regularną komunikację samolotową, był też tym, który w porozumieniu z rządem Boliwii założył leprozorium w Tane (kolonia dla trędowatych). Był zarówno człowiekiem modlitwy i poświęcenia, jak też żywego reagowania i działania”.
„Sylwetka jego połyskującego w górze samolotu była zwiastunem radości dla smutnych i samotnych, bo dostarczał im listy od przyjaciół; była nadzieją dla chorych, bo miał przy sobie potrzebne lekarstwa lub zabierał ich ze sobą do szpitala; była wybawieniem dla duchowo przygnębionych, bo zawsze miał poselstwo od Zbawiciela, które niestrudzenie głosił ze swojej dużej i wyraźnie przyniszczonej Biblii”.
Czyż nie piękna postać? Zachęcam do przeczytania „Kondora dżungli”.

Eileen Lantry, Na skrzydłach wiary, Wydawnictwo Orionplus, Radom 2014
Na skrzydłach wiary to historia misjonarza, który wierzył, że Bóg nie zna żadnych ograniczeń.
Jest to współczesna historia misyjna, która opowiada o cudach, jaki doświadcza David Gates wraz ze swoją żoną Becky. W opowieści tej nie brakuje elementów dramatycznych i humorystycznych, z których wynika, że Bóg potrafi bardzo dynamicznie pisać scenariusze dla ludzkiego życia. A na pewno może doświadczyć tego człowiek, który gorliwie podąża tam, gdzie Bóg go posyła i prowadzi. Takim człowiekiem bez wątpienia jest David Gates.
David Gates jest synem misjonarzy, wyświęconym pastorem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. David jest człowiekiem wszechstronnym wyszkolonym w dziedzinie pielęgniarstwa, inżynierii oprogramowania i administracji biznesowej. Jest także profesjonalnym pilotem i mechanikiem lotniczym. Służył jako misjonarz w wielu krajach, w tym w Peru, Meksyku, Gujanie, Trynidadzie i Tobago oraz Wenezueli. Książka swoim zakresem obejmuje służbę Davida od jej początków do roku 2001 r.
David w 2000 roku założył Gospel Ministries International, aby rozwijać lotnictwo medyczne i zarządzać edukacją oraz projektami nadawczymi (telewizyjnymi) na całym świecie. Jako mówca, David komunikuje swoje zaufanie do Boga i pasję do wolontariatu na pierwszej linii pracy misyjnej.
Gorąco polecam.

***
Ponieważ książki „Kondor dżungli” i „Na skrzydłach wiary” opisują dziedzinę lotnictwa misyjnego, chciałam przypomnieć opisane już wcześniej tytuły, również związane z lotnictwem misyjnym.
Janet i Geoff Benge  –  Nate Saint - Skrzydłem i modlitwą (biuletyn nr 77)

Napisane na zamówienie Biuletynu "Idźcie". 






poniedziałek, 18 lutego 2019

5 języków miłości

W minioną sobotę, na okoliczność tzw. „walentynek”, przygotowałam dla kobiet z Arki ogólnie znany temat „5 języków miłości”. Tych prostych pięć sposobów okazywania sobie miłości zaprezentował światu, w oparciu o wieloletnie doświadczenie duszpasterskie, Gary Chapman, amerykański pastor, doradca małżeński, terapeuta. Oto one: słowa afirmacji, dobre czyny, prezenty, jakościowy czas, dotyk.

Ze względu na to, że w związkach małżeńskich jest zaledwie niewielka część moich słuchaczek (dużo jest wdów), postanowiłam przybliżyć im ten temat w różnorodnych kontekstach. Przecież te języki miłości, najbardziej podstawowe i proste sposoby jej okazywania, mają charakter uniwersalny i niekoniecznie odnoszą się tylko i wyłącznie do małżeństw. Można przecież dbać o właściwą relację: matka - dziecko, dziecko - matka, rodzeństwo, teściowa - synowa, zięć i odwrotnie, babcia - wnuki oraz wnuki - babcia, i inne związki międzyludzkie, a nawet relacja człowiek i czworonożny przyjaciel.

Ciekawą cechą języków miłości, jest to, że działają albo powinny działać w obie strony.  Są odwzajemniane. Nie ma w nich egoizmu i skupienia na sobie samych. Jest raczej podejście „fair play” - co daję, to otrzymuję.  
Dzieje się też tak, że w naszej relacji z ludźmi może dominować jeden z tych języków i stanowi on główną cechę naszej relacji z nimi. Jest to jak najbardziej właściwe i bardzo często zależy od naszych potrzeb czy ogólnie od naszej osobowości, temperamentu, od tego czy jesteśmy intro czy ekstrawertykami.

Po dłuższym omówieniu tematu, w którym nie brakowało wątków osobistych - przykładów z życia mojej rodziny, relacji z mężem, z wnukami, z przyjaciółmi, zwróciłam uwagę na jeszcze jedną, moim zdaniem najistotniejszą relację w naszym życiu. Relację: Bóg - człowiek. Bóg też pragnie okazywać nam miłość i być kochanym z wzajemnością, w podobny sposób, jak dzieje się to między ludźmi. A w zasadzie, nasze relacje międzyludzkie pochodzą od tej pierwszej (pierwotnej) i podstawowej relacji, jaką miał człowiek z Bogiem u zarania dziejów.

A tak to mniej więcej wygląda - wybaczcie, że posługuję się głównie hasłami. Powinny być one, mimo wszystko, zrozumiałe. Zachęcam do przestudiowania podanych wersetów, to będzie bardziej korzystne niż moja próba opisania 5 języków Bożej miłości.  

Afirmacja:
Bóg - dobre stworzenie (Gen. 1 r.), moim jesteś (Izajasz 43:1,4a), dobre myśli o nas (Jeremiasz 29:11-14a), znał nas przed urodzeniem (Jeremiasz 1:5), cudownie stworzył (Psalm 139), nie porzuci, nie opuści (Jozue 1:5,9) i wiele innych.
Ludzie - słowa uwielbienia, wdzięczności, dziękczynienia, zachwytu... (Psalm 63:2, Psalm 30:13, Psalm 34:3)

Czas:
Bóg - jest Panem czasu (II Piotra 3:8), On nigdy nie śpi, nie drzemie (Psalm 121:4), nigdy nie ustaje, jest zawsze blisko (Izajasza 40:28), zawsze słyszy, widzi, czuwa (Ks. Przysłów 20:27); nigdy nas nie opuści i nie porzuci (Hebrajczyków 13:5); pragnie społeczności z nami i dzielenia czasu z nami (Psalm 100).
Ludzie - (Psalm 73:28) poświęcamy Bogu czas poprzez czytanie Jego Słowa (Jozue 1:8); modlitwę - Biblia mówi, aby bez przerwy się modlić (I Tes. 5:17) i mieć społeczność z Bożym ludem kościołem (Hebrajczyków 10:24-25); poprzez zaangażowanie w służbę - oddanie swojego czasu na Boże cele (Psalm 84:11, Psalm 71:17-18).

Dary:
Bóg - największym darem miłości Bożej jest Jego Syn (Ew. Jana 3:16 ...albowiem tak...; I Jana 4:10); ale Bóg też ma dla nas dary duchowe i dar w postaci Bożej rodziny (I Koryntian 12:1-31); dar stworzonego przez Niego pięknego świata (Gen. 1 i 2 r., Psalm 104), dar zmienionego życia (Galacjan 5:22-23).
Ludzie - darem, z którego najbardziej ucieszy się Bóg jest nasze serce i życie oraz nasza służba dla Niego (Rzymian 12:1, Izajasz 52:7, Ew. Mateusza 4:19).

Dobre uczynki:
Bóg - Ew. Mateusza 20:28; Ew. Łukasza 4:18; Bóg chce być naszym pomocnikiem zawsze, to tylko zależy od nas, czy Go o to prosimy; On nas chce prowadzić, pocieszać, karmić, uzdrawiać, pomagać nam iść przez życie; uczyć, wychowywać, poprawiać nasze błędy; chce razem z nami wykonywać nasze życiowe zadania - pomagając być dobrą córką, żoną, matką... dobrym człowiekiem...
Ludzie - jesteśmy stworzeni do dobrych uczynków (Efezjan 2:10); byłem głodny, chory, nagi, w więzieniu... (Ew. Mateusza 25:31-46); nasza miłość okazana Bogu poprzez uczynki, to okazanie miłości bliźniemu w potrzebie; to uczynki miłości i miłosierdzia (Ew. Mateusza 25:40); to również życie bez niewoli grzechu z wdzięczności za Jego ofiarę (I Jana 1:9-10 i 2:1-2).

Dotyk:
Bóg - nie mamy możliwości poczuć fizycznie Bożego dotyku, ale wyobraźmy sobie, że dotyka On nas przez powiew delikatnego wiatru, kroplami deszczu lub płatkami śniegu, łaskocze ciepłem promieni słonecznych, masuje miękkością traw lub piasku na plaży. Czy możecie to wszystko poczuć?
Ludzie - i tu też może zadziałać nasza wyobraźnia - Bóg może poczuć nasz dotyk, kiedy nasza dłoń otwiera Jego Słowo; poczuje nas, kiedy otworzymy usta do modlitwy - to tak, jakbyśmy przytulali się do Niego, jak do Ojca i szeptali do Jego ucha najskrytsze nasze myśli; a również każdy miły gest, dotyk, przytulenie, otarcie łez drugiemu człowiekowi, będzie naszym dotykaniem Boga.

Podsumowując temat - życzę wam, abyście w swoim codziennym życiu mogli okazywać innym jak najwięcej miłości, językiem, który jest najbliższy waszych osobowości. Życzę wam, abyście mogli doświadczać odwzajemnionych dowodów miłości, od tych, których kochacie.

A jeśli... a jeśli to pragnienie odwzajemnianej miłości, od kogokolwiek z bliskich wam ludzi nie ma szansy zaistnienia, to pamiętajcie Bóg was kocha i zawsze będzie was kochał miłością niepojętą i nieskończoną (Jeremiasza 31:3; I Jana 4:16). 





sobota, 9 lutego 2019

Tribute to Ala

Bywają takie odejścia, które nas zaskakują i na długo pozostawiają w niedowierzaniu.
W minionym roku, w sposób mniej lub bardziej niespodziewany, odeszło do Pana kilkoro cenionych w służbie Kościoła osób. Odeszli w sile wieku, pokonani chorobą, pozostawiając po sobie trudną do wypełnienia lukę. (Wbrew pewnym stereotypom, są ludzie, których nikt nie zastąpi...)
Jednak nie ulega wątpliwości, że najbardziej zaskoczyła nas wszystkich krótkotrwała choroba i nagła śmierć Ali Wiei - niespełna trzy tygodnie od postawienia diagnozy! Ostatni dzień roku 2018 zapisał się w naszej pamięci jako bardzo szczególny dzień. Około 1500 osób uczestniczyło w pożegnaniu z Alą, doświadczając tak niesamowitej jedności braterskiej, że wszyscy czuli się jakby byli już w przedsionkach nieba. To było ostatnie dzieło Alinki tu na ziemi.

Alę poznałam w latach osiemdziesiątych. Zwykle Alę i Henryka widywaliśmy na kluczowych wydarzeniach organizowanych jeszcze na gruncie Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Czasem, przy okazji przejazdu, wpadaliśmy z mężem do siedziby Chrześcijańskiej Fundacji Życie i Misja w Ustroniu, którą założyła wraz z Henrykiem w 1990 roku. Zawsze były to miłe, pozostawiające w sercu ciepłe wspomnienie, spotkania. Prężna działalność fundacji - konferencyjna, szkoleniowa i wydawnicza sprawiła, że stałam się wierną beneficjentką tych działań. Do dnia dzisiejszego korzystam w swojej służbie z książek wydanych przez fundację - szczególnie tych napisanych przez Alinkę, czy z notatek poczynionych z jej wykładów.

Wspólny pokój
Chociaż nasze spotkania z Alą były bardzo rzadkie, to zawsze - poprzez to, co robiła -  postrzegałam ją jako kobietę wielką, a przecież tak delikatną, subtelną, ciepłą i otwartą w kontaktach. Podczas jednej z konferencji zagranicznych organizatorzy rozlokowali kobiety i mężczyzn w różnych hotelach (Budapeszt 2002 r.). Nawet pary małżeńskie rozdzielono :-). Mi i Ali dane było dzielić ze sobą pokój. I chociaż, z powodu napiętego programu, niewiele czasu miałyśmy dla siebie, to krótkie poranki i trochę dłuższe wieczory spędzałyśmy razem. Nasze rozmowy, modlitwy, dzielenie się doświadczeniami z życia i służby bardzo zbliżyły nas do siebie. To właśnie wtedy Ala stała się kimś bardzo bliskim mojemu sercu.

Listy
Przez tych kolejnych 16 lat nie widywałyśmy się zbyt często, ale od czasu do czasu wymieniałyśmy ze sobą dłuższe maile. Wyjątkowość Ali widoczna była również w tej dziedzinie -  zawsze odpisywała, zawsze znalazła chwilę, aby odpowiedzieć pełnowymiarowym listem, nie kurtuazyjnie, nie grzecznościowo.Taka postawa jest dziś naprawdę rzadkością. W dobie SMS-ów i królowania krótkich informacji tekstowych pisanie długich maili? Szkoda na to czasu. (Ja, dzięki Bogu, jeszcze nie dojrzałam do tego etapu...)

Kiedy dotarła do mnie informacja o chorobie Ali, nie umiałam znaleźć sobie miejsca.   W swojej bezradności, szoku i złości na tę sytuację nie znalazłam w sobie siły, aby od razu do niej napisać choć kilka słów otuchy i pocieszenia. Żałuję... Po jakimś czasie napisałam: Kochana Alu, od kiedy dowiedziałam się o Twojej chorobie, ciągle myślę o Tobie i noszę w moim sercu modlitwę o Twoje uzdrowienie. Pamiętam Wasze wsparcie, kiedy mój mąż przechodził przez ciemną dolinę. I widziałam cud. O taki cud modlę się dla Ciebie. O Boże ozdrowieńcze dotknięcie Jego własną ręką lub rękami mądrych lekarzy. Tulę Ciebie mocno. Jesteś dla mnie szczególną osobą, która miała na mnie ogromny wpływ. Bóg czynił i czyni przez Ciebie wspaniałe rzeczy i wierzę, że ma dla Ciebie doskonały plan na ciąg dalszy... .

Wiadomość o śmierci Ali była dla mnie bardzo bolesna. Na facebookowym profilu kobiecym Kobiety Razem napisałam tych kilka słów: Z bólem serca zawiadamiam, że w dniu wczorajszym w ramiona swojego Stwórcy odeszła Alina Wieja - kobieta, która przez ostatnich kilka dziesięcioleci miała największy dobry wpływ na tysiące kobiet z kręgów ewangelicznych i spoza nich. (W Polsce i zagranicą.) I to nie tylko przez organizowane konferencje i wykłady biblijne, którymi chętnie się dzieliła, ale również przez liczne artykuły w czasopiśmie "Nasze Inspiracje", przez napisane książki, przez szkolenia w Instytucie Poradnictwa. I wiele innych sposobów...
Jeśli ktoś stwierdzi, że nie ma ludzi niezastąpionych, ten się myli - już nikt nie zastąpi nam Ali. Nasz ewangeliczny świat, nasz kobiecy świat doznał ogromnej straty. Dziękujmy Bogu za ten czas, który dał Ali przeżyć tu na ziemi, w którym w pełni wykorzystała wszystkie talenty, którymi ją obdarzył. Była wspaniałą służebnicą Pańską - ancilla Domini.

O życiu, śmierci i pogrzebie Alinki napisano wiele pięknych słów. Wzruszałam się, kiedy czytałam wpisy na FB kilku pastorów: Piotra Gąsiorowskiego, Bogdana Olechnowicza, Andrzeja Bajeńskiego, Edwarda Ćwierza i Pawła Jarosza. Ze łzami w oczach przeczytałam to, co napisała o swojej mentorce, duchowej matce, szefowej i przyjaciółce Estella Korzeń. Nie było w tych opisach cienia przesady. Tu nie działał mechanizm, że o tych, którzy odchodzą wypada mówić tylko dobrze. Ala po prostu taka była, jak ją opisano i jak o niej będzie się pamiętało.

Oczywiście, przy tej okazji zadałam sobie pytanie, czy za swojego życia Ala słyszała również tyle ciepłych, pełnych docenienia słów na swój temat. Jako Polacy nie jesteśmy zbytnio skłonni do mówienia komplementów, do afirmowania, do zachęcania... Amerykańskie poklepywanie po plecach i mówienie „świetną robotę robisz” drażni nas Polaków, że jest sztuczne. Niestety, nie proponujemy niczego w zamian. Częściej posługujemy się krytyką, mniej lub bardziej zasłużoną. Częściej milczymy -  kierowani zazdrością.

Moje relacje z Alinką, pielęgnowane sporadyczną wymianą maili, głównie charakteryzowały się wzajemną afirmacją i zachętą. Sama będąc w służbie (w skali działań Ali - micro służbie), wiem, jak ważna jest zachęta. Kilka słów doceniania dodaje skrzydeł, motywuje, podnosi na duchu - szczególnie wtedy, kiedy nie jest się do końca zadowolonym z wykonanego dzieła.

Listy do Ali
Pomyślałam sobie, że przytoczę kilka fragmentów z niektórych moich listów do Ali. Wiele osób po jej śmierci pisało i mówiło jaka była. Ja, dla odmiany, chcę przypomnieć, co pisałam o niej/do niej, o tym, co robiła, kiedy jeszcze żyła.  

17.09.2004
Droga Alu, jestem świeżo po lekturze najnowszego numeru „Naszych Inspiracji” i pomyślałam, że napiszę do Ciebie kilka słów zachęty. Wiem, że tego nigdy za wiele. Ludziom zawsze łatwiej przychodzi naszą służbę skrytykować, niż powiedzieć jedno dobre słowo.
Otóż, po pierwsze. Tematyka ostatniego numeru jest odpowiedzią na moje modlitwy. Jest narzędziem dla mojej służby duszpasterskiej. Artykuły (w tym też Twoje słowo wstępne): Dokąd umysł zmierza..., Nie patrz w dół, Czy muszę się martwić?, Dobre strony zmian, Świat naszych myśli  - spadły mi jak prezent z nieba.
Po drugie. Myślę, że już wszystkie kobiety z naszej społeczności przeczytały Waszą najnowszą książkę Lindy Dillow „Błogosławieństwo w Dolinie Łez”. Zresztą, to sama przyjemność mieć taką śliczną „babską książkę” w swoim księgozbiorze - chodzi mi tu o oprawę graficzną, kolorystykę. Najważniejsza jest jednak treść i wiem, że kobiety bardzo sobie cenią to, o czym Linda pisze.
Po trzecie. Jak wiesz, jesteśmy fankami Lindy Dillow, dlatego poważnie podchodzimy do sprawy planowanej przez Ciebie konferencji. Przed nami jeszcze rok (a nawet ponad), ale my postanowiłyśmy zrobić coś bardzo praktycznego. Od września zaczęłyśmy zbierać po 10 zł. miesięcznie, aby do czasu konferencji mieć uzbieraną kwotę odpowiednią (lub zbliżoną) do jej kosztu.

31.12.2004
Droga Alu, serdecznie pozdrawiam Ciebie w ostatnich chwilach 2004 roku.
Piszę  w związku z Listem Modlitewnym, jaki od Was otrzymałam. Na naszym ostatnim spotkaniu kobiecym czytałyśmy go wspólnie, dziękowałyśmy Bogu za dzieła, jakich dokonuje oraz modliłyśmy się o szczególne Boże błogosławieństwo dla tego wielkiego projektu. Cieszymy się, że tak wiele rzeczy się układa, rozwiązują się problemy i Bóg (poprzez ludzi) odpowiada na Wasze, organizatorów, potrzeby.

11.08.2005
Kochana Alu, przesyłka z „Koinonii” dotarła. Bardzo serdecznie dziękuję Ci za książkę i Twoją osobistą dedykację. Naprawdę czuję się tym darem wyróżniona i zachęcona Twoimi słowami.
Tak więc, od pewnego czasu czytam Twoją książkę, zgodnie z  zawartą we wstępie sugestią - jeden rozdział dziennie. I naprawdę jest to wspaniała duchowa podróż, na którą czekam z tęsknotą do każdego poranka.
Alu, jak zwykle poczyniłaś piękne dzieło. Zresztą, nie mogło być inaczej, bo jesteś niezwykłą kobietą. Przyjmij to jako komplement - jesteś taką naszą polską Lindą Dillow. Nie znam osoby Tobie podobnej. I jestem przekonana, że większość kobiet, które Ciebie znają, myślą podobnie, a jeśli myślą inaczej, to chyba dlatego, że Ci zazdroszczą Twojej osobowości, Twoich talentów, tego jak służysz Bogu i ludziom.
Wracając do książki. Właściwie miałam zamiar napisać Ci coś więcej po jej przestudiowaniu - może jeszcze tak zrobię. Ponieważ zapisywałam sobie na karteczce pewne spostrzeżenia, pozwól, że Ci je wspomnę. Piszę tak na gorąco - z reguły, kiedy zamierzam coś napisać zostawiam sobie więcej czasu na zastanowienie i ułożenie myśli. Otóż, doceniam w Twojej książce bogactwo Słowa, tak adekwatnie dobranego do wyrażanych przez Ciebie myśli. Podziwiam świeżość myśli i brak powtarzanych sloganów. A stare i znajome prawdy potrafisz przedstawić w taki sposób, że nabierają one na nowo świeżości i piękna. Jesteś też dobrym obserwatorem życia i cenię to, że wiele piszesz o sobie - o swoim życiu (swoich zmaganiach, doświadczeniach, poszukiwaniach). Zachwycają mnie przytaczane przez Ciebie przykłady, ilustracje, obrazy.

5.01.2010
Droga Redakcjo „Naszych Inspiracji”, z radością odnotowałam fakt, że inspirujecie swoich Czytelników już od 15 lat! Jak ten czas szybko zleciał...
Pamiętam moment, kiedy otrzymałam od Was pierwszy promocyjny numer „Naszych Inspiracji”. Z radością i dumą zaprezentowałam go na spotkaniu dla kobiet naszej wspólnoty.
Żałuję, że nie zachowałam sobie na pamiątkę tego pierwszego numeru. Pewne rzeczy dopiero po latach nabierają wartości i sentymentalnego znaczenia. Ale z drugiej strony nie żałuję w ogóle, że „Nasze Inspiracje” pozostawały u mnie w domu tylko na czas ich czytania. Potem wędrowały do rąk innych osób i... nigdy do mnie nie wracały. W moim domu pozostały na pamiątkę jedynie te numery, w których zaznaczył się mój niewielki wkład.
Pragnę życzyć Wam Bożego błogosławieństwa na dalsze lata tej pięknej wydawniczej służby na rzecz rozprzestrzeniania wartości chrześcijańskich i poszerzania Królestwa Bożego w naszym kraju. I życzę wiele kolejnych okrągłych jubileuszy.

30.01.2015
Kochana Alu, wstyd się przyznać, ale dopiero w miniony weekend znalazłam czas, aby zanurzyć się w lekturze jubileuszowego numeru „Naszych Inspiracji”. Jak ten czas szybko pędzi!!! Przecież zupełnie niedawno, siedząc przy tym samym biurku, pisałam do Ciebie z okazji 15-lecia.
Myślę, jednak, że wcale nie musimy żałować szybko upływających lat, szczególnie wtedy, kiedy spędzone one były na czymś pożytecznym. Niosły ze sobą dobre wartości i dobry wpływ. A niewątpliwie „Nasze Inspiracje” takie są. Dobrze wybrany tytuł dla dobrego dzieła, konsekwentnie realizowanego przez 20 już lat!!!
Jest też powód do dziękowania za 20 lat wytrwałości i wierności temu dziełu, ale przede wszystkim Bogu i Jego powołaniu. Wierzę, że z Bożej inspiracji podjęłaś się tego zadania (wyzwania). Co, zresztą, wyraziłaś w wywiadzie. Doskonale rozumiałam Twoje pragnienie, sama mając pojęcie o czasopismach dla kobiet na zachodzie.
Kochana Alu, dziękuję Tobie za „Nasze Inspiracje”, które niejednokrotnie były dla mnie inspiracją do bycia lepszym człowiekiem, lepszą żoną, matką; do bycia lepszą chrześcijanką; do bycia mądrzejszą w kwestiach finansowych, rodzinnych, zdrowotnych; do dokonywania właściwych wyborów; do bycia zachętą i inspiracją dla innych. I wiele bym tu jeszcze mogła wymieniać. A teraz, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Tobie i całemu zespołowi Bożego błogosławieństwa na kolejne lata.

18.03.2018
Kochana Alu, od pewnego czasu noszę w sercu potrzebę napisania do Ciebie. (...)
Z wdzięcznością patrzę na pracę, jaką Bóg wykonuje w sercach i postawach kobiet, którym służę. I tu znajduje się powód, dla którego zapragnęłam do Ciebie napisać. Podczas naszych spotkań w małej kobiecej grupie zwykle posiłkujemy się jakimiś dostępnymi materiałami do wspólnego studiowania.  Z wielkim sentymentem sięgnęłam po dobrze znane mi materiały: „W labiryncie emocji”, „Przemienione życie”, „Ukojone serce”... Czy brzmi Ci to znajomo?
W następnej kolejności planuję posłużyć się „Powrotem kobiety do harmonii ze Stwórcą” i „Kobietą w ramionach Stwórcy”. A dalej książką „Od lęku do wolności” – jak Pan pozwoli. (...)
Kochana Alu, zawsze byłaś i będziesz kobietą dobrego wpływu. Swoim życiem dotknęłaś mnie i dotykasz moje kobiety, nawet teraz, kiedy jeszcze nie poznały Twoich książek. A te pozostałe, o których wspomniałam, znalazły się na rynku tylko dzięki Twojej służbie... (...)
Czasem sobie myślę, że byłoby wspaniale, abyś kiedyś mogła usłużyć kobietom z Arki...
To był mój ostatni list do Ali.
Jak już wspomniałam, moje listy do niej nigdy nie pozostały bez odpowiedzi. Ale zacytuję tu tylko jeden fragment z naszej ostatniej  korespondencji:  Cieszę się bardzo, że kontynuujesz pracę z kobietami – widzę to jako niezwykłą misję, ponieważ tak wiele niezwykłych rzeczy Pan czyni poprzez kobiety! Chcę Cię w tym bardzo zachęcić i wzmocnić. I jeżeli będę mogła kiedyś, planując jakiś wyjazd do Warszawy, usłużyć i na Waszym spotkaniu, to zrobię to z radością. W obecnym najbliższym czasie nie widzę takiej możliwości, ale  pragnę Cię zapewnić, że jesteś w moim sercu i moich modlitwach. Pragnę Cię wspierać jak tylko to jest możliwe!
I proszę pisz do mnie, jak tylko masz jakiś konkretny temat do modlitwy, lub potrzebę podzielenia się z czymkolwiek! Pamiętam w modlitwach, przytulam mocno i błogosławię, Alina

EPILOG
Kiedy dotarła do mnie wiadomość o chorobie Ali, właśnie kończyłyśmy cykl „Kobieta w ramionach Stwórcy”. Już nie zdążyłam jej tego opisać, jak bardzo wiele nauczyłyśmy się z jej książki. Ta, która prowadziła nas w ramiona Stwórcy, już w tych ramionach jest.
Do zobaczenia, Alinko!