Bywają takie odejścia, które nas zaskakują i na długo pozostawiają w niedowierzaniu.
W minionym roku, w sposób mniej lub bardziej niespodziewany, odeszło do Pana kilkoro cenionych w służbie Kościoła osób. Odeszli w sile wieku, pokonani chorobą, pozostawiając po sobie trudną do wypełnienia lukę. (Wbrew pewnym stereotypom, są ludzie, których nikt nie zastąpi...)
Jednak nie ulega wątpliwości, że najbardziej zaskoczyła nas wszystkich krótkotrwała choroba i nagła śmierć Ali Wiei - niespełna trzy tygodnie od postawienia diagnozy! Ostatni dzień roku 2018 zapisał się w naszej pamięci jako bardzo szczególny dzień. Około 1500 osób uczestniczyło w pożegnaniu z Alą, doświadczając tak niesamowitej jedności braterskiej, że wszyscy czuli się jakby byli już w przedsionkach nieba. To było ostatnie dzieło Alinki tu na ziemi.
Alę poznałam w latach osiemdziesiątych. Zwykle Alę i Henryka widywaliśmy na kluczowych wydarzeniach organizowanych jeszcze na gruncie Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Czasem, przy okazji przejazdu, wpadaliśmy z mężem do siedziby Chrześcijańskiej Fundacji Życie i Misja w Ustroniu, którą założyła wraz z Henrykiem w 1990 roku. Zawsze były to miłe, pozostawiające w sercu ciepłe wspomnienie, spotkania. Prężna działalność fundacji - konferencyjna, szkoleniowa i wydawnicza sprawiła, że stałam się wierną beneficjentką tych działań. Do dnia dzisiejszego korzystam w swojej służbie z książek wydanych przez fundację - szczególnie tych napisanych przez Alinkę, czy z notatek poczynionych z jej wykładów.
Wspólny pokój
Chociaż nasze spotkania z Alą były bardzo rzadkie, to zawsze - poprzez to, co robiła - postrzegałam ją jako kobietę wielką, a przecież tak delikatną, subtelną, ciepłą i otwartą w kontaktach. Podczas jednej z konferencji zagranicznych organizatorzy rozlokowali kobiety i mężczyzn w różnych hotelach (Budapeszt 2002 r.). Nawet pary małżeńskie rozdzielono :-). Mi i Ali dane było dzielić ze sobą pokój. I chociaż, z powodu napiętego programu, niewiele czasu miałyśmy dla siebie, to krótkie poranki i trochę dłuższe wieczory spędzałyśmy razem. Nasze rozmowy, modlitwy, dzielenie się doświadczeniami z życia i służby bardzo zbliżyły nas do siebie. To właśnie wtedy Ala stała się kimś bardzo bliskim mojemu sercu.
Listy
Przez tych kolejnych 16 lat nie widywałyśmy się zbyt często, ale od czasu do czasu wymieniałyśmy ze sobą dłuższe maile. Wyjątkowość Ali widoczna była również w tej dziedzinie - zawsze odpisywała, zawsze znalazła chwilę, aby odpowiedzieć pełnowymiarowym listem, nie kurtuazyjnie, nie grzecznościowo.Taka postawa jest dziś naprawdę rzadkością. W dobie SMS-ów i królowania krótkich informacji tekstowych pisanie długich maili? Szkoda na to czasu. (Ja, dzięki Bogu, jeszcze nie dojrzałam do tego etapu...)
Kiedy dotarła do mnie informacja o chorobie Ali, nie umiałam znaleźć sobie miejsca. W swojej bezradności, szoku i złości na tę sytuację nie znalazłam w sobie siły, aby od razu do niej napisać choć kilka słów otuchy i pocieszenia. Żałuję... Po jakimś czasie napisałam: Kochana Alu, od kiedy dowiedziałam się o Twojej chorobie, ciągle myślę o Tobie i noszę w moim sercu modlitwę o Twoje uzdrowienie. Pamiętam Wasze wsparcie, kiedy mój mąż przechodził przez ciemną dolinę. I widziałam cud. O taki cud modlę się dla Ciebie. O Boże ozdrowieńcze dotknięcie Jego własną ręką lub rękami mądrych lekarzy. Tulę Ciebie mocno. Jesteś dla mnie szczególną osobą, która miała na mnie ogromny wpływ. Bóg czynił i czyni przez Ciebie wspaniałe rzeczy i wierzę, że ma dla Ciebie doskonały plan na ciąg dalszy... .
Wiadomość o śmierci Ali była dla mnie bardzo bolesna. Na facebookowym profilu kobiecym Kobiety Razem napisałam tych kilka słów: Z bólem serca zawiadamiam, że w dniu wczorajszym w ramiona swojego Stwórcy odeszła Alina Wieja - kobieta, która przez ostatnich kilka dziesięcioleci miała największy dobry wpływ na tysiące kobiet z kręgów ewangelicznych i spoza nich. (W Polsce i zagranicą.) I to nie tylko przez organizowane konferencje i wykłady biblijne, którymi chętnie się dzieliła, ale również przez liczne artykuły w czasopiśmie "Nasze Inspiracje", przez napisane książki, przez szkolenia w Instytucie Poradnictwa. I wiele innych sposobów...
Jeśli ktoś stwierdzi, że nie ma ludzi niezastąpionych, ten się myli - już nikt nie zastąpi nam Ali. Nasz ewangeliczny świat, nasz kobiecy świat doznał ogromnej straty. Dziękujmy Bogu za ten czas, który dał Ali przeżyć tu na ziemi, w którym w pełni wykorzystała wszystkie talenty, którymi ją obdarzył. Była wspaniałą służebnicą Pańską - ancilla Domini.
O życiu, śmierci i pogrzebie Alinki napisano wiele pięknych słów. Wzruszałam się, kiedy czytałam wpisy na FB kilku pastorów: Piotra Gąsiorowskiego, Bogdana Olechnowicza, Andrzeja Bajeńskiego, Edwarda Ćwierza i Pawła Jarosza. Ze łzami w oczach przeczytałam to, co napisała o swojej mentorce, duchowej matce, szefowej i przyjaciółce Estella Korzeń. Nie było w tych opisach cienia przesady. Tu nie działał mechanizm, że o tych, którzy odchodzą wypada mówić tylko dobrze. Ala po prostu taka była, jak ją opisano i jak o niej będzie się pamiętało.
Oczywiście, przy tej okazji zadałam sobie pytanie, czy za swojego życia Ala słyszała również tyle ciepłych, pełnych docenienia słów na swój temat. Jako Polacy nie jesteśmy zbytnio skłonni do mówienia komplementów, do afirmowania, do zachęcania... Amerykańskie poklepywanie po plecach i mówienie „świetną robotę robisz” drażni nas Polaków, że jest sztuczne. Niestety, nie proponujemy niczego w zamian. Częściej posługujemy się krytyką, mniej lub bardziej zasłużoną. Częściej milczymy - kierowani zazdrością.
Moje relacje z Alinką, pielęgnowane sporadyczną wymianą maili, głównie charakteryzowały się wzajemną afirmacją i zachętą. Sama będąc w służbie (w skali działań Ali - micro służbie), wiem, jak ważna jest zachęta. Kilka słów doceniania dodaje skrzydeł, motywuje, podnosi na duchu - szczególnie wtedy, kiedy nie jest się do końca zadowolonym z wykonanego dzieła.
Listy do Ali
Pomyślałam sobie, że przytoczę kilka fragmentów z niektórych moich listów do Ali. Wiele osób po jej śmierci pisało i mówiło jaka była. Ja, dla odmiany, chcę przypomnieć, co pisałam o niej/do niej, o tym, co robiła, kiedy jeszcze żyła.
17.09.2004
Droga Alu, jestem świeżo po lekturze najnowszego numeru „Naszych Inspiracji” i pomyślałam, że napiszę do Ciebie kilka słów zachęty. Wiem, że tego nigdy za wiele. Ludziom zawsze łatwiej przychodzi naszą służbę skrytykować, niż powiedzieć jedno dobre słowo.
Otóż, po pierwsze. Tematyka ostatniego numeru jest odpowiedzią na moje modlitwy. Jest narzędziem dla mojej służby duszpasterskiej. Artykuły (w tym też Twoje słowo wstępne): Dokąd umysł zmierza..., Nie patrz w dół, Czy muszę się martwić?, Dobre strony zmian, Świat naszych myśli - spadły mi jak prezent z nieba.
Po drugie. Myślę, że już wszystkie kobiety z naszej społeczności przeczytały Waszą najnowszą książkę Lindy Dillow „Błogosławieństwo w Dolinie Łez”. Zresztą, to sama przyjemność mieć taką śliczną „babską książkę” w swoim księgozbiorze - chodzi mi tu o oprawę graficzną, kolorystykę. Najważniejsza jest jednak treść i wiem, że kobiety bardzo sobie cenią to, o czym Linda pisze.
Po trzecie. Jak wiesz, jesteśmy fankami Lindy Dillow, dlatego poważnie podchodzimy do sprawy planowanej przez Ciebie konferencji. Przed nami jeszcze rok (a nawet ponad), ale my postanowiłyśmy zrobić coś bardzo praktycznego. Od września zaczęłyśmy zbierać po 10 zł. miesięcznie, aby do czasu konferencji mieć uzbieraną kwotę odpowiednią (lub zbliżoną) do jej kosztu.
31.12.2004
Droga Alu, serdecznie pozdrawiam Ciebie w ostatnich chwilach 2004 roku.
Piszę w związku z Listem Modlitewnym, jaki od Was otrzymałam. Na naszym ostatnim spotkaniu kobiecym czytałyśmy go wspólnie, dziękowałyśmy Bogu za dzieła, jakich dokonuje oraz modliłyśmy się o szczególne Boże błogosławieństwo dla tego wielkiego projektu. Cieszymy się, że tak wiele rzeczy się układa, rozwiązują się problemy i Bóg (poprzez ludzi) odpowiada na Wasze, organizatorów, potrzeby.
11.08.2005
Kochana Alu, przesyłka z „Koinonii” dotarła. Bardzo serdecznie dziękuję Ci za książkę i Twoją osobistą dedykację. Naprawdę czuję się tym darem wyróżniona i zachęcona Twoimi słowami.
Tak więc, od pewnego czasu czytam Twoją książkę, zgodnie z zawartą we wstępie sugestią - jeden rozdział dziennie. I naprawdę jest to wspaniała duchowa podróż, na którą czekam z tęsknotą do każdego poranka.
Alu, jak zwykle poczyniłaś piękne dzieło. Zresztą, nie mogło być inaczej, bo jesteś niezwykłą kobietą. Przyjmij to jako komplement - jesteś taką naszą polską Lindą Dillow. Nie znam osoby Tobie podobnej. I jestem przekonana, że większość kobiet, które Ciebie znają, myślą podobnie, a jeśli myślą inaczej, to chyba dlatego, że Ci zazdroszczą Twojej osobowości, Twoich talentów, tego jak służysz Bogu i ludziom.
Wracając do książki. Właściwie miałam zamiar napisać Ci coś więcej po jej przestudiowaniu - może jeszcze tak zrobię. Ponieważ zapisywałam sobie na karteczce pewne spostrzeżenia, pozwól, że Ci je wspomnę. Piszę tak na gorąco - z reguły, kiedy zamierzam coś napisać zostawiam sobie więcej czasu na zastanowienie i ułożenie myśli. Otóż, doceniam w Twojej książce bogactwo Słowa, tak adekwatnie dobranego do wyrażanych przez Ciebie myśli. Podziwiam świeżość myśli i brak powtarzanych sloganów. A stare i znajome prawdy potrafisz przedstawić w taki sposób, że nabierają one na nowo świeżości i piękna. Jesteś też dobrym obserwatorem życia i cenię to, że wiele piszesz o sobie - o swoim życiu (swoich zmaganiach, doświadczeniach, poszukiwaniach). Zachwycają mnie przytaczane przez Ciebie przykłady, ilustracje, obrazy.
5.01.2010
Droga Redakcjo „Naszych Inspiracji”, z radością odnotowałam fakt, że inspirujecie swoich Czytelników już od 15 lat! Jak ten czas szybko zleciał...
Pamiętam moment, kiedy otrzymałam od Was pierwszy promocyjny numer „Naszych Inspiracji”. Z radością i dumą zaprezentowałam go na spotkaniu dla kobiet naszej wspólnoty.
Żałuję, że nie zachowałam sobie na pamiątkę tego pierwszego numeru. Pewne rzeczy dopiero po latach nabierają wartości i sentymentalnego znaczenia. Ale z drugiej strony nie żałuję w ogóle, że „Nasze Inspiracje” pozostawały u mnie w domu tylko na czas ich czytania. Potem wędrowały do rąk innych osób i... nigdy do mnie nie wracały. W moim domu pozostały na pamiątkę jedynie te numery, w których zaznaczył się mój niewielki wkład.
Pragnę życzyć Wam Bożego błogosławieństwa na dalsze lata tej pięknej wydawniczej służby na rzecz rozprzestrzeniania wartości chrześcijańskich i poszerzania Królestwa Bożego w naszym kraju. I życzę wiele kolejnych okrągłych jubileuszy.
30.01.2015
Kochana Alu, wstyd się przyznać, ale dopiero w miniony weekend znalazłam czas, aby zanurzyć się w lekturze jubileuszowego numeru „Naszych Inspiracji”. Jak ten czas szybko pędzi!!! Przecież zupełnie niedawno, siedząc przy tym samym biurku, pisałam do Ciebie z okazji 15-lecia.
Myślę, jednak, że wcale nie musimy żałować szybko upływających lat, szczególnie wtedy, kiedy spędzone one były na czymś pożytecznym. Niosły ze sobą dobre wartości i dobry wpływ. A niewątpliwie „Nasze Inspiracje” takie są. Dobrze wybrany tytuł dla dobrego dzieła, konsekwentnie realizowanego przez 20 już lat!!!
Jest też powód do dziękowania za 20 lat wytrwałości i wierności temu dziełu, ale przede wszystkim Bogu i Jego powołaniu. Wierzę, że z Bożej inspiracji podjęłaś się tego zadania (wyzwania). Co, zresztą, wyraziłaś w wywiadzie. Doskonale rozumiałam Twoje pragnienie, sama mając pojęcie o czasopismach dla kobiet na zachodzie.
Kochana Alu, dziękuję Tobie za „Nasze Inspiracje”, które niejednokrotnie były dla mnie inspiracją do bycia lepszym człowiekiem, lepszą żoną, matką; do bycia lepszą chrześcijanką; do bycia mądrzejszą w kwestiach finansowych, rodzinnych, zdrowotnych; do dokonywania właściwych wyborów; do bycia zachętą i inspiracją dla innych. I wiele bym tu jeszcze mogła wymieniać. A teraz, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Tobie i całemu zespołowi Bożego błogosławieństwa na kolejne lata.
18.03.2018
Kochana Alu, od pewnego czasu noszę w sercu potrzebę napisania do Ciebie. (...)
Z wdzięcznością patrzę na pracę, jaką Bóg wykonuje w sercach i postawach kobiet, którym służę. I tu znajduje się powód, dla którego zapragnęłam do Ciebie napisać. Podczas naszych spotkań w małej kobiecej grupie zwykle posiłkujemy się jakimiś dostępnymi materiałami do wspólnego studiowania. Z wielkim sentymentem sięgnęłam po dobrze znane mi materiały: „W labiryncie emocji”, „Przemienione życie”, „Ukojone serce”... Czy brzmi Ci to znajomo?
W następnej kolejności planuję posłużyć się „Powrotem kobiety do harmonii ze Stwórcą” i „Kobietą w ramionach Stwórcy”. A dalej książką „Od lęku do wolności” – jak Pan pozwoli. (...)
Kochana Alu, zawsze byłaś i będziesz kobietą dobrego wpływu. Swoim życiem dotknęłaś mnie i dotykasz moje kobiety, nawet teraz, kiedy jeszcze nie poznały Twoich książek. A te pozostałe, o których wspomniałam, znalazły się na rynku tylko dzięki Twojej służbie... (...)
Czasem sobie myślę, że byłoby wspaniale, abyś kiedyś mogła usłużyć kobietom z Arki...
To był mój ostatni list do Ali.
Jak już wspomniałam, moje listy do niej nigdy nie pozostały bez odpowiedzi. Ale zacytuję tu tylko jeden fragment z naszej ostatniej korespondencji: Cieszę się bardzo, że kontynuujesz pracę z kobietami – widzę to jako niezwykłą misję, ponieważ tak wiele niezwykłych rzeczy Pan czyni poprzez kobiety! Chcę Cię w tym bardzo zachęcić i wzmocnić. I jeżeli będę mogła kiedyś, planując jakiś wyjazd do Warszawy, usłużyć i na Waszym spotkaniu, to zrobię to z radością. W obecnym najbliższym czasie nie widzę takiej możliwości, ale pragnę Cię zapewnić, że jesteś w moim sercu i moich modlitwach. Pragnę Cię wspierać jak tylko to jest możliwe!
I proszę pisz do mnie, jak tylko masz jakiś konkretny temat do modlitwy, lub potrzebę podzielenia się z czymkolwiek! Pamiętam w modlitwach, przytulam mocno i błogosławię, Alina
EPILOG
Kiedy dotarła do mnie wiadomość o chorobie Ali, właśnie kończyłyśmy cykl „Kobieta w ramionach Stwórcy”. Już nie zdążyłam jej tego opisać, jak bardzo wiele nauczyłyśmy się z jej książki. Ta, która prowadziła nas w ramiona Stwórcy, już w tych ramionach jest.
Do zobaczenia, Alinko!