środa, 31 sierpnia 2011

Philip Yancey w Polsce

Mój ulubiony autor - Philip Yancey - w Polsce!!!

Bez wahania podpiszę się pod tym, co mówi o nim Billy Graham: There is no writer in the evangelical world that I admire and appreciate more. Nie ma w świecie ewangelicznym innego pisarza, którego bym podziwiał i cenił bardziej.

Na zaproszenie Wydawnictwa CREDO, jesienią 19 listopa-dazagości w Warsza-wie Philip Yancey. Autor tak znamienitych książek jak „Zas-koczeni łaską”, „Modlitwa. Czy to działa?”, „Jezus jakiego nie znałem”...


Zapraszam wszystkich na to jedyne i wyjątkowe wydarzenie.

Wszelkie informacje dostępne pod adresem: www.yancey.credo.org.pl.
Rejestracja na konferencję już od 1 września!

***

Oto kilka moich refleksji na temat jego książek:

Zaskoczeni łaską

Jezus jakiego nie znałem

Sposób na niewidzialnego Boga

Rozczarowany Bogiem

Modlitwa. Czy to działa?

Pogłoski o tamtym świecie

***




Nie przegapcie tego!!!


czwartek, 25 sierpnia 2011

Uwielbiam słoneczniki

Słoneczniki

Ktoś przyniósł mi
W pewien deszczowy dzień
Bukiet rozkołysanych słońc
Żeby mój smutek uciekł jak kot
Za siedem płotów
Za siedem sadów
Za siedem ogrodów

Przywiał nam wiatr
Przykleił do okna
Liście topoli i dłonie klonu
Żeby mój smutek odfrunął jak ptak
Za siedem mórz
Za siedem gór
Za siedem dolin

W koszu pachniały jabłka
Śliwki słodziły w powidłach
Żeby mój smutek
Przepadł jak kamień
W siedmiu jeziorach
W siedmiu przepaściach
W siedmiu studniach bez dna

Ktoś przyniósł mi
W pewien deszczowy dzień
Bukiet rozkołysanych słońc..
.


Kasia  Zychla  




środa, 24 sierpnia 2011

Poprawność językowa czy polityczna?

Od pewnego czasu obserwuję pewien stereotyp, funkcjonujący w naszym środowisku ewan-gelicznym. Chodzi mi miano-wicie o to, że coraz częściej słyszę ludzi, wygłaszających opinie, że jakoby my, chrześ-cijanie, posługujemy się języ-kiem niezrozumiałym, herme-tycznym, niedzisiejszym. Zarzu-ca się nam nadużywanie slo-ganów i frazesów chrześci-jańskich. Sama przyznaję, że był taki moment, kiedy wydawało mi się, że osoby te mają rację. Rzecz ma się jednak zupełnie inaczej dzisiaj. Dzisiaj tego typu opinie i wywody zaczynają mnie irytować. I im częściej je słyszę, to mam wrażenie, że  osoba je wypowiadająca, powtarza te opinie jak papuga, bez żadnej osobistej refleksji nad tematem.

Dlaczego niby, nasz „ewangeliczny język” ma być niezrozumiały, skoro wciąż jest to nasz rodzimy język - język polski? Dodatkowo, żyjemy w kraju chrześcijańskim, a więc dlaczego słowa: grzech, pokuta, nawrócenie, łaska, zbawienie, świętość, usprawiedliwienie, świadectwo, ewangelizacja i inne, mają być niezrozumiałe dla naszego potencjalnego rozmówcy? A może raczej boimy się, że możemy go urazić?

Dla uniknięcia, czegoś, co jest w polskim języku biblijnym czymś naturalnym, tworzy się jakieś dziwne „makaronizmy” i „kalki”. Dopiero teraz dla mnie niezrozumiałe.
* Chociażby, stosując kalkę z angielskiego, określenie „ewangeliczny”, zamieniono na  „ewangelikalny” twór.
* Czas refleksji nad Słowem Bożym, zaczęło się określać „cichym czasem” - z angielskiego „quite time”. Niektórzy, aby nie używać słowa „medytacja” na Słowem Bożym (bo kojarzy się bardzo wschodnio), używają zapożyczonego określenia „czas skupienia” - co może rodzić nawet śmieszne skojarzenia. Nie lepiej już powiedzieć „rozmyślanie”?
* Słowo „świadectwo” już zupełnie teraz nie przystoi - teraz „opowiadamy swoją historię”.
* O używaniu słowa „ewangelizacja”, w ogóle nie może być mowy. Niedawno, próbując ująć w prostych słowach wizję pewnej powstającej organizacji parakościelnej, stoczyliśmy długą dyskusję nad tym, co zrobić, aby słowo „ewangelizacja” nie znalazło się w naszym haśle. Taka była wola większości. (A, co najciekawsze - ewangelizacja - jest głównym tematem, wokół którego skupia się cała działalność tejże organizacji.) Udało się, ale jeśli chodzi o moją osobę, to czuję, że poszłam na daleki kompromis. 
* Bóle, prawie że porodowe, towarzyszyły mi, kiedy sama pisałam swoje świadectwo, w celu wydania go w niewielkiej broszurze ewangelizacyjnej. Nie wiem, co było gorszym bólem - zmieszczenie tego świadectwa w 480 słowach, czy kontrolowanie języka, abym czasem nie pozwoliła sobie na użycie zbyt wielu „chrześcijańskich sloganów”. Taki był wymóg redakcji.
* Niedawno, ku mojemu zaskoczeniu, kaznodzieja głoszący Słowo Boże, przytoczył biblijne określenie „pożałowania godni”, występujące w Biblii dwa razy, i nazwał je „biblijnym sloganem”. Tego już było dla mnie za wiele.

I tak dalej…

Zaczęłam się zastanawiać, jak ja to rozumiem.

Po pierwsze - bardzo prosto. Skoro używane przeze mnie słowa, są słowami występującymi w języku polskim i występują nie tylko w Biblii czy kręgach kościelnych, to nie widzę podstaw, aby mieć do nich stosunek negatywny i ich nie używać. Przykład: coraz więcej programów terapeutycznych, odnosząc się do duchowej sfery człowieka, korzysta z ewangelicznego słownika. Wystarczy wnikliwie postudiować popularny program 12 kroków. Poza tym, jeśli istnieje język medycyny, język internautów, język ekonomii, to dlaczego nie miałby spokojnie sobie istnieć „język wiary”?

Po drugie - jako ludzie wierzący jesteśmy przecież obywatelami Bożego Królestwa (Ew. Marka 1:15; I Piotra 2:9-10). Jak każde królestwo czy państwo - ono też posiada swój język. Język zrozumiały dla jego obywateli. I tak, jak należy nauczyć się języka angielskiego, niemieckiego czy jakiegokolwiek innego, tak samo należy nauczyć się języka biblijnego. Rezygnowanie z tego unikalnego słownictwa, grozi spłyceniem radykalizmu Bożego przesłania i poprowadzeniem wielu - łasych na poprawne słówka - na manowce.
Może poniższy fragment dotyczy głębszego problemu - broni czystości nauki, przestrzega przed herezją, to jednak, w moim odczuciu, wyrugowanie z naszego ewangelicznego słownictwa słów kluczowych, poprzez spłycenie (zmiękczenie) ich znaczenia, może przynieść dokładnie taki sam skutek końcowy: odwrócenie ucha od prawdy i zwrócenie się ku baśniom. Czasem mam wrażenie, że już tak się dzieje.
Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem Jezusem, który będzie sądził żywych i umarłych, na objawienie i Królestwo jego; Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem. Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom (II Tym. 4:1-4).